Kraj

Pseudoelokwencja profesor Pawłowicz

Pseudoelokwencja profesor Pawłowicz

Można było stawiać dolary przeciwko orzechom, iż "Gazeta Wyborcza" i inne lewicowe media, nastawione do PiS - jak wiadomo - z ogromną sympatią, wykorzystają show pani profesor na swój sposób. Tak też się stało. Można było się też spodziewać, że wielu prawicowych komentatorów będzie bronić Krystyny Pawłowicz jak niepodległości.

Sam występ pani poseł i reakcje na jej słowa były znakomitym przykładem, jak w Polsce wygląda debata publiczna. Scenariusz jest zawsze podobny. Najpierw lewacka, prowokacyjna manifestacja uliczna. Potem próba wytłumaczenia durnego happeningu "ważną sprawą", "koniecznością uświadomienia społeczeństwa" itd. Następnie zaproszenie do studia telewizyjnego wyrazistej postaci z prawicy, która w emocjonalny, a najlepiej obraźliwy sposób, powie, co o tym wszystkim myśli. Wreszcie święte oburzenie, że jak tak można, że lekceważenie problemu, że nienawiść do kobiet, że chamstwo.

Za dwa dni wszyscy - i z lewej, i z prawej strony - zapomną, że w Polsce jakiekolwiek kobiety są gwałcone. Aż do następnego Marszu Szmat.W trakcie rozmowy red. Kuźniara z prof. Pawłowicz był moment, w którym mógł nastąpić zwrot akcji. Pani poseł zaczęła mówić o poprawkach do projektu zaostrzenia kar za gwałty, przygotowanych przez PiS, które zostały odrzucone przez inne partie na etapie prac w komisji sejmowej.

Aha, pomyślałem, teraz Pawłowicz wyciągnie kartkę z nazwiskami tych posłów PO, SLD i Ruchu Palikota, którzy byli przeciw, i zacznie je wyczytywać. To byłoby coś. Taka litania zrobiłaby na widzach wrażenie. Liberałowie i lewica tak bardzo zamartwiają się losem gwałconych kobiet, ale jak przychodzi co do czego chowają głowę w piasek. Niestety, pani profesor nie poszła tym tropem.

Miałem jednak nadzieję, że pani profesor ma inne kartki - ze statystykami, danymi policji, które potwierdzałyby tezę, że wyzywający strój kobiety zwiększa ryzyko gwałtu. Mogłaby np. zaprezentować grafikę z liczbą gwałtów dokonywanych podczas wiejskich dyskotek, a później pokazać red. Kuźniarowi kilka fotografii dziewczyn bawiących się na takich imprezach. Mogłaby też powiedzieć: "Ale to nie jedyny problem", i zaserwować telewidzom statystyki dotyczące przypadków użycia tzw. pigułki gwałtu. Mogłaby przytoczyć przerażające dane o gwałtach dokonywanych w podstawówkach i liceach - w 2012 r. było ich 74, co oznacza wzrost o... 400 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. I zadać pytanie, czy może to mieć jakiś związek z równie szybkim wzrostem liczby przypadków rozpowszechniania pornografii w szkołach (181 w ub. roku), a także - szerzej - z dużo łatwiejszym dostępem nastolatków do pornografii, przede wszystkim w Internecie. Tutaj akurat pani poseł mogłaby przygwoździć Kuźniara, cytując "Gazetę Wyborczą", która swego czasu pisała o identycznym problemie w Wielkiej Brytanii ("Brytyjscy obrońcy praw dziecka od dawna alarmują, że uczniowie coraz częściej padają ofiarą łatwego dostępu do treści pornograficznych w Internecie i że coraz mocniej przekłada się to na ich zachowania w szkole. Prawdziwą furorę od wielu miesięcy robi sexting, czyli wysyłanie kolegom własnych rozbieranych zdjęć przez komórkę. W grudniu śledztwo dziennikarskie kanału Channel 4 News wykazało, że dotyczy to nawet 13-latków".).

Prof. Pawłowicz mogłaby zawiesić w powietrzu pytanie: "Czy propozycje niektórych polityków lewicy, by rozdawać w szkołach środki antykoncepcyjne, na pewno przyczynią się do zmniejszenia zainteresowania dzieci seksem?". I wreszcie: "Czy to, co dzieje się dzisiaj w szkołach, panie redaktorze, nie ma według Pana żadnego związku z liczbą gwałtów na dziewczętach i dorosłych kobietach?".

Red. Kuźniar oraz organizatorki Marszu Szmat zostałyby upieczone. Oto prawicowa parlamentarzystka demaskuje ich głupotę i pozerstwo, używając poważnych argumentów i dając do myślenia publiczności. Traktuje problem serio i wie, o czym mówi. Wskazuje na realne, a nie wydumane, przyczyny tej plagi.

Ale pani poseł miała nieco inne priorytety: pokazać się przed kamerą, nawrzeszczeć na Kuźniara, ponapawać się własną pseudoelokwencją.

W wielu sprawach miała rację. Zapomniała jednak, że w polityce nie chodzi o to, kto ma rację, lecz o to, kto wygląda na takiego, co ma rację.

Prof. Pawłowicz nie wyglądała.




Społeczność

Tygodnik Do Rzeczy na Facebooku

Historia Do Rzeczy na Facebooku