nr 24.: Danuta Wałęsa i tajemnice rodu

nr 24.: Danuta Wałęsa i tajemnice rodu

nr 24.: Danuta Wałęsa i tajemnice rodu
nr 24.: Danuta Wałęsa i tajemnice rodu
Dodano

Dużo wody musiało upłynąć, nim aparat propagandy PRL bis uznał za możliwe przemienienie Danuty Wałęsy z niemoty w błyskotliwą ozdobę rządowej żurnalistyki. Jednak skoro z rzucającej mięsem tramwajarki Henryki Krzywonos udało się zrobić elegancką „Kobietę XX-lecia”, to i byłą prezydentową da się przerobić na posągową żonę cezara. W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” – Danuta Wałęsa i tajemnice rodu Wałęsów.

Ponadto w nowym „Do Rzeczy” o tym, jak w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie niszczono materiały z teczek byłych funkcjonariuszy MO i SB, o tym, co nas czeka do wyborów po kongresach największych partii oraz o tym, jak na stare nie zostać z nędzną emeryturą.

1. Jeżeli po lekturze autobiografii Danuty Wałęsy ktoś dziwił się, dlaczego jej mąż tak uporczywie trzymał ją przez lata głęboko ukrytą za swoimi plecami, to powinno mu wystarczyć opublikowane kilka tygodni temu zdjęcie ze ślubu Jarosława Wałęsy. Na zdjęciu była pierwsza dama pokazuje „fucka” dziennikarzom chcącym uwiecznić zaślubiny europosła. Autobiografia to tylko autorska kreacja Piotra Adamowicza, a o  specyficznej kulturze osobistej żony „Wodza” najwcześniej przekonali się jego współpracownicy. O ile niektóre z dzielnych kobiet z WZZ i „Solidarności” to po prostu skromne i pokorne „Boże prostaczki”, o tyle Danuta Wałęsa to człowiek z zupełnie innego świata, czego nie zabiła nawet ucieczka do Gdańska, a później obcowanie z wielkim światem uśmiechów, pieniędzy, niezliczonej ilości pierścionków, niebieskich lakierów do paznokci, natapirowanych włosów i pudru – pisze w „Do Rzeczy” Sławomir Cenckiewicz, prezentując prawdziwe oblicze żony byłego prezydenta.

2. A Agnieszka Rybak na łamach „Do Rzeczy” przypomina tajemnice rodu Wałęsów. Przez ponad 40 lat najważniejszy był on. Lech Wałęsa. „Wódz”. Przywódca „Solidarności”, laureat Nagrody Nobla, prezydent. Gdzieś w tle pojawiała się żona. Trzymająca się z boku. Historia rzadko wysuwała ją na pierwszy plan, tak jak podczas odbierania Nagrody Nobla. Dopiero autobiografia przywróciła Danucie Wałęsie podmiotowość. Jeśli czasem robiło się głośno o dzieciach, to głównie za sprawą skandali. Liczne rodzeństwo Lecha Wałęsy, jego dalsza rodzina czy znajomi z młodych lat od mediów trzymani byli z daleka. Przez dziesięciolecia tworzenia mitu legendy „Solidarności” tych, którzy zdecydowali się samodzielnie badać korzenie Wałęsy, można policzyć na palcach. „Ród Wałęsów – prawda ciekawsza od mitu” – na łamach najnowszego wydania „Do Rzeczy”.

2. W „Do Rzeczy” także o, że w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie niszczono materiały z teczek byłych funkcjonariuszy MO i SB. Kierownictwo zaprzecza, a IPN domaga się wyjaśnień i oddania akt. Wyższa Szkoła Oficerska MSW im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie (dziś właśnie Centrum Szkolenia Policji) w okresie PRL była dla komunistycznych władz placówką wyjątkową. To tu kształcono kadry Milicji Obywatelskiej, SB, WOP i BOR. Centrum od 2000 r. współpracuje z IPN, przekazując materiały archiwalne z czasów PRL. Pytanie, czy wszystkie. Jak dowiedział się tygodnik „Do Rzeczy”, zawiadomienie o możliwości niszczenia dokumentów byłej SB złożył już w Instytucie Pamięci Narodowej jeden z (do niedawna) wykładowców centrum. IPN żąda wyjaśnień. Na trop sprawy wpadł już na początku 2012 r. podinsp. Igor Kordas, wykładowca Zakładu Służby Kryminalnej. Sprawdzając własną teczkę mieszkaniową, zauważył, że część dokumentów archiwalnych zniknęła. W ich miejsce pojawiły się dokumenty sporządzone współcześnie, a oryginalne, odręcznie spisane dokumenty nie zostały podpięte pod maszynopisy. Więcej o sprawie – w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.

3. „Do Rzeczy” wraca też do kongresów największych partii. Donald Tusk wciąż przypomina szczurołapa ze średniowiecznej bajki. Wciąż robi z Platformą, co chce. W Gorzowie odnowił wizerunek energetycznego lidera i zmusił do hołdu lennego Grzegorza Schetynę. Jedyny jego jawny adwersarz – Jarosław Gowin – stracił szansę na błyśnięcie indywidualnością. Z kolei Jarosław Kaczyński potwierdził jedynowładztwo w PiS i symbolicznie zakończył „epokę smoleńską” w swojej partii. Dość sprawnie udało mu się osłabić wizerunek podpalacza III RP i sformułować prospołeczny, centrowy program radzenia sobie z kryzysem skierowany do zwykłego Kowalskiego. Oba kongresy pokazały wyraźnie, na jaki wizerunek pracować będą teraz obie partie do wyborów. „Zadyszka Tuska, spokój Kaczyńskiego” – w nowym „Do Rzeczy.”

4. W „Do Rzeczy” również Krzysztof Rybiński o tym, jak nie dać wrobić się w ZUS, czyli nie zostać z biedaemeryturą. Po pierwsze, ponieważ ZUS w ciągu kilku lat stanie się bankrutem, należy zacząć traktować składkę ZUS nie jako składkę na przyszłą emeryturę, tylko jako podatek, który nie będzie miał wpływu na wysokość przyszłej emerydziury. Po drugie, należy zacząć samemu systematycznie oszczędzać. Ważne, żeby to były oszczędności długoterminowe, na emeryturę, a nie chwilowe, które po roku, dwóch latach zostaną wydane na przykład na kupno nowej plazmy, koniecznie większej niż ta, którą posiada sąsiad. Porady dla przyszłych emerytów – w najnowszym „Do Rzeczy”.

5. O emerytury raczej nie muszą się martwić polskie gwiazdy sportu. Polscy sportowcy zyskują na wartość. Na razie co prawda tylko na krajowym rynku reklamowym, ale pewnie już niedługo będą promować produkty od Bangkoku do Los Angeles. Droga tam wiedzie m.in. przez trawiaste korty w Londynie. Sławę i rozpoznawalność, jakie można tu zdobyć, trudno przyrównać do czegokolwiek innego. Jeszcze w 2011 r. najlepiej wyceniany Robert Kubica mógł liczyć na 668,5 tys. zł za udział w kampanii reklamowej. Rok później liderka wśród sportowców z polskim paszportem – Agnieszka Radwańska – była wyceniana na 882 tys. zł. Ile są warte sukcesy sportowe i na jakie pieniądze mogą liczyć nasze największe gwiazdy – na łamach tygodnika „Do Rzeczy”.

6. A w dodatku „Lato Do Rzeczy” - Berlin Davida Bowie. Gdy w marcu tego roku artysta wypuścił na rynek swoją pierwszą od lat nową piosenkę „Where are we now”, był to muzyczny hołd złożony miastu, gdzie spędził trzy niezwykle twórcze lata. Tu nagrał „trylogię berlińską” – albumy „Low” (1977), „Heroes” (1977) i „Lodger” (1979). Lato to dobra pora na wypad nad Szprewę szlakiem ikony brytyjskiego rocka lat 60., 70. i 80. Z Warszawy do Berlina jedzie się sześć godzin, z Poznania – tylko dwie i pół.

Czytaj także

 0

Czytaj także