Krwawy karzeł Jeżow. Przerażał nawet Stalina

Krwawy karzeł Jeżow. Przerażał nawet Stalina

Nikołaj Jeżow
Nikołaj Jeżow / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 3
Stalin najpierw użył go do brudnej roboty, a następnie zlikwidował. Nawet dyktator bał się bowiem wszechmocnego szefa swojej bezpieki.

Wiktor Suworow

Po śmierci Józefa Stalina jego następca Nikita Chruszczow zastanawiał się, co zrobić, żeby utrzymać się przy władzy i spokojnie dożyć późnej starości. Otóż – choć był jednym z największych morderców z gangu Stalina – zdecydował się zliberalizować komunistyczny reżim. Postanowił wstrzymać terror wymierzony w członków partii. I rzeczywiście, bezpieka z miejsca przestała mordować działaczy Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego oraz wysokich rangą oficerów Armii Czerwonej.

Jaki był tego efekt? W dziejach Związku Sowieckiego rozpoczęła się epoka biurokratycznej stagnacji. Aparatczycy na wszelkich możliwych szczeblach sprawowali te same funkcje i stanowiska po 20 czy 30 lat. Ludzie po prostu przyrośli do stołków.

W demokratycznych, praworządnych krajach istnieją określone mechanizmy rotacji urzędników. Jednym z nich są wybory powszechne. W kraju totalitarnym takich mechanizmów nie ma. W efekcie aparat państwowy się degeneruje. Niebotycznie wzrasta korupcja, ludzie są znużeni wykonywaniem w kółko tych samych czynności, zanikają ambicja i chęć do pracy. Sytuacja niczym w zbiorniku ze stojącą wodą, która szybko się pokrywa gnijącą rzęsą.

Czytaj także:
Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

Oto tajemnica wielkiego terroru. Stalin, przeprowadzając czystki w partii, nie kierował się wcale paranoidalną podejrzliwością czy szaloną żądzą krwi, jak twierdzą dziś przemądrzali historycy. Wielki terror był dla niego sposobem na rotację kadr. Była to zbrodnia, która pochłonęła setki tysięcy ludzkich istnień, ale było to robione na zimno, z żelazną logiką i konsekwencją. Stalin nie był bowiem wcale wariatem. Wszystko, co robił, było celowe i przemyślane.

Człowiekiem, który przeprowadził na jego rozkaz największą falę wielkiego terroru, był Nikołaj Jeżow. Sprawował on funkcję szefa NKWD w latach 1936–1938 i w tym czasie zapracował sobie na przezwisko „krwawy karzeł”. Był bowiem niebywałym okrutnikiem, a przy tym nie grzeszył wzrostem. Na jego rozkaz oficerowie bezpieki stosowali bestialskie tortury i rozstrzeliwali ofiary całymi tysiącami. Cały Związek Sowiecki spłynął krwią.

Po wykonaniu zadania sam Jeżow został zwolniony ze stanowiska i rozstrzelany. Czystka dotknęła także jego ludzi. Oficerowie śledczy, którzy jeszcze niedawno znęcali się nad aresztowanymi, teraz sami padli ofiarą tortur. I sami byli rozstrzeliwani w bezpieczniackich kazamatach. Czystkę tę przeprowadzili nowy szef NKWD Ławrientij Beria i jego ekipa. Historia się powtórzyła, bo wcześniej chłopcy Jeżowa wyrżnęli chłopców Gienricha Jagody. Czyli poprzednika swojego szefa. Sam Jagoda został rozstrzelany.

Tak właśnie toczyło się krwawe koło młyńskie zwane wielkim terrorem. Jednego dnia człowiek był na samej górze, miał piękny gabinet, władzę i decydował o życiu innych ludzi. A już następnego dnia spadał na samo dno. Bito go, upokarzano, a wreszcie odbierano mu życie. Ten straszliwy mechanizm przedstawiłem w książce „Kontrola”. Stawiam w niej tezę, że Stalin musiał zabić Jeżowa, a wcześniej Jagodę, żeby samemu utrzymać się na powierzchni.

W każdym komunistycznym kraju istnieją bowiem trzy decydujące o nim siły: biurokracja partyjna, bezpieka i armia. Teoretycznie partia jest siłą przewodnią. Kiedy jednak bezpieka wyrzyna członków partii, to ona wysuwa się na pierwszy plan. Szef bezpieki staje się powoli potężniejszy od szefa partii.

Tak było z Nikołajem Jeżowem. Wystarczył jeden jego rozkaz, aby członek politbiura, bardzo ważny działacz partyjny, dostał kulę w potylicę. Zabił Bucharina, Kamieniewa i Zinowjewa. Kierowana przez niego tajna policja kontrolowała w Związku Sowieckim wszystko. Telefony, system komunikacji, ludzkie myśli, a nawet... samego towarzysza Stalina. Jaką decyzję mógł w tej sytuacji podjąć dyktator? Oczywiście nakazał przeprowadzić „rotację kadr” również w resorcie bezpieki.

Stalin wiedział bowiem, że funkcjonariusze NKWD któregoś ranka mogą przyjść także po niego. Że on także okaże się niemieckim, japońskim i polskim szpiegiem. Że on także zostanie poddany torturom, skazany w procesie pokazowym i zastrzelony w jakiejś zaplutej piwnicy. Sytuacja w 1938 r. stała się prosta: albo towarzysz Stalin zabije towarzysza Jeżowa, albo towarzysz Jeżow zabije towarzysza Stalina.

Obaj panowie doskonale zdawali sobie z tego sprawę. To Stalin okazał się jednak szybszy. Jak zwykle.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2015
Artykuł został opublikowany w 5/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 3
  • kaloo IP
    A " my",jak zwykle "kupiliśmy" licencję dla IPNu i obsrywamy kogo się da.Teraz każdy może zostać agentem komunistycznym,bolszewickim,faszystowskim,antysemitą,zielonym ludzikiem Putina etc.
    Co prawda jeszcze(!) nie strzelają w głowę,ale kto wie?Na razie są to tzw drobne wprawki np Piskorski,któremy chyba się tylko udało przeżyć przez pomyłkę.Czy naprawdę nie widzicie analogii w tym "małpowaniu"?Poniektórzy twierdzą,ze chroni nas tylko brak Syberii.Fachowcy przybędą już za rok prosto z Haify.Może nie ci sami,ale ich potomkowie o jakże swojskich nazwiskach.
    Dodaj odpowiedź 1 5
      Odpowiedzi: 0
    • Aniaa IP
      Treść została usunięta
      Dodaj odpowiedź 1 8
        Odpowiedzi: 1

      Czytaj także