Mindszenty i Wyszyński przeciw komunie. Dlaczego strategia Polaka była lepsza?

Mindszenty i Wyszyński przeciw komunie. Dlaczego strategia Polaka była lepsza?

Kard. József Mindszenty w 1974 roku
Kard. József Mindszenty w 1974 roku / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Mieremet, Rob / Anefo / Dutch National Archives
Dodano 4
Prymas Węgier przegrał, a prymas Polski wygrał walkę z komunistami. Co o tym zadecydowało?

Gdy 40 lat temu na wiedeńskim wygnaniu umierał prymas Węgier kardynał József Mindszenty, miał prawo czuć gorycz wygnania i czuć się ofiarą watykańskiej Realpolitik. Jednak już 16 lat później, po upadku komunizmu w kraju Madziarów, jego szczątki z najwyższymi honorami pogrzebano w katedrze w Esztergom – węgierskim odpowiedniku naszego Gniezna. Tak jak Polacy określają kard. Stefana Wyszyńskiego „Prymasem tysiąclecia”, tak Węgrzy mówią na Józsefa Mindszentyego – „prymas niezłomny”.

Porównanie życia i cierpień obu hierarchów aż się narzuca. Przewodzili Kościołom w dwóch krajach Europy Środkowo-Wschodniej, które przeżyły grozę władzy komunizmu najpierw w latach 1919–1920, a potem w 1945 r., gdy Stalin włączył je – tym razem już na wiele lat – do swego imperium. Obaj kardynałowie posługiwali w krajach dumnych ze swej dziejowej misji „przedmurza europejskiego chrześcijaństwa”, narodom wsławionym skuteczną obroną przed atakami barbarzyństwa ze Wschodu.

Obaj hierarchowie stanęli po wojnie wobec dylematu, jak utrzymać niezależność Kościoła pod władzą marksistów. Od wielu lat historycy zastanawiają się, dlaczego los Mindszentyego był tak gorzki i dlaczego droga, którą poszedł kard. Wyszyński, okazała się o wiele bliższa celu.

Wielu badaczy, szczególnie polskich, popełnia błąd, zbyt łatwo uznając, że warunki polskie i węgierskie były podobne. W pewnych kwestiach były podobne, w innych nie. I to właśnie te różnice zadecydowały o jakże odmiennych drogach życiowych obu odważnych kardynałów. Spróbujmy przedstawić je na zasadzie tzw. życiorysów równoległych.

Czytaj także:
Męczeństwo księży w Sowietach - piekielny plan bolszewików

Monarchista i buntownik

Przyszły przywódca węgierskich katolików urodził się jako József Pehm, 29 marca 1892 r. w Csehimindszent, małej wsi na zachodzie Węgier. Pochodził z rodziny osiedleńców przybyłych z niemieckiej Szwabii. Niewielkie 20-morgowe gospodarstwo nie zapewniało bogactwa, ale funkcja sędziowska ojca przyszłego prymasa wiązała się ze sporym prestiżem. Okres przełomu XIX i XX w. to czas wybuchu patriotyzmu węgierskiego, który objął także Węgrów o korzeniach niemieckich. Młody József dojrzałość osiągnął w czasie apogeum wielkości i siły habsburskiego imperium Austro-Węgier. W wieku 19 lat, w 1911 r., chłopak wstąpił do seminarium, by uzyskać święcenia kapłańskie w 1915 r. Potęga i – jak się zdawało – wszechmoc węgierskiego królestwa rozciągającego się od Adriatyku do Tatr i od Zakarpacia do Bośni była dumą całej jego generacji. Tym większym szokiem w 1919 r. dla ks. Pehma i dla milionów innych Madziarów był rozbiór Węgier zarządzony przez zwycięską ententę na mocy traktatu z Trianon z czerwca 1919 r. Tej narodowej tragedii towarzyszył dramatyczny konflikt wewnętrzny – powstanie na gruzach monarchii Węgierskiej Republiki Rad. 27-letni ksiądz Pehm szybko stał się ofiarą nowej władzy. Został aresztowany i usunięty ze swojej parafii, ale uszedł z życiem.

Po stłumieniu bolszewickiej rewolty przez kolejne lata rządów regenta Węgier admirała Miklosza Horthyego ks. Pehm jest typowym proboszczem i organizatorem z małej miejscowości. Buduje lokalne kościoły, szkoły i instytucje dobroczynne. Zakłada też lokalną komórkę partii katolickiej, ale bez większych ambicji politycznych. Za zasługi te zostaje wyniesiony w 1937 r. do funkcji prałata papieskiego.

Ogromne zaufanie do admirała Horthyego jako wybawcy Madziarów od komunizmu każe mu po 1939 r. bez zastrzeżeń uwierzyć w słuszność aliansu regenta z Hitlerem, co przez pierwsze lata wojny wydaje się mniejszym złem. 4 marca 1944 r. zostaje mianowany na stanowisko biskupa Veszprém, a już niedługo potem nadchodzi szok. Niemcy obalają Horthyego, podejrzewając go o próby kontaktów z aliantami i wyjścia z wojny. Biskup Pehm decyduje się zmienić swoje niemieckie nazwisko na Mindszenty – nazwę swojej rodzinnej wsi. Za wcześniejszą pomoc dla polskich uchodźców i za krytykę agresji Niemiec biskup wędruje do więzienia gestapo, a po krótkim zwolnieniu trafia do więzienia strzałokrzyżowców – faszystów węgierskich, którzy z nadania Hitlera obejmują władzę nad krajem. Paradoks sprawia, że ten zdecydowany komunista zostaje uwolniony z więzienia dopiero w chwili wejścia Armii Czerwonej.

Czytaj także:
Bratankowie na ratunek Powstaniu Warszawskiemu

Z pozoru losy Stefana Wyszyńskiego są podobne. Jest dziewięć lat młodszy od Pehma-Mindszentyego. Pochodzi ze skromnej rodziny wiejskiego organisty, w której jednak panuje szacunek dla wiedzy i samodoskonalenia się. O ile jednak młody Pehm jest wychowywany w gorącym szacunku dla monarchii, o tyle młody Wyszyński od dziecka wie, że carska władza jest obcą okupacją. Gdy trafia do warszawskiego gimnazjum Wojciecha Górskiego, uczestniczy w nielegalnym kółku samokształceniowym studiującym historię Polski. Jednak tak samo jak Pehm ociera się o grozę bolszewickiej nawały w 1920 r. i pojmuje, że to Kościół musi szukać duchowej szczepionki na obłęd komunizmu. Na idee spod znaku sierpa i młota patrzy jako na wynalazek sowiecki, który żeruje na realnych problemach i stanowi zagrożenie dla niepodległości kraju.

Inaczej toczą się też losy obu księży w czasie wojny. Wyszyński bez chwili wahania zostaje kapelanem oddziałów leśnych AK. Doświadczenie tragedii powstania, którą obserwował z podwarszawskich Lasek, skłoni go po wojnie do odrzucenia walki zbrojnej, a potem do chłodzenia emocji w czasie koegzystencji z komunistyczną władzą.

Zderzenia czołowe

Od chwili zakończenia wojny drogi kapłańskie Józsefa Mindszentyego i Stefana Wyszyńskiego zaczynają biec niemal równolegle. We wrześniu 1945 r. Mindszenty zostaje arcybiskupem Esztergomu i prymasem tamtejszego kościoła. Na Węgrzech, gdzie komuniści grają kartą jedynej siły, która odrzucała „faszyzm” zarówno przed wojną, jak i w czasie jej trwania, Mindszenty – z chwalebną kartą rocznego uwięzienia przez gestapo i strzałokrzyżowców – był dobrą odpowiedzią na czerwoną propagandę. Z kolei Wyszyński otrzymuje nominację biskupią już w marcu 1946 r., a dwa lata później zostaje prymasem Polski. Obaj wahają się między intuicją podpowiadającą im, że komunizm potrwa długo, a cichymi nadziejami na zdobycie władzy w wyborach przez tolerowaną opozycję – w Polsce PSL, a na Węgrzech Partii Drobnych Właścicieli i Rolników. Polska różni się jednak znacząco od Węgier.

Polski Kościół wyszedł z wojny ze wzmocnionym autorytetem, gdyż księża dzielili cierpienia z całym narodem.

Na Węgrzech nie tylko komuniści, lecz także postępowcy oskarżali Kościół katolicki, że popierając Horthyego, współwinny jest pchnięciu kraju ku sojuszowi z Hitlerem.

Ponadto w Polsce prymas był moralnym przywódcą całego narodu, a w kraju Madziarów katolicy stanowili tylko 60 proc. chrześcijan – znaczące były wspólnoty ewangelików i kalwinistów. Wyznawcy Lutra i Kalwina mieli do Kościoła katolickiego rozmaite urazy z czasów, gdy katolicyzm był silnym wsparciem monarchii habsburskiej, więc łatwiej było komunistom rozgrywać przeciw sobie różne Kościoły.


Inna była też na Węgrzech skala oporu wobec komunizmu. W Polsce ekipa Bieruta musiała skupić się na walce z żołnierzami wyklętymi, więc rozprawę z Kościołem musiano odłożyć o trzy lata, do 1948 r. Na Węgrzech atak na Kościół i prymasa Mindszentyego zaczął się już wiosną 1947 r. To wtedy rozpoczęto akcję usuwania religii ze szkół. Duże poparcie na wsi miała też parcelacja majątków należących do Kościoła – rozdzielono około 800 tys. mórg ziemi. Ten rabunek w biały dzień oburzył wielu księży, ale nie poruszył szerokich mas patrzących krytycznie na zbytnie gromadzenie doczesnych dóbr przez Kościół. Komuniści sprawnie uruchomili też ruch postępowych katolików, którzy zaczęli atakować prymasa Mindszentyego za „reakcyjne poglądy” i za to, że „przemawia jak polityk”. W końcu Rákosi postanowił zakończyć rozgrywkę z arcybiskupem Esztergomu jeszcze w 1948 r.

Aresztowano go w drugi dzień Bożego Narodzenia, 26 grudnia 1948 r. Rozpoczęły się trwające bez przerwy całe tygodnie przesłuchania niemłodego już kapłana i wyrafinowane tortury mające złamać jego psychikę. Celem śledztwa był proces pokazowy, na którym oskarżono prymasa o zdradę stanu, nieuznanie republikańskiego systemu rządów, udział w Holokauście, antysemityzm i szpiegostwo na rzecz USA i Watykanu.

Na procesie będący najprawdopodobniej pod wpływem narkotyków Mindszenty przyznawał się do wszystkiego, czego życzyli sobie prokuratorzy. Wyrok dożywotniego więzienia zapadł 8 lutego 1949 r. Zrobił on duże wrażenie w Polsce. Brutalną walkę z Kościołem na Węgrzech uznano za próbę generalną Stalina przed akcją przeciw Kościołowi polskiemu.

Zastraszony episkopat węgierski zgodził się, by archidiecezją przejściowo zarządzał bp dr János Drahos, po którego śmierci 15 czerwca 1950 r. kapituła esztergomska wybrała kolejnego bezbarwnego biskupa – Zoltána Meszlényiego.

O wiele bardziej giętka, ale i przemyślana była taktyka kard. Wyszyńskiego wobec ekipy Bieruta. Konfiskatę kościelnych majątków ziemskich przyjął jako dar od losu. Prymas Polski – jak odnotowywali świadkowie – wyrażał wręcz zadowolenie, że księża uwolnieni zostali od pokusy zbytniego dbania o dobra materialne. W 1950 r. prymas zaskoczył Stolicę Apostolską podpisaniem umowy z władzami PRL, dającą nowemu rządowi wiele uprawnień we współdecydowaniu o nominacjach kościelnych i zdecydowanie odcinającą się od walki antykomunistycznego podziemia.

To, co wtedy budziło obawy o ugodowość kard. Wyszyńskiego, dziś jawi się jako mądre przesunięcie konfliktu o trzy lata. W rezultacie, gdy w końcu doszło do aresztowania głowy polskiego Kościoła we wrześniu 1953 r., było już pół roku po śmierci Stalina na rok przed pierwszymi oznakami destalinizacji w ZSRS. Wskutek tego władze PRL nie zdecydowały się na poddawanie Wyszyńskiego torturom ani na proces pokazowy.

Jeszcze w miejscu internowania w Komańczy prymas dowiedział się w marcu 1956 r. o śmierci swego prześladowcy Bolesława Bieruta.

Wyszyński grał va banque i wygrał. W październiku 1956 r. nowo wybrany szef PZPR Władysław Gomułka był zmuszony zwolnić prymasa i potraktować go jak gwaranta politycznych zmian. W tym samym czasie na Węgrzech wybuchło powstanie. Uwolniony Mindszenty poparł w przemówieniu radiowym niepodległościowe aspiracje Węgrów.

Dwa powstania

Wielu historyków wskazuje, że Polacy powstrzymali się od niepodległościowego powstania w 1956 r. wskutek pamięci o hekatombie warszawskiego zrywu w 1944 r. Dla odmiany Węgrzy, którzy mieli moralnego kaca za stanie u boku Niemców w czasie II wojny światowej, musieli wzniecić powstanie w 1956 r., aby odpłacić komunistom za 10 lat terroru.

Wobec upadku powstania zmiażdżonego sowieckimi czołgami prymas József Mindszenty schronił się w ambasadzie amerykańskiej w Budapeszcie. Na początku wydawało się wszystkim, że to tylko chwilowy azyl na czas szału zemsty Rosjan. Jednak nowa ekipa Jánosa Kádára nie złagodziła szybko terroru. Jeszcze w 1958 r. stracony zostaje powstańczy premier Imre Nagy. Wykonanych zostaje wiele wyroków śmierci. Prymas Węgier może słuchać o nich w oficjalnym radiu. Dla węgierskich patriotów jest ostatnim wolnym symbolem rewolucji na terenie zniewolonego Budapesztu.

Czytaj także:
Zabić księży! SB mordowała kapłanów jeszcze po wyborach 4 czerwca

W tym samym czasie kard. Wyszyński urzęduje w Pałacu Prymasowskim w Warszawie i prowadzi cierpliwą grę z ekipą Gomułki. Niekiedy ostrą i nerwową, ale nieporównanie mniej dramatyczną niż w latach stalinowskich. Doczeka wybuchu rewolucji Solidarności i umrze 31 maja 1981 r.

Im więcej czasu mijało od zmiażdżonego powstania, tym bardziej Węgrzy zanurzali się w apatii i poczuciu beznadziei. Coraz rzadziej wspominali o Prymasie Niezłomnym, który mieszka w jednym z pomieszczeń ambasady USA. Kolejne ekipy prezydentów Dwighta Eisenhowera, Johna Kennedy’ego, Lyndona Johnsona i Richarda Nixona prowadziły długą grę w celu pozbycia się niewygodnego gościa.

Także w Watykanie w epoce Jana XXIII, a potem Pawła VI zaczęły wiać wiatry Realpolitik. W końcu ubity został targ nieprzynoszący chluby Watykanowi. Paweł VI nazwał Mindszentyego „ofiarą historii” (nie komunizmu), anulował ekskomunikę Piusa XII wobec węgierskich komunistów, którzy prześladowali prymasa Węgier. Komunistyczny rząd w Budapeszcie zgodził się, aby prymas wyjechał 28 września 1971 r. w kolumnie samochodów amerykańskich do Austrii. Po protokolarnej wizycie w Rzymie u papieża zdradzony hierarcha wyjechał do Wiednia, by być jak najbliżej ojczyzny. W grudniu 1973 r., po odmowie dobrowolnej rezygnacji z tytułu arcybiskupa Esztergomu, Mindszenty został zaskoczony gorzkim dla niego komunikatem Stolicy Apostolskiej: stanowisko prymasa Węgier jest objęte wakatem.

Niezłomny prymas umarł dwa lata później, 6 maja 1975 r., żegnany podczas uroczystego pogrzebu przez całą węgierską emigrację. Rok po śmierci Mindszentyego Paweł VI mianował nowym arcybiskupem Esztergomu i prymasem Węgier abp. László Lékaia – postać bezbarwną i dbającą o unikanie konfliktów z władzami komunistycznymi. Skutki „realizmu Lékaia” w postaci upadku autorytetu Kościół węgierski odczuwa do dziś.Gdy 40 lat temu na wiedeńskim wygnaniu umierał prymas Węgier kardynał József Mindszenty,

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2015
Artykuł został opublikowany w 7/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 4
  • Majka IP
    Ktoś tu zapomniał dodać, że co prawda prymas Wyszyński nie był torturowany w ubeckej katowni, ale czas internowania to też nie były "wczasy w Arłamowie", tylko pobyt w surowych warunkach - a to że nie udało się skompromitować go w procesie, zawdzięczamy bohaterskiemu ks. Baraniakowi, którego więzieniem i torturami chciano nakłonić do zeznań przeciwko Prymasowi.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • historyk niezależny IP
      Trzeba pamiętać że my mieliśmy Piłsudskiego, który był autokratą ale ni jak nie można go przyrównać do Miklósa Horthyego który rządził żelazną ręką, my mieliśmy okupację i terror niemiecki oni współpracę z III Rzeszą Niemiecką a potem ultrakolaborancki ludobójczy nazistowski reżim Ferenca Szálasiego, my mieliśmy Gomułkę i Bieruta ale oni mieli Mátyás Rosenfeld vel Mátyása Rákosiego i  Ernő Singera vel Ernő Gerő
      Dodaj odpowiedź 10 0
        Odpowiedzi: 1
      • Podobne losy IP
        Los Polakom ofiarował trochę wiecej szczęścia, a to szczęście drożej kosztowało
        Dodaj odpowiedź 5 6
          Odpowiedzi: 0

        Czytaj także