Pięć ściem propagandy PiS przeciwko prawnej obronie życia

Pięć ściem propagandy PiS przeciwko prawnej obronie życia

Dodano
Dobra zmiana w obronie życia przepadła. Nadzieja na pełniejszą obronę życia została zdradzona ponownie. A Prawo i Sprawiedliwość, by to usprawiedliwić posługuje się kilkoma nieprawdziwymi tezami, które warto sprostować.

1. Przyjęcie projektu Ordo Iuris mogłoby, po wygranej w przyszłości partii lewicy, doprowadzić do dopuszczenia aborcji na życzenie.

Teza ta nie znajduje usprawiedliwienia w rzeczywistości. Tak się bowiem składa, że po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z roku 1997 jest oczywiste, że nie da się wprowadzić w Polsce aborcji na życzenie, a wątpliwe jest nawet to, czy konstytucyjna pozostaje aborcja eugeniczna. Aby radykalnie zmienić ustawę, lewica musiałaby mieć większość konstytucyjną, a na to, ani teraz ani w przyszłości się nie zanosi. TK zaś, i o tym też warto pamiętać, było i jest dość konserwatywną, przynajmniej w kwestiach światopoglądowych instytucją, czego najnowszym dowodem było orzeczenie w sprawie klauzuli sumienia.

2. Ten projekt był polityczny, zagrażający Prawu i Sprawiedliwości, a być może inspirowany przez rosyjską agenturę.

To był już piąty projekt skierowany przez obrońców życia do Sejmu. W minionych latach nikt z PiS-u nie kwestionował jego zasadności, ani słuszności. Posłowie PiS popierali go niemal bez wyjątku. Przed rokiem zaś politycy tej partii wprost apelowali do obrońców życia, by ci przygotowali projekt zakazujący aborcji. I tak się stało. Ani środowiska zbierające podpisy, ani projekt nie zmienił się na tyle, by uznać, że teraz jest inaczej. Jeszcze dwa tygodnie temu, mimo krytycznego stosunku do zapisu o karalności kobiet Prawo i Sprawiedliwość poparło projekt w całości. I nagle odkryło, że to polityczny atak na PiS?

3. To wsparcie rodzin dzieci niepełnosprawnych, a nie zakaz aborcji będzie realnie ratował dzieci.

Pomysł wspierania rodzin czy matek niepełnosprawnych dzieci bardzo potrzebny, ale nie zamiast ustawy zakazującej aborcji, a obok niej. Pozostawiony sam wcale nie będzie ratował dzieci, a żeby się o tym przekonać wystarczy przyjrzeć się znakomitym rozwiązaniom skandynawskim, które choć mocno wspierają rodziców z niepełnosprawnymi dziećmi, to wcale nie zmniejszają liczby aborcji osób z Zespołem Downa.

4. Ten projekt był za surowy i nic się nie dało z nim zrobić.

Każdy projekt, także ten, jest do zmiany w parlamencie. Można było wyrzucić w komisji zapis o karalności kobiet czy zlikwidować niektóre zapisy. Tyle, że PiS nawet tej zmiany nie zaczął. Zamiast tego z buta zamknął jakąkolwiek debatę i rozpoczął zmasowaną akcję propagandową przeciw obrońcom życia. Mało tego można było przedstawić własny projekt, ale i tego PiS nie zrobił.

5. Skala protestów tak przeraziła PiS, że musiał on zrezygnować ze zmiany.

O wiele większe protesty przeciwko zabiegom przy Trybunale Konstytucyjnym nie skłoniły Prawa i Sprawiedliwości do reform w tej dziedzinie. Nie widać więc powodu, by o wiele mniejsze protesty czarnych marszy miały to uczynić. Protesty te posłużyły po prostu do tego, żeby mainstream PiS mógł zrezygnować z kwestii, na której mu nie zależy, a jednocześnie, że nadal jest pro life, choć zupełnie bezobjawowo.

PS. Jeśli się mylę, i PiS jest – jak deklarował Jarosław Kaczyński – pro life, to do Sejmu trafił właśnie niezwykle łagodny prawnie, ale przecież broniący życia i proszący o zmianę prawa apel 150 tysięcy obrońców życia. Jeśli PiS jest rzeczywiście pro life, to zajmie się tą sprawą. To będzie już ostatni test. Wątpię, by PiS go zdał, ale nadzieja umiera ostatnia.
Tomasz P. Terlikowski

Czytaj także

 0

Czytaj także