Sowieci palą gnieźnieńską katedrę. Strzelali z armat do figury Matki Boskiej
  • Grzegorz JaniszewskiAutor:Grzegorz Janiszewski

Sowieci palą gnieźnieńską katedrę. Strzelali z armat do figury Matki Boskiej

Dodano: 
Katedra w Gnieźnie nocą.
Katedra w Gnieźnie nocą. 
„Wyzwalający” Gniezno sowieccy czołgiści urządzili sobie regularną kanonadę, celując pociskami zapalającymi w wieże i dach katedry. Towarzysząca czołgom piechota kładąc się na bruku strzelała w jej stronę z pepesz. Wszystko wskazuje na to, że była to zaplanowana zbrodnia na jednym z najważniejszych dla Polaków symbolu wiary.

Styczniowa ofensywa Armii Czerwonej w 1945 r. posuwała się jak burza śnieżna od Wisły na zachód. W ciągu niecałych 3 tygodni Sowieci pokonali ponad 500 km i na początku lutego dotarli do Odry. Niemcy rzucili się do ucieczki na całym froncie, stabilizując obronę dopiero na Wale Pomorskim i linii Odry, bezskutecznie starając się powstrzymać Rosjan przed wtargnięciem na teren przedwojennej Rzeszy. Opierały się jedynie większe miasta, traktowane jako twierdze, mające powstrzymywać Rosjan. Mniejszych bronili volksturmiści, którzy posłuchali wezwania Goebbelsa do „wczepienia się w ojczystą ziemię kłami i pazurami” i żołnierze, których zaskoczyło tempo sowieckiej ofensywy. Rosjanie też mieli swoje propagandowe hasła. Kiedy wchodzili w granice przedwojennych Prus Wschodnich, Ilia Erenburg na łamach Krasnoj Zwiezdy apelował do żołnierzy „Nie licz dni, nie licz kilometrów, licz jedynie trupy Niemców, których zabiłeś”.

Rozstrzelać Matkę Boską

Podobnie było w Gnieźnie. 21 stycznia 1945 roku miasto zajmują oddziały 44. Brygady Pancernej Gwardii pułkownika Józefa Gusakowskiego z 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej generała Michała Katukowa. Kilka następnych dni trwało polowanie na nielicznych obrońców, ale walki ustały. 23 stycznia na gnieźnieński rynek wjechały cztery czołgi z czerwonymi gwiazdami na pancerzach. Ustawiły się na wprost położonej zaledwie kilkaset metrów dalej gnieźnieńskiej katedry. Po krótkich manewrach, z czołgowego działa padł strzał.

Sowieckie czołgi T-34 w czasie akcji, 1942 r.

Pocisk wymierzony w świątynie uderzył w stojącą na jej dachu figurę Matki Boskiej, rozbijając go na kawałki. Potem czołgiści urządzili sobie regularną kanonadę, celując pociskami zapalającymi w wieże i dach. Towarzysząca czołgom piechota kładąc się na bruku strzelała w stronę katedry z pepesz. Żołnierze tłumaczą nielicznym mieszkańcom którzy jeszcze nie uciekli, że na katedralnej wieży skryli się Niemcy z karabinem maszynowym, których trzeba było unieszkodliwić. Czołgowe pociski od razu przebiły miedziane poszycie dachu, szybko wywołując pożar. Po chwili płonęły również wieże katedry.

Przerażeni mieszkańcy miasta rzucili się ratować świątynie. Nic jednak nie wskórali. Dostępu do niej bronili mężczyźni z biało czerwonymi opaskami na rękach - Milicja Obywatelska, podporządkowana nowym władzom, które w tym samym dniu zostały przywiezione z Lublina. Do akcji rusza polska straż pożarna, ale dziwnym trafem miejskie hydranty nie działały. Pijani sowieccy żołnierze przecinają węże, którymi strażacy chcieli czerpać wodę z pobliskiego Jeziora Jelonek. Klucze do świątyni trzeba przynieść ze starostwa. Gasić pożar można było dopiero około godziny później, kiedy ogień szaleje już na dobre. Strażacy wchodzą do środka i ratują najcenniejszą relikwię – srebrną trumienkę ze szczątkami św. Wojciecha i Drzwi Gnieźnieńskie, których nie zdążyli ukraść Niemcy. Później wynoszą z wnętrza spakowane już przez nich i przygotowane do wywiezienia dzieła sztuki.

Czytaj też:
Politrucy znad Oki. To oni indoktrynowali kościuszkowców

Pod działaniem ognia z jednej wieży spada zegar, potem cały hełm wali się na dach, przebijając go. Na drugiej wieży krzyż umieszczony na przepalonej kuli zaczyna się powoli przechylać, a potem spada w dół. W wyniku pożaru zniszczone zostały jedne z najlepszych organów w Polsce. Z drugiej strony nawy ogień strawił chórek, mniejsze organy i stalle. Pożar udało się ugasić dopiero po kilkunastu godzinach.

Przemilczana prawda

Nie dało się ukryć, że katedra została spalona w wyniku sowieckiego ostrzału. Jednak przez długie lata obowiązywała oficjalna wersja, że stało się to w trakcie walk z Niemcami podczas „wyzwalania” Gniezna. Na jednej z katedralnych wież miało znajdować się gniazdo niemieckiego karabinu maszynowego, które zniszczyli czołgiści. Jak podawały „Dzieje Gniezna” wydane w 1965 roku pod redakcją prof. Jerzego Topolskiego: „Dopiero działo ustawione na placu Bohaterów Stalingradu zmusiło ostatnich hitlerowców do milczenia. Płonące wieże oznajmiły mieszkańcom Gniezna koniec koszmarnej okupacji”.