Zachód jest zmęczony

Zachód jest zmęczony

Dodano
Stosunek państw NATO do interwencji w Syrii to test na  solidarność demokratycznego Zachodu wobec krwawych dyktatorów, którzy mordują własnych obywateli. Ten test wypada na razie bardzo źle.

Wszyscy są zgodni, że użycie broni masowego rażenia gazu bojowego nie może ujść prezydentowi Asadowi na sucho, a wojna w Syrii powinna się jak najszybciej zakończyć. Gdy trzeba zacząć działać europejskie kraje znajdują nagle mnóstwo powodów, by uniknąć udziału w interwencji. Zewsząd słychać podobne głosy: „Stany Zjednoczone dadzą sobie radę bez nas”, „My nie jesteśmy tam potrzebni”, albo „Jeśli będzie trzeba, to możemy wysłać pomoc humanitarną”.

Można by pomyśleć, że przywódcy państw europejskich zaczynają bardziej, albo mniej jawnie prowadzić politykę, która dotychczas była typowa dla Rosji. Ten rosyjski „realizm polityczny” sprowadza się do całkowitej obojętności na los ofiar i pragmatyzmu, który posuwa się tak daleko, że właściwie zamienia się w cynizm. Jego częścią składową jest rasizm. Politykom łatwo jest myśleć wyłącznie o partykularnych interesach własnych krajów i przechodzić do porządku dziennego nad rzeziami, jeśli te rzezie odbywają się w kolorowym Trzecim Świecie. Łatwo jest przyjąć, że stosunki społeczne w krajach tego regionu są prymitywne, a to, że ludzie się tam zabijają jest naturalnym stanem rzeczy.

Jakie będą skutki dzisiejszych decyzji w sprawie Syrii? Ze wspierania Stanów Zjednoczonych rezygnują nawet ci, którzy dotychczas wytrwale stali u ich boku. Największym ciosem w zachodnią solidarność jest postawa kluczowego sojusznika USA, czyli Wielkiej Brytanii. W efekcie Asad przekroczył czerwoną linię i wygląda na to, że może uniknąć kary. Co w takim razie czeka nas, gdy kolejne czerwone linie zaczną przekraczać inne kraje? Czy Zachód okaże solidarność, gdy Iran przyspieszy swój program atomowy? Albo kiedy Korea Północna znów zacznie grozić sąsiadom nuklearną zagładą? Brak solidarności w sprawie Syrii jest sygnałem dla dyktatorów na całym świecie, że mogą robić, co tylko im się podoba, a podzielony i zmęczony Zachód nie będzie reagował.

Tymczasem warto jeszcze raz zdobyć się na zdwojone wysiłki, jeśli nie militarne, to przynajmniej dyplomatyczne. Wydaje się, że jest jeszcze możliwe rozwiązanie konfliktu w Syrii bez interwencji zbrojnej. Jest to oczywiście mało prawdopodobne, ale warto próbować. Jak mógłby wyglądać taki scenariusz? Trzeba by zawrzeć jakieś porozumienie z Putinem. Wówczas, pod wspólnym patronatem Rosji i USA można by doprowadzić do negocjacji między Asadem a rebeliantami, które zakończyłyby się zawieszeniem broni i porozumieniem w sprawie powrotu uchodźców. Później musiałoby się odbyć referendum pod nadzorem organizacji międzynarodowych. Warunkiem takiego porozumienia musiałaby być zgoda w sprawie zwalczania Al-Kaidy, która zadomowiła się w Syrii. Tutaj byłoby ewentualnie miejsce dla międzynarodowej interwencji, bo że Syryjczycy mogliby sobie nie dać rady z islamistami. Można oczywiście z góry założyć, że jest to scenariusz całkowicie nierealny, ale czy nie warto próbować? Być może za szybko uznaliśmy, że jedynym rozwiązaniem sytuacji jest akcja wojskowa. Gdyby udało się wprowadzić ten scenariusz w życie, prezydentowi Obamie należała by się druga nagroda Nobla.

Jeśli natomiast dojdzie do interwencji, to istnieje ryzyko, że wcale nie będzie ona „umiarkowana” i „ograniczona”, tak jak to zapowiadają Amerykanie. Nie wiadomo, jak zachowa się Asad i co zrobi Iran. Być może w odwecie za amerykański atak zaczną spadać rakiety na Izrael. Państwo Żydowskie na pewno nie pozostanie wówczas bezczynne, a USA nie opuszczą swojego sojusznika i „ograniczona” akcja militarna przerodzi się w konflikt zbrojny na dużą skalę.

Czytaj także

 0

Czytaj także