Przyszłość partii Gowina

Przyszłość partii Gowina

Przyszłość partii Gowina
Przyszłość partii Gowina
Dodano
Wreszcie. Po długich męczarniach narodziła się, wszystko na to  wskazuje, nowa partia. Jarosław Gowin pożegnał ostatecznie Platformę i  zaczął budować swoją formację. Jak można przeczytać, do byłego już posła PO lada moment dołączą Przemysław Wipler, dawniej w PiS, oraz Paweł Kowal z PJN. Najważniejsze pytanie, jakie stawiają sobie liczni komentatorzy, brzmi: Czy ugrupowanie Gowina ma przed sobą przyszłość?

Cóż, odpowiedź nie jest łatwa. Może najpierw warto wskazać, jakie są jego atuty. Przede wszystkim wydaje się, że wszystkich polityków nowej partii łączą podobne poglądy na gospodarkę i podobna wrażliwość światopoglądowa. Wipler ostatecznie rozstał się z PiS po tym, jak partia Kaczyńskiego postawiła na program socjalno-etatystyczny, Gowin krytykował politykę gospodarczą Rostowskiego, sprzeciwił się też wyraźnie zmianom w systemie OFE. Jako minister sprawiedliwości pokazał, że potrafi pójść pod prąd i nie ulegał naciskom lobby feministycznego. Kiedy zatem politycy nowej formacji mówią o sobie, że reprezentują wartości konserwatywno-liberalne i że bronią wolnego rynku, są wiarygodni. Oprócz spójności ideowej nowa formacja ma też drugi atut – obecność co najmniej kilku powszechnie rozpoznawanych twarzy. Trzecią wreszcie zaletą nowego ugrupowania jest to, że łączy polityków tak z Platformy, jak z PiS – trudno będzie twierdzić, że powodem ich rozstania z liderami była tylko niespełniona ambicja czy przegrana walka o władzę.

A słabości? Te też rzucają się w oczy. Po pierwsze do tej pory, mimo licznych prób, żadnej partii nie udało się zająć miejsca między PiS a PO. W polskich warunkach spójność ideowa i wierność programom, szczególnie gospodarczym, ma ograniczone znaczenie. Wyborcy PO idą głosować, bo wmówiono im, że Kaczyński jest nieobliczalny i będzie prowadził politykę awanturniczą; wyborcy PiS sądzą zaś, że Tusk rezygnuje z suwerenności, niszczy Polskę i gnębi opozycję. Ci pierwsi głosują za spokojem i bezpieczeństwem; ci drudzy za niepodległością i sprawiedliwością. W obu przypadkach chodzi o najważniejsze emocje. W obu przypadkach ostatecznie o wyborze decyduje strach. Trudno sobie wyobrazić, jaka emocja miałaby sprawić, że ludzie oddadzą głos na nowe ugrupowanie.

Po drugie mimo względnej popularności Gowina czy Kowala żaden z nich – inaczej niż Kaczyński czy Tusk – nie tworzył od początku partii. To raczej politycy intelektualiści, a nie działacze. Wprawdzie trudno powiedzieć, na czym polega charyzma polityczna, ale do tej pory żaden z polityków nowej formacji nie potrafił pokazać, że przyciąga tłumy.

I – last but not least – kwestia pieniędzy. Niezależnie od tego, czy Donald Tusk spełni swoją groźbę i skasuje finansowanie partii z budżetu, tak PiS, jak PO dysponują nieporównanie większymi środkami niż nowe ugrupowanie.

Czy tym samym partia Gowina nie ma szans? Odpowiedź jak zwykle należy do przyszłości.

foto: Jarosław Roland Kruk

Czytaj także

 0

Czytaj także