Ksiądz Lemański szkodzi Kościołowi

Ksiądz Lemański szkodzi Kościołowi

Ksiądz Lemański szkodzi Kościołowi
Ksiądz Lemański szkodzi Kościołowi
Dodano

Z abp. Henrykiem Hoserem, biskupem warszawsko-praskim, rozmawiają Ewa K. Czaczkowska i Marcin Przeciszewski. Publikujemy fragmenty wywiadu, który w całości dostępny jest w 34. wydaniu Do Rzeczy.

Ewa K. Czaczkowska, Marcin Przeciszewski: Mijają dwa miesiące od usunięcia ks. Wojciecha Lemańskiego z probostwa w Jasienicy, co stało się powodem ogromnego konfliktu, pewnie jeszcze niezakończonego, gdyż ks. Lemański czeka na wynik odwołania się do Watykanu. Jak na razie porażkę poniosły obie strony konfliktu, a największą szkodę odniósł sam Kościół.

Jeżeli ocenia się opinię o Kościele w pewnej grupie medialnej, to z jednej strony ma się wrażenie, że rzeczywiście Kościół poniósł klęskę. Natomiast z drugiej strony wewnątrz Kościoła nastąpiła ogromna konsolidacja i wypracowano konsensus dotyczący tego, że Kościół musi formułować pewne sprawy jasno i klarownie. Oczywiście nie zmusza to nikogo, aby się tym kierował, gdyż wolność jest podstawą wszelkich relacji w Kościele, a nie przymus. Muszę powiedzieć, że nigdy w życiu nie otrzymałem tylu gratulacji od bardzo różnych ludzi – różnych horyzontów myślowych i środowiskowych – jak po ogłoszeniu dekretu w sprawie ks. Lemańskiego i napastliwych reakcji medialnych. W tej chwili dziękuję im za to. Są to setki osób, które do mnie pisały spontanicznie i bezinteresownie. Nie uważam więc, że to jest porażka Kościoła.

Jednak czy naprawdę nie można było inaczej rozwiązać tego sporu?

Muszę powiedzieć, że ja organicznie nie cierpię konfliktów. Jestem zawsze zaniepokojony, gdy konflikty się pojawiają i trudno je rozwiązać, ale też nie mogę się dystansować od elementarnych wymogów, które są częścią istoty kapłaństwa służebnego w Kościele katolickim. Prawdą jest, że Kościół nie może być porównywany do innych instytucji społecznych, które mają strukturę hierarchiczną – a mają ją właściwie wszystkie, również rząd – gdyż jego hierarchiczność jest apostolska, oparta na autorytecie apostołów i jego następców. (...) Biskup zwraca się do wyświęcanego kapłana: „Pełniąc w powierzonym ci zakresie urząd posługiwania Chrystusa – Głowy Kościoła i Pasterza, bądź drogi synu złączony z biskupem i jemu poddany. Staraj się łączyć wiernych w jedną rodzinę”. To jest fundament. (...) I wreszcie biskup pyta kapłana: „Czy mnie i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?”. „Tak” – pada odpowiedź. Kapłan jest więc nie tylko współpracownikiem biskupa, ale także jest posłany przez swojego biskupa do pełnienia określonego urzędu i zadań, które mu wyznacza.

Posłuszeństwo biskupowi, argumentuje ks. Lemański nie może oznaczać zgody na „krzywdę i niesprawiedliwość”.

Posłuszeństwo nie wyklucza problemu rozwiązywania jakichś krzywd, własnych lub cudzych. Nie wydawałem ks. Lemańskiemu żadnych poleceń, które byłyby dlań zachętą do krzywdzenia kogokolwiek. Moja propozycja z 2010 r. dotycząca przeniesienia go z Jasienicy do innej parafii dyktowana była troską o dobro innych ludzi. Była ona odpowiedzią na ogromne skonfliktowanie środowiska parafii, co sam spowodował lub czego nie potrafił rozwiązać. Owszem, zaistniała wada proceduralna tej decyzji, choć w Polsce zwyczajowo stosowana, o której usunięcie – na wniosek ks. Lemańskiego – poprosiła Kongregacja do spraw Duchowieństwa. Jednak Kongregacja absolutnie nie krytykowała meritum mojej decyzji, ale prosiła o powtórzenie procedury, by nie miała wady prawnej. Nie powtórzyłem jej, pełen dobrej woli zostawiłem go na probostwie w Jasienicy, naiwnie wierząc, że ten epizod jakoś go zrównoważy. Tak się jednak nie stało. Widzę w tym przede wszystkim problemy jego osobowości.

Jednak bohater naszej rozmowy miał pozytywne okresy w swym życiu kapłańskim.

Nie przeczę, że miał pozytywne okresy. Ma też wiele pozytywnych cech. Jako proboszcz nie zaniedbywał duszpasterstwa. Konieczne jest też jednak dążenie ze strony kapłana do wygaszania konfliktów, do godzenia ludzi, a nie do konfliktowania ich. Konflikt w szkole, w której nauczał, poszedł tak daleko, że wytoczył proces dyrektorce, a władze oświatowe zwróciły się do mnie, by ten problem jakoś rozwiązać. Sytuacja była naprawdę poważna.

Ksiądz arcybiskup prowadził rozmowy z ks. Lemańskim. Dlaczego zakończyły się one fiaskiem? Prowadziłem z nim rozmowy i korespondencję, a wszystkie problemy, o jakich mówił, starałem się badać. W pewnym momencie przestałem jednak odpisywać na jego listy, gdy ks. Lemański poinformował, że potrzebuje moich pisemnych odpowiedzi właśnie po to, by móc się odwoływać od moich decyzji. Pomyślałem, że nie będę sam nakręcać spirali ciągnących się bez końca odwołań. A podczas bezpośrednich rozmów tłumaczyłem mu, jak przedstawiają się te sprawy, które zbadałem. On tymczasem miał zdolność amplifikowania, rozdmuchiwania spraw, które wcale nie były aż tak dramatyczne. Na ostatnim etapie przestałem się z nim spotykać, gdyż ks. Wojciech był uprzejmy po każdej rozmowie ze mną odwiedzać określoną gazetę i tam dokładnie opowiadać treść naszych konwersacji, oczywiście naświetlając je pod swoim kątem, a często niezgodnie z prawdą. Przynosił też pisma, jakie ode mnie otrzymał, celem publikacji. Wybaczą państwo, ale dialog wymaga lojalności i dyskrecji; bez tego z podwładnym nie da się pracować i żaden przełożony tego nie wytrzyma. (...)

Poważnym polem konfliktu jest sprawa in vitro, choć ks. Lemański mówi, że jest przeciwnikiem tej metody.

Spór się zaostrzył, kiedy ogromnym wysiłkiem powstał dokument bioetyczny Konferencji Episkopatu Polski, przygotowany na jej polecenie przez zespół ekspercki. Pracowaliśmy nad nim przez kilka miesięcy. Był on konsultowany dwukrotnie przez wszystkich biskupów, każde zdanie tekstu było cyzelowane. Ten dokument to kompendium nauczania Kościoła w zakresie bioetyki, głównie w odniesieniu do aktualnie dyskutowanych problemów. Przypomina to to, czego nauczał Jan Paweł II, co było zawarte w dokumentach Kongregacji Nauki Wiary aż do ostatniego dokumentu z 2008 r. A co zrobił z dokumentem episkopatu ks. Lemański. Zdezawuował treść, przypisał intencje, których dokument nie miał, i zdania, których w nim nie ma. Nie wiem, czy ksiądz dokładnie czytał ten dokument. Mówił, że piętnujemy w nim dzieci z in vitro, kiedy jesteśmy jak najdalej od wszelkich form dyskryminacji. Ten dokument nie był mojego autorstwa, ale ks. Lemański mnie je w całości przypisał. I mówi, że jest w nim tylko to, co „Ratzinger” napisał 25 lat temu, a zatem przestarzałe. To jest nieprawda. (...)

W tym konflikcie ogromną rolę odegrały i wciąż odgrywają media, w tym znane z krytyki Kościoła i religii. Czy bez tego wsparcia ten spór mógłby skończyć się inaczej?

Na pewno. Cała sprawa konfliktu, jaki wywołał ks. Lemański, wynika z niesłychanego rozdęcia medialnego. Ona się stała ogólnopolską i nie tylko – mogłem się przekonać, że była śledzona w Rzymie czy w Chicago. Pod wpływem mediów wypowiedzi księdza coraz bardziej się radykalizowały. Radykalizm szedł w kierunku – jak to okreslił komunikat kurialny w innych słowach – dezawuowania własnego biskupa i większości polskich biskupów, karykaturalnego i obraźliwego przedstawiania Kościoła... (...)

To, że liberalne media rozgrywają sprawę ks. Lemańskiego, grają nim, widać wyraźnie. Jaki jest jednak tego cel?

Nie mam wątpliwości, że ten konflikt jest wykorzystywany przeciw mnie w ogóle.Próbowano mnie uderzyć paszkwilanckim artykułem w „Newsweeku”, próbowano utopić na Stadionie Narodowym przy okazji rekolekcji o. Bashobory, co się nie udało. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jestem negatywnym bohaterem mediów. Próbuje się przedstawić mnie jako „karzącą rękę Boga”, przedstawiciela surowego Kościoła. Muszę z pokorą to wszystko czytać, pomimo że jest to dalekie od prawdy. Powodem niewątpliwie jest debata bioetyczna. To, że jestem w niej aktywny i umiem się porozumieć z ekspertami w tej dziedzinie na poziomie uniwersyteckim. Ten aspekt jest bardzo ważny. (...)

Cała rozmowa z abp. Henrykiem Hoserem, biskupem warszawsko-praskim, została opublikowana w 34. wydaniu Do  Rzeczy.

 0

Czytaj także