Che, dziecko pożytecznych idiotów

Che, dziecko pożytecznych idiotów

Che, dziecko pożytecznych idiotów
Che, dziecko pożytecznych idiotów
Dodano

Editorial Piotra Zychowicza z najnowszego wydania Historia Do Rzeczy

Kilka lat temu w całej Warszawie pojawiły się billboardy ze słynnym rysunkiem przedstawiającym Ernesta Che Guevarę. Z tym że argentyński rewolucjonista zamiast beretu z czerwoną gwiazdą miał zawiązany na głowie kawał kolorowej tkaniny. Tak jedna z sieci meblowych reklamowała wyprzedaż firanek. Całkiem niedawno wizerunek Che został zaś użyty w kampanii jednej z sieci telefonii komórkowej. Na reklamie tej był stylizowany na Świętego Mikołaja...

Tym sposobem Guevara stał się już nie tylko idolem ogłupiałych lewackich nastolatków z Europy Zachodniej czy żałosnych, podstarzałych kanapowych rewolucjonistów roku 1968. Che stał się reklamowym celebrytą. Używając dzisiejszego dziwacznego języka – ikoną popkultury. A mówimy o człowieku, który był mordercą. Swoje ofiary uśmiercał metodą katyńską: strzałem z pistoletu w czaszkę. Wydawał wyroki śmierci, brał zakładników, pacyfikował wsie, wprowadzał bestialski totalitaryzm. Dla „wrogów ludu” nie miał litości.

Che Guevara miał jednak to szczęście, że nie mordował w imię brunatnego socjalizmu,

tylko w imię czerwonego. Nie był strażnikiem w Auschwitz czy strzelcem z Babiego Jaru, tylko rysunkiem przedstawiającym Ernesta hersztem komunistycznej partyzantki. Dlatego zamiast potępienia spotkała go gloryfikacja. Dlatego został namaszczony na wielkiego marzyciela, szlachetnego bojownika o wolność. Jest to wielki wstyd naszych czasów. Możemy sobie tylko wyobrazić, co czują rodziny zamordowanych przez Guevarę, gdy widzą na ulicy człowieka w koszulce z jego podobizną.

Nie byłoby to możliwe bez pożytecznych idiotów. A więc „intelektualistów”, którzy korzystając z dobrodziejstw systemu kapitalistycznego, sławili czerwonych zbrodniarzy. Jeden z najsławniejszych, Francuz Jean-Paul Sartre, powiedział po śmierci Che Guevary: „Był najpiękniejszą i najidealniejszą postacią naszych czasów”. Tak właśnie narodziło się kłamstwo, które trwa do dziś. Oprawca stał się aniołem.

Numer „Historii Do Rzeczy”, który trzymają państwo w rękach, zrodził się z naszego sprzeciwu wobec tej niegodziwości. Wobec stawiania spraw na głowie. Dedykujemy go wszystkim zapomnianym ofiarom Che Guevary i innych komunistycznych zbrodniarzy.

Czytaj także

 0

Czytaj także