Głodne kocury tańczą dla Putina

Głodne kocury tańczą dla Putina

Dodano:   /  Zmieniono: 30
Niesiołowski
Niesiołowski
SZPYCNIĘTE Z WINKLA | Stefan Niesiołowski pobiegł do kremlowskiego Sputnika i poskarżył się, że pisowska władza za chwilę będzie strzelać do obywateli. Można oczywiście wzruszyć ramionami, bo kto przejmuje się Niesiołowskim. Ale rosyjskie służby dostały właśnie cenną broń w wojnie informacyjnej z Polską.

Może jestem głupi i naiwny, może zbyt idealistycznie podchodzę do polityki, może to kwestia endeckich genów odziedziczonych po przodkach, jednak obserwując od wielu lat polską scenę polityczną, miałem nadzieję, że nawet w tej coraz bardziej brutalnej wojence toczonej przez plemiona PiS i PO istnieje nienaruszalna tama, za którą polityczna rozpierducha nie ma prawa wkroczyć; tama ściśle związana z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo kraju. Cóż, nadzieja jest matką głupich i nie kocha swoich dzieci.

Niestety w minioną sobotę, poseł Stefan Niesiołowski z koła parlamentarnego Unii Europejskich Demokratów przekroczył granicę, której przekroczenie jest bardzo niebezpieczne, jak pisał Dostojewski „przekroczywszy ją bowiem wrócić już niepodobna”. Opozycyjny poseł pobiegł do funkcjonariusza kremlowskiego portalu „Sputnik”, będącego w rzeczy samej medialnym przedłużeniem rosyjskich służb specjalnych i roztoczył wizję Polski, w której za chwilę, lada moment, rząd PiS zacznie strzelać do obywateli.

„(....) myślę, że część całkowicie skompromitowanych polityków, takich jak Macierewicz czy Kamiński, zdecyduje się na użycie siły, chociaż tego nie wiem – decyzja należy do Kaczyńskiego i jeżeli byliby zabici w Polsce, to wtedy mielibyśmy rzeczywiście nową jakość i te święta byłyby podobne do świąt z 70 roku” – wypalił Niesiołowski.

Rosyjski „Sputnik”, wchodzący w skład powołanej dekretem Putina korporacji „Rossija Siewodnia”, nie jest zwykłym portalem informacyjnym. Jego odsłony w kilkunastu językach dedykowane kilku liczącym się krajom Zachodu zostały stworzone po to, by powielać kremlowską interpretację wydarzeń i szybko stały się ważnym narzędziem wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję.

Wylewając żółć przed rosyjskim „dziennikarzem”, sugerując, że władza w Polsce zacznie strzelać do rodaków, Niesiołowski dał w tej wojnie rosyjskim służbom świetny oręż. Wypowiedź opozycyjnego polityka natychmiast trafiła nie tylko na polską odsłonę „Sputnika”; kremlowscy powielili ją również w serwisach anglo i niemiecko języcznych dedykowanych krajom Europy Zachodniej i USA.

Podobnie zresztą Rosjanie wykorzystali wypowiedź Romana Giertycha, który powiedział: „następnym krokiem będzie broń gładkolufowa w rękach policji i rozlew krwi”. Były wicepremier co prawda z kremlowcami nie rozmawiał, jednak w niczym im to nie przeszkodziło; zacytowali jego rozmowę za jednym z polskich portali, opatrując ją u siebie mocnym tytułem: ”Roman Giertych prognozuje: Będzie rozlew krwi".

Jakie to ma znaczenie? Wyobraźmy sobie na przykład, że przy okazji licznych protestów opozycji w Polsce, demonstranci – oficjalnie ekolodzy, szermujący hasłami o ochronie środowiska, pojawiają się również w okolicach Mierzei Wiślanej, której przekop jest istotny z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa. Równie dobrze może być Redzikowo, gdzie stanąć ma polska tarcza antyrakietowa albo teren przyszłych baz NATO. Dochodzi do aktów dywersji i sabotażu. Rozpoznanie polskich służb jest jednoznaczne – to rosyjskie zielone ludziki. Wysłane zostaje wojsko, padają strzały. Rosja, na arenie międzynarodowej, oskarża polski rząd o użycie wojska przeciw ludności cywilnej. Kreml dysponuje  bardzo ważnym argumentem – powtarzanym od miesięcy, tak często, że wbił się skutecznie w głowy europejskiej opinii publicznej: czołowy poseł opozycji, antykomunista, były więzień polityczny PRL, którego nikt o prorosyjskie sympatie oskarżyć nie może, ostrzegał, że rząd PiS nie cofnie się przed strzelaniem do własnych obywateli. Wszystko to podparte,  także od miesięcy emitowanymi przez rosyjskie kanały informacyjne zręcznie zmontowanymi obrazkami z niedawnych zajść na ulicach Warszawy. Europejscy przywódcy pod naciskiem opinii publicznej rozemocjonowanej wydarzeniami żądają międzynarodowego śledztwa. Inwestycja zostaje wstrzymana.

Science fiction? Absolutnie nie. Nasze i natowskie służby wielokrotnie zwracały uwagę, że Polska może niebawem stać się celem działań – nie wojennych, bo na to Rosja sobie nie może dziś pozwolić – ale dywersyjnych. Jeśli tak miałoby się stać, będą one poprzedzone nasileniem działań dezinformacyjnych dyskredytujących polski rząd na arenie międzynarodowej. Rosjanie będą starali się dotrzeć nie tyle do uszu polityków europejskich, bo tych podkupują sobie od dawna, ale przede wszystkim do zwykłych, szarych ludzi. Mieszkańcy Francji, Wielkiej Brytami czy Stanów nie wesprą kraju, w którym władza – jak im wmówiono – strzela do obywateli.

Kilka miesięcy temu skandynawska wersja kremlowskiego „Sputnika” musiała wycofać się z tamtych krajów. Skuteczne działania mediów, ale też polityków wszystkich ugrupowań spowodowały, że Moskwa uznała, iż możliwość zdobywania informacji i prowadzenia działań propagandowych w ( i o) Szwecji, Danii, Norwegii i Finlandii była zbyt kosztowana i nieefektywna.

W Polsce oręż do wojny informacyjnej z naszym krajem dostarczają Putinowi sami Polacy. Odsunięte od koryta wygłodzone kocury na wyścigi szermują mocnymi, niemającymi odzwierciedlenia w faktach, hasłami, które Rosjanie wykorzystują bez najmniejszych skrupułów. Nie tak dawno redaktorzy naczelni „GW”: Piotr Stasiński i Jarosław Kurski na wyścigi poskarżyli się na polskie władze Chris'owi Hedges'owi, publicyście niszowego bloga „The Washington blog”, co trzeba zaznaczyć – nie mającego nic wspólnego ze znaną gazetą, facetowi oskarżanemu o plagiaty.  Hodges, jak się szybko okazało, dziennikarz rosyjskiej, propagandowej stacji telewizyjnej „Russia Today” skrupulatnie to wykorzystał, publikując materiał, w którym, powołując się na opinie znanych dziennikarzy, oskarżył polski rząd o promocję ideologii neofaszystowskiej. Gdy rzeczywiste powiązania Hodgesa wyszły na jaw, naczelni, w sposób dziennikarza kompromitujący, tłumaczyli się, że „tego nie wiedzieli”. Jestem w stanie w to uwierzyć.

Niedawne tłuste kocury, odsunięte od miski zrobią i powiedzą wszystko, na oślep, bez ładu, komukolwiek, kto zechce słuchać, byle tylko misę z karmą odzyskać, tańcząc nieświadomie, mam nadzieję, że nieświadomie, tak jak im Putin zagra. „Na samą myśl o odpowiedzialności jestem chory” – mogliby powtórzyć za Cioranem.

Autor: Wojciech Wybranowski
Źródło: DoRzeczy.pl
 30
Czytaj także