Na rozkaz Stalina

Na rozkaz Stalina

Na rozkaz Stalina
Na rozkaz Stalina
Dodano

Publikujemy fragmenty wywiadu Piotra Zychowicza z Markiem Sołoninem, znanym rosyjskim historykiem. Cała rozmowa w najnowszym wydaniu Do Rzeczy.

Kiedy Rosja przyzna, że żołnierze Armii Czerwonej masowo gwałcili kobiety?

Na razie na nic podobnego się nie zapowiada. Kwestia przemocy seksualnej wobec kobiet była tematem tabu w Związku Sowieckim i jest niestety tematem tabu w Rosji. Obecne władze mojego kraju bezkrytycznie kultywują sowiecki mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, starają się budować w jego oparciu rosyjską dumę narodową. Zgodnie z tym mitem Armia Czerwona była armią bohaterów, a nie gwałcicieli niemieckich dziewczynek.

No cóż, pewnie bywali tacy i tacy.

Oczywiście, że tak. W Armii Czerwonej byli także wielcy bohaterowie, odsetek gwałcicieli i morderców był jednak olbrzymi.

Morderców?

Tak, bo ofiary gwałtów i członkowie ich rodzin – dotyczy to w szczególności Prus Wschodnich – bardzo często byli przez czerwonoarmistów mordowani. I to w sposób bestialski. Ocenia się, że w 1945 r. życie straciło ponad 400 tys. niemieckich cywili. To liczba ogromna, sporą część z nich stanowiły kobiety i dzieci. Niestety, przykro to mówić, na ogół uśmiercane były w sposób brutalny, okrutny.

Choćby słynna masakra w Nemmersdorf.

Tak, to najgłośniejszy przypadek. Doszło do niego już pod koniec października 1944 r. Sowieccy żołnierze zamordowali tam około 70 osób. Nawet małe dziewczynki przed śmiercią zostały zgwałcone, a kilka kobiet przybito hufnalami do drzwi spichlerza. Pięć dziewcząt zostało przywiązanych liną do czołgu i ciągnięto je po ziemi, aż skonały. W innej wiosce przybito dzieciom gwoździami języki do stołów. W pobliżu Nemmersdorf żołnierze „z rozpędu” zamordowali nawet francuskich jeńców wojennych.

Horror rozegrał się chyba również na drogach.

Do porządku dziennego należało miażdżenie ludzi gąsienicami czołgów. Drogi na Zachód były wówczas zapchane kolumnami uciekających przed Sowietami uchodźców. Biada tym, których dogoniły pojazdy Armii Czerwonej. Oto jedna z relacji: „Żołnierze zepchnęli wozy do rowów na poboczu i rzucili się na kobiety. Biegnące im z pomocą dzieci rozstrzeliwali. Obecny przy tym pułkownik kierował kolejką gwałcicieli, a w tym czasie inny oficer strzelał do rozhisteryzowanych dzieci i starców”. Pod Gertlauken 50 uchodźców uśmiercono strzałami w tył czaszki.

Rosjanie często argumentują, że wszystko to było wytworem propagandy Goebbelsa.

To by było zbyt łatwe wytłumaczenie. Oczywiście Goebbels w ostatnich miesiącach wojny starał się wykorzystać te masakry do swoich celów, dysponujemy jednak olbrzymią ilością źródeł świadczących o tym, że to się wydarzyło naprawdę. W przypadkach, w których Niemcy na krótko odbijali jakieś miejscowości z rąk Armii Czerwonej, dysponujemy nawet fachową dokumentacją śledczą. Oto fragment protokołu z Gottschendorf: „W kącie skulony dziewięcioletni chłopiec z całkowicie roztrzaskaną czaszką, a nad nim piętnastoletnia dziewczynka z pociętymi rękoma i podrapaną twarzą, rozszarpanymi bagnetem piersiami i brzuchem, obnażona dolna część ciała. Osiemdziesięcioletni starzec leżał zastrzelony pod drzwiami”. Spotykało to także księży i zakonnice oraz Polaków. Znane są przypadki wpędzania dzieci na pola minowe.

Wróćmy jednak do gwałtów...

Gwałcono na skalę masową. Bardzo często niezwykle brutalnie. Zarówno kilkuletnie dziewczynki, jak i staruszki. Znany jest przypadek spod Bydgoszczy, gdzie dokonano zbiorowego gwałtu na kobiecie 80-letniej. W Kerstenbruch zgwałcono zaś 71-latkę, z amputowanymi obydwiema nogami. Żona pewnego niemieckiego oficera została przybita gwoździami do podłogi. W pobliżu Zbąszynia ciężarnej kobiecie rozpruto brzuch, wyrwano płód i wsadzono w jego miejsce słomę. Czerwonoarmiści obcinali ofiarom języki (żeby nie krzyczały), wykuwali oczy, wyrywali piersi, wbijali kolbami kobietom butelki między nogi. Dwie 20-letnie dziewczyny zostały rozerwane samochodami. Wiele kobiet, żeby nie dostać się w ręce bolszewików, same odbierały sobie życie. A wcześniej uśmiercały córki.

(...)

To z czego to wynikało? Upadek dyscypliny?

Pewnie częściowo tak. Wyzwolony niewolnik zachowuje się znacznie gorzej niż wyzwolony posiadacz niewolników. Żołnierz Armii Czerwonej był chłopem pańszczyźnianym z kołchozu, w którym upokarzano go całe życie. Zdawał sobie sprawę, że na froncie jest tylko mięsem armatnim. Stosunek sowieckiego rządu i dowódców do własnych żołnierzy był bezwględny. I nagle ci zaszczuci ludzie, niemający większej nadziei na to, że przeżyją wojnę, lądują w zamożnych Niemczech, gdzie chlew dla świń wygląda lepiej niż ich dom w Sowietach. Mają w ręku broń i są całkowitymi panami sytuacji. Aby zaczęli grabić, wystarczył tylko niewielki impuls... Wie pan w ogóle, jak wyglądało to wojsko?

Jak?

Im dalej Armia Czerwona wdzierała się w głąb Niemiec, tym mniej przypominała regularne jednostki. Proszę poczytać wspomnienia weteranów, nie te propagandowe, ale prawdziwe, wydane już po upadku Sowietów. Znajdzie tam pan opisy zapaćkanych błotem czołgów, na których rozciągnięte są perskie dywany i leżą stosy poduszek. Obok świńskie półtusze i pęczki zarżniętych kur. A na tym wszystkim siedzą okrakiem sowieccy żołnierze – w cylindrach, gumowych płaszczach, z laskami i parasolami w rękach. Na palcach damskie pierścionki. Do tego oczywiście harmonie i wódka.

Wszystko to pochodziło z rabunku?

Oczywiście. Przykład dawali zresztą najwyżsi dowódcy. Ryba psuje się od głowy. Generałowie Armii Czerwonej szabrowali dzieła sztuki, zastawy stołowe i inne luksusowe dobra, które były niedostępne w Sowietach. W oficjalnych statystykach łupy szacowano na 60 tys. fortepianów, 460 tys. radioodbiorników, 190 tys. dywanów, 940 tys. sztuk mebli, 265 tys. zegarów ściennych i stołowych. A efektów rabowania zegarków ręcznych – ten proceder przyjął w szeregach sowieckiego wojska charakter masowego szaleństwa – nikt już nie jest w stanie oszacować. (...)

Jakie jest więc wytłumaczenie?

Moim zdaniem była to zaplanowana z zimną krwią przez Józefa Stalina operacja. To on przy pomocy zawodowych morderców ze swoich służb specjalnych nakręcił tę spiralę przemocy i wydał wyrok na niemieckich cywili.

Dlaczego?

Stalin wiedział już wówczas, że dostanie Polskę. Obiecali mu to Amerykanie i Brytyjczycy w Teheranie. Nie był jednak pewien, jak ułoży się los Niemiec. Nie wiedział, czy dostanie swoją część, a jeżeli tak, to czy długo tę część utrzyma. Mógł więc przypuścić, że zachodnia granica komunistycznej Polski będzie w przyszłości zachodnią granicą całego bloku. Chciał ją więc przesunąć jak najdalej na zachód i oprzeć na linii Odry i Nysy Łużyckiej. Problem w tym, że na terytoriach, które chciał przyłączyć do Polski, natknął się na pewną przeszkodę…

Ludność niemiecką.

Otóż to. Obawiał się, że jeżeli Niemcy tam zostaną, to Amerykanie i Brytyjczycy będą mu robili problemy na konferencji pokojowej. Będą powoływali się na prawa tych Niemców i sprzeciwiali się dołączeniu zamieszkanych przez nich terenów do bloku sowieckiego. Postanowił więc tę kwestię rozwiązać zgodnie ze swoją starą zasadą: „Nie ma człowieka – nie ma problemu”. Oczywiście, gdyby to wszystko działo się w innej sytuacji, pewnie deportowałby tych ludzi na Syberię. Dla niego to nie byłby wielki problem. To była jednak wojna i każda ciężarówka, każdy wagon były na wagę złota. Mówimy zaś o 8 mln ludzi! Jak więc się ich pozbyć? Stalin postanowił stworzyć sytuację, w której sami uciekną. (...)

Cała rozmowa opublikowana została w 41. wydaniu Do Rzeczy.

foto: kadr z filmu "Kobieta w Berlinie"

Czytaj także

 0

Czytaj także