Konrad terrorysta
  • Leszek LubickiAutor:Leszek Lubicki

Konrad terrorysta

Dodano: 

Co było później? Brodaty opuszcza płockie więzienie, ale nie zamierza dotrzymać danego pod przymusem słowa. Uprasza papieża od zwolnienia go z przysięgi i taką dyspensę otrzymuje. W 1231 r. umiera Laskonogi. Przed śmiercią przekazuje prawa do Krakowa Henrykowi. Chociaż Konrad walczy dalej o najważniejszy w Polsce gród, to nie udaje mu się go zdobyć. Henryka Brodatego uznano za pana ziemi krakowskiej. Grzymisława wraz z sześcioletnim synem Bolesławem zasiadają na ziemi sandomierskiej pod opieką księcia Henryka. Jednak Konrad pomimo pasma porażek nie odpuszcza.

Uwięzienie bratanka i matki jego

Po zabójstwie Leszka Białego Grzymisława, pragnąc rządzić w imieniu rocznego syna Bolesława, przyjęła tytuł „Księżnej Polski”. Możemy więc przypuszczać, że ta ruska księżniczka musiała być osobą jak na owe czasy niepospolitą. Stała więc wraz z synem na drodze do przejęcia przez Konrada panowania w księstwie krakowsko-sandomierskim. Oddajmy teraz głos Janowi Długoszowi:

Konrad, bolejąc ciężko, że bratanek wyrywa się spod jego opieki i że pozbawia go dochodów, do których przywykł, zaprasza tak księżnę Grzymisławę, jak i bratanka Bolesława Wstydliwego na przyjacielską rozmowę, jakoby dla omówienia spraw publicznych swoich księstw. Więzi ich i sprowadziwszy na Mazowsze, zamyka najpierw w swoim warownym zamku w Czersku, wyrzucając zarówno matce, jak synowi, że zbyt szybko i za wcześnie dążyli do przejęcia władzy książęcej. Następnie przenosi ich do zamku w Sieciechowie. [...] Zabiera bratankowi cały skarbiec i bardzo wytrwale dąży do zagarnięcia jego księstw i do pozbawienia go życia”.

Inne dokumenty wskazują, że oprócz obrabowania krewnych Konrad dodatkowo pobił bratową rózgą. Nawet jak na owe czasy to akt zadziwiający, musiał więc się odbić szerokim echem, skoro ten nikczemny czyn pobicia kobiety został opisany w bulli papieża Grzegorza IX. A i w Polsce XIX w. chyba również poruszał, skoro do tego wydarzenia odniósł się nawet swoim pędzlem mistrz Jan Matejko. Maluje on obraz poświęcony temu podłemu postępkowi księcia Konrada. „W dziwnem był w owym czasie Matejko usposobieniu, bo chętnie malował tragiczne wypadki” – zanotował jego sekretarz Marian Gorzkowski. W swoim pamiętniku zawarł ciekawy opis tego dzieła, gdzie czytamy:

Matejko obrał chwilę, gdy Konrad odwiedzając ich w więzieniu, kusi ich, grozi; pod niskim więziennym sklepieniem, Konrad ubrany na czerwono, z demonicznym wyrazem, patrzy na książęce pacholę; matka zasłania go ręką, jakby pragnęła ochronić dziecko od skrytobójczych Konrada zamiarów. Gotyckie łuki sklepienia, posępna walka ciemności ze światłem; krwawe odbłyski na szatach Konrada czerwienizny; przerażona twarz księżnej, nadają obrazowi wielką grozę. Za księciem, sługa jakiś, czy strażnik, daje księżnej tajemne jakieś znaki, a wszystko razem przenosi myśl w dzikie, ponure, straszne czasy zamierzchłych wieków”...

Czytaj też:
Klęska po Grunwaldzie. „Polska nie otrzymała dosłownie nic”

Niestety tych kolorów czy „krwawych odbłysków na szatach” nie będziemy mogli już nigdy prawdopodobnie obejrzeć. Losy tego dzieła malarskiego są mało znane. Wiemy od Gorzkowskiego, że obraz od artysty w roku jego powstania zakupił mieszkaniec Wileńszczyzny Konstanty Skirmunt. W 1938 r. Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych pod patronatem honorowym Marszałka Polski Edwarda Śmigłego-Rydza zorganizowało wielką wystawę prac Matejki, gdzie wystawiono 84 oryginalne obrazy mistrza, a wśród nich również to dzieło. W katalogu widnieje zapisane pod pozycją nr 36 jako własność Bolesława Skirmunta, bodaj syna wcześniejszego właściciela. Po zakończeniu ekspozycji, jak to bywa w zwyczaju, obraz zwraca się posiadaczowi. Co stało się z nim później, możemy próbować się tylko domyślać. Rok 1939 i tamte tereny zajmują Sowieci. Zapewne malowidło podzieliło los wielu tysięcy zniszczonych wówczas przez bolszewików dzieł, ot, dla zabawy, bądź zostało zagrabione i gdzieś leży w magazynach muzealnych lub w jakimś domu na wschód od Bugu i nikt się nie chce przyznać, że je posiada.

A co stało się z Grzymisławą i Bolesławem Wstydliwym? Henryk Brodaty po uzyskaniu wsparcia papieża szykował się do ich odbicia. Jednak wyprzedzili go ludzie bliscy małemu księciu i księżnej. Gdy przebywali oni w klasztorze w Sieciechowie, pomoc w ucieczce zainicjował Klemens z Ruszczy, o czym w latach późniejszych Wstydliwy nie zapomniał i obdarzył go przywilejami. Pomoc zaoferował również opat sieciechowski Mikołaj z Galli, który według Długosza „przekupiwszy tak pieniędzmi, jak i obietnicami strażników zamku sieciechowskiego i pozostałych dozorców uwięzionego księcia Bolesława, uzyskał uwolnienie księcia Bolesława i księżny Grzymisławy”.

Uprowadzenie Bolesława Wstydliwego i jego matki, drzeworyt według rysunku Jana Matejki (fragment obrazu).

Przemyślne i brawurowe to było uwolnienie, „bowiem jednej nocy strażnicy po ochoczej biesiadzie pijani, zapomniawszy o środkach bezpieczeństwa, zaniechali wystawienia zwykłych straży, książę Bolesław po cichu w czasie ciemnej nocy opuszcza z matką klasztor na przygotowanych potajemnie wózkach”. Zaraz potem Henryk Brodaty dla ich bezpieczeństwa umieszcza uwolnionych na lat pięć w silnej twierdzy w Skale, a nie u siebie we Wrocławiu czy w ich Sandomierzu. Grzymisława i Bolesław zrzekają się wówczas praw do Krakowa. Wyglądałoby na to, że Brodaty, w sumie książę bardzo pozytywnie oceniany przez historyków, robi to dla ich dobra i z miłości do młodego krewnego Piastowicza. Nie wszystko jest tu jednak takie piękne. Można przypuszczać, że książę wrocławski czynił to z wyrachowania, bo już wtedy w jego zamyśle było zjednoczenie Polski pod swoim berłem, której dziedzicem po nim miał zostać jego syn Henryk Pobożny. Niestety, ze szkodą dla Polski tak się nie stało. To już jednak inna historia, której tragiczny finał wymalował także Jan Matejko.

Adrian Głębocki, „Święta Jadwiga szlązka, jednająca swojego męża Henryka Brodatego z Konradem księciem mazowieckim” (1874), reprodukcja z „Tygodnika Ilustrowanego”, 1874, nr 330.

Jan Matejko, „Grzymisława z synem Bolesławem Wstydliwym w więzieniu u Konrada Mazowieckiego w Sieciechowie” (1879), olej na desce, 32 x 62,5 cm, reprodukcja z polona.pl.

 
Czytaj także