Smogowa historia, czyli societati prodest

Smogowa historia, czyli societati prodest

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay/Unsplash/Domena Publiczna
Dodano 14
„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” – te słowa de Tocqueville’a, stanowiące podstawę myślenia o swobodzie człowieka doskonale obrazują problem, jaki mamy w Polsce ze smogiem. Bo smog to nie agresywny pies, nie zatrzymuje się na rogatkach naszej posesji, ale idzie dalej, zbierając śmiertelne żniwo – pisze Bartłomiej Orzeł, polemizując z publicystą "Do Rzeczy" Łukaszem Warzechą na temat problemu ze smogiem w Polsce.

Czytaj także:
Smogowa histeria, czyli cui prodest?

Myślę, że Pan redaktor Warzecha zgodzi się ze stwierdzeniem, że obaj, zarówno on, jak i ja, chcemy walki o ochronę życia od poczęcia, aż do naturalnej śmierci. Naturalnej, czyli niespowodowanej nowotworem czy astmą. Może trudno w to uwierzyć, ale w Polsce naprawdę umiera „na smog” kilkadziesiąt tysięcy osób. Rocznie. Walka z zanieczyszczeniem powietrza to czyste pro-life – może pan tego nie wiedzieć, ale z powodu smogu dzieci rodzą się mniejsze, lżejsze i mają niższy iloraz inteligencji. I są na to wyniki badań prowadzonych przez lekarzy. Jedna z organizacji zajmująca się ochroną życia napisała nawet w tej sprawie list do prezydenta Andrzeja Dudy.

Nie tylko wymiany kotłów i dopłaty do ekologicznych paliw generują koszty dla budżetu. Przecież zgony i choroby w takiej skali to gigantyczne wydatki, które ostatecznie ponosi nikt inny, tylko państwo z naszych pieniędzy. A przecież koszt na przykład chemioterapii jest wręcz gigantyczny. A nawet jeśli w liczbach bezwzględnych taka zmiana nie wyjdzie na plus, to jak wycenić życie człowieka?

Jestem samorządowcem z Galicji. I to nie z Krakowa, a z Nowego Sącza, z Polski B, a nawet C. Sojowe latte (chyba nawet go u nas nie sprzedają), miejski rower i ray-bany znam tylko z filmowych klisz. Za to na co dzień żyję z ludźmi, tu na miejscu, poruszam się właśnie między „januszami”, głosującymi w większości na obecną ekipę. I proszę sobie wyobrazić, że to właśnie oni, oczywiście po rozmowach na temat problemu, doskonale rozumieją temat – właśnie dlatego, że to oni korzystają z publicznej służby zdrowia, i to oni będą stać w kolejkach do lekarzy specjalistów.

Dobrze, że zgadzamy się chociaż w stwierdzeniu, że smog naprawdę istnieje, bo czytałem w ciągu kilku dni już o sterowanych z pilota, niemieckich stacjach pomiaru zanieczyszczeń, zakłamujących wyniki. Niestety, z pańskiego tekstu wylewa się prosty warszawocentryzm – w Małopolsce czy na Śląsku o tym problemie mówi się od lat. Od dłuższego czasu działają też Alarmy Smogowe – edukują, mówią o problemie i starają się proponować konstruktywne rozwiązania.

Smog przebijał się do mediów zarówno z prawej, jak i lewej strony. Aż przyszedł styczeń 2017 roku, kiedy nałożyło się na siebie kilka różnych problemów, wyniki na miernikach wybiło do kilku tysięcy procent normy i voila – mamy idealny temat dla prasy, radia i telewizji. Dlaczego lobbyści mieli sobie wybrać akurat moment, kiedy rządzi opcja, która zapowiada, chce mocno bronić polskiego węgla, a nie kiedy „zła Platforma” zamykała kopalnie?

Spokój można zachować również w kwestii negocjacji kwot klimatycznych – stan powietrza pod kątem ilości pyłów nie ma znaczenia dla negocjacji pakietów ekologicznych. Temat beznadziejnego powietrza jest znany od wielu lat, za to nigdy w tych negocjacjach nie został wykorzystany i nie będzie, bo dotyczą one emisji CO2. Bo tym razem piernik nie ma nic wspólnego z wiatrakiem. OZE też nie jest przez żaden, oczywiście zajmujący się sprawą na poważnie, ruch podnoszone jako pomysł na rozwiązanie problemu smogu.

Jest nim za to wprowadzenie norm emisyjnych dla pieców – czyli prorozwojowa szansa dla polskiego sektora kotlarskiego i węglowego, o czym mówią sami przedstawiciele obu branż. Walka o utrzymanie obecnego stanu rzeczy to dopiero lobbing – zagranicznych producentów kotłów, którzy mogą bezkarnie zapychać nasz rynek najgorszym szmelcem, którego nie mogą sprzedać w prawie żadnym innym europejskim kraju. Nie jesteśmy „lumpami” Europy, których nie stać na nic, a zwłaszcza na własne zdrowie. Bo czy Czesi albo Słowacy naprawdę są nacjami tak dużo bogatszymi od Polaków?

Oczywiście, obniżenie akcyzy czy VAT-u to rzeczy ważne, zachęcające. Problem w tym, że kocioł to nie rzecz, którą kupuje się co rok czy dwa, a co 10 czy 15. Nikt nie wymieni pieca na nowoczesny z powodu obniżki danin, skoro stary jeszcze działa i można w nim palić. A niektóre „kopciuchy” spawane z blachy grubszej niż Wielki Mur Chiński wytrzymają jeszcze wiele, wiele lat. I przez te wszystkie lata będą truć sąsiadów. Wolny rynek wyreguluje to (i to jeśli) za 50-100 lat.

Szkoda też, że podczas pisania felietonu nie doczytał pan przy okazji ustawy Prawo o ochronie środowiska, gdzie jak byk jest napisane, czym może się skończyć zamknięcie strażnikom miejskim drzwi przed nosem – nawet trzema latami więzienia. Ba, gdyby pańską kotłownię chciała odwiedzić osobiście Hanna Gronkiewicz-Waltz, żeby sprawdzić piec, to również ma takie prawo. Jeśli ktoś postanowi pójść pana śladem i straży miejskiej nie wpuścić, to może się narazić na mniejsze lub większe problemy.

Oczywiście, można oczywiście próbować wykpić wszystko. Na naszej, prawicowej stronie sceny politycznej nie jest to trudne – wystarczy nazwać to po prostu „lewackim”, dorzucić jeszcze hasło „wolny rynek” i już. Zaorane. Tylko że środowisko polskich antysmogowców jest tak niejednorodne, że nie da się go wrzucić do żadnego wora i przypiąć żadnej łatki – jest prawo, lewo, liberalizm i konserwa, są Zieloni i ludzie Marka Jurka. Wiem, że trudno walczyć z czymś, czego się nie widzi, często nawet nie czuje. Łatwiej też wyliczyć koszta bezpośrednie wymiany pieców, a nie pośrednie – chorób i zgonów. Ale „jazgot” zamiast konstruktywnej debaty na temat smogu naprawdę nie pomaga.

Bartłomiej Orzeł jest ekonomistą i publicystą. Publikował m.in, na łamach wSensie.pl, wGospodarce.pl oraz Uważam Rze, współzałożyciel jagiellonski24.pl. Aktywista Sądeckiego Alarmu Smogowego oraz Ośrodka Studiów o Mieście w Nowym Sączu.

Czytaj także

 14
  • Piwniczanka IP
    Nie ma sojowego latte? Chyba słabo Pan zna Nowy Sącz. Ale o lodziarni przy ulicy Jagiellońskiej chyba Pan słyszał - w końcu Fanaberia działa już 6 lat i to o krok od Rynku. Naprawdę, Panie Samorządowcu, nie warto szpanować na prowincję i zadupie, Nowy Sącz do tej wizji nie przystaje.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Guaviareto IP
      Co zrobić ze smogiem:
      1. Normy emisyjne dla pieców i  kotłów mierzone/weryfikowane na kominie przez odpowiednio umotywowane i kontrolowane służby kominiarskie (kotły są regularnie co dwa lata w Niemczech przez tamtejszych kominiarzy). Nie jakieś tam papierowe certyfikaty dla kotłów wydane przez laboratoria, które mierzą kotły w sztucznych warunkach laboratorium. Twardy pomiar zweryfikuje czy urządzenie kopci czy nie.
      2. Normy emisyjne dla paliw węglowych - żadnego flotu i mułu sprzedawanego odbiorcom detalicznym - tylko duży przemysł/energetyka/ciepłownictwo. Tam są technologie odpowiednie i odpowiednie filtry.
      3. Wyeliminowanie ze sprzedaży ręcznych kotłów o mocy do powiedzmy 100 kW
      4. Kominki tylko automatyczne na pelet
      5. Paliwa stałe w miastach i tylko tam gdzie nie ma dostępu do sieci ciepłowniczej.

      To mniej więcej w skrócie pomoże, pod warunkiem, że odpowiednie służby będą miały stosowne uprawnienia i wolę, żeby to restrykcyjnie kontrolować.

      Żeby zrobić taką rewolucję w Polsce oceniam potrzeba 10 lat na posprzątanie tego bajzlu, będzie to kosztować dużo kasy i wysiłku. Ale bez tego to możemy sobie pogwizdać
      Dodaj odpowiedź 1 1
        Odpowiedzi: 0
      • Radek IP
        O Nowym Sączu jako mieście galicyjskim mówić mogą Austriacy a chętnie zapewne również Ukraińcy - to nomenklatura zaborcy bazująca na tym, ze niegdyś istniało ruskie księstwo Halicza-Wołynia. Nowy Sącz leży w Małopolsce, panie redaktorze.
        Dodaj odpowiedź 5 1
          Odpowiedzi: 1
        • LtPit IP
          Szum medialny wokół smogu to jeden z elementów potrzebnych żeby ze społeczeństwa wydusić jeszcze parę złotych. Rząd a konkretnie Urząd Celny ma dość dokładne dane ile poszczególne gospodarstwo domowe zużyło węgla w sezonie-mianowicie DD(obowiązuje co najmniej od 2-3 lat) czyli Dokument Dostawy węgla który każdy sprzedający musi wystawić klientowi a ten parafować. Na nim jest ilość, gatunek, adres i dokładne dane kupującego. Stąd już tylko krok do przyłożenia następnego podatku: trujesz, to płać dokładnie wiemy ile zużyłeś w poprzednich sezonach węgla. Kto na tym może skorzystać myślę, że wiele osób i instytucji zaczynając od np.: Rosji(gaz), handlujący emisją CO2(ci to już są na level master w wyciąganiu pieniędzy z niczego zarabiają na czymś czego nie ma, a smog to przecież ich działka), rząd też coś uszczknie do budżetu, organizacje eko walczące ze smogiem itp, itd. Tylko, że od tego powietrze się nie poprawi przykład: miliardy $ poszło na walkę z CO2-handel emisjami ale od tego nie ubywa w atmosferze dwutlenku a kasy w naszych kieszeniach, to samo będzie z walką ze smogiem. Następny pretekst do dobrania się do naszych pieniędzy, a szum medialny wokół smogu to element duraczenia mas i lub wojny informacyjnej. Oczywiście problem jest jak najbardziej realny tylko, że "uświadomienie" ludzi i "sposób"uporania się z nim śmiem twierdzić był dawno zaplanowane a efektem będzie dalsze zubożenie zwykłych ludzi, chyba, że znajdzie się ktoś myślący o kraju wśród rządzących i spróbuje wywalić ten stolik z ustawionymi kartami.
          Dodaj odpowiedź 5 9
            Odpowiedzi: 1
          • shark IP
            Co się tak wszyscy uparli na ten smog z którym mamy do czynienia kilka razy w roku? Węgiel i kotły c.o. to naczelny temat... a powietrze latem to niby czyste jak w alpejskim kurorcie? Może "specjaliści" od czystego powietrza zaczną pisać o faktycznych przyczynach jakości tego czym oddychamy i tego wszystkiego, co ma na to wpływ.
            Dodaj odpowiedź 5 10
              Odpowiedzi: 2

            Czytaj także