Krew na fotelach tupolewa

Krew na fotelach tupolewa

Krew na fotelach tupolewa
Krew na fotelach tupolewa
Dodano
Z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem rozmawia Joanna Lichocka. Całoś wywiadu dostępna jest w 45. wydaniu Do Rzeczy.

 

Na łamach Gazety Polskiej opublikował pan swój najnowszy wiersz: „Krew”. O krwi, która jest „na kamiennych szarych płytach/Na białych rękawiczkach Tuska/Krew która o nic was nie pyta/Krew jak złamana w sadzie brzózka”. Ona jest wszędzie.

Właśnie coś takiego chciałem w tym wierszu powiedzieć – że smoleńska krew, spływając z foteli tupolewa, zalała całe terytorium byłej przygranicznej kolonii rosyjskiej – od Niemna do Odry i od Lwowa do Szczecina. Zaraz do tego wrócimy, ale zacznijmy od czegoś innego. Polacy są teraz głęboko podzieleni. Nie chodzi mi tu o takie czy inne poglądy lub sposoby życia, bo religijne, finansowe, polityczne czy ideologiczne podziały są zgodne z naturą ludzkiego istnienia (przynajmniej w naszej cywilizacji) – w takich podziałach nie ma nic dziwnego, one zawsze istniały i muszą istnieć. Trzy lata temu Polaków podzieliło nieoczekiwanie coś innego – i jest to podział, który stawia przed nami pytanie, co dalej będzie z Polską. Jaki będzie w przyszłości los Polaków – co się z nami stanie? Czy będziemy żyli w wolnej Polsce, czy w przygranicznej rosyjskiej kolonii? To jest podział smoleński. O tym trzeba teraz mówić – jak ten podział rozumieć, co on nam przyniesie, czy to jest podział na dziesięciolecia, czy na wieki, czy na zawsze. Czy na końcu będzie pojednanie – czy będzie jedna Polska – czy będą dwie Polski – czy jedna lub dwie przygraniczne kolonie. Sprawa nazywana smoleńską jest w tej chwili najważniejszą polską sprawą. Reszta to są mniej ważne kłopoty, takie, które zawsze mieliśmy i którymi nie trzeba się za bardzo przejmować, bo po to mamy polityków, żeby oni się nimi przejmowali. Sprawy smoleńskiej politycy za nas nie załatwią. Musimy ją załatwić – wszyscy.

W jakim sensie? Dlaczego?

Bo ta sprawa, pani Joasiu, łączy się z pytaniem, czy będziemy Polakami, czy niewolnikami germańskich i tatarskich plemion, a więc dotyczy wszystkich Polaków – czy oni tego chcą, czy nie chcą – czy o tym wiedzą, czy nie wiedzą – dotyczy ich życia, jakie ono będzie – także życia tych Polaków, którzy jeszcze się nie urodzili. W niej jest teraz odpowiedź na stare polskie pytanie – czy potrafimy wybić się na niepodległość. A więc ona nas wszystkich dzieli i łączy. Właśnie tak – dzieli i łączy. Może nawet bardziej łączy, niż dzieli. Nie jest bowiem tak, że naród polski podzielił się na część smoleńską i część, która nie byłaby smoleńską. Na dwie sekty – jak to jedni o drugich mówią. Cała Polska jest w tej chwili Polską smoleńską. Żyjemy wszyscy w cieniu, w ciemności tamtego strasznego wydarzenia. Albo inaczej. Żyjemy w świetle tamtej eksplozji, ona nas oświetla i w tym świetle widzimy, jacy jesteśmy – i jacy będziemy. (...)

Mówi pan o strachu.

Wszyscy jesteśmy ogarnięci myślą, że to, co się wydarzyło we wnętrzu tupolewa, może być zapowiedzią czegoś znacznie gorszego. Czegoś, co nas czeka – wszystkich. Nawet zapowiedzią jakiejś dziejowej klęski, wielu klęsk dziejowych. A to oznacza, że sprawa smoleńska zmieniła naszą sytuację duchową. Zmieniła coś bardzo ważnego w duszy polskiej – może jej przekonanie, że jeśli już tyle przetrwała, to już wszystko przetrwa. Może to przekonanie zmieniło się – lub inaczej: może obok tego przekonania pojawiła się wątpliwość – jeśli znów będą nas eksterminować, jeśli znów nas podzielą, znów wejdą z dwóch stron, jeśli znów będą rozstrzeliwać na ulicach, jeśli znów będą wywozić, to tego już nie wytrzymamy – i znikniemy. A jeśli polskie myśli idą w tym kierunku, to strach podpowiada, że może lepiej od razu zniknąć, rozwiać się, rozpłynąć – czyli zrezygnować z polskości – niż brać udział w polskim koszmarze historycznym. W duszy polskiej – po Smoleńsku – mogło się pojawić takie właśnie pytanie. (...)

Podział, o którym pan mówi, ten smoleński, zmienił coś w duszy narodu?

Oczywiście, że zmienił, bo podzielił ją na dwoje albo na troje. Jednak chyba trochę przesadzam, bo przecież nie może być dwóch lub trzech dusz jednego narodu. Albo mogą być. Pamięta pani ten mój wiersz, który napisałem zaraz po 10 kwietnia – „Do Jarosława Kaczyńskiego”? – „To co nas podzieliło/To się już nie sklei”. Dalej tak myślę – że za mojego życia to się już nie sklei, teraz takiej możliwości to w ogóle nie ma, bo nie wygląda na to, żebyśmy chcieli sobie przebaczyć to, co zostało powiedziane i zrobione, a potem, jeśli nawet kiedyś się sklei, pozostanie pamięć, zła pamięć o tym, co się wydarzyło. Były różne podziały w życiu polskim, w wieku XIX i w wieku XX bardzo głębokie, ale taki jeszcze nigdy się nie zdarzył. Ten podział, owszem, zacznie powoli zanikać, kiedy cała smoleńska prawda wyjdzie na jaw, bowiem przystosowywanie się do rzeczywistości, godzenie się z rzeczywistością to jest rzecz ludzka – kiedy coś objawia się jako nieubłagana i niezłomna rzeczywistość, to ludzie wreszcie się na to godzą, bo nie mają innego wyjścia. Podział zacznie więc zanikać, kiedy Amerykanie uznają, że mogą bez żadnej szkody dla siebie ujawnić zdjęcia satelitarne, które najprawdopodobniej posiadają, albo kiedy dojdzie do gwałtownej zmiany władzy w północnym imperium i żeby tę zmianę uprawdopodobnić i wytłumaczyć, cała prawda o katastrofie smoleńskiej zostanie tam objawiona. Jednak to nie nastąpi szybko. Musi minąć wiele, wiele lat, żeby to się mogło wydarzyć. (...)

 0

Czytaj także