Stajenka pod ostrzałem

Stajenka pod ostrzałem

Stajenka pod ostrzałem
Stajenka pod ostrzałem
Dodano
Do niedawna niekwestionowaną ikoną walki z Bożym Narodzeniem wydawał się być Dziadek Mróz. Niespodziewanie jednak temu symbolowi antyreligijnej propagandy przybył poważny konkurent w postaci... amerykańskiej oświaty.

Wiele na ten temat mogą powiedzieć dzieci ze szkoły podstawowej Nichols we Frisco, miasteczku leżącym tuż obok Dallas. Według wytycznych dyrekcji placówki uczniowie – przynajmniej w towarzystwie nauczycieli – nie powinni życzyć sobie „Wesołych świąt Bożego Narodzenia”, tylko samych „Wesołych świąt”. W szkole nie mogą się pojawić choinka ani żadne ozdoby kojarzące się z Bożym Narodzeniem. Jakby tego było mało, władze placówki wyraźnie zaznaczyły, że na świątecznym spotkaniu nie powinno być też bożonarodzeniowych kolorów: zielonego i czerwonego. W związku z powyższym nie dziwi, że uroczystość, w której wezmą udział dzieci z Nichols Elementary School, będzie się nazywała po prostu „zimową imprezą”. Z czego to wynika? Dyrekcja stwierdziła, że skoro nie wszystkie rodziny uczniów wyznają wartości chrześcijańskie, to na terenie placówki należy zapewnić w okresie świątecznym neutralność światopoglądową.

– Walka ze świętami Bożego Narodzenia nasila się w USA z roku na rok. Najcięższe ataki środowiska lewicowe przypuszczają właśnie na szkoły, w których dzieci mają zapomnieć, czym w rzeczywistości jest Boże Narodzenie. Zamiast tego mają się cieszyć jakimiś abstrakcyjnymi „świętami” – mówi w rozmowie z „Do Rzeczy” Bryan Fischer, jeden z głównych działaczy American Family Association (AFA), chrześcijańskiej organizacji sprzeciwiającej się laicyzacji przestrzeni publicznej.

STOP KOLĘDOM

Podstawówka z Frisco nie jest jedynym jaskrawym przykładem antyświątecznej kampanii. Nie lepiej jest w Wisconsin. W jednym z okręgów szkolnych w tym stanie kuratorium wprowadziło ograniczenia w repertuarze muzycznym na okres świąteczny. Nowe wytyczne stanowią wprost: najwyżej co piąty utwór wykonywany w szkołach może być kolędą.

Szkoły w stanach Kolorado i Karolina Południowa zrezygnowały z kolei z uczestnictwa w programie Operacja „Bożonarodzeniowe Dziecko”. Akcja polega na wysyłaniu biednym dzieciom paczek z zabawkami. Współpraca ze strony szkół zakończona została z powodu pogróżek prawnych wystosowanych przez Amerykańskie Stowarzyszenie Humanistyczne (AHA). Organizacji bardzo nie podoba się to, że za akcją stoi międzynarodowe stowarzyszenie ewangelikalne Samaritan’s Purse.

„Ponieważ celem Operacji »Bożonarodzeniowe Dziecko« jest nakłonienie biednych dzieci do nawrócenia na chrześcijaństwo, promowanie tego programu przez szkoły narusza konstytucję” – tymi słowami AHA tłumaczyło, dlaczego chce skierować sprawę do sądu. Organizacja powołuje się przy tym na pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji, która mówi m.in. o wolności religijnej. Zdaniem AHA zarówno akcja Samaritan’s Purse, jak i samo publiczne wspominanie o Bożym Narodzeniu ograniczają wolność religijną Amerykanów.

– Wojna z Bożym Narodzeniem jest wojną, którą konserwatyści wypowiedzieli różnorodności – mówi „Do Rzeczy” Rebecca Hale, przewodnicząca Amerykańskiego Stowarzyszenia Humanistycznego. – Stany Zjednoczone to bardzo zróżnicowany kraj pod względem religijnym i kulturowym. Z jakiej racji końcówka roku miałaby być „zawłaszczana” przez jakąkolwiek religię czy kulturę? – pyta.

– Nikt nie toczy wojny o Boże Narodzenie. Nikt nie chce zniszczyć tego święta – przekonuje „Do Rzeczy” Fred Edwords, przewodniczący Zjednoczonej Koalicji na rzecz Rozsądku, jednej z organizacji sprzeciwiającej się publicznemu manifestowaniu religijności. – Sformułowanie „wojna z Bożym Narodzeniem” zostało wymyślone przez amerykańską prawicę religijną, aby wzmagać poczucie prześladowania wśród chrześcijan, którzy stanowią przecież większość w naszym społeczeństwie. Ta strategia polityczna ma na celu zaatakowanie środowisk liberalnych i ateistycznych, które promują pluralizm podczas sezonu świąt zimowych.

Amerykańska lewica do walki z Bożym Narodzeniem powołuje się właśnie na inne święta, w tym m.in. na Chanukę obchodzoną na przełomie listopada i grudnia przez Żydów, by pokazać, że chrześcijańskie święto nie powinno zdominować grudnia.

ŚWIECKA TEOKRACJA

Nie tylko oświata jest polem bitwy między zwolennikami tradycji a tymi, którzy opowiadają się za „inkluzywną” nowoczesnością. Władze stanowe i lokalne wielokrotnie stawały się obiektem kampanii bardzo podobnych do tej, która doprowadziła do wycofania się niektórych szkół z programu Samaritan’s Purse. W ten sposób z wielu miejsc publicznych poznikały szopki, a choinki musiały zostać przemianowane z „drzewek bożonarodzeniowych” na „drzewka świąteczne”.

– Ta wojna to smutna rzeczywistość. To nie jest żaden wymysł – przekonuje „Do Rzeczy” Bryan Fischer z American Family Association. – Celem ataku jest usunięcie Boga, Jezusa Chrystusa i chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. To swego rodzaju świecka teokracja – religią ateistów jest bowiem sekularyzm. Ci ludzie chcą, by każdy dostosował się do ich wymagań. Dla tych środowisk Boże Narodzenie to główny cel ataku.

Mimo dużych problemów ze szkołami obrońcy tradycji chwalą się swoją skuteczną kontrofensywą na froncie biznesowym. American Family Association od 2005 r. prowadzi listę przedsiębiorstw z podziałem na „grzeczne”, czyli te, które są przyjazne tradycji, i „niegrzeczne”.

– Gdy zaczynaliśmy naszą akcję, około 80 proc. amerykańskich firm nie było przyjaznych Bożemu Narodzeniu. Dzisiaj te proporcje niemal się odwróciły. Akcja wywierania nacisku na wielkie firmy przynosi więc zaskakująco dobry skutek – podkreśla Bryan Fischer.

W tym roku po raz pierwszy po stronie „grzecznych” firm uwzględniony został GAP – amerykański gigant odzieżowy, do którego należy m.in. bardzo popularna marka Old Navy.

Jak wygląda kontrofensywa? Cały tekst w najnowszym Tygodniku Do Rzeczy.

 0

Czytaj także