Donald Trump i stary Izrael

Donald Trump i stary Izrael

Dodano: 10
Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych
Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych / Źródło: PAP / MICHAEL REYNOLDS
Podczas kampanii wyborczej Donald Trump miał bardzo pozytywne, z punktu widzenia koalicji rządzącej na czele z Beniaminem Netanjahu, podejście do kilku kluczowych kwestii dotyczących Izraela. Kwestii, które są powodem podziałów politycznych w samym Izraelu.

Beniamin Netanjahu rządzi już czwartą kadencję. Ma poparcie w okolicach 25 proc. wyborców, ale ze względu na jego podejści do kwestii stosunków z Palestyńczykami i ze światem arabskim ma duże możliwości koalicyjne, popierają go bowiem partie prawicowe i religijne. Ideologicznie Donald Trump był im bliski.

Pierwsze tygodnie sprawowania prezydentury przez Donalda Trumpa pokazały, że błyskawicznie realizuje on część swojego programu wyborczego. Śledząc jego działalność, wydaje się, że pracuje 24 godziny na dobę. Wywołuje przy tym konflikty powyborcze w Stanach Zjednoczonych i nie tylko tam. Jednak sprawa Izraela ma swoją specyfikę z kilku powodów.

Po pierwsze, Donald Trump w kampanii wyborczej obiecał, że przeniesie ambasadę Stanów Zjednoczonych w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy. Ambasady wszystkich krajów w Izraelu działają w Tel Awiwie. Z punktu widzenia światowej tradycji politycznej sprawa Jerozolimy wciąż znajduje się na stole negocjacyjnym. Trudno zawrzeć jakąkolwiek umowę pokojową z Palestyńczykami, w której Jerozolima nie stanowiłaby centrum sporu. De facto Jerozolima jest stuprocentową stolicą Izraela. Tam działają: parlament, rząd, sąd najwyższy, ministerstwa, organizowane są centralne obchody wszystkich uroczystości i świąt narodowych. Ambasadorowie, chcąc załatwić sprawy polityczne czy gospodarcze między krajami, jadą z Tel Awiwu do Jerozolimy. Tam przyjeżdżają prezydenci i światowi liderzy, odwiedzają siedzibę izraelskiego prezydenta, przemawiają w Knesecie i prowadzą negocjacje. Jeśli dojdzie do realizacji obietnicy Trumpa i przeniesienia ambasady USA, to najprawdopodobniej wybuchnie kolejna intifada. Nie jest oczywiście tak, że teraz Jerozolima i cały Izrael są wolne od zamachów, ale specjaliści do spraw bezpieczeństwa ostrzegają, że taki krok ze strony Stanów Zjednoczonych może być odebrany jako zbyt duże poparcie Izraela i gest wyraźnie antyarabski.

Beniamin Netanjahu znalazł się więc w bardzo delikatnej sytuacji politycznej. Realizacja obietnicy amerykańskiego prezydenta zdaje się spełnieniem ideologicznych i politycznych snów jego oraz koalicji, na której czele stoi. Jednak ani on, ani naród nie chcą powrotu do totalnego stanu wojennego. Wiedzą to również Palestyńczycy, prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę również Donald Trump. W błyskawicznej realizacji swoich planów nie zdecydował się zatem jeszcze na taki krok. Coś się dzieje w zakulisowych rozmowach dyplomatycznych.

Artykuł został opublikowany w 6/2017 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Szewach Weiss
 10
Czytaj także