Korzenie kryzysu

Korzenie kryzysu

Korzenie kryzysu
Korzenie kryzysu
Dodano

Belgia to pierwszy kraj na świecie, w którym eutanazji będą mogły zostać poddane małe dzieci. We Włoszech niedawno wprowadzono prawo zwalczające homofobię. We Francji zrównano małżeństwa ze związkami osób jednej płci – i to doszło do tego mimo gigantycznych, wielusettysięcznych protestów ulicznych. W Niemczech czy Holandii obowiązkiem edukacji seksualnej objęto kilkuletnie dzieci. Takich przykładów radykalnego naruszania zasad prawa naturalnego i zerwania z chrześcijańską tradycją moralną przez kraje europejskie można by podawać wiele – a nie wspomnę tu nawet o powszechnej zgodzie na aborcję.

Tym wszystkim przemianom towarzyszy osobliwe, paraliżujące poczucie fatalizmu. I brak oporu. Partie chrześcijańsko-demokratyczne dawno przestały być chrześcijańskie, ugrupowania konserwatywne położyły uszy po sobie i albo tak jak brytyjscy konserwatyści Davida Camerona same wprowadzają zmiany obyczajowe (vide małżeństwa homoseksualne), albo tak jak hiszpańscy prawicowcy skupiają się na gospodarce. Nawet protesty biskupów robią wrażenie wymuszonych i rytualnych. Ta niechęć do sprzeciwu i praktyczne wycofanie się z publicznej obrony zasad prawa naturalnego są jeszcze bardziej wyraźne teraz, kiedy to sam papież Franciszek zdystansował się od walki ze współczesną, liberalną cywilizacją.

Jakie jest źródło tej słabości? Skąd wzięła się niemoc konserwatystów? Dlaczego przemiany przebiegają tak szybko? Dlaczego opór społeczny, nawet kiedy – tak jak we Francji – udaje się go zorganizować, politycznie jest tak nieskuteczny? Dlaczego choroba dotyka tak łatwo i tak głęboko narodów do niedawna jeszcze chrześcijańskich, państw, w których tak ważną publiczną rolę odgrywał Kościół katolicki? Wszystkie te zmiany są przyjmowane przez parlamenty, zdobywają większość głosów polityków, mają poparcie najważniejszych partii. Nie ma na to prostej odpowiedzi. Szybki wzrost bogactwa i bezpieczeństwa, powszechna erotyzacja i seksualizacja kultury, permisywizm, materializm – to z pewnością zjawiska, które w dużej mierze tłumaczą przemiany. Jednak im dłużej obserwuję swoistą kulturową niemoc zachodniej prawicy, tym mniej mam wątpliwości, że jednym z istotnych czynników zmian było błędne rozumienie wolności i polityczności przyjęte przez sam Kościół w latach 60. XX w. To wtedy uznano, że tak jednostka, jak i wspólnota polityczna mają prawo do nieskrępowanego szerzenia błędów religijnych i – co za tym idzie – moralnych. To wtedy przyjęto, że podstawowym punktem odniesienia dla prawa stanowionego ma być wolność człowieka. Czy nie to właśnie doprowadziło w konsekwencji do radykalnej sekularyzacji całej sfery publicznej? Czy w ten sposób nie został podważony sens chrześcijańskiego porządku politycznego? Czy jego obrońcy nie znaleźli się już wówczas na z góry przegranej pozycji?

Warto się nad tym zastanowić. Warto dotrzeć do korzeni kryzysu zachodniego chrześcijaństwa, bo tylko tak może pojawić się szansa na odrodzenie.

foto: Christoph Wagener

Czytaj także

 0

Czytaj także