Sergiusz Piasecki - najlepszy bandyta wśród pisarzy i pisarz wśród bandytów

Sergiusz Piasecki - najlepszy bandyta wśród pisarzy i pisarz wśród bandytów

Sergiusz Piasecki
Sergiusz Piasecki / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
"Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy" - swoją najlepszą książkę napisał odsiadując wyrok 15 lat więzienia, na który prezydent zamienił mu karę śmierci. Był bandytą, szpiegiem, partyzantem. I jednym z najlepszych polskich pisarzy, mimo że polskiego nauczył się w wieku 20 lat.

Sergiusz Piasecki, autor jednego z największych polskich bestsellerów XX w. – „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” (1937). W PRL na „perskich jarmarkach” i w antykwariatach przebijał ceną powieści Marczyńskiego i „Złego” Tyrmanda, książki Ossendowskiego i Hłaski. Rywalizować mogła z nim (do czasu) jedynie „Trędowata”. O ile jednak na Mniszkównę komunistyczne władze wydały w końcu łaskawą zgodę, o tyle Piasecki nie doczekał się ułaskawienia, a i po śmierci wciąż był „trefny”. Dobrze, że zachowało się w kraju sporo egzemplarzy z masowych przedwojennych edycji Roju, czasem też jakiś ryzykant przywiózł egzemplarz wydanej na emigracji powieści z zagranicy, aż wreszcie w latach 80. pojawiły się tytuły Piaseckiego w drugim obiegu, oczywiście z „Kochankiem Wielkiej Niedźwiedzicy” na czele.

Z mitem powieści współgrała legenda autorska. Literaturze zawdzięczał wszystko, przede wszystkim wolność. W 1926 r. bowiem po tym, gdy prezydent Rzeczypospolitej darował mu orzeczoną karę śmierci, którą za wcześniejsze zasługi dla II Oddziału zamieniono mu na 15 lat więzienia, siedział w zakładzie karnym na Świętym Krzyżu. Tam też powstały jego pierwsze książki: „Piąty etap” i „Droga pod mur”, cenzura więzienna nie dopuściła jednak do ich wysłania na literackie konkursy.

Los jego się zmienił, gdy na Święty Krzyż przybył Melchior Wańkowicz. To on doprowadził do zainteresowania utalentowanym więźniem opinii publicznej, zainicjował interwencję grona pisarzy w jego sprawie, w końcu przyspieszył zwolnienie Piaseckiego po 11 latach odsiadki i wydał jego „Kochanka Wielkiej Niewolnicy”, który z miejsca podbił serca czytelników, bo też powieść ta – z życia przemytników na pograniczu polsko-sowieckim – zadziwiała rzadką urodą, literacką werwą, niepowtarzalnym klimatem. I pomyśleć, że wychowany w środowisku rosyjskim autor do 20. roku życia nie mówił (!) po polsku, a swoje młodzieńcze pragnienie – zostania pisarzem – zrealizował dopiero, pisząc w 1934 r. w ciągu 28 dni „Piąty etap”, opowiadający dzieje agenta polskiego wywiadu w Rosji.

Sergiusz Piasecki skazany został przez sąd w Lidzie, wraz z Antonim Niewiarowiczem, za zbrojny napad na pasażerów kolejki zmierzającej do Wasiliszek. Dokonał również napadu rabunkowego na kupca jadącego z towarami do Nowogródka, ograbił też furę z kupcami na drodze z Grodna do Wilna, zabierając podróżnym ponad 1000 zł. Wcześniej zasmakował już więzienia, uprawiając, dla ukrycia działalności szpiegowskiej, przemyt. Za okradzenie i rozbicie konkurencyjnej partii przemytników przesiedział 21 miesięcy w więzieniu w Nowogródku. Przebywał również w więzieniach rosyjskich.

W obronie Józefa Mackiewicza

Wrzesień 1939 r. zastał Piaseckiego w Wilnie, gdzie przetrwał okupację litewską, sowiecką, niemiecką i znowu sowiecką. Działał w konspiracji, ale w Armii Krajowej nie został zaprzysiężony, doświadczenie podpowiadało mu bowiem, że jest ona infiltrowana przez wywiad sowiecki. Nie skorzystał z możliwości wyjazdu do Holandii, co oferował mu niderlandzki przyjaciel Paul Speet, od którego otrzymał wizę wyjazdową i pieniądze. Udokumentowana jest jego praca dla Kedywu, co znalazło literacki zapis w książce „Dla honoru organizacji” (1964), kto wie, czy z dzisiejszego punktu widzenia nie najciekawszej, obok „Kochanka…”, w jego dorobku. Sprawował nadzór, a następnie przejął dowództwo nad oddziałem egzekucyjnym wykonującym wyroki wydane na kolaborantów przez sądy specjalne. To on zorganizował i kierował zamachem na Czesława Ancerewicza, redaktora „Gońca Codziennego”, wydawanego w języku polskim organu niemieckiego urzędu propagandy.

Stanął natomiast w obronie skazanego również na śmierć Józefa Mackiewicza. W czerwcu 1946 r., po przybyciu z Warszawy do Rzymu do II Korpusu, złożył tam szczegółowe zeznanie w tej sprawie, w którym czytamy: „W obronie Mackiewicza wystąpiło zdecydowanie wielu członków Organizacji. Między innymi: »Michał«, Zygmunt Andruszkiewicz, »Roman«. Udowodniono, że jeden z oskarżycieli Mackiewicza był »czerwony« i współpracował w piśmie bolszewickim.

Ukazał się list Mackiewicza do Sądu Tajnego, który czytałem. List był pełen oburzenia. Podawał przekonujące dane co do absurdalności wyroku itd. Pamiętam, że Mackiewicz zaznaczył, że to są intrygi jego przeciwników politycznych z obozu bolszewickiego. Że nie zamierza ukrywać się przed wyrokiem ani się osłaniać autorytetem władz. Że jest Polakiem i patriotą polskim. Cała jego wina to nienawiść do bolszewików i jaskrawe wystąpienia przeciw nim. Lecz przeciw narodowi polskiemu nigdy nie występował.

Nie podaję cytatów, bo ich nie pamiętam. Podaję »aurę« listu, który mi dał do przeczytania Zygmunt Andruszkiewicz, współpracownik »Michała«.

»Michał«, który ze mną stale się kontaktował, polecił mi przekazać jego rozkaz Egzekutywie, aby wyroku na Mackiewicza nie wykonywać. Rozkaz ten spełniłem.

W tym czasie został aresztowany Zygmunt Andruszkiewicz, co było ciężkim ciosem dla Organizacji. »Michał« poważnie ryzykując, usunął z jego mieszkania archiwum, którego Gestapo nie odnalazło w czasie rewizji, bo było umieszczone w dobrej skrytce. A mnie prosił, abym użył wszelkich środków, żeby zbadać, nie zostawiając śladów, biurko Andruszkiewicza w Urzędzie Mieszkaniowym, gdzie Andruszkiewicz pracował jako kierownik rejonu. Udało mi się to z trudnością, omal nie wsypą w pierwszym dniu Zielonych Świątek 1943 roku. Wraz z innymi materiałami obciążającymi Andruszkiewicza wykradłem z jego biurka w pierwszej Aplince w Wilnie przy ulicy Wileńskiej formalne odwołanie wyroku na Józefa Mackiewicza”.

Tym samym dwukrotnie uratował życie autorowi „Drogi donikąd”. A szczególnym do sprawy tej aneksem jest „Dla honoru organizacji”, powieść podszyta autobiografią, którą czytać można i należy jednym tchem, właśnie z „Drogą donikąd” i „Nie trzeba głośno mówić”.

Egzekucja literatury zdrady

Okazać się miał rasowym publicystą, czego dowiódł m.in. w bardzo głośnym swego czasu artykule „Były poputczik Miłosz”. Opublikował go Sergiusz Piasecki w „Wiadomościach” z 4 listopada 1951 r. Wybranie przez Miłosza komunistycznego dyplomatę wolności komentowali wówczas, nie żałując ostrych słów, i inni autorzy, m.in. Pawlikowski, Wraga, Bregman, wreszcie Grydzewski („Odstępstwo p. Miłosza od progów »Nowej Wiary« jest samo w sobie faktem bez znaczenia, odstępstwa tego rodzaju będą się mnożyły, przyjdzie chwila – może już niedaleka – kiedy przybiorą rozmiary żywiołowego zjawiska – lawiny. Cokolwiek da się powiedzieć o ich szczerości, są one objawem braku wiary w przetrwanie nowych »demokracji ludowych«, opartych na kulcie bolszewickiego knuta, stryczka i nagana”), nikt jednak nie wypunktował przyszłego noblisty tak celnie jak Piasecki. Chociaż i jemu zdarzało się, w polemicznym ferworze, popełniać błędy i gafy – przeciwstawiając na przykład postawie Miłosza autorytet… Stanisława Cata-Mackiewicza, który niebawem postąpi zupełnie na odwrót, zamieniając Londyn na Warszawę. O zacietrzewieniu publicysty przesłaniającemu mu jasność widzenia świadczy również następująca opinia „krytycznoliteracka”: „[…] nie mogę wpaść w zachwyt, skoro jako poeta Miłosz jest już starą kobyłą, bo łupi swe wiersze od dwudziestu lat, możliwości rozwoju miał rozległe, a nie napisał jeszcze nic takiego, co by dorównywało np. wierszom Łobodowskiego”.

Wypomina jednak jakże trafnie i „skromnie” pomijane przez Miłosza w jego curriculum vitae przekłady wierszy Mao Tse-tunga, ale również – i to najważniejsze – podkreśla, że poeta nie służył, jak twierdził, krajowi, lecz Bierutowi. „Jest różnica – wyliczał Piasecki – między służbą, wysługiwaniem się, współpracą. A już zupełnie czym innym jest przynależność do aparatu rządowego, administracyjnego albo policyjnego. Wiele słów się pomieszało, wiele straciło znaczenie, wiele się wypacza. Ale czy możemy sobie wyobrazić Polaka, który by w razie zwycięstwa Hitlera i stworzenia przez niego przemocą w Polsce ustroju nazistowskiego reprezentował ten ustrój za granicą jako attaché kulturalny, i twierdził poważnie, że służy Polsce? Jakbyśmy nazwali takiego typa?”.

Poplecznicy Miłosza odżegnywali Piaseckiego od czci i wiary, subtelny eseista Jeleński artykuł o „byłym poputcziku Miłoszu” nazwał „nikczemnym”, ale na przykład Jan Lechoń z amerykańskiego oddalenia pisał: „Artykuł Sergiusza Piaseckiego o Miłoszu ulżył mi jak jakaś katharsis. To samo właściwie chciałem napisać, ale nie wiem, czy potrafiłbym to zrobić z taką pasją, z taką, powiedziałbym, bezpośredniością oburzenia. Ktoś tam urąga, że Piasecki nie ma prawa decydować o randze pisarzy, bo nie jest pisarzem. Byłem prawie tego zdania, ale właśnie ten artykuł, w którym każdy argument trafia »bez pudła«, jest dowodem jego talentu. W antologii publicystyki polskiej mógłby on pozostać jako rozprawa definitywna z literaturą zdrady, jako jej egzekucja”.

Bevin, uważaj na zegarek!

Wcześniej, niemal dosłownie w przededniu opuszczenia Polski, w końcu kwietnia 1946 r., Piasecki przygotował „Sto pytań pod adresem »obecnej« Warszawy”, list otwarty do redaktora „Odrodzenia”, znanego autorowi „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” sprzed wojny, Karola Kuryluka. Jako osobna broszura pytania te ukazały się po roku, oczywiście nie w kraju, gdzie nikt, znów oczywiście, nie raczył na nie odpowiedzieć. Ściśle mówiąc, ktoś jednak odpowiedział – Stanisław Ryszard Dobrowolski w „Kuźnicy”, wymieniając zbiegłego z komunistycznego raju pisarza, jednym tchem ze Skiwskim i Hemarem, w tym samym emigracyjnym towarzystwie, godnym porównania ze złodziejami, przemytnikami, bandytami znanymi z kart książek Sergiusza Piaseckiego.

A stawiającego pytania interesowały sprawy najróżniejsze: „Dlaczego w rządzie są ministrowie skazani przez Sąd Polski Podziemnej w czasie okupacji niemieckiej na karę śmierci, jako zdrajcy Narodu, np. min. Stefan Jędrychowski; dlaczego stopa życiowa więźnia w Polsce przedwojennej była wielokrotnie wyższa od stopy życiowej obecnych pracowników; dlaczego taki straszny wróg Polski jak Hitler nie odmawiał niepracującym kart żywnościowych, a dziecko i matka były lepiej żywione, natomiast w Polsce »demokratycznej« niepracujący mają tylko jednego opiekuna: śmierć; dlaczego w obozie katyńskim znaleźli się oficerowie i cywile Polacy? Przecież Polska Rosji w 1939 r. wojny nie wypowiedziała i istniał świeży pakt o nieagresji. Kto? Po co? Za co ich tam zawiózł z Polski?; dlaczego prasa polska w ohydny sposób szkaluje Papieża; czy pan wie, że nie tylko wojska sowieckie są w Polsce, lecz nawet NKGB, i nawet wychodzi w polskim języku gazeta Armii Czerwonej »Wolność«, bogato ilustrowana, służąca gloryfikowaniu ZSRR. Adres redakcji: Poznań, ul. Słowackiego 57. Więc nie tylko są wojska radzieckie, lecz nawet i ich aparaty represyjne i propagandowe; dlaczego w Wilnie, w jednym tylko dniu i w jednym rejonie, lekarz zbadał trzy zgwałcone przez bolszewików kobiety? Trzecia była nieletnia i zmarła; czy została obecnie na Mińszczyźnie i Mohilewszczyźnie chociaż jedna rodzina polska z tych 1 500 000 Polaków, którzy tam mieszkali przed wojną roku 1920 i pozostali za granicą Polski? Gdzie są tamci nasi rodacy? Czyją piekielną robotą było całkowite zniszczenie ich; dlaczego obecny rząd polski sprzedaje Rosji węgiel trzykrotnie taniej, niż kosztuje jego wydobycie z kopalni; dlaczego, po ośmioletniej przerwie, gdy pisarze i obywatele polscy tyle przecierpieli, literatura polska jest tak nędzna, tak bezbarwna, tak fałszywa i bezradna; gdzie jest pisarz polski, Bruno Jasieński; dlaczego rozstrzelano przywódców komuny białoruskiej: Raka-Michajłowskiego i Taraszkiewicza; dlaczego żołnierzy armii sowieckiej naród polski nazywa »zegarmistrzami«. I dlaczego, gdy w kinie wyświetlano dodatek filmowy z obrad ONZ, gdy ukazał się Bevin w towarzystwie Wyszyńskiego, wyrostki na sali krzyczały: »Bevin, uważaj na zegarek!«; dlaczego wywiera się presję na urzędników i nauczycieli, aby wstępowali do PPR, czyli, jak mówi naród: Polskiej Partii Renegatów; dlaczego zmasakrowano i zniszczono taką cudną, kulturalną Estonię? Za co?; dlaczego ja, pisarz polski, który jako samouk wydostał się z przepaści życia i stał się literatem, ukazując ludziom świat głębinowy ich braci z marginesu życia, który ma rzeczy napisane i ogrom materiału do nowych powieści, muszę milczeć, tułać się, ciężko zarabiać na życie i marnować czas, zamiast pracować na właściwym mi polu literackim; dlaczego ja, panie Karolu, nie mogę w tej naszej obecnej »demokratycznej, niepodległej« Polsce przyjść do pana jak dawniej, za złych sanacyjnych czasów, na pogawędkę o biedzie więźniów, o braku wolności słowa i na setki innych tematów. Dlaczego?... Dość! ”.

Może jednak nie „dosyć”, zawsze pozostaje przecież miejsce na postscriptum. Znalazło się ono i u Piaseckiego, pytającego o jedno jeszcze: „Panie Karolu, jestem bardzo ciekaw pewnych prywatnych Pana spraw: czy Pan obecnie naprawdę czuje się uczciwym człowiekiem, Polakiem – i co Panu się śni po nocach?”.

Cień sprawiedliwości na ziemi

Prywatne sprawy znajdowały odbicie niemal w całej twórczości Sergiusza Piaseckiego. Także w publicystyce. Można być więcej niż pewnym, że „Były poputczik Miłosz” byłby choć trochę łagodniejszy dla autora „Traktatu moralnego”, gdyby nie zaszłości natury osobistej między wybitnymi pisarzami i wilnianami. Zainteresowanych odsyłam do sporej już literatury przedmiotu, m.in. książki wnuczki Sergiusza Piaseckiego Ewy Tomaszewicz pt. „Gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy”. Niechęć Piaseckiego do Miłosza, nazwanego przez niego w „Dla honoru organizacji” Narcyzem, wzięła się z potraktowania przez znanego już i cenionego poetę przyszłej żony Piaseckiego, Jadwigi Waszkiewicz (pobrali się w 1942 r., dwa lata później przyszedł na świat ich syn Władysław). Miłosz – pisze Ewa Tomaszewicz – „otoczył ją aurą uwielbienia, pisał dla niej wiersze. Osiągnął swój cel – została jego kochanką, w jej pojęciu i zgodnie z jego zapewnieniami, żoną. Po jakimś czasie zaszła w ciążę”. Poeta nie zamierzał jednak brać odpowiedzialności za swoje czyny, doprowadzając kochankę do spędzenia płodu, a w konsekwencji do choroby i zerwania przez nią stosunków z rodziną. Zdaniem autora „Dla honoru organizacji” Narcyz „postąpił podle, podstępnie i tchórzliwie. Takiemu łotrowi chyba i Chrystus by nie wybaczył, bo zginąłby cień sprawiedliwości na ziemi”.

To pod wpływem Jadwigi Sergiusz Piasecki zmienił wyznanie, przechodząc w 1942 r. z prawosławia na katolicyzm. Z Wilna wyjechał w maju 1945 r. zaopatrzony w papiery repatriacyjne na nazwisko Tomaszewicz. Po jego ucieczce na Zachód pod tym nazwiskiem żyli w Polsce jego żona i syn. W 1956 r. orzeczeniem sądu PRL za zaginionego w czasie wojny uznany został Jan Tomaszewicz. Jako Sergiusz Piasecki pisarz nie istniał w kraju do końca Polski Ludowej. W Anglii korzystał z wolności słowa, ale żył w potęgującej się z roku na rok biedzie. W 1962 r. doszło do zerwania przez niego kontaktów z rodziną w kraju. Bardzo też podupadł na zdrowiu. Zmarł na raka lewego płuca w polskim szpitalu Penley w Walii, 12 września 1964 r. Miał 63 lata. Na jego nagrobku, zaprojektowanym przez Ryszarda Demela, przyjaciela pisarza i przyszłego jego biografa, na cmentarzu w Hastings umieszczony został wizerunek gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy.

Z bólu i tęsknoty

Latem 1946 r. we Włoszech nadarzyła się Piaseckiemu sposobność wydania swojej najsławniejszej książki na emigracji. Poprzedził wówczas autor „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” wstępem, który później rekomendował jako „klucz” do idei powieści. Czytamy w nim:

Żyliśmy jak królowie. Wódkę piliśmy szklankami. Kochały nas ładne dziewczyny. Chodziliśmy po złotym dnie. Płaciliśmy złotem, srebrem i dolarami. Płaciliśmy za wszystko, za wódkę i za muzykę. Za miłość płaciliśmy miłością, nienawiścią za nienawiść.

Lubiłem swych kolegów, bo nigdy mnie nie zawodzili. Byli to prości, niewykształceni ludzie. Lecz czasem byli tak wspaniali, że stawałem zdumiony. Wówczas dziękowałem Naturze, że jestem człowiekiem.

[…] Często w piersiach mi tchu brakowało z rozkoszy Życia. Czasem dlaczegoś głupio oczy się załzawiły. Czasem ktoś brutalnie zaklął, a dziecinnie się uśmiechnął i twardo podał wierną dłoń.

I mało było słów. Ale słowa były słowami i łatwo je zrozumieć mogłem i zawsze wiedziałem, że to nie słowa honoru ani przysięgi. Więc były pewne…

Tak pędziły w barwnym wirze głupie dnie i wariackie noce, którymi Ktoś za coś nas obdarzył.

A nad tym wszystkim: nad nami, ziemią i chmurami, po północnej stronie nieba pędził dziwny Wielki Wóz… królowała wspaniała, jedyna, zaczarowana Wielka Niedźwiedzica.

O niej, o nas – przemytnikach i o granicy opowiem w tej powieści, która powstała z bólu i tęsknoty za pięknem Prawdy, Natury i Człowieka”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2014
Artykuł został opublikowany w 4/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 9
  • wmd-detroit IP
    Panie Maslon zapomnialo sie o swoim redakcyjnym koledze Waldemarze Lysiaku .Jego ksiazki bily wszystkie rekordy cenowe XX wieku .Ma pan bardzo krotka pamiec ( moge sie domyslac dlaczego ).
    "Cesarski poker " oprotestowany przez Kreml ( jako jedna Polska ksiazka w historii ) rozeszedl sie w kilka godzin bijac rekordy cenowe niewyobrazlnie na ten czas .Niektorzy proponowali pisarzowi talony na smochod za jeden egzemplarz ksiazki .A wiec do tej panskiej listy powinnien pan dodac nazwisko Waldemar Lysiak !!
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Maciej Janusz IP
      Byłem w maju w Hastings na grobie Sergiusza Piaseckiego. Bardzo zaniedbany ...
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • Śląsk Wrocław IP
        Dzięki Piaseckiemu przeżyłem podstawówkę i liceum, gardziłem polonistami i ich peanami na temat Miłosza,Szymborskiej.Trylogia złodziejska,hmm 15 razy przeczytałem.
        Dodaj odpowiedź 6 0
          Odpowiedzi: 0
        • KarolV IP
          Autorze, brawo za ,,poruszenie tematu", a artykuł Piaseckiego o Miłoszu, powinien być (ja sobie pozwoliłem) jak najszerzej propagowany, bo to jest diagnoza uniwersalna, którą można i trzeba stosować do współczesnych poputczików.
          Dodaj odpowiedź 13 0
            Odpowiedzi: 0
          • Tomasz IP
            Wyjątkowo barwna i ciekawa postać. A artykuł Piaseckiego pt. "Były poputczik Miłosz" opublikowany w londyńskich "Wiadomościach" w listopadzie 1951 roku w całości można przeczytać tutaj:
            http://retropress.pl/wiadomosci/byly-poputczik-milosz/
            Dodaj odpowiedź 13 0
              Odpowiedzi: 0
            • gus_gus IP
              "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" to jedna z najlepszych książek jakie czytałem!
              Dodaj odpowiedź 13 1
                Odpowiedzi: 0
              • Ignis IP
                Ciekawe, jakie było źródło poróżnienia się Piaseckiego ze swoim wybawcą Wańkowiczem.
                Dodaj odpowiedź 3 0
                  Odpowiedzi: 1

                Czytaj także