Wrzesień – niedoszły blitzkrieg

Wrzesień – niedoszły blitzkrieg

gen. Edward Śmigły-Rydz i gen. Wacław Stachiewicz
gen. Edward Śmigły-Rydz i gen. Wacław Stachiewicz
Dodano 9
O szaleństwie Becka trochę już napisano, i wystarczyło to do wybuchu wśród wyznawców ubrązowionej, romantycznej narracji historycznej autentycznej histerii. O szaleństwie Śmigłego-Rydza nasza historiografia uparcie milczy, to znaczy – uparcie powtarza kłamstwa, które dla usprawiedliwienia swego pryncypała i siebie samego wymyślił i upowszechnił gen. Wacław Stachiewicz – szef sztabu Śmigłego-Rydza, notabene, według relacji, odpowiedzialny za uporczywe „fryzowanie” raportów wywiadu pod z góry założoną tezę, że Niemcy są słabi.

Kłamstwa Stachiewicza przyjęto chętnie i powtarza się je do dziś, bo pasują doskonale do terapeutycznego mitu o tej największej militarnej klęsce, jaką kiedykolwiek Polska poniosła. Tymczasem przeczą one najoczywistszej logice i zdrowemu rozsądkowi.

Owoż nieudolny szef sztabu nieudolnego Wodza Naczelnego wpoił potomnym przekonanie, że najwyższe wojskowe kierownictwo doskonale sobie zdawało sprawę, iż własnymi siłami Polska pokonać Niemiec nie może, i z góry założyło, że rozstrzygnięcie wojny nastąpić musi na Zachodzie – naszym zaś zamiarem było uporczywą obroną związać jak największą część Wehrmachtu i wykrwawić go. Co zasadniczo zrobiliśmy, a Zachód się nie ruszył, więc kto naprawdę, za przeproszeniem, spieprzył – wniosek oczywisty. I miły sercu.

Jest tylko taki drobiazg, że o ugrupowaniu polskich wojsk w 1939 r. można powiedzieć wszystko, tylko nie to, żeby miało charakter defensywny. Przeciwnie – założenie widać jak na dłoni: wpuścić Niemców w celowo odsłonięty „worek” między armiami „Kraków” i „Łódź”, zmiażdżyć uderzeniem ze skrzydła armii „Prusy”, a następnie uderzyć całą mocą najsilniejszej armii „Poznań” wprost na Berlin, a pomocniczo na Pomorze i Prusy.

Nie było to nic innego, jak tylko powtórzenie schematu Bitwy Warszawskiej 1920 r. Podobnie zresztą planowano wojnę na wschodzie, wedle długo dopracowywanego planu „R” – skuszenie najeźdźcy do uderzenia w słaby punkt, a gdy zapędzi się na nasz teren, miażdżące uderzenie ze skrzydła. Dlatego szefem okręgu wileńskiego – z którego miała zostać rozwinięta przeznaczona do decydującego uderzenia armia „Wilno” – był ulubieniec Śmigłego-Rydza, Dąb-Biernacki, który w 1939 r. został postawiony na czele armii „Prusy”. Dlatego do 5 września Śmigły-Rydz surowo zakazywał Kutrzebie udzielenia pomocy miażdżonej armii „Łódź” – nie orientując się w rozmiarach klęski, wciąż rezerwował go do uderzenia na zachód. Dlatego wszystkie wielkie jednostki zostały wysunięte daleko przed – rzekomo, zdaniem Stachiewicza, wybraną na ostateczną linię obrony – linię Narwi i Wisły. Dlatego nie przygotowywano fortyfikacji, nawet polowych, dlatego wysunięto magazyny, cały praktycznie posiadany sprzęt i amunicję, nad granicę, a sztaby dywizji nie miały map okolic, na których przyszło im walczyć, za to komplety map terenów po drugiej stronie granicy. I dlatego już w pierwszych dniach wojny wszystko rozsypało się nam podobnie jak Sowietom w 1941 r.

Słowem: polskie dowództwo, dokładnie odwrotnie niż po fakcie tłumaczył Stachiewicz, uważało, że rozbijemy Niemców sami. To przekonanie ukształtowało nie tylko plan wojny, którą od pierwszej chwili zmienił w katastrofę, lecz także politykę Becka przed wrześniem. Bardzo przekonująco i konkretnie udowodnił to w swojej książce „Wrzesień 1939 – nowe spojrzenie” prof. Grzegorz Górski. I pewnie dlatego książka ta ukazała się nakładem autora, w stu (!) egzemplarzach. Słownie stu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2016
Artykuł został opublikowany w 9/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba

Czytaj także

 9
  • kolec IP
    Większej głupoty nie czytałem.
    Dodaj odpowiedź 2 4
      Odpowiedzi: 0
    • myślący IP
      Największy problem jest w tym, że my koniecznie chcemy mieć dwu wrogow, i byc wobec tego zawsze skazani na kleskę. Przy połozeniu miedzy dwoma mocarstwami nie ma innej mozliwosci przezycia, jak połaczenie sie z jednym z nich. I trzeba pamietac, że zawsze naszym najwiekszym wrogiem była Rosja.
      Dodaj odpowiedź 5 2
        Odpowiedzi: 0
      • sergio IP
        Problem w tym,ze jesli uznamy oficjalnie,ze wina kleski wrzesniowej jest w 100% po naszej stronie, to w obecnych warunkach geopolitycznych calkowiecie tym rozgrzeszymy zachod od jakiejkolwiek pomocy, wyrzutow sumienia czy sentymentu, ponownie zostajac sam nam z dwoma odwiecznymi wrogami po lewej i prawej stronie mapy. Choc pewnie to zadna roznica.
        Dodaj odpowiedź 5 3
          Odpowiedzi: 0
        • Orczyc IP
          Skoro Rydz był zdaniem p. red. Ziemkiewicza takim kiepskim d-cą, to proszę wskazać jakiegokolwiek ówczesnego polskiego generała, który poprowadziłby obronę w 39 r. z innym (pozytywnym) skutkiem. Niestety kampania wrześniowa skazana był na klęskę (układ Niemcy-ZSRR) i paradoksalnie ale przedłużenie polskiego oporu o 2-3 dodatkowe miesiące, spowodowałoby tylko dużo większe straty ludzkie, a i tak skończyłoby się tak jak wrzesień. Czy było w ogóle jakieś wyjście z tej patowej sytuacji? Marszałek Piłsudski pytany co zrobić w wypadku równoczesnego ataku Niemiec i ZSRR na Polskę odpowiedział - wojsko rozpuścić do domu, a oficerów zebrać na Placu Saskim i tam wydać ostatnią bitwę. Rozumiał bezsens oporu skazanego na nieuchronną porażkę. Inna możliwość? Przejść na stronę Niemców - tak jak nam sami Niemcy proponowali, ale to wiązało się z zerwaniem sojusz z Francją, którego ówcześni politycy i wojskowi po prostu sobie nie mogli wyobrazić. Ergo - czepianie się tylko samego Rydza jest absolutnie nieuprawnione.
          Dodaj odpowiedź 6 2
            Odpowiedzi: 1
          • Łowca Lisów IP
            "I dlatego już w pierwszych dniach wojny wszystko rozsypało się nam podobnie jak Sowietom w 1941 r."

            No wolne żarty - chyba pan Ziemkiewicz udowodni że Polska miała 15 tys. czołgów i 10 tys. samolotów bojowych niewiele ustepujacych Niemcom, tysiące dział i miliony żołnierzy. W jednym porównanie jest własciwe - niewielkie i słabe wP zadało w ciagu miesiąca Niemcom większe straty liczbowe niż RKKA w pierwszym miesiącu walk 1941.
            Dodaj odpowiedź 12 4
              Odpowiedzi: 0
            • Paweł IP
              Ja się uczyłem, że układ wojska był taki jaki był, bo władze chciały utrzymać sojuszników w przekonaniu, że polskie wojsko jest silne, zatrzyma wojsko niemieckie i mogą bezpiecznie wypowiadać wojnę.
              Akurat dwa, trzy dni.
              A gdy już wypowiedzą, to wojnę, koniec końców, wygramy.

              Natomiast przy postawieniu początkowej linii obrony na Wiśle sojusznicy doszliby po 2 dniach, które by Wehrmachtowi zajęło osiągnięcie Wisły do wniosku, że Polska wojnę już przegrała i wypowiadać wojny nie ma sensu.

              A potem wojnę Polska i tak by przegrała.

              A potem pojawiły się publikacje, których autorzy twierdzili, że Wielka Brytania i tak by wojnę Niemcom wypowiedziała. Polska potrzebna była jako zapalnik i spowalniacz jednocześnie.

              Czyli kalkulacje polskiego rządu i sztabu generalnego jakie by nie były, nie miały żadnego znaczenia.
              Jeżeli przytoczona ocena zamiarów rządu Wielkiej Brytanii była dobra, należało ustawić wojsko na linii Wisły.

              Ale polski rząd nie wiedział nic o zamiarach Brytyjczyków, ani o morderczych skłonnościach Niemców. Dwa fałszywe założenia.
              Dodaj odpowiedź 9 2
                Odpowiedzi: 0
              • no cóż IP
                trzeba uczyć się na błędach - niestety nasze położenie jest szalenie trudne i bardzo łatwo popełnić błąd, a jego skutki są fatalne. punktem wyjścia jest myślenie problemowe - każdą przeszkodę traktować jako problem do rozwiązania. natomiast pluskanie się w resentymentach, emocjach - co odciąga od myślenia problemowego jest samobójcze.
                Dodaj odpowiedź 11 2
                  Odpowiedzi: 0
                • Kłamstwa Historyczne IP
                  Felietonista i ceniony niegdyś pisarz fantastyki totalnie odpłynął w kwestii Kampanii Wrześniowej. Kolejne absurdalne, pseudo-historyczne fantastyczne idiotyzmy. Taka nowa fantastyczna pisanina powinna mieć swoją nazwę np "HISTORIC FANTASY".
                  Kuriozalnie brzmią też w ustach pisarza (który zawsze chciał sprzedawać jak najwięcej książek) zachwyty nad książką, którą nie chciał wydać ŻADEN wydawca, tak że sam autor musiał wydać i pieniędzy starczyło mu tylko (na szczęście) na sto egzemplarzy... Z pewnością pseudo-historycy pokroju Zychowicza, Grossa i Tokarczuk będą "zachwyceni" taką wizją polskiej historii.
                  Dodaj odpowiedź 15 37
                    Odpowiedzi: 0

                  Czytaj także