O Tusku, zamachu na Poniatowskiego i realnej polityce

O Tusku, zamachu na Poniatowskiego i realnej polityce

Beata Szydło i Donald Tusk
Beata Szydło i Donald Tusk
Dodano 36
Nie rozpoczynaj wojny, której nie możesz wygrać – to jedna z żelaznych zasad prowadzenia polityki, obecna we wszystkich wybitnych dziełach, od chińskiego mędrca Sun Zu począwszy na Kissingerze skończywszy. Jednak ta i inne reguły nie są w cenie w dobie polityki nastawionej na grzanie emocji i tym emocjom ulegającej. Warto je zatem przypomnieć.

Jarosław Kaczyński kolejny raz oznajmił dziś, że Polska nie pogodzi się z drugą kadencją Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Co ma z tego niepogodzenia się wyniknąć w praktyce– nie wiadomo. Nikt takiego pytania Kaczyńskiemu dotąd nie zadał, a szkoda, bo w sprawie Tuska nie mamy poparcia żadnego z członków UE. Wszystkie stolice – całkiem słusznie – uznają sprzeciw wobec niego za odprysk wewnętrznego polskiego konfliktu i nie widzą powodu, żeby brać w nim udział. To dla nich zbędny koszt. A formalnie rzecz biorąc przewodniczącego Rady Europejskiej wybiera się kwalifikowaną większością głosów.

Realne wydają się obecnie trzy możliwości. Pierwsza – że na potrząsaniu szabelką na użytek twardego elektoratu się skończy i ostatecznie Polska nie doprowadzi do głosowania w RE, które musiałaby przegrać. Rząd poprzestanie na moralnym sprzeciwie i narracji, że wobec większości nic zrobić nie możemy. Druga – że głosowanie się odbędzie, Polska je oczywiście przegra, Tusk dostanie drugą kadencję, a my zyskamy opinię kraju niekoniecznie racjonalnie podchodzącego do własnych interesów lub po prostu podporządkowującego potrzebom wewnętrznym istotne mechanizmy unijne. W kategorii instrumentów miękkiej polityki oznacza to stratę. Trzecia – że polski rząd swoim sprzeciwem otworzy puszkę Pandory i uruchomi realny wyścig o stanowisko szefa RE, którego oczywiście żaden Polak w obecnych okolicznościach nie ma szans wygrać. Wtedy najpewniejszym zwycięzcą byłby kandydat socjalistów z zachodniej części UE (tak wynika z obecnego kształtu układanki stanowisk), a więc mielibyśmy w miejscu Tuska jakąś imitację Martina Schulza.

Pierwszy wariant jest stosunkowo najmniej szkodliwy, drugi – gorszy, a trzeci zdecydowanie najgorszy. Jednak nawet w pierwszym łamiemy jedną z żelaznych zasad prowadzenia realnej polityki.

Łatwo było oczywiście przewidzieć, jak na tyrady Kaczyńskiego zareagują ci zwolennicy partii rządzącej, którzy tkwią już całkowicie w postpolityce, czyli czysto emocjonalnym dyskursie, w którym nie ma miejsca na racjonalne argumenty i namysł. Myślenie w kategoriach rachunku zysków i strat w tym porządku w ogóle nie istnieje. Ważne jest jedynie, co jest „moralnie słuszne”, a co „moralnie niesłuszne”. Moralnie słuszne jest zatem pognębienie Tuska, obojętnie jakim kosztem i z jakim skutkiem. Niemoralne jest Tuska niegnębienie.

Jako żywo, staje mi przed oczami opowiadanie „Stanisław Rzewuski” z „Pamiątek Soplicy” Henryka Rzewuskiego. Oto najważniejsze osoby konfederacji barskiej rozważają na obozowisku, czy by nie ukatrupić słabo w Warszawie strzeżonego króla Stanisława Augusta. Wielkim zwolennikiem takiego rozwiązania jest porywczy i rozemocjonowany pan Cyriak Potocki, starosta żydaczewski. Oznajmia on: „Jak tego tchórza, tego niewieściucha się pozbędziem, z Polski zrobi się raj!”. Mitygowany przez Kazimierza Pułaskiego (zwanego u Rzewuskiego „Puławskim”), odzywa się zirytowany: „Co to mnie za król, co go ktoś tam narzucił! Pan starosta nadto na rozum bierzesz [podkr. moje], a jeżeli niełaska tak działać, jak my sobie życzym, to niech pan nas nie straszy, że od nas odstąpi”. Identyczna dysputa mogłaby dotyczyć walki z Tuskową kandydaturą.
Wracam do wspomnianych złamanych w sprawie wojenki z Tuskiem reguł.

Po pierwsze – nie rozpoczyna się wojny, której nie można wygrać. Tej wygrać nie mamy szans. W realnej polityce nie ma moralnych zwycięstw. Można ewentualnie uznać, że wspomniany pierwszy wariant byłby szczęśliwie względnie ograniczoną formą wojny, ale jednak wojny całkiem zbędnej, bo z góry przegranej.

Po drugie – nie trwoni się zasobów na działania nie przynoszące realnych korzyści. W tym wypadku o żadnych realnych korzyściach nie ma mowy, a zasoby (czas, dyplomacja, pewien niewymierny potencjał sprawczy państwa polskiego) są w tę sprawę zaangażowane.

Po trzecie – w realnej polityce pojęcie korzyści niekoniecznie oznacza zysk. Czasami oznacza pozostawienie nawet mało korzystnego status quo, jeśli uznajemy, że jego zachwianie może być tylko gorsze (tak jest w tym przypadku) albo nawet względnie niewielką stratę. Jeśli zatem ktoś pyta mnie: jaką korzyść będziemy mieli z pozostania Tuska na stanowisku? – odpowiadam: taką, że na jego miejsce nie przyjdzie Martin Schulz bis. Mało? Cóż, w realnej polityce wygrana to czasami najmniejsza możliwa strata.

Po czwarte – nie podejmuje się żadnych zbędnych działań, bo każde z nich może nieść za sobą jakieś zobowiązanie wobec tego czy innego partnera. Zbędne działanie nie przynosi korzyści temu, kto je podejmuje, ale zobowiązania trzeba regulować.

Podsumowując – wojna z drugą kadencją Tuska (którego oceniam fatalnie i nie powinien co do tego mieć wątpliwości nikt, kto zna moją publicystykę) nie mieści się w zakresie polityki realnej, a jedynie w zakresie polityki godnościowej, emocjonalnej. Można to posunięcie zracjonalizować wyłącznie w optyce krajowej, ale to zdecydowanie zbyt słabe uzasadnienie.

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga

Czytaj także

 36
  • Kartofel IP
    Panie Warzecha. Realpolitik to sobie można prowadzić jak się jest mocarstwem, co najmniej na stopniu regionalnym. Pomyśl pan jak wywindować Polskę na ten poziom, a potem doradzaj jak prowadzić Realpolitik.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • mauro IP
      @artur:
      ja gdzieś twierdzę ze Kaczyński jest geniuszem? Skoro potrafisz się tego u mnie doczytać, to mogę tylko stwierdzić, że Ty jesteś głupkiem, Ale może warto pokrótce Ci wytłumaczyć: porównaj sobie to, co osiągnęli w polityce Kaczyński i Warzecha.
      To trochę tak jakbyś Ty tłumaczył Robertowi Lewandowskiemu jak powinien się zachować w polu karnym...
      Dodaj odpowiedź 4 1
        Odpowiedzi: 0
      • Kaczyński Istotnie MA Geniusz Polityczny :) IP
        Do antypisowskiego hejtera podpisującego się "Artur".

        Udowodnij prawdziwość swoich twierdzeń: że artykuł pana Warzechy jest rzeczowy i dobrze uargumentowany, oraz że geniusz Kaczyńskiego jest rzekomy, czyli że nie ma on geniuszu. Kto konkretnie odpowiedział hejtem na artykuł pana Warzechy? Więc jesteś przeciwko hejtowi? Jęsli tak, czy to nie ty przezywasz jakichś dyskutantów "ujadającymi ratlerkami"? Czy twoje przezwisko nie jest hejterskie? Hejter udający antyhejtera, czyli nienawistnik udający kochającego, czyż nie? A teraz udowodnij jak wyżej, pokaż jaki z ciebie ekspert od rzeczowej retoryki i dobrej argumentacji. Czekamy. :)

        Do godnych szacunku na tym forum: zauważyliście jak antypisowscy hejterzy chwala tu Warzeche - tego Warzeche którego zazwyczaj oczerniaja? Oczywiście, chwala go nie za to, że ich zdaniem napisał prawde, tylko dlatego, że jego tekst jest niepochlebny dla Kaczyńskiego i PiS-u, prawda? :)
        Dodaj odpowiedź 9 3
          Odpowiedzi: 0
        • Artur IP
          Podoba mi się, bardzo mi się podoba, jak na rzeczowy i dość dobrze uargumentowany artykuł Warzechy komentujący odpowiedzieli... hejtem, a jedynym argumentem jest... rzekomy geniusz Kaczyńskiego. Myślę, że dla autora nie ma większego komplementu niż czytanie bezradnych wobec siły argumentów ujadających ratlerków, co to próbują być dobermanami.
          Dodaj odpowiedź 7 4
            Odpowiedzi: 1
          • mauro IP
            Tak, wszystko jasne.
            Łukasz Warzecha wie, jak się uprawia politykę, a Jarosław Kaczyński nie wie.
            Nie mam więcej pytań :)))
            Dodaj odpowiedź 9 10
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także