Polacy w matni wielkiej czystki

Polacy w matni wielkiej czystki

Sowieccy marszałkowie. Z lewej Michaił Tuchaczewski
Sowieccy marszałkowie. Z lewej Michaił Tuchaczewski
Dodano 1
Jednym z najbardziej dramatycznych i krwawych epizodów wielkiego terroru lat 30. była czystka w korpusie oficerskim Armii Czerwonej. Sowiecka bezpieka eksterminowała kilkadziesiąt tysięcy czerwonych dowódców, oskarżając ich o najbardziej dzikie i absurdalne zbrodnie. O to, że byli „szpiegami”, „sabotażystami”, „faszystami”, „zdrajcami”.

Oczywiście wszystko to było wyssane z palca, ale oskarżeni w zdecydowanej większości przyznali się do zarzucanych im czynów. Trudno się dziwić – byli bestialsko katowani przez oficerów śledczych. Byli upokarzani i torturowani, stosowano wobec nich konwejer i pozorowane egzekucje. Znęcano się nad członkami ich rodzin.

W wyniku takiej „terapii” najtwardsi weterani wojny domowej i rewolucji zamieniali się w ludzkie strzępy. Doprowadzano ich do załamania nerwowego, gotowi byli podpisać wszystko.

Hekatomba korpusu Armii Czerwonej wzbudza dziś w Rosji olbrzymie zainteresowanie. Powstają na jej temat liczne książki i artykuły. Co ciekawe jednak, najlepsza monografia czystki w sowieckim wojsku wyszła spod pióra Polaka, nieżyjącego już prof. Pawła Wieczorkiewicza.

Mowa o epickim „Łańcuchu śmierci”, który został właśnie wznowiony przez wydawnictwo Zysk i S-ka. Jest to książka pokaźna, ale jej rozmiar nie powinien nikogo odstraszyć. „Łańcuch śmierci” czyta się bowiem, zresztą tak jak wszystkie książki profesora, znakomicie.

Polskiego czytelnika zapewne najbardziej zainteresują losy naszych rodaków służących w korpusie oficerskim Armii Czerwonej. Zdecydowana większość z nich została zamordowana, trafiła do łagrów lub, w najlepszym wypadku, została usunięta z szeregów wojska. Wszystkich ich oskarżono o kontakty z wywiadem II RP.

Najbardziej znanym represjonowanym oficerem polskiego pochodzenia był oczywiście Michaił Tuchaczewski. Zamordowany za rzekome plany obalenia Stalina i wprowadzenia w Sowietach wojskowej dyktatury.

Zaraz za nim plasuje się zaś Konstanty Rokossowski, przyszły minister obrony PRL. Aresztowany w 1937 r., został poddany niezwykle brutalnemu śledztwu. Śledczy z NKWD wybili mu przednie zęby, złamali mu trzy żebra i pogruchotali młotkiem palce u obu stóp.

Mimo to – co dużo mówi o stanie umysłów ludzi sowieckich – Tuchaczewski do końca życia pozostał wiernym, fanatycznym bolszewikiem i miłośnikiem Stalina.

Kiedy w Sowietach rozpoczęła się ludobójcza operacja polska, bezpieka przystąpiła do metodycznego „czyszczenia” armii z potencjalnej piątej kolumny.

Aresztowano mnie, ponieważ jestem Polakiem – pisał kpt. Kazimierz Gąsiorowski ze sztabu 3. Dywizji Kawalerii. – Zrozumiałem to, kiedy przerzucono mnie do więzienia w Berdyczowie, do celi, gdzie siedziało 200 więźniów. 150 z nich byli to Polacy, z posiniaczonymi plecami, z gnijącymi ranami”.

Dochodziło do tego, że oficerowie z polskimi korzeniami w ankietach personalnych wpisywali fałszywą narodowość. Podawali się za Litwinów, Białorusinów, Żydów, Ukraińców, Niemców lub Rosjan. Na ogół organa nie dawały się jednak tak łatwo wywieść w pole.

Zarzuty polskiego pochodzenia – pisał prof. Wieczorkiewicz – stawiano zresztą oficerom już tylko na podstawie nieodpowiednich etnicznie małżeństw (z Polką żonaty był m.in. marszałek Budionny) czy samego miejsca urodzenia. W pewnej jednostce zastosowano najprostsze kryterium. Szukano wedle końcówek nazwisk, np. jeśli nazwisko kończy się na »skij« lub »wicz« – wróg ludu”.

Spośród tysięcy oficerów polskiego pochodzenia służących w Armii Czerwonej przetrwała garstka.


Paweł Wieczorkiewicz
„Łańcuch śmierci. Czystka w Armii Czerwonej 1937–1939”
Zysk i S-ka

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2017
Artykuł został opublikowany w 2/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 1
  • marek IP
    Cóż, dobrze tak zdrajcom.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także