Korwin ante portas

Korwin ante portas

Dodano

Na spotkanie z Januszem Korwin-Mikkem w Toruniu przyszło tylu ludzi, że musiał do nich przemawiać ze schodów pożarowych, niczym ksiądz z ambony – donosiły portale. Również w innych miastach lider Kongresu Nowej Prawicy przyciąga tłumy. Podobne zjawisko widać w Internecie, o czym świadczy lawinowy wzrost polubień jego strony facebookowej – ta liczba wkrótce może sięgnąć 300 tys.

Dla niektórych Korwin jest zjawiskiem skrajnie niebezpiecznym. Ba, niedawno usłyszałem od pewnej publicystki „Gazety Wyborczej”, że w ogóle się nie wolno o nim pisać. „Jestem zdecydowaną przeciwniczką promowania Korwin-Mikkego w mediach. Uważam, że psuje debatę publiczną, forsuje przerażające poglądy” – oburzała się Dominika Wielowieyska między innymi na „Do Rzeczy”, bo umieściliśmy zdjęcie Korwin-Mikkego na okładce. Według Tomasza Lisa zaś jest to pajac taki jak niegdyś Janusz Palikot. „Ze swoją homofobią, swym antyfeminizmem, mizoginizmem, osiedlowym liberalizmem, ucywilizowanym soft faszyzmem jest figurą mało estetyczną, ale intrygującą” – pisał Lis w „Newsweeku”. Niektórzy publicyści prawicowi nie mają zaś wątpliwości, że Korwin-Mikke to rosyjska ekspozytura, agent Moskwy, a przynajmniej jej nieświadome narzędzie.

Rzeczywiście, od dawna już nikt w polskiej polityce nie przyciągał takiej uwagi. Jak zatem o nim pisać? Czy też nie pisać?

Pomysł, żeby przemilczać jakieś zjawisko społeczne, wierząc, że ono zniknie, uważam za absurdalny. Skoro Korwin-Mikkemu udało się do siebie przekonać setki tysięcy ludzi, to znaczy, że niezależnie od upodobań takiego czy innego publicysty zasługuje na uwagę. Widać, że trafił w istotne społeczne potrzeby, których nie były w stanie zaspokoić inne duże partie.

Nie jest też Korwin innym wcieleniem Palikota. Można go lubić lub nie, można uważać, słusznie, że dosadność jego języka i brutalność, wręcz obraźliwość niektórych sformułowań to błazenada i tania próba ściągnięcia uwagi. Jednak jest też podstawowa różnica. Inaczej niż Palikot Korwin jest konsekwentny. Nie zmieniał poglądów w zależności od koniunktury. Nie był jak Palikot na sprzedaż. Nie udawał konserwatysty, miłośnika papieża, wolnorynkowego entuzjasty, by – kiedy wiatr zmienił kierunek – okazać się radykalnym antyklerykałem i genderystą.

Co zatem wnosi Korwin? O dziwo, mimo swych 72 lat, świeżość. Na pewno udaje mu się definiować jeden z podstawowych problemów Polaków, szczególnie młodych – nieznośny ciężar państwowej biurokracji, która tłumi wolność, inicjatywę i nadzieję na zmiany. Atakuje ostro Unię, która dla wielu młodych Polaków, już w niej urodzonych i wychowanych, staje się coraz częściej symbolem kulturowej opresji oraz braku solidarności.

Być może źle odpowiada na te wyzwania. Jego recepty wydają się często prostackie. Trudno jednak przyjąć, że najlepszym sposobem radzenia sobie z nim miałoby być czy to przemilczenie, czy wyszydzenie.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 20/2014
Cały wywiad opublikowany jest w 20/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także