Piastowie na Rusi. Wschodnie interesy Polski przedjagiellońskiej

Piastowie na Rusi. Wschodnie interesy Polski przedjagiellońskiej

Obraz Jana Matejki
Obraz Jana Matejki "Powtórne zajęcie Rusi. Bogactwo i oświata. R.P. 1366" / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Związanie Rusi Halicko-Włodzimierskiej z Polską powiodło się dzięki tolerancji oraz poszanowaniu obyczajów, praw i religii. Te wartości przypisywane państwu jagiellońskiemu i jego władcom były obecne w polityce Kazimierza Wielkiego. „A chociaż wszystkim mieszkańcom i przebywającym we wspomnianym mieście nadajemy prawo magdeburskie, jednakże ze specjalnej naszej łaski pragniemy zachować Ormian, Żydów, Saracenów i Rusinów w ich obrządkach i prawach” – postanawiał król.

W 2009 r. Radosław Sikorski w artykule-prezencie na powitanie Władimira Putnia stwierdził, że „właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”. Nie musiał stawiać kropki nad i. Było jasne, że jest to krytyka polityki wschodniej prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Rok wcześniej Sikorski pochwalił pierwszych Piastów: „Związki z Czechami i Węgrami oraz przymierze z niemieckimi władcami Świętego Cesarstwa Rzymskiego wprowadziły Polskę w polityczny krwiobieg świata łacińskiego”. Piastów chwalono też w PRL, rzecz jasna nie za przymierze z Niemcami, ale za Cedynię, Psie Pole i Płowce. Komuniści i Sikorski przeciwstawiali więc – choć z różnych powodów – Polskę Piastów Polsce Jagiellonów, prowadzącej „niesłuszną” politykę zaangażowania na wschodzie.

W PRL mówiono wiele o piastowskich granicach. Oczywiście tylko tych zachodnich, porównywanych do granicy na Odrze i Nysie. Za Kazimierza Wielkiego wschodnia piastowska granica wykraczała bowiem daleko poza Bug, na którym oparto granicę komunistycznej Polski. To właśnie ostatni Piast, zanim zawarta została unia polsko-litewska, dał początek rozwojowi Polski w kierunku wschodnim, kończąc zarazem kilkuwiekową konfrontację z władcami Rusi Kijowskiej, a potem Halicko-Włodzimierskiej.

O Grody Czerwieńskie

W 981 r. „poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął Przemyśl, Czerwień i inne grody, które do dziś dnia są pod Rusią” – zapisano w „Powieści minionych lat” (kronice Nestora). Zdobyte terytorium, zwane Grodami Czerwieńskimi, rozpościerało się między Wieprzem, Wisłoką i Bugiem, wykraczając poza tę ostatnią rzekę. Piastowie dwukrotnie odbijali Grody Czerwieńskie. W 1018 r. odzyskał je Bolesław Chrobry podczas wyprawy, z której zapewne najbardziej zapamiętane zostało do dziś uderzanie mieczem o Złotą Bramę. Nie był to jednak ani Szczerbiec, wykonany znacznie później, ani też nie była to Złota Brama, wybudowana już po pobycie Chrobrego w Kijowie.

„Tak jak w tej godzinie Złota Brama miasta została ugodzona tym mieczem, tak następnej nocy ulegnie siostra najtchórzliwszego z królów, której mi dać nie chciał”. Według Galla Anonima tymi słowami miał odezwać się książę Bolesław. Historycy nie są zgodni co to tego, czy siostra księcia kijowskiego została zgwałcona czy też nie, w każdym razie została niedobrowolnie jego nałożnicą. Przemoc miała wymiar także symboliczny, bo jak przedstawia Gall wywód Bolesława: „Pomszczona została w ten sposób zniewaga naszego rodu, Rusinom zaś ku obeldze i hańbie”.

Grody Czerwieńskie utracili Piastowie ponownie podczas destrukcji państwa polskiego w 1031 r. Odzyskał je znów Bolesław Szczodry, wprowadzając na tron kijowski swojego zięcia Izasława. Szczodry nie zachował się tak brutalnie w Kijowie jak Chrobry, ale też pozwolił sobie na zniewagę. Nie zsiadając z konia, wytargał „ze śmiechem” księcia Izasława. Upadek Szczodrego oznaczał także ponowne odpadnięcie Grodów Czerwieńskich od państwa Piastów. Ustalona wówczas granica przetrwała aż do czasów Kazimierza Wielkiego.

Węgrzy w Haliczu

Piastowie nie zaniechali jednak polityki wschodniej. Zdarzało się im interweniować na Rusi Halickiej i Włodzimierskiej. Leszek Biały i książę Roman, panujący we Włodzimierzu, pomagali sobie wzajemnie w wewnętrznych rozgrywkach. Roman brał udział w bitwie pod Mozgawą (w której został ranny), za co Leszek odwdzięczył mu się, pomagając zdobyć Halicz. Powstało wówczas księstwo halicko-włodzimierskie. Zdradę Leszka przypłacił Roman życiem, ginąc w bitwie pod Zawichostem.

W grę o wpływy na Rusi Halicko-Włodzimierskiej włączyły się Węgry. Konflikty między sojusznikami zmniejszyło małżeństwo Kolomana, syna króla węgierskiego Andrzeja II, który wziął za żonę córkę Leszka Salomeę i w 1219 r. koronował się w Haliczu. Chociaż władztwo Madziarów nad Rusią Halicką było przejściowe, od tamtego czasu królowie węgierscy zaczęli nazywać się królami Galicji i Lodomerii (od miast Halicz i Włodzimierz). Pięć wieków później Austria, która wchłonęła Węgry, powoływała się na historyczne prawa, biorąc udział w pierwszym rozbiorze Rzeczypospolitej, po którym utworzyła prowincję Galicja i Lodomeria.

Trzecim graczem w walce o wpływy na Rusi Halicko-Wołyńskiej była Złota Orda i to właśnie chanowie tatarscy na sto lat (1240–1340) podporządkowali ją sobie. Dwaj ostatni władcy Rusi Halicko-Włodzimierskiej, Andrzej i Lew, zginęli najprawdopodobniej w walce z Tatarami w 1323 r.

Piast na ruskim tronie

Sukcesorem książąt Andrzeja i Lwa został Piast mazowiecki, Bolesław, syn księcia Trojdena I. Władza w księstwie warta była zmiany wyznania. Wraz z przejściem na prawosławie Bolesław zmienił także imię. Na cześć dziadka, króla halickiego, został Jerzym. Na tron wprowadził go Władysław Łokietek z pomocą Węgrów, przy akceptacji kolejnego gracza o Ruś – Litwy oraz Tatarów.

Autor jego życiorysu w książce „Piastowie. Leksykon biograficzny” Maciej Wilamowski uważa, że książę nie uległ namowom Krzyżaków, by zawrzeć sojusz z państwem zakonnym i być może nawet wysłał swoje wojska na pomoc Łokietkowi w 1331 r. walczącemu z Krzyżakami. Niewykluczone, że zawarł układ z jego następcą Kazimierzem Wielkim, czyniąc go swoim sukcesorem.

Ukraiński historyk Leontij Wojtowycz twierdzi natomiast, że Jerzy II demonstrował swoją niezależność od Polski. Zawarł sojusz z Krzyżakami, którego antypolskie ostrze było oczywiste. Napadł też wraz z Tatarami na Lublin i trzymał go w oblężeniu. Wojtowycz kwestionuje istnienie umowy sukcesyjnej z Kazimierzem Wielkim i uważa za możliwe, że śmierć księcia wiązała się z próbami zastąpienia go przez Polaków księciem Władysławem Siemowitowicem.

Bolesław Jerzy II zmarł otruty przez bojarów w 1340 r. Także wyjaśnienie motywów zbrodni dzieli historyków. Wilamowski uważa, że przyczyną zamordowania księcia były jego silne związki z Polską i Mazowszem, otaczanie się polskimi i mazowieckim rycerzami oraz popieranie polskiego osadnictwa i katolicyzmu. Kwestionuje to Wojtowycz, nie podaje jednak innych motywów zgładzenia księcia.

Być może powód zbrodni nie był polityczny. A w każdym razie nie tylko polityczny. Bolesław Jerzy II – jak zapisano w „Roczniku małopolskim” – „był dla swoich bardzo gwałtowny, dopuszczał się więzienia ich, wymuszał od nich pieniądze, porywał i bezcześcił ich córki i żony”. Może otrucie księcia było więc – również – zemstą upokorzonych mężów i ojców.

O rozstrzelaniu księcia d’Enghien na rozkaz Napoleona Talleyrand powiedział: „To gorzej niż zbrodnia – to błąd”. I tak było w przypadku zabójstwa księcia Bolesława Jerzego II. Bojarzy truciciele jakby zupełnie nie brali pod uwagę, że opróżnionym tronem będą zainteresowani sąsiedzi: Polska, Litwa i Węgry. Raczej powinni godzić się na jakąś formę protektoratu, byleby tylko utrzymać istnienie państwa. Alternatywna historia mogłaby wyglądać przecież tak: Bolesław Jerzy II nie ginie otruty i zawiera z Kazimierzem Wielkim unię polsko-ruską.

Jadwiga kończy dzieło Kazimierza

Kazimierz Wielki zjawił się błyskawicznie na Rusi Halicko-Włodzimierskiej, ale jej ostateczne włączenie do Polski – ziemie te nazywano Rusią Czerwoną – nastąpiło dopiero po prawie pół wieku rywalizacji z Litwą, a także z Węgrami.

Paweł Jasienica zauważał w „Polsce Piastów”, że w 1340 r. „sprawa wcale nie tak wyglądała, że albo będzie Ruś niepodległa, albo król polski we Lwowie. Zagadnienie przedstawiało się w postaci pytania: Kto Ruś Czerwoną zdobędzie: Polska, Węgry czy Tatarzy […]. Przecież Ruś Czerwona to kraj bezpośrednio przylegający do stołecznej dzielnicy Polski. Usadowienie się Litwinów, a już zwłaszcza Tatarów, nad górnym Wisłokiem stanowiłoby śmiertelne niebezpieczeństwo dla Małopolski”. Dlatego też nie ma większego znaczenia, czy istniał układ, na mocy którego polski król miał objąć schedę po księciu Bolesławie Jerzym II, a więc legalnie przejąć jego państwo, czy też nie. Ważniejsze było bezpieczeństwo Polski.

Z pewnym patosem, ale przecież nie bez podstaw, pisał Feliks Koneczny, że wyprawa ruska Kazimierza Wielkiego nie była zaborczym najazdem, ale „największem dla Rusi dobrodziejstwem”, gdyż uwalniała ją z mongolskiej niewoli, i przywróceniem tego kraju Europie, „odzyskaniem go dla cywilizacyi”.

Znacznie większy kłopot niż z Tatarami miał Kazimierz Wielki z Litwinami, którzy zamierzali zagarnąć tereny księstwa halicko-włodzimierskiego. W 1351 r. napadli na Polskę, co spotkało się z odwetową polsko-węgierską wyprawą w roku następnym. Dwa lata później zerwali rozejm, a prawdopodobnie w 1355 r. nastąpiła kontrakcja Kazimierza Wielkiego. Dopiero w 1366 r. ostatecznie przejął on kontrolę nad większością ziem dawnego księstwa halicko-włodzimierskiego, oddając ich część w lenno książętom litewskim.

Jerzy Wyrozumski w biografii Kazimierza Wielkiego pisał, że nieskonsolidowane bojarstwo, niepotrafiące stworzyć więzi, które są zdolne zapewnić trwanie państwa, popierało po trosze każdego z sąsiadów księstwa lub każdego z nich po trosze zwalczało. Rozgrywka polskiego króla „nie była w każdym razie wojną z Rusią samą, bo jej społeczeństwo większego zagrożenia od strony Polski nie odczuło i na obronę w stosunku do niej – poza fazą początkową całej sprawy – się nie zdecydowało”.

Węgrzy, którzy wspierali Kazimierza Wielkiego, nie zamierzali rezygnować z Rusi Halickiej. Kazimierz Wielki zgodził się na to, że jeśli będzie miał syna, to Węgrzy mogą ją wykupić. A gdyby nie miał dziedzica, i tak Ruś będzie we władaniu węgierskiej dynastii. Postanowione już bowiem było, że tron po Piaście obejmą Andegawenowie. Dopiero wyprawa królowej, a ściślej mówiąc króla Jadwigi w 1387 r. przyłączyła administrowaną przez Węgrów Ruś Halicką do Polski.

Nowy początek Lwowa

Wybitny historyk Oskar Halecki zwrócił uwagę na to, że „już z pierwszym krokiem ekspansyi poza obszar etnograficzny rozpoczyna się, choć Piast go dokonał, epokowa przemiana z »piastowskiej« w »jagiellońską« Polskę. Wcielenie Rusi było szkołą, która jej umożliwiła podjęcie dzieła analogicznego, lecz w tyle szerszym zakresie: przyłączenie wszystkich ziem litewskich i ruskich”.

Była to szkoła tolerancji oraz poszanowania obyczajów, praw i religii. Te wartości przypisywane państwu jagiellońskiemu i jego władcom były obecne w polityce Kazimierza Wielkiego wobec włączonych ziem Rusi, którą zaczęto nazywać Czerwoną. „Będąc rozumnym i dalekowzrocznym politykiem, polski król wykorzystał cały arsenał dostępnych środków dla przeciągnięcia na swoją stronę miejscowej elity. Zdecydował więc, by zadeklarować chęć zawarcia unii i zachowania praw Królestwa Rusi, bicia odrębnej monety, nadawania lub potwierdzania magdeburskich praw i majątków ziemskich halickiemu bojarstwu oraz wsparcie dla odnowienia prawosławnej halickiej metropolii” – pisał Leontij Wojtowycz.

W 1356 r. Kazimierz Wielki nadał miastu prawo magdeburskie. Był to nowy początek miasta, po jego spaleniu trzy lata wcześniej przez Litwinów. „A chociaż wszystkim mieszkańcom i przebywającym we wspomnianym mieście nadajemy prawo magdeburskie, jednakże ze specjalnej naszej łaski pragniemy zachować Ormian, Żydów, Saracenów i Rusinów w ich obrządkach i prawach” – postanawiał król.

W 1379 r. Lwów otrzymał prawo składu od Ludwika Węgierskiego. Rozpoczął się wzrost znaczenia miasta jako ważnego ośrodka handlowego na szlaku łączącym Wschód i Zachód, prowadzącym ku Suczawie, będącej centrum handlu bydłem, futrami i woskiem, oraz koloniom genueńskim nad Morzem Czarnym – Kaffą i Kilią. Ogromną rolę odgrywali w tym handlu kupcy ormiańscy ze Lwowa.

Gdy królowa Jadwiga obejmowała władzę na Rusi Halickiej, wystawiła dokument dla ziemi przemyskiej stanowiący, że starostwo powierzy Polakowi albo Rusinowi, potwierdziła też prawa i przywileje biskupów przemyskich, zarówno prawosławnych, jak i katolickich.

Przyłączenie Rusi Czerwonej do Polski spowodowało liczne nadania królewskie dla możnowładców małopolskich. Jednak nie działo się to z krzywdą i pominięciem miejscowych. „Czy to u steru głównych urzędów krajowych, czy na »państwie« rozległych posiadłości wszędzie obok Polaków siedzą z woli królewskiej krajowcy ruscy” – pisał Karol Szajnocha w „Jadwidze i Jagielle”, wymieniając między innymi Monasterskich, przodków rodu Jazłowieckich, Bybelskich, Kiedrejowiczów, Buczackich i Teptuchowiczów.

Zaangażowanie się Kazimierza Wielkiego w sprawy Rusi łączyli historycy w PRL z zaniedbaniem przez niego kwestii odzyskania Śląska. Bronił wówczas króla Paweł Jasienica. „Polityka Kazimierza Wielkiego wobec Rusi wywołuje dziś wiele zastrzeżeń. Ona to rzekomo miała odwrócić uwagę Polski od Śląska i Pomorza oraz przeszkodzić w ich odzyskiwaniu” – pisał w „Polsce Piastów”. Jasienica zauważał, że Krzyżacy byli bardzo zaniepokojeni wzmocnieniem potencjału Polski, która mogła bogacić się na handlu wschodnim dzięki opanowaniu Rusi Czerwonej. Zwracał też uwagę, że król zamykał drogę na wschód kupcom wrocławskim, wywierając w ten sposób ekonomiczny nacisk na Śląsk.

Zwycięstwo Łokietka pod Płowcami było dość szczęśliwe i na pewno nie przesądzało w konflikcie z Krzyżakami. Wcale nie świadczyło o tym, że Królestwo Polskie ma potencjał do odzyskania Pomorza i Śląska. Lepiej więc chyba się stało, że Kazimierz Wielki nie prowadził wobec zachodnich sąsiadów polityki „bohatersko-wojennej”, ale szukał wzmocnienia państwa tam, gdzie to było możliwe, czyli na wschodzie.

Tomasz Stańczyk


Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2015
Artykuł został opublikowany w 2/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 0

Czytaj także