Służby zdały egzamin. Przypadkiem.

Służby zdały egzamin. Przypadkiem.

Dodano
W „aferze podsłuchowej” ważne jest nie tylko co mówią ludzie z rządu, ale i jak mówią. Nieodpuszczalne, by na czele instytucji państwowych stali kręcący lody prymitywni chamusie.

Obowiązkiem służb specjalnych jest chronić państwo przed agenturą, sabotażystami i innymi osobami mogącymi temuż państwu szkodzić. I choć niechcący, ale właśnie to zrobiły.

Pochwała służb specjalnych funkcjonujących w Polsce to oczywiście kpina. W zakresie ochrony państwa i obywateli – kontrwywiad, zwłaszcza  Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, po siedmiu latach rządów ekipy Donalda Tuska, funkcjonuje tak, jak państwo polskie w opowieści ministra Sienkiewicza. Czyli tylko teoretycznie, a w rzeczywistości to "ch..., dupa i kamieni kupa". Za to świetnie służby sprawdzają się, jeśli chodzi o obronę własnych interesów przed zakusami polityków. Na przykład przed zapowiadaną od dawna i po latach, coraz bliższą przyjęcia, nowelizacją ustawy o ABW, mocno ograniczającą pole działania i przy tym możliwych nadużyć tej służby. Autorem projektu noweli – inna rzecz, że w wielu punktach po prostu głupiej - jest właśnie minister Sienkiewicz.

Jestem głęboko przekonany, że bulwersujące nagrania rozmów czołowych postaci z grupy trzymającej władzę, które ujawnił tygodnik „Wprost”, a które wskazują na polityczną korupcję, demontaż państwa polskiego, afery i oszustwa, to nagrania zrealizowane nielegalnie przez ludzi ze służb. Bardzo poważnie biorę pod uwagę udział w tym ludzi właśnie z ABW.

Ale zupełnie przypadkiem, mimo woli, przy okazji, służby zrealizowały, może po raz pierwszy od dawna, swoje ustawowe zadania. Nagrania, których część została opublikowana przez „Wprost” wskazują dość jednoznacznie, że osoby, które pełnią lub pełniły najważniejsze stanowiska w państwie, podejmowały działania mające znamiona działań przestępczych lub szkodzących Polsce.

Wystarczy wspomnieć wypowiedzi byłego ministra Nowaka – „moja sprawa była skręcona w Prokuraturze Generalnej. To nie intuicja, ale wiedza już”. Wreszcie deklarację Parafinowicza, byłego wiceministra finansów odpowiedzialnego służbę specjalną skarbówki, który uspokaja obawiającego się jej działań Nowaka, że „zablokowałem”. I wreszcie szczere wyznanie ministra Sienkiewicza, przyznającego, że państwo polskie funkcjonuje tylko w teorii, a wielkie inwestycje zapowiadane przez rząd to „ch.. dupa i kamieni kupa”. To komentarze szefa NBP Marka Belki na temat członków Rady Polityki Pieniężnej, możliwości wpływania na nich i wykorzystywania w realizacji własnych interesów.

Teraz trzeba by zapytać – gdzie jest prokuratura? Gdzie jest Seremet? W każdym normalnym, praworządnym państwie prokuratura już, natychmiast, kilkanaście minut po opublikowaniu taśmy, podjęłaby działania. Ale nie w Polsce. Prokurator Generalny nie zamierza przerywać sobie weekendu. Nie dziwi nic. „Niezależny” prokurator generalny jest trzymany w garści przez premiera Tuska, który przez wiele miesięcy nie podpisał jego sprawozdania, więc wniosek o odwołanie może paść w każdej chwili. A prezydent Komorowski aż rwie się by zastąpić tegoż Seremeta byłym pezetpeerowcem Edwardem Zalewskim. Szach i mat. Ale przecież państwo funkcjonuje tylko teoretycznie.

Na ile poważne są nagrania opublikowane przez „Wprost” wskazuje też reakcja polityków obozu trzymającego władzę. Próba medialnego zakrzyczenia, zakłamania, odwrócenia uwagi od treści taśm, od wypowiedzi polityków, na to – kto taśmy nagrał i dlaczego wyciekły. Okoliczności nagrania taśm są tu  najmniej ważne. Najbardziej istotne jest bowiem, co i kto na nich mówi. Dla żadnej z nagranych na nich osób nie powinno już być miejsca na żadnym ze szczebli władzy. Wreszcie ważne jest, obok tego „kto” i „co” mówi, również i to „jak” mówi. W tych bełkotliwych wypowiedziach osób pełniących najwyższe stanowiska w państwie dominują słowa na „k” i „ch”. Okazuje się więc, że Polską rządzą prymitywne chamusie. Wstyd.

Czytaj także

 0

Czytaj także