Intelektualiści z Casablanki

Intelektualiści z Casablanki

Dodano

Kto symbolizuje opór przeciwko nazizmowi? Czech. Kto symbolizuje sprzeciw wobec komunizmu? Też czech. No, ewentualnie Bułgar.

Wydawnictwo Krytyka Polityczna przysłało mi książkę Tony’ego Judta o francuskich intelektualistach. To autor bardzo zachwalany jako człowiek przywracający lewicy elementarne wartości i rozliczający jej grzechy. Zachwalany za to na lewicy, co już skłania do ostrożności, czy aby, skoro tak, te rozliczenia nie są rozliczanym na rękę. Ostrożność tę potęguje opatrzenie „Historii niedokończonej” wstępem Marci Shore, Amerykanki, która wydała u nas kilka lat temu książkę o losach polskich komunistów, pełną ciekawej faktografii i nieskrywanej empatii dla ludzi, którzy tak bardzo się zawiedli na swej idei. Pamiętam, jak pani Shore w wywiadzie pochwaliła się, że na spotkaniu zorganizowanym przez Krytykę Polityczną ktoś nazwał pracę “opowieścią o miłości”.

Zapewne Krytyka poczęstowała mnie Judtem w przekonaniu, że co jak co, ale akurat ta pozycja w jego dorobku powinna mi się spodobać. Rzecz obala przecież wielki mit zachodniej lewicy. Odkrywa,

że Jean-Paul Sartre, Simone de Beauvoir oraz inni wielcy intelektualiści z ich grona byli obłudnymi kretynami i zachowywali się podle, sekundując komunistom w ich zbrodniach i wbrew powołaniu intelektu- alisty nie udzielając moralnego wsparcia tym, którzy z komunizmem walczyli.

„Królowa Bona umarła” – tak można to odkrycie skwitować. Tylko skończony głupek mógł tego dotąd nie wiedzieć. No, ale też, powiedzmy sobie, amerykańskie i zachodnioeuropejskie kampusy właśnie przez takowych są zaludnione. Więc, powie ktoś, należałoby się cieszyć, że dotrze do nich trochę prawdy o tym, czym była „ojczyzna proletariatu” i czym był komunizm?

No właśnie nie całkiem. Jedyne, co jest ciekawe w książce Judta, to przedstawienie, na jakie to konkretnie zło stalinizmu francuscy mędrkowie zamykali oczy. Otóż z książki tej wynika niezbicie, że było to męczeństwo paru dysydentów, głównie czeskich, węgierskich i rumuńskich.

I jednej słowackiej Żydówki. Wszyscy oni zostali potraktowani jak heretycy, byli więzieni, prześladowani i musieli uciekać na Zachód, mimo że byli szczerymi lewicowcami. I to właśnie wydaje się Judtowi i jego czytelnikom najbardziej oburzające. Że stalinizm prześladował prawdziwą lewicę.

Przepraszam, jest jeszcze o niejakim Petrovie, przywódcy buntu chłopskiego w Bułgarii. O tym, że w nieodległej przecież od Czech i Bułgarii Polsce przez 10 powojennych lat wymordowano kilkadziesiąt tysięcy przeciwników komunizmu, że przez antykomunistyczne podziemie przewinęło się około 200 tys. ludzi, a przez więzienia 100 tys., o powązkowskiej „Łączce”, ubeckich katowniach, procesach pokazowych, stroj-batalionach, zakazach pracy i nakazach osiedlenia niczego się czytelnik Judta od niego nie dowie. W załączonym indeksie znalazłem w ogóle tylko dwa polskie nazwiska: Kołakowski i Miłosz.

Tak jak cytowanemu wcześniej działaczowi Krytyki Politycznej i mnie się skojarzyła książka o komunistach z „historią o miłości”. Konkretnie z filmem „Casablanca”. Pamiętają państwo, kto w tym do dziś popularnym romansie wszech czasów występuje jako symbol niezłomnego oporu przeciwko hitleryzmowi? Czech. Zresztą o arcyczeskim nazwisku Laszlo.

 0

Czytaj także