Miasto, co nie chciało komuny

Miasto, co nie chciało komuny

domena publiczna
domena publiczna
Dodano
„Pracy i chleba”, „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej” – skanowano 58 lat temu na ulicach Poznania. Przeciw zbuntowanemu miastu komuniści rzucili 400 czołgów i 10 tys. żołnierzy oraz funkcjonariuszy KBW.

„Świecą z murów kul białe rozpryski – gwiazdy mściwych, sczerniałych nieb. Nie wrócili do domów do bliskich, ci, co wyszli by wołać o chleb" – napisał zaledwie kilka dni po upadku Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku poeta Franciszek Fenikowski.

Dokładnie 58 lat temu na ulice stolicy Wielkopolski wyszło ponad 100 tysięcy poznaniaków. Nieśli sztandary „Chcemy pracy i chleba”, „Precz z komuną”, „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”. Zdobyli gmach sądu, budynek KW PZPR, zaatakowali siedzibę UB. – Do broni to rwał się każdy. Strzelaliśmy, ale byliśmy w gorszej sytuacji, bo na odkrytej przestrzeni, a ubecy chowali się za murami – wspominał Jerzy Grabus, wówczas student Politechniki Poznańskiej.

– To, co się działo, to był horror. Zastrzelili tylu ludzi, tyle dzieci. Wiedziałam, co to jest bolszewizm, co nam grozi, ale moja świadomość dojrzała przez tę jedną noc – opowiadała Zofia Bartoszewska, pielęgniarka, która w Szpitalu Miejskim im. Raszei udzielała pomocy rannym w poznańskim Czerwcu '56.

Przeciw zbuntowanym cywilom komunistyczne władz zdecydowały się użyć broni palnej.

Domagał się tego Feliks Dwojak, wówczas kierownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Po stłumieniu powstania awansował na naczelnika Wydziału IV Departamentu III MSW. Nigdy nie stanął przed sądem.

Do walki z poznaniakami użyto 9983 żołnierzy, 359 czołgów, 31 dział pancernych i 36 transporterów opancerzonych. W trakcie dwudniowych ulicznych walk zginęło (wg różnych źródeł od 58 do 70 osób) a ponad 600 zostało rannych. Po stłumieniu Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 aresztowano blisko 2 tysiące osób.

– Przesłuchanie było okrutne. Bicie, wybijane zęby, odbezpieczona pepesza przystawiona do głowy i „mów, jesteś agentem amerykańskim?" – wspominał, przed dwoma laty w rozmowie ze mną Władysław Marciniak, jeden z poznańskich powstańców.

Pacyfikacją powstania kierował gen. Stanisław Popławski (ur. 1902 r.), pochodzący z Rosji. Nie poniósł żadnych konsekwencji. W listopadzie 1956 r. powrócił do Związku Radzieckiego. Zmarł w 1973 r.

Rozkaz wydania broni „przeciw prowokatorom" wydał szef Sztabu Generalnego, urodzony w Rosji gen. Jerzy Borodziłowski. W 1965 r. został głównym inspektorem szkolenia bojowego i wiceministrem obrony narodowej. Zmarł w 1983 r w ZSRR.

Kilka dni po krwawym stłumieniu Powstania Poznańskiego Czerwca 1956r na ulicach Warszawy pojawiły się, malowane na ścianach domów napisy „Bohaterskim Dzieciom Poznania – chwała. „ i podpis „Dzieci Warszawy”.

Ale dziś, 58 lat po tamtych wydarzeniach, w tzw wolnej Polsce mało kto pamięta o heroicznym buncie robotników i studentów Poznania. Nawet w samym mieście w oknach domów nie widać biało–czerwonych flag.

Pozostał tylko wiersz poetki Kazimiery Iłłakowiczówny –

„(...) Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.
Ni gorące ono ni zimne.
Szkoda kul. Szkoda leków na nie
Moje serce – wszak to tylko rymy…
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.”

I wieczna cześć i chwała bohaterom Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 r.

Czytaj także

 0

Czytaj także