Na szczaw!

Na szczaw!

Dodano

Chce się zapytać: skoro w III RP jest tak wesoło, to dlaczego, u licha, jest tak smutno?

Rafał A. Ziemkiewicz

Kruszą się autorytety III RP… Monika Olejnik dostrzegła z właściwą sobie bystrością, że Wałęsa hańbi Nagrodę Nobla. Agnieszka Holland odkryła, że nie rozumie on demokracji. Nie chce mi się sprawdzać, jakich odkryć dokonał Tomasz Lis, fakt, że na okoliczność „córuni lesbijki” zauważył, iż Stefan Niesiołowski haniebnie traktuje ludzi, w zupełności mi wystarczy. W chwili, gdy piszę ten felieton, nie wiem jeszcze, czy jakimiś kolejnymi odkryciami nie zaowocuje kolejny wiekopomny tekst szalonego Stefana, że dopóki na nasypach kolejowych pozostaje niewyjedzony szczaw, a pod drzewami gnijące mirabelki, dopóty o żadnym głodzie wśród polskich dzieci nie ma mowy. Pewnie nie, głodne dzieci to w końcu nie pederaści, żeby się za nimi ujmować. Jak na razie widzę na portalach tylko mniej lub bardziej kretyńskie próby obrony bredzącego nieszczęśnika: Julia Pitera objaśnia, że dzieci chodzą głodne, bo „w Polsce nie ma kultury jedzenia śniadań”, jej klubowi koledzy tłumaczą, że Stefan miał ciężkie dzieciństwo, do szkoły przez nasyp chadzał i siedział w więzieniu, a niechętny gwałciciel Palikot wzrusza opowieścią, jak Niesiołowski w hotelowej restauracji wylizywał do czysta talerz.

„To wyście to bydlę wywindowali na piedestał” – mówił hrabia Żorż w „Karierze Nikodema Dyzmy”. Ci sami ludzie, którzy Palikota, Niesiołowskiego i Wałęsę bez przerwy zapraszali do mediów, podbijali im bębenka i stwarzali poczucie bezkarności, kibicując, gdy w najpodlejszy sposób opluwali oni ofiary Smoleńska i wdowy, Polaka katolika, „PiS-owców”, prawicę, nagle unoszą łapki ku licom jak grzeczna dziewczynka na widok ropuchy i wydają z siebie pisk obrzydzenia.

Czy państwo zauważyli, tak nawiasem, że czołowi polscy antyklerykałowie rekrutują się spośród ludzi, którzy wcześniej usiłowali się do „czarnych” wkręcić na służbę, a niechęci do nich nabrali dopiero, gdy okazało się, że Kościół, w przeciwieństwie do władzy, nie bierze ludzi tak marnych i nie daje im apanaży? Pan Kotliński, zanim ogłosił, że księża to rządząca światem mafia, sam chciał do niej należeć, oświecenie przeżył dopiero, gdy go z seminarium wylano. Palikot odstawiał chrześcijańskiego biznesmena w „obłudniku powszechnym”, przymierzał się zarabiać na „pokoleniu JP II” i z tej racji w pierwszej kadencji ochoczo ozdobił swe poselskie ślubowanie słowami „tak mi dopomóż Bóg” − zmieniło mu się, gdy zobaczył, że w tych regionach ani kasy, ani wpływów nie zdobędzie. Lis, w swym poprzednim wcieleniu ulizanego chłopczyka, łasił się do o. Zięby (oczywiście przed jego zdemaskowaniem przez „Wyborczą”) i wygłaszał gładkie banały w duchu „oświeconego katolicyzmu” ze wspomnianego „obłudnika” czy gazetowego działu „Arka Noego”. Przełom duchowy przyszedł w jego życiu dopiero po przełomie biznesowym.

Fajnie jest widzieć, jak Miller wypomina Kwaśniewskiemu przygody jego goleni, jak salon plącze się w potępieniach autorytetów, którymi wczoraj się zachwycał, i to zachwycał się za to samo, tylko że wtedy było to kierowane w stronę słuszną, a dziś w niesłuszną… Ale jeszcze fajniej byłoby nie musieć tego oglądać. Bo całe to towarzystwo jest bardzo śmieszne, ale, niestety, budzi ono ten rodzaj śmiechu, który zupełnie nie jest wesoły.

 0

Czytaj także