Legionowe Wojsko Polskie Piłsudskiego

Legionowe Wojsko Polskie Piłsudskiego

Józef Piłsudski w okopach 1 pułku piechoty Legionów Polskich. Widoczni także: major Albin Fleszar (4. z prawej) i porucznik Bolesław Długoszowski-Wieniawa (3 z lewej), sierpień 1916 r.
Józef Piłsudski w okopach 1 pułku piechoty Legionów Polskich. Widoczni także: major Albin Fleszar (4. z prawej) i porucznik Bolesław Długoszowski-Wieniawa (3 z lewej), sierpień 1916 r. / Źródło: NAC
Dodano
Legiony, zwłaszcza zaś I Brygada, były formacją elitarną, bez przesady najinteligentniejszą armią świata. Wyjątkowość Legionów na tle innych formacji Wojska Polskiego polegała między innymi na tym, że służyła w nich, często wśród szeregowców, silna reprezentacja inteligencji, w tym liczne grono literatów, malarzy, aktorów, a także późniejszych naukowców i przedstawicieli elity politycznej oraz wojskowej przyszłej odrodzonej Rzeczypospolitej.

„Przyszła wreszcie depesza od Mirosława (Piłsudskiego). Mobilizacja. Kordian wpadł do lokalu jak oszalały, krzycząc: »Są rozkazy, są«. Porwaliśmy się wszyscy na nogi, ściskaliśmy sobie ręce… Niektórzy całowali się. Szalone szczęście rozsadzało nam piersi. Chciałem krzyczeć z radości i płakać. Nareszcie. Myśleliśmy, że wnukom naszym to przekażemy, a to już my sami będziemy powstańcami polskimi. Wszystkie moje obawy i niepokoje, czy będę miał dość sił, pękły, rozwiały się. Postanowiłem… A zresztą – rozkaz Piłsudskiego, a zresztą – powstanie, powstanie polskie” – pisał w chwili wybuchu wojny Filip Śmiłowski z Łodzi, Polak pochodzenia żydowskiego, wkrótce oficer I Brygady Legionów.

Kilka dni później z krakowskich Oleandrów wyruszyła do zaboru rosyjskiego „na bój krwawy” Pierwsza Kompania Kadrowa. „Żołnierze! Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granice rosyjskiego zaboru, jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie ojczyzny” – mówił do jej żołnierzy Józef Piłsudski. Ta setka w większości młodych chłopaków w szarych mundurach strzeleckich i czapkach maciejówkach, która ponad sto lat temu, 6 sierpnia 1914 r., weszła do Królestwa Polskiego przed batalionami strzeleckimi, wznosząc do góry szablę polską przeciw rosyjskiemu zaborcy, rzeczywiście najpierw była kadrą Legionów Polskich, pierwszej od czasów powstania styczniowego formacji zbrojnej walczącej pod polskim sztandarem, a nieco później – odrodzonego Wojska Polskiego.

Na bój z Moskwą krwawy

Choć nikt poważnie nie kwestionuje, że priorytetem Józefa Piłsudskiego było stworzenie siły zbrojnej, która w decydującym momencie wojny będzie mogła wyszarpać zaborcom niepodległość Polski, o Legionach nadal można usłyszeć różne niepochlebne opinie. Niektórzy mówią, że czyny legionowe wyolbrzymiła legenda stworzona przez piłsudczyków rządzących Polską po 1926 r., że Legiony nie odegrały tak znaczącej roli, jaką przypisywali im sami piłsudczycy, a legionowe boje to była taka trochę romantyczna, mało rzeczywista wojenka.

Słysząc takie głosy, zawsze przypominam sobie fragment z książki Bohdana Urbankowskiego „Filozofia czynu” o bitwie pod Konarami, „w której zginęło kilku wspaniałych oficerów”. Jednym z nich był kpt. Kazimierz Herwin-Piątek, śmiertelnie ranny w natarciu na las pod Kozinkiem. Dwa dni później jego przyjaciel, por. Mikołaj „Sarmat” Szyszłowski, ponownie uderzył na las kozinkowski i również tam zginął („Dopiero brawurowy atak podpułkownika Śmigłego zmusił Rosjan do ucieczki z tego upiornego lasu pełnego drzew popalonych i przypominających szkielety”). Pod Konarami został ranny także trzeci z grona przyjaciół – por. Franciszek Pększyc ps. Grudziński. Uciekł jednak ze szpitala i ponownie dołączył do Brygady. Nie minął tydzień, kiedy poległ pod Modliborzycami. Wszystkich poza przyjaźnią łączył tomik poezji Juliusza Słowackiego, który miał zawsze przy sobie Herwin. Odziedziczył go po nim Pększyc, ale przekazał „Sarmatowi”, by odebrać książeczkę po jego śmierci. Jak kończy tę opowieść Urbankowski, legionowa legenda mówi, że wraz z Pększycem „pochowano ów śmiercionośny tom wierszy”.

Konary były jedną z wielu krwawych bitew, które Legiony Polskie stoczyły z Rosjanami. Pierwszy raz legioniści starli się z zaborczą armią jeszcze w 1914 r. w Królestwie Polskim, a wyparci stamtąd pod koniec roku mężnie stanęli pod Łowczówkiem niedaleko Tarnowa, zwycięstwo okupując stratą 130 żołnierzy, w tym ośmiu oficerów. W czasie tego boju Gustaw Świderski wraz z kilkoma żołnierzami wziął do niewoli rosyjskiego pułkownika, trzech oficerów i 28 żołnierzy, a jak twierdził Sławoj Składkowski, ów „pułkownik płakał, że wzięli go do niewoli tacy smarkacze”.

Po bitwie pod Konarami przyszedł bój pod Jastkowem na Lubelszczyźnie, będący chrztem bojowym żołnierzy 4. Pułku Piechoty III Brygady, popularnie zwanych czwartakami. Pułk, nacierając na dobrze umocnionych Rosjan, poniósł ciężkie straty. „Co chwila któryś z żołnierzy 4. pp osuwa się z nasypu na dno rowu, to znów pojedynczo próbuje wycofać się w tył, do okopów. Niestety szosa z tyłu i drugi rów pozostają również pod działaniem morderczego ognia karabinu. [...] Sytuacja w rowie staje się beznadziejna. Oddział 4. pp wybity. Atak załamał się. Dalsze pozostawanie w rowie czy też wycofanie się przez szosę do okopów staje się niemożliwe. Szosa i rowy przydrożne – to pole śmierci” – pisał uczestnik bitwy Jan Pudełek. Był to już zwycięski kres kampanii legionistów w Królestwie Polskim, bowiem pod koniec sierpnia 1915 r. wojska rosyjskie zostały stamtąd wyparte.

Legioniści bili się jednak nie tylko w Królestwie. Nie mniej ciężkie boje toczyli na froncie w Karpatach i na Bukowinie, m.in. pod Mołotkowem, Rafajłową, Nadwórną. Upamiętnił te bohaterskie czyny krzyż ustawiony 28 października 1914 r. przez żołnierzy 3. Pułku Piechoty na Przełęczy Pantyrskiej (Rogodze), którą w niepodległej Polsce nazwano na pamiątkę ich męstwa Przełęczą Legionów. Na krzyżu jeden z żołnierzy, Adam Szania, wyrył bagnetem wiersz:

Młodzieży polska patrz na ten krzyż!
Legiony polskie dźwignęły go wzwyż,
przechodząc góry, doliny i wały
Dla Ciebie, Polsko, i dla Twej chwały

Zwieńczeniem tych bojów pułków legionowych, które wiosną 1915 r. przekształcono w II Brygadę, była słynna szarża ułańska pod Rokitną. Jesienią 1915 r. wszystkie trzy brygady legionowe skoncentrowano na froncie wołyńskim. Walczyły tam z Rosjanami do końca września 1916 r., największą – trzydniową – bitwę staczając pod Kostiuchnówką. Po odwrocie nad Stochód nadeszła końcowa faza walk, po czym Legiony skierowano na postój do Baranowicz, a po Akcie 5 listopada – do Królestwa Polskiego.


Te przeszło dwa lata kampanii legionowej dowiodły, że Józef Piłsudski wiódł legionistów w prawdziwy bój, zgodnie zresztą z życzeniem wyrażonym w pieśni napisanej przez legionowego oficera Bolesława Pochmarskiego:

Marsz, marsz Piłsudski
Prowadź na bój krwaw
Pod twoim przewodem
Wejdziem do Warszawy.

Brylanty i niespokojne duchy

Wyjątkowość Legionów na tle innych formacji Wojska Polskiego polegała między innymi na tym, że służyła w nich, często wśród szeregowców, silna reprezentacja inteligencji, w tym liczne grono literatów, malarzy, aktorów, a także późniejszych naukowców i przedstawicieli elity politycznej oraz wojskowej przyszłej odrodzonej Rzeczypospolitej. Byli legionistami pisarze Wacław Sieroszewski i Juliusz Kaden-Bandrowski, słynny aktor Karol Adwentowicz i najdłużej urzędujący premier polskiego dwudziestolecia międzywojennego, z zawodu lekarz, Sławoj Składkowski. Był legionistą wybitny matematyk Hugo Steinhaus i wybitny biochemik Józef Heller. I tak można by wymieniać setki nazwisk na potwierdzenie słów Urbankowskiego, „że Legiony, zwłaszcza zaś I Brygada, były formacją elitarną, bez przesady najinteligentniejszą armią świata”.

Lecz nie z samych brylantów i aniołów składały się legionowe pułki. Michał Brzęk-Osiński, jeden z wybitnych przedstawicieli obozu piłsudczykowskiego, wspominał kolegę z 1. Pułku Ułanów Władysława Beliny-Prażmowskiego, Józefa Bartosika, zawodowego przemytnika. Pewnego dnia Bartosik zniknął. Sądzono, że zdezerterował. „Tymczasem po paru dniach wrócił, prowadząc powózkę naładowaną workami owsa i skrzynkami konserw oraz dwa luźne konie. Wszystko zwędzone w austriackich taborach na rzecz pułku. Oczywiście Belina wpadł na niego z furią: »Ty kundlu!« – krzyczał. – »Ty złodzieju! Nie pytam, skąd się to wzięło, aby nie robić przez ciebie, łajdaku, kłopotów pułkowi, ale ciebie wypędzę do piechoty!«. Bartosik słuchał tego wyprężony na baczność, powtarzając: »Tak jest! Tak jest! Według rozkazu!«”.

Czytaj także:
Habsburski sen o polskiej koronie

Historia „zwędzonego” prowiantu zakończyła się ostatecznie na zamknięciu Bartosika na jedną dobę w areszcie. W niepodległej Polsce zerwał on z kryminalną przeszłością i jako osadnik wojskowy zaczął prowadzić gospodarstwo w osadzie Podrudzie w powiecie włodzimierskim na Wołyniu. Po agresji sowieckiej we wrześniu 1939 r. został uwięziony we Włodzimierzu Wołyńskim. Był jednym z niewielu, którzy przeżyli masakrę dokonaną przez NKWD na więźniach w momencie wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Następnego dnia wrócił do swojego gospodarstwa, gdzie dosięgła go śmierć z rąk Ukraińców, którzy zagarnęli je, kiedy przebywał w więzieniu NKWD.

Inaczej potoczyły się natomiast losy pochodzącego z Kielecczyzny koniokrada Józefa Jamroza, który wykorzystywał swoje umiejętności do uprowadzania wierzchowców austriackich i zręcznie wprowadzał je do stajni legionowej. Jakież było zdziwienie Kazimierza Jurgielewicza, kiedy w latach 30., jako dyplomowany pułkownik i adiutant prezydenta Ignacego Mościckiego, usłyszał na ulicy okrzyk: „Jurgiel” i pozdrowienie, na które też odpowiedział. To z grupy więźniów prowadzonych pod konwojem do najcięższego polskiego więzienia na Świętym Krzyżu wołał go Jamroz – jego dawny kolega, ułan Beliny. Bramy więzienne otworzył Jamrozowi wybuch wojny we wrześniu 1939 r. Wrócił do Kielc, by zaraz zginąć, kiedy samotnie ostrzeliwał wkraczających do miasta Niemców.

„Gra była zażarta”...

Chociaż tomik Słowackiego zabrał na wojnę nie tylko Herwin-Piątek, a kilku legionistów nosiło pseudonim Kordian, to jednak większość z nich była ukształtowana raczej przez „Trylogię” Henryka Sienkiewicza niż przez poetów polskiego romantyzmu. Nie wyobrażajmy więc sobie legionistów jako młodzieńców posępnych, egzaltowanych, pogrążonych w romantycznych obłokach. Niczym ta młodzież nie różniła się od tej, która prawie 30 lat później pójdzie do powstania warszawskiego. Grali w piłkę nożną, nie stronili od alkoholu i tytoniu, kiedy się dało, uganiali się za dziewczynami. Kochali życie, lecz nie rozumieli tej miłości jako skrzętnego doglądania codziennych spraw – wszyscy byli w tym wieku, w którym każdy powtórzyłby słowa wypowiedziane u początku nocy listopadowej, które cytuję za Jarosławem Markiem Rymkiewiczem: „Kiedy pod pomnikiem Sobieskiego [przy warszawskich Łazienkach – przyp. M.G.] zjawili się dwaj podchorążowie, Trzaskowski i Kobylański, za którymi żołnierze nieśli karabiny przeznaczone dla czekających już tam belwederczyków, niższy wzrostem z tych dwóch [...] zapytał: »Wielu was jest?«. Na co Rettel odrzekł: »Trzydziestu kilku«. A wtedy ten niższy wzrostem miał odpowiedzieć: »To i świat weźmiemy«”.

Jak więc ta miłość do życia się przejawiała, kiedy na froncie zapanował kilkumiesięczny spokój? „Placówki, alarmy, ćwiczenia, łażenie po błotach, konkurencja z bocianami, płoszenie żab i wszelakiego tałatajstwa błotnego – to nasze codzienne zajęcia” – wspominał wiosnę 1916 r. na pozycjach wołyńskich Wacław Lipiński z 5. Pułku Piechoty „zuchowatych” I Brygady. Wiało więc nudą, z którą jednak legioniści radzili sobie na różne sposoby. Jan Kruk-Śmigla zapisał pewnego kwietniowego dnia tej wiosny, że zabawa trwała od rana, a następnego dnia „tak samo pobudkę zaczęliśmy od picia i zabawy. Po południu był mecz, wieczorem zaprosiliśmy oficerów i cały sztab 2 kompanii do siebie na zabawę, która z humorem, jaki tylko legioniści mają, trwała do późnej nocy. Trunków było dosyć, tak samo rozmaitego rodzaju wędlin, marmolad, ciast i ciasteczek”.


Lecz nie tylko na wesołej zabawie, przy akompaniamencie gitary, skrzypiec i harmonii upływał czas. Któż nie rozumie emocji, jakie wyzwala piłka nożna, niech zajrzy do legionowych wspomnień. Pisał Lipiński: „Dziś dzień uroczysty, bo na boisku sportowym ma się spotkać nasz batalion z batalionem II. Od godziny już zapełniać się począł »Lasek Polski« wszystką wolną od zajęć żołnierską wiarą. Są i szarże – Berbecki, Wyrwa, Sław, Narbutt – wszyscy komendanci plutonów i kompanii. Gra była zażarta, nie przerywano jej ani na chwilę, choć Moskale jakby się zwiedzieli, co tu się rozgrywa – bić poczęli szrapnelami. Pękały wokół boiska, lecz rozentuzjazmowana wiara i rozżarci gracze ani myśleli ustępować. Ustąpili też Moskale, gdyż po kilku salwach przeniósł się ich ogień na VI batalion”.

Krótko po tym meczu odbył się kolejny, między pierwszym pułkiem I Brygady a czwartym III Brygady, a grę swoją obecnością zaszczycił sam komendant Pierwszej – Józef Piłsudski. „Zaczęła się gra, prowadzona z początku przez obie partie nerwowo. Czwartacy mieli atak, pomoc i bramkarza doskonałych, słabszą tylko obronę. My natomiast bramkarza i backów (czyli obrońców) cudownych, słabszą zaś pomoc. Mimo wszystko byliśmy od początku górą w pierwszej połowie, przypuściliśmy 25 ataków na ich bramkę, ale bez rezultatu, oni zaś tylko 6 ładnych mieli ataków. Pauza, 0:0. Dla nas dobry wynik, gdyż czwartacy już spuchli. Po pauzie zaczęli nas jednak przez kwadrans napierać, ale gdy piłkę dostał nareszcie nasz atak, odtąd jej już nie puszczał na dłuższy czas. Za 12 minut koniec, a jeszcze żadnego wyniku nie ma. Nagle nasz atak dostał piłkę i w szalenie szybkim tempie przeprowadza ją pod bramkę przeciwnika i daje pierwszego gola. Zachęceni tym przypuszczamy atak za atakiem i w 7 minut później dajemy drugiego. Publiczność z I Brygady szaleje z radości, z trzeciej zaś ze złości. Na meczu był obecny Dziadziu i wszyscy pułkownicy I Brygady i pułkownik Roja. Dziadziu nie mniej dzisiaj był z nas zadowolony, jak po najlepszym ataku na mochów”.

Czytaj także:
Narodziny piłki nożnej we Lwowie. Piłkarze wśród obrońców Lwowa

Kilkumiesięczne walki pozycyjne na froncie wołyńskim były najdłuższym w dziejach Legionów okresem względnego spokoju, lecz na szlaku legionowym zdarzały się także wcześniej dłuższe postoje na kwaterze. Brzęk-Osiński po bitwie pod Łowczówkiem zatrzymał się zimą 1915 r. z beliniakami w Andrychowie. Chociaż koledzy twierdzili, że miasto w tym czasie jest straszliwie nudne, to Brzęk szybko przekonał się, że jest inaczej. Poznał tam bowiem „dziewczynę jak malowanie, ognistą brunetkę” o imieniu Irma. Jak po wielu dziesiątkach lat wspominał przyjacielowi, „anim się spostrzegł, jakem stracił zupełnie głowę. A że i ona nie pozostawała obojętna na okazywane jej względy młodego ułana, więc wkrótce zostaliśmy czułą, oddaną sobie parą. I ku dezaprobacie kolegów, wszelkie uroki bibek i kart zblakły mi całkowicie”. Po pewnym czasie kwaterę ułanów niestety przeniesiono poza Andrychów. „Pewnej nocy wymknąłem się z kwatery i w cwał” – snuł dalej opowieść stary ułan. „W godzinkę byłem w Andrychowie i jak w piosence: »Puk, puk w okieneczko, otwórz mi panieneczko i buziaka daj...«. Resztę zostawiam Twojej wyobraźni”. Niestety, w czasie powrotu z kolejnej wizyty, kiedy w oddali majaczyła już kwatera, „na drodze wyrasta jakaś postać i woła rozkazująco: »Stać! Stój!«. Poznałem po głosie – Belina! Karny raport i paka gotowe. Nie może mnie więc poznać i z tą decyzją desperacko szarżuję na Belinę! Ratował się skokiem do rowu, a ja konia do stajni, a sam pod koc i udaję, że śpię. Miałem niezłego stracha, rozumiejąc, żem strunę przeciągnął. Ale śmiałym fortuna sprzyja! Belina dochodzenia nie przeprowadził. Myślał pewno, żem go nie poznał, i wolał nie poruszać swej rejterady do rowu. A ja zrezygnowałem, choć z żalem, z tych nocnych wypraw”.

Współtwórcy niepodległej

Po Akcie 5 listopada Piłsudski uzależnił formowanie Wojska Polskiego u boku Niemiec i Austro-Węgier od powołania rządu polskiego. Ponieważ odrzuciły one to żądanie, w lipcu 1917 r. większość żołnierzy i oficerów Legionów odmówiła złożenia przysięgi na dochowanie wierności sojuszowi z nimi. Wskutek tego „kryzysu przysięgowego” legioniści zostali internowani w Szczypiornie i Beniaminowie, Piłsudski uwięziony w Magdeburgu, inni wysłani na front włoski. Epopeja Legionów dobiegła końca, lecz służba legionistów trwała. Większość po zwolnieniu z obozów internowanych zasiliła utworzoną jeszcze w 1915 r. przez Piłsudskiego tajną Polską Organizację Wojskową, która walnie przyczyniła się do likwidacji okupacji austriackiej i niemieckiej w listopadzie 1918 r., zaś Józef Piłsudski – z woli narodu – został naczelnikiem państwa, co dowodziło również uznania społecznego dla czynu zbrojnego Legionów Polskich.

Czytaj także:
Wisła i Cracovia - sportowy patriotyzm pierwszych piłkarzy

W chwili odzyskania niepodległości większość dawnych legionistów wstąpiła do Wojska Polskiego i wzięła udział w zmaganiach o niepodległość i granice Rzeczypospolitej w latach 1918–1921. Legioniści byli obecni w obronie Lwowa, a dowódca jednego z batalionów strzeleckich, które w sierpniu 1914 r. wkraczały do zaboru rosyjskiego, płk Michał Tokarzewski-Karaszewicz poprowadził zwycięską odsiecz oblężonemu miastu. Stanęli także w szeregach wojska w najcięższej próbie, jaką dla odrodzonego państwa był najazd Rosji bolszewickiej w 1920 r.

W wolnej już Polsce gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, który zanim zyskał sławę pierwszego ułana Rzeczypospolitej, jako jeden piechurów Pierwszej Kompanii Kadrowej ruszył 6 sierpnia 1914 r. do zaboru rosyjskiego, tak wspominał ten historyczny wymarsz: „Choć ciężył pełny rynsztunek bojowy (po jaką cholerę tyle książek napchałem do tornistra?), maszerowaliśmy krokiem raźnym, żeby jak najprędzej dostać się do granicy, boć przecież jasnym było, że idziemy nie na żarty, że nareszcie idziemy na Moskala [...]. Ruszyliśmy naprzód – na Słomniki, Miechów, Kielce – do Warszawy. Wędrowaliśmy długie, długie lata, aż wreszcie doszliśmy. Ale wówczas, w sierpniu 1914 r., niewielu takich było w Polsce, co wierzyli, że dojdziemy”. Chciałoby się, by dziś pamiętało wielu, komu zawdzięczamy 20 lat niepodległej.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2014
Artykuł został opublikowany w 8/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 0

Czytaj także