Strażnicy interesu narodu. Nie swojego narodu

Strażnicy interesu narodu. Nie swojego narodu

Dodano

Czyich interesów powinni bronić polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego? Własnego narodu czy paneuropejskiej frakcji politycznej, do której należą? Odpowiedź wydaje się oczywista. A jednak, jak się okazuje, nie dla wszystkich.

Podczas niedawnego głosowania w sprawie Energetycznej Mapy Drogowej, wytyczającej kierunek polityki Unii Europejskiej w tej dziedzinie na najbliższe dziesięciolecia, pięcioro polskich deputowanych do PE zachowało się wbrew interesom Polski. Lidia Geringer, Bogusław Liberadzki, Wojciech Olejniczak i Janusz Zemke z SLD oraz Marek Siwiec z Europy Plus nie poparli poprawki sprzeciwiającej się tzw. backloadingowi, czyli wycofaniu z rynku części uprawnień do emisji CO . Polski rząd szacuje, że koszt ewentualnego wejścia w życie takiego rozwiązania wyniósłby dla naszego budżetu 4 mld zł. A na polski budżet – jak wiadomo – składają się polscy podatnicy. Czyli my.

Niekorzystne dla Polski stanowisko przyjęto 292 głosami, przy 289 przeciw i 32 wstrzymujących się. Do sukcesu zabrakło ledwie trzech głosów i to mogły być głosy polskich deputowanych. Niestety, pięcioro wspomnianych europosłów z lewicy (Adam Gierek i Joanna Senyszyn z SLD zagłosowali zgodnie z naszym interesem) postanowiło podporządkować się swojej frakcji socjalistów oraz demokratów w PE i poparło stanowisko kosztowne dla Polaków.

Wojciech Olejniczak tłumaczył później w „Rzeczpospolitej”, że głosowanie miało charakter „nielegislacyjny i niczego nie przesądza”, a gdy w grę będą wchodzić konkretne przepisy i realna groźba strat dla polskich podatników, oni ich nie poprą.

Dobre i to, wszelako warto wiedzieć, że podczas tego samego głosowania nasi lewicowi europosłowie opowiedzieli się także za bardzo kosztowną dla Polski poprawką zawierającą apel do Komisji Europejskiej o wyznaczenie wiążących celów redukcji CO2 po 2020 r. Na szczęście ten pomysł udało się utrącić nawet bez głosów polskich posłów z lewicy.

Konrad Szymański, eurodeputowany z PiS, mocno zaangażowany w budowanie w tej kwestii w PE konsensusu między politykami różnych opcji, przyznaje, że „takiego zlekceważenia polskich interesów w Unii przez polskich polityków jeszcze nie widział”.

A przecież, jak by nie kombinować, wniosek w tej sprawie jest prosty niczym konstrukcja maszyny do liczenia głosów: w europarlamencie (i nie tylko tam) zawsze strzeże się interesu narodowego. Tyle tylko, że nie zawsze jest to interes własnego narodu.

Czasami bowiem, czyli w przerwach między strzeżeniem interesu swojego narodu, strzeże się interesu innego narodu: świadomie, z niewiedzy, z głupoty lub przez pomyłkę. Tak jak w przypadku rzeczonego głosowania, gdy polscy europosłowie stanęli po stronie zbieżnego z postulatami ich frakcji w PE interesu wielu narodów, choćby spoza UE; na przykład Rosjan, Chińczyków i Amerykanów.

 0

Czytaj także