Julian Tuwim. Ile słów, tyle łgarstw

Julian Tuwim. Ile słów, tyle łgarstw

Julian Tuwim
Julian Tuwim / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
O wielkości i małości skamandrytów decydował ich stosunek do komunizmu. I co gorsza, decyduje dalej.

Rok 2013 ogłoszony został rokiem Tuwimowskim, zainaugurowanym w Łodzi odsłonięciem ławeczki, na której można przysiąść obok rzeźby wyobrażającej autora tekstów takich piosenek jak „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Nasza jest noc”, „Co nam zostało z tych lat” i czołowego kabareciarza, po wojnie zaś piewcy nowego ustroju oraz towarzysza Stalina. Poety dworskiego.

W „Pieśni o Majakowskim” pisał:

Dzielnych żołnierzy ma i generałów
Generalissimus Stalin:
Zorza nie zorza, pożar nie pożar,
Gdzie tylko płomień przewodni gorzał –
– Szturmem historię brali,
A wielki Dobosz w bęben bił,
Pobudkę bojową walił.
[...].

W utworze „Do narodu radzieckiego” przemawiał z kolei:

I już tli się, czekając, ta łuna
Legend przyszłych o Wiośnie, o Wschodzie,
I zakwitniesz, zakwitniesz na strunach,
Twórco ery, radziecki narodzie!
Wieki dadzą ci rangę bajeczną:
Epos – jakąś wszechludzką Bylinę,
Z Rewolucją, krasawicą wieczną,
Z wiecznie żywym herosem Stalinem.

Z towarzyszem Tomaszem – cóż, że prezydentem – bywał poeta bardziej spoufalony. W kwietniu 1952 r. Jan Lechoń odnotował w „Dzienniku”: „Tuwim w liście do »kochanego towarzysza prezydenta Bieruta« obiecuje mu na jego sześćdziesięciolecie oddać do druku maszynopis przekładu Niekrasowa. Trudno o bardziej skandaliczny i demoniczny dowód rosyjskiej niewoli, na którą przecież nigdy Tuwim nie cierpiał. Ta niewola przybrała tutaj ulubione przez Tuwima gogolowskie formy i doprawdy, że ten prezent dla Bieruta jest to też swego rodzaju hołd dla Muzy Gogola w jego stulecie. Obiecywać »maszynopis« na imieniny. To może znaczyć także, że chłop dawno już miał to napisać i wreszcie na te urodziny wyciągnięto mu to siłą z gardła”.

A płk. Różańskiemu z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, czołowemu powojennemu zbrodniarzowi, Tuwim meldował w liście:

Szanowny i drogi panie Pułkowniku, żeby ten list napisać, oderwałem się od pewnej pracy, która mnie od paru tygodni pochłania i jeszcze parę tygodni potrwa. Jest to przekład poematu Aleksandra Bezymieńskiego pt. »Feliks« – poematu o Dzierżyńskim. Nie tłumaczę tego poematu na niczyje zamówienie, nikt mnie o to starego »liberała« wiadomego przedwojennego pokroju nie prosił. Zgłosiłem się sam, a zgłosiłem się dlatego, że zacząłem tłumaczyć »Feliksa«... – w roku 1938, jak Panu dobrze wiadomo, w owym czasie w sfaszyzowanej na hitlerowskim pasku trzymanej sanacyjnej Polsce było rzeczą wykluczoną, aby płomienny pean sowieckiego poety na cześć wielkiego rewolucjonisty mógł być po polsku opublikowany [...].

Wystarczy – że poeta

W „sfaszyzowanej na hitlerowskim pasku trzymanej sanacyjnej Polsce” bywał Tuwim obiektem antysemickich ataków, ale przede wszystkim kimś, kogo nazwać można byłoby pieszczochem losu („bałowien’ sud’by”). Maria Dąbrowska w 1948 r. zanotowała w „Dzienniku”: „Dziś w »Życiu Warszawy« opis tryumfalnego przyjęcia Tuwima w Moskwie, jako tego, »co protestował przeciwko Polsce przedwrześniowej, a w czasie wojny zagrzewał do walki z okupantem«. Jezus Maria! Ile słów, tyle łgarstw. Tuwim [...] co przed wojną ściskał się z Wieniawą Długoszowskim i Nowaczyńskim i ani śniło mu się przeciw czemukolwiek protestować (z wyjątkiem, jak każdy poeta, przeciw filistrowi i mieszczuchowi – w wierszach); a gdy wojna wybuchła, uciekł (słusznie, bo by go Niemcy rozwalili, jak rozwalili jego matkę, której nie zabrał), we Francji napisał wiersz »Ja się bić nie potrafię«, a po wojnie wznowił teatrzyki i przedstawienia w rodzaju: »Królowej Madagaskaru«, »Słomkowego kapelusza«, »Jadzi wdowy« etc., na czym robi kokosy. Wszystko to jest zwyczajnie ludzkie. Tylko po co robić z niego bohatera? Wystarczy – że poeta”.

Czytaj także:
Gra Czesława Miłosza

W dzienniku prowadzonym przez Annę Iwaszkiewiczową znajdujemy znamienny komentarz z 13 listopada 1929 r., odnoszący się do burzy, którą wywołał Julian Tuwim pacyfistycznym wierszem „Do prostego człowieka” („Rżnij karabinem w bruk ulicy”...): „Tuwim, który wprost na śmieszność narażał się swoim militaryzmem, »rządowością«, przesiadywaniem w »Ziemiańskiej« i w restauracjach z oficerami i pułkownikami, raptem »nawrócił« się na pacyfizm i jak Filip z konopi wyskoczył z pacyfistycznym wierszem i to gdzie – w »Kurierze Porannym«! Wywołało to wprost śmieszne »wrażenie«. Warszawa trzęsła się. Nie można sobie wyobrazić tej kałuży głupoty, jaką ten (co najgorsze – kiepski) wiersz poruszył. O tym, co pisały gazety prawicowe, nie warto wspominać, oczywiście od razu etykieta »bolszewizmu« zawsze najwygodniejsza, ale co mówiły inne pisma, inni ludzie! Wreszcie doprowadzili do tego, że zastraszonego Tuwima zmusili do napisania jakiejś odezwy, że »nie miał na myśli«, że wojna obronna to co innego itd., itd. Jedno i drugie wystąpienie było, według mnie, równie żałosne. Tuwim to prosta dusza, biedny strachliwy Żydek, na którego nie wiedzieć jak spadł ten boski dar wielkiego talentu i tym darem powinien jedynie cieszyć się i w nim życie zamknąć. Co mu do głowy przyszło politykować! Jego ostatni tom »Rzecz czarnoleska« to najczystszy zdrój poezji. Tylko tym może i powinien być – poetą lirycznym. Śmiesznym jest w ogóle, że mają od niego takie wymagania, które upoważniają do awantur z powodu jakiegoś wiersza! Któż bierze na serio politykę Tuwima?!”.


Niestety, na serio zabrał się za tę ostatnią sam poeta.

Z burżujską swołoczą

„Moi nowi przyjaciele są to pp.: Guzal (ślusarz), Gardecki i Szpulecki (piekarze), Mielus (tkacz), Kucharski (szewc), Krasowski (krawiec), Haracz (górnik), Trzewiczek (giser) – i dużo innych. Ile w nich dobroci, szlachetności, prostoty, krystalicznego charakteru, jasnego sądu o sprawach! A jacy są polscy! Po 20–30 lat siedzą w Ameryce, a mówią, wyglądają i czują, jakby dopiero co wyszli z chaty w Lubelskiem, Kieleckiem czy Łomżyńskiem albo z łódzkiej fabryki! Mają ciężkie, szorstkie ręce i dobre, uczciwe oczy. Niejedno z nich przejdzie w Dziewierskiego. Irenko! Miliony tych ludzi czeka w Polsce na wyzwolenie – do nich świat będzie należał, bo powinien należeć. W tej rudzie jest szczere złoto. I cóż ja o nich wiedziałem – ja, który przez jakąś tragiczną pomyłkę (za którą i osobiście ciężko odpokutowałem) pętałem się i zapijałem z generałami, ministrami, wojewodami, z burżujską swołoczą [...]” – donosił siostrze z Ameryki w marcu 1942 r.

A pod koniec roku 1941, w Stanach Zjednoczonych, wziął udział w zakonspirowanym zebraniu zorganizowanym przez Sekcję Polską Kongresu Słowian Amerykańskich, czyli w istocie komunistyczną jaczejkę. W spotkaniu tym uczestniczyli także m.in. polonijni działacze komunistyczni: Leon Krzycki, Wojciech Harach, Bolesław Gebert. Wkrótce potem poeta zaczął współpracować z nieformalną grupą skupioną wokół prof. Oskara Langego. „Podejmuje – stwierdza w tuwimowskim kalendarium prof. Janusz Stradecki – programowo na terenie USA działalność agitacyjno-propagandową na rzecz przyszłego Związku Patriotów Polskich w Moskwie, a następnie na rzecz programu PPR w kraju oraz poparcia dla Armii Ludowej i Krajowej Rady Narodowej”. A „zabierając głos w czasie spotkania, Tuwim ze wzruszeniem wspomina dawnych znajomych, a obecnych działaczy na terenie ZSRR – Wandę Wasilewską i Janinę Broniewską”.

Budzi się nowa religia

Tego wątku nie podejmuję się rozwijać. Myślę, że jesteśmy dosłownie w przededniu ujawnienia dokumentów świadczących, niestety, o tym, że „nawrócenie” poety na komunizm nie wynikało wyłącznie z jego idealizmu i naiwności. A, swoją drogą, warto zacytować jeszcze list Juliana Tuwima do siostry Ireny (za książką Piotra Matywieckiego „Twarz Tuwima” (Warszawa 2007, W.A.B.). Sam nie wiem, co bardziej należy tu podziwiać – niewiedzę, głupotę czy złą wolę: „Twoje słowa o Rosji są trafne i mądre: patos i wielkość. Tak. Ale nie to jest najważniejsze. Patos i specyficzna »wielkość« jest i w fanatyzmie hitlerowców. W Rosji, moim zdaniem, stały się rzeczy większe i ważniejsze: przewrót rosyjski, gdyby go uosobić, porównałbym do Kolumba – rewolucja odkryła tam nowy, nieznany ląd, rozwiązała sławetną »zagadkę« »rosyjskiego Sfinksa«. Jak Ameryka (przewspaniały kraj w istocie rzeczy! tj. gdy pominiemy pewne zjawiska, o których teraz nie będę mówił) dała swą rewolucją nową formę współżycia ludzi na ziemi, tworząc z dziesiątków ras nowy naród (pomyśl, co za wspaniałe zjawisko!), tak Rosja połączyła sto kilkadziesiąt narodów w jeden nowy: »sowieckij narod«. Jak Ameryka powstała na gruzach europejskich feudalizmów, tak Rosja na gruzach nacjonalizmów. Nie znaczy to bynajmniej, aby wynaradawiała te narody. Każdy z nich, czerpiąc siły ze swych plemiennych właściwości, tradycji, kultury, wlewa je do olbrzymiej, wspólnej rzeki dobra powszechnego. Faszyzm dzieli, różniczkuje, egoizuje, gdy ustrój sowiecki (zwany dla wygody »totalitarnym« lub »komunistycznym« – dla wygody jego wrogów oczywiście) łączy, zespala, altruizuje. Zarzuca mu się krwawy terror. Nie przeczę: szedł on ku swemu celowi krwawymi drogami. Ale przepraszam: kto w historii szedł innymi? Ci, co powtarzają utarty slogan o »ideałach Francuskiej Rewolucji«, którymi Europa rzekomo żyła przez ileś tam lat, zapominają, że się te ideały fabrykowało za pomocą gilotyny. [...] Dalej: rośnie w tych ludach nie egoizm plemienny, jakeśmy to w Europie widzieli, ale uniwersalizm (nie mieszać z kosmopolityzmem itp. głupstwami), rośnie szacunek dla człowieka – nie dla pasożytów, egoistów i szkodników oczywiście – ale dla człowieka pracy i dobrej woli. Budzi się tam nowa religia CZŁOWIECZEŃSTWA (nie mieszać z »ludzkością«, która jest terminem liczbowym, zewnętrznym). – Pomijam w tych paru uwagach [...] sprawę »kapitalizmu«, »socjalizmu« itd. Ani się na tych rzeczach dostatecznie nie znam, ani wywodów »znawców« dostatecznie nie rozumiem, aby o nich pisać. Bo nie to jest dla mnie najważniejsze, jeżeli o Rosję chodzi. Najdonioślejszym zjawiskiem jest tam etyczna, moralna, duchowa przemiana. Poeta Błok postawił na czele oddziału czerwonogwardzistów »Chrystusa« [...]. Moim zdaniem, żaden naród nie jest tak »dogłębnie« chrześcijański, w najistotniejszym tego słowa znaczeniu, jak rosyjski. I żaden (choć obecnie wygląda to inaczej, ale tylko pozornie) nie szanuje tak jednostki ludzkiej, indywidualności, człowieka. Może jeszcze jeden – angielski. Ale tam, myślę, nie ma to tak głębokiego podkładu duchowego, religijnego; raczej społeczny. – Długie lata trwało rosyjskie »bogoiskatielstwo«. Kto wie, czy się oni właśnie teraz nie dokopali do swego boga – człowieka i jego praw na ziemi”.

Cóż to za kanalie!

Podobne bzdury głosić będzie jeszcze wielokrotnie, także w Polsce, do której powróci z wojennej tułaczki witany przez nowe władze z wszelkimi należnymi i nienależnymi honorami. Jako swój człowiek. Będzie się za to odwdzięczał i wdzięczył. W „Dzienniku bez samogłosek” Aleksander Wat wspomni takie oto „poniżenie literatury polskiej”: „Do Warszawy raczył przyjechać Surkow [przewodniczący sowieckiego związku pisarzy – przyp. K.M.]. Obecność obowiązkowa. Aktyw partyjny naradza się: czy sala ma powstać, czy tylko przywitać gościa gorącymi oklaskami. [...] Putrament zdecydował, że wystarczy klaskać – dbał o godność pisarstwa polskiego. Zamykam oczy i widzę: [...] Sala klaszcze gorąco, ale z pierwszego rzędu zrywa się wielki poeta polski, podbiega do grafomana-czekisty i w ekstazie klaszcze mu przed samym nosem”.

Zwątpi w „nową wiarę” jeden jedyny raz, i to na krótko. 17 kwietnia 1943 r. w liście do siostry odnosi się do wiadomości o zbrodni katyńskiej:

Miałem zamiar dużo jeszcze napisać, ale straszliwa pogłoska o zamordowaniu oficerów wstrząsnęła mną tak okropnie, że nie mogę. Wszystko, co napisałem na poprzednich stronicach tego listu i w innych moich listach do Ciebie, może się okazać bełkotem idioty i poglądami ślepca (jeżeli chodzi o stosunki polsko-rosyjskie i moje nadzieje na ich pomyślny rozwój; przecież mnóstwo miejsca i żaru, i wiary poświęcałem tej sprawie w listach do Ciebie!). Jeżeli się to zwali – przysypią mnie te gruzy tak, że nikt nie odkopie.

„Można być pewnym – komentuje ten list Piotr Matywiecki – że nowi przyjaciele komunistyczni zaraz wyjaśnili mu wszystko wedle sowieckiej wersji – że winni są Niemcy. A on ślepo uwierzył. Czy jednak można mu się dziwić, jeśli wersję sowiecką podtrzymywała duża część prasy alianckiej?”.


A jednak dziwić się nie przestanę. Także temu, co autor „Balu w operze” napisał po śmierci Stalina w „Przekroju”: „Długie są dzieje nasze – dzieje rodu człowieczego na ziemi – a nie było jeszcze żałoby tak powszechnej, tak boleśnie w zbiorowym sercu ludzkości wezbranej, jak po Nim – pierwszym tej ludzkości obywatelu”. Lechoń, cytując to zdanie Tuwima, a także żałobne pienia Marii Dąbrowskiej i Kazimierza Koźniewskiego, dał upust furii, nie zważając na to, że jego obelgi dotyczą, było nie było, eksprzyjaciela: „I to wszystko piszą Polacy o człowieku, który kazał zamordować polskich jeńców wojennych, zabrał połowę polskiego państwa, dopomógł do zburzenia Warszawy, zesłał na Sybir miliony Polaków, który doszedł do władzy po trupach najbliższych sobie ludzi, wymordowanych zdradziecko, który był tryumfującym Gradiuszczym Chamem!

Cóż za podłość, cóż za tchórzostwo, cóż to za kanalie!”.

Żryj, ile chcesz

Polityczne pomyłki, a w końcu i narodowe zaprzaństwo, mogą jednak mieć się nijak do rangi twórczości artysty. Tyle że i w tej kwestii trudno pozbyć się niejakich wątpliwości.

Tuwim jako autor, na przykład liryków miłosnych adresowanych do swej przyszłej żony – Stefanii z domu Marchew, bywał nieznośnie młodopolski, napuszony, śmieszny. A w przypisywanym Stefanowi Żeromskiemu powiedzeniu: „Ależ ten Tuwim wgryzł się w język polski, tak się wgryzł, że aż się przegryzł na drugą stronę” jest wiele słuszności. Po 1939 r., wyłączywszy fragmenty „Kwiatów polskich”, nie potwierdzał, że był wielkim poetą, a raczej poetyckim kuglarzem i na pewno wybitnym kabareciarzem. W końcu najlepiej wychodziły mu skecze, blackouty i piosenki. Jeśli chodzi o te ostatnie, to namnożyło się ich wiele lat po śmierci poety. Sięgali po nie Ewa Demarczyk i Czesław Niemen, Skaldowie i Marek Grechuta... „Grande Valse Brillante” i „Przy okrągłym stole” („Tomaszów”), „Zadymka” i „Zobacz, ile jesieni”, „Miłość mnie szuka po mieście” i „Zawieja”, „Wspomnienie” i „Jeżeli”. Tyle pięknych piosenek...

Czytaj także:
Mit Hłaski. Boleśnie piękne urojenia pisarza

Już jednak „Kwiaty polskie” zasługują na najwyższe uznanie; w końcu miejscami to poemat arcydzielny. Jednak miejscami – powie ktoś i będzie miał rację – obrzydliwy. Na akademiach szkolnych – jak Polska długa i szeroka – deklamowało się przez lata (i deklamuje nadal) fragment „Kwiatów”... zaczynający się od słów: „Chmury nad nami rozpal w łunę”..., a kończący zdaniem: „Każda niech Polska będzie wielka”. Zapomina się jednak o dalszym ciągu i tych słowach ciężkich niczym kamienie:

Wtłoczonym między dzicz niemiecką
I nowy naród stu narodów –
Na wschód granicę daj sąsiedzką,
A wieczną przepaść od zachodu.
Dłonie twe, z których krew się toczy,
Razem z gwoździami wyrwij z krzyża
I zakryj, zakryj nimi oczy,
Gdy się czas zemsty będzie zbliżał.
Przyzwól nam złamać Zakon Pański,
Gdy brnąć będziemy do Warszawy
Przez Tatry martwych ciał germańskich,
Przez Bałtyk wrażej krwi szubrawej.

Gdyby ktoś miał pytania, inwokacja ta skierowana jest oczywiście do Boga. Inną, w tych samych „Kwiatach”..., kieruje poeta do... psów, warszawskich zresztą:

Niechaj w was wściekłe piany wzbiorą
I hurmem w trop zdyszaną sforą,
W trop, kiedy z Polski będą dymać
I tylko pludry w garści trzymać!
O cegły gruzów kły wyostrzcie
I o zbielałe ludzkie koście,
A gdy ich dopadniecie – skoczcie
Do grdyk, brytany, do gardzieli!
Ostrymi kłami wgryźć się, szarpnąć,
Do grdyk, wilczyce! A pazury
W ślepia! By nawet nie mrugnęli.
A powalonych niech opadną
Wojska pomniejszych psów – mścicieli,
Niech ich poszarpią na kawały,
Żeby i matki nie wiedziały,
Gdzie szukać rozwłóczonych cząstek!...


Bo nasze – też nie znajdowały
Główek swych dzieci, nóżek, piąstek...

Niezależnie od martyrologii narodu polskiego i żydowskiego, bez względu na śmierć matki poety z rąk hitlerowców, ta poezja żenuje. A stan ducha Juliana Tuwima oddają słowa jego listu do siostry z sierpnia 1941 r.: „Straszliwy, Irusiu, będzie los niemieckich matek w dniu Sądu i Kary. Te suki zbrodniczych szczeniąt wyć będą i zdychać z głodu – w klatkach. A przed klatką postawi się synów. A przy synach – kosze pełne jedzenia. I nie wolno będzie synowi ani kęsa rzucić zdychającej z głodu matce. Sam – owszem – żryj, ile chcesz. Ale gdybyś choć kromkę chciał dać przez kratę krzyczącej z głodu matce – kula w łeb”.

Nie jestem pewny, czy 60. rocznica śmierci jest wystarczającym powodem do ogłoszenia roku Tuwimowskiego, zwłaszcza że kogo jak kogo, ale poetów zapomnianych jest u nas dostatek. Daleko nie szukając i wśród poetów Skamandra, o których Czesław Miłosz pisał, że „nigdy nie było tak pięknej plejady”, wciąż obowiązują ustalone w latach komuny proporcje rzekomych zasług i win. Na skutek tego przecenieni zostali Julian Tuwim i Jarosław Iwaszkiewicz, niedocenieni zaś Jan Lechoń oraz Kazimierz Wierzyński i kompletnie wyrugowany z literackiej pamięci Stanisław Baliński.

O ich urojonej wielkości i małości decydował stosunek do komunizmu. I decyduje dalej – ćwierć wieku po tym, jak tamten system, podobno, sczezł.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2013
Artykuł został opublikowany w 9/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 9
  • Max33 IP
    Oj pisowcy mata Rymkiewicza to go se czytajta, na wasze aspiracje literackie wystarczy wam ten jedyny poeta prawy i sprawiedliwy. Po co sobie psuć dobre trawienie lekturą tych Żydów Tuwimów i innych komunistów? A wiecie wy chociaż że Mickiewicz też miał żydowskie pochodzenie?
    Dodaj odpowiedź 8 3
      Odpowiedzi: 0
    • ~~~~~ IP
      Raczej małość komunizmu czy demokracji można do wielkości Tuwima porównywać...
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 0
      • Jooma IP
        Wspomnijmy tylko Zukrowskiego z pieknym polskim rodowodem
        Dodaj odpowiedź 4 0
          Odpowiedzi: 0
        • jot-23 IP
          nie ma tutaj zadnego konfliktu: szeroko pojety "talent", inteligencja czy edkuacja nie stanowi o "czlowieczenstwie" niestety... Tuwim jest dobrym przykladem ze mozna byc utalentowanym sk..ynem.
          Dodaj odpowiedź 18 5
            Odpowiedzi: 0
          • Gałaman IP
            Gdyby jeszcze autor tego paszkwilu potrafił napisać jedną zwrotkę tak piękną polszczyzną jak Tuwim. Niestety, Bozia talentu odmówiła. Zawiści za to nie brakuje.
            Dodaj odpowiedź 27 26
              Odpowiedzi: 1
            • Sprawiedliwy IP
              Tuwim , Szymborska , Miłosz , to wielka tragedia !!! Ani sensu ,ani logiki , tylko zdrada , zdrada !!!
              Dodaj odpowiedź 25 15
                Odpowiedzi: 0
              • whatas IP
                Spośród znakomitych poetów nie tylko Tuwim romansował z komunistami - Wisława Szymborska czy zdeklarowany ideowo Władysław Broniewski, który zalewał swoje rozterki politycznej tożsamości. Mam pejoratywne odczucia - z jednej strony to jedni z najlepszych polskich twórców, którzy powodowali wzruszenie i refleksję kilku pokoleń rodaków (zwłaszcza Szymborska i Tuwim), a z drugiej strony to żałosne lizusostwo względem władzy PRL.
                Dodaj odpowiedź 38 3
                  Odpowiedzi: 0
                • Jechwoparch IP
                  Prawdziwy Polak Patriota i antynazista nie to co teraz same klechowsko USrAelskie druciarze
                  Dodaj odpowiedź 14 54
                    Odpowiedzi: 0

                  Czytaj także