Średniowieczna targowica

Średniowieczna targowica

Bolesław Krzywousty na portrecie Jana Bogumiła Jacobiego, namalowany na podstawie obrazu M. Bacciarellego
Bolesław Krzywousty na portrecie Jana Bogumiła Jacobiego, namalowany na podstawie obrazu M. Bacciarellego / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Krzywousty od dziewięciu wieków uznawany jest za obrońcę ojczyzny, natomiast Zbigniew za zdrajcę, któremu jej los był obojętny.

Na początek przypomnijmy przejmujące słowa Stefana Żeromskiego z jego tekstu „Na probostwie w Wyszkowie”, który napisał w 1920 r. tuż po opuszczeniu tej miejscowości przez Juliana Marchlewskiego, Feliksa Kona i Feliksa Dzierżyńskiego. Tworzyli oni rewolucyjny komitet, który miał zaprowadzić w Polsce władzę bolszewików. Oto te słowa: „Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła”.

Jest to tekst, który najbardziej trafnie, najbardziej dojmująco ujmuje istotę narodowej zdrady, która sprowadza na ojczyznę najgorsze nieszczęścia. Zjawisko nazbyt dobrze znane z naszej historii. Na ogół stosuje się do niego nazwę „targowica”, która nawiązuje do miasta, gdzie w 1792 r. grupa magnatów ogłosiła napisany wcześniej w Petersburgu manifest walki z Konstytucją 3 maja. Podobno Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski i Ksawery Branicki nie spodziewali się kolejnego rozbioru Rzeczypospolitej, który nastąpił po przegranej przez nas wojnie z Rosją, wyjechali nawet z goryczą za granicę, ale fakt pozostaje faktem: sprowadzili na ojczyznę zagładę.

Wcześniej, bo w 1655 r., podobnie postąpili Hieronim Radziejowski oraz Radziwiłłowie: Janusz i Bogusław, którzy oddali kraj Szwedom. Podczas wojny północnej na początku XVIII w. zwalczające się stronnictwa sprowadzały: jedni Rosjan, drudzy Szwedów, a efektem był złowieszczy podpis carskiego wysłannika pod uchwałami sejmu niemego w 1717 r. Pół wieku później caryca Katarzyna II – z poparciem sprzedajnych zaprzańców – oficjalnie ogłosiła się gwarantką anachronicznego polskiego ustroju. Po rozbiorach jedni walczyli o wolność, inni służyli zaborcom, tak jak choćby carski namiestnik w Królestwie Polskim, dawny, dzielny oficer napoleoński, gen. Józef Zajączek. Osobnym, pamiętnym nadal w wielu polskich rodzinach rozdziałem narodowej zdrady jest polski komunizm. W latach międzywojennych – a także podczas II wojny światowej – dywersją i szpiegostwem na rzecz ZSRS, a po wojnie wierną służbą Stalinowi i kolejnym gensekom w ujarzmionej przez nich Polsce, komuniści okryli się hańbą.

To się na ogół wie, na ogół się pamięta. Natomiast rzadko już wraca się pamięcią do czasów najodleglejszych – do polskiego średniowiecza, kiedy to w pierwszej połowie XII w. również zapisywano karty z dziejów narodowej zdrady.

Bolek i synowie

Chodzi oczywiście o najazd na Polskę króla niemieckiego (późniejszego cesarza) Henryka V, sprowadzonego tu przez księcia Zbigniewa, syna – zapewne z nieprawego łoża – Władysława Hermana. Konflikt Zbigniewa z bratem przyrodnim Bolesławem, młodszym wprawdzie, ale urodzonym w zalegalizowanym przez Kościół związku, trwał już od kilku lat i przybierał coraz bardziej gwałtowne formy. Zwłaszcza że obaj zostali obdarzeni przez ojca swoimi dzielnicami i obaj dążyli do jedynowładztwa w Polsce. Szukali też pomocy u spokrewnionych z nimi sprzymierzeńców za granicą – Zbigniew u Czechów i Pomorzan, a Bolesław u Rusinów i Węgrów.

Miarka przebrała się jednak w 1109 r., kiedy na usilne prośby Zbigniewa Henryk V powiódł przez Śląsk ku Krakowowi (po drodze zamierzał połączyć się z Czechami) silną armię zebraną w Niemczech. Żądał hołdu lennego, danin i oddania mu do dyspozycji kilkuset polskich rycerzy. Takich żądań nie wysunąłby – poza władcą Niemiec – żaden inny zagraniczny agresor. Najazd został najpierw zatrzymany pod Głogowem, a następnie pod Wrocławiem. Żadnego z grodów król nie zdobył, Czesi zawrócili do domu po tym, gdy skrytobójczo zamordowano ich księcia Świętopełka, a najeźdźcom odechciało się wojaczki w okrutnej wojnie partyzanckiej, jaką urządził im Bolesław. Potwierdzona zajadłość, z jaką nasze chłopstwo ich zwalczało, świadczy o tym, jak bezwzględni musieli być niemieccy rycerze i najemnicy. Ogarnięta pożogą ojczysta ziemia spłynęła krwią. Zapewne doszło do jakichś układów Henryka z Bolesławem, bo ten przyzwolił na powrót wygnanego brata do kraju, ale już nie jako współrządzącego, ale jako lennika. Po niedługim czasie oślepił go jednak i wtrącił do lochu, gdzie tamten skonał.

Pomny bratobójczej wojny Bolesław postanowił przed śmiercią rozstrzygnąć sprawę dziedzictwa. Otóż książętami mającymi atrybuty władcy i dzielnicę senioralną od Krakowa do Pomorza mieli zostawać – wedle starszeństwa – kolejni synowie obdarzeni także dziedzicznymi dzielnicami. Pierwszym seniorem został Władysław – jedyny syn ze związku Bolesława ze Zbysławą – a swoje dzielnice dostali także starsi synowie drugiej żony Salomei: Bolesław (Kędzierzawy) oraz Mieszko (Stary). Małoletni synowie Henryk (Sandomierski) oraz Kazimierz (Sprawiedliwy) czekali na swoje udziały pod opieką matki (umarła w 1144 r.). Konflikt rozgorzał już na początku lat 40., przy czym – tak jak w poprzednim pokoleniu Zbigniew, podburzający Pomorzan przeciw Bolesławowi – teraz Władysław pierwszy wykazał inicjatywę objęcia swą władzą całego kraju z pomocą zagranicznych książąt czeskich i ruskich.

Kiedy przegrał starcie z synami Salomei – wspartymi przez duchowieństwo i możnowładców – ruszył po pomoc do Niemiec, rozpoczynając bardzo niebezpieczną dla państwa grę. W 1146 r. na Polskę wyprawił się król niemiecki Konrad III, ale wycofał się, nic nie osiągnąwszy. Władysław wypraszał więc pomoc na dworach Europy, u papieża, aż w 1157 r. sprowadził na Polskę kolejnego władcę Niemiec, wojowniczego cesarza Fryderyka I Barbarossę. Ten bez trudu przekroczył Odrę i zmusił w Krzyszkowie księcia Bolesława Kędzierzawego do złożenia upokarzającego hołdu – boso, z mieczem przywiązanym do szyi. Polak zobowiązał się również do opłacenia kosztów cesarskiej wyprawy i stawienia się w Magdeburgu dla złożenia wyjaśnień w sprawie brata. Oddał też na jego dwór jako zakładnika najmłodszego brata – Kazimierza, co zresztą młodzieńcowi wyszło na dobre, bo otrzaskał się w wielkim świecie. Na dziedziczny Śląsk trafili synowie Władysława i jego nazbyt ambitnej żony Agnieszki – Mieszko Plątonogi oraz Bolesław Wysoki.

Niebezpieczne związki

Związki Piastów z Rurykowiczami widzieliśmy już wcześniej, ale w XII stuleciu, w okresie podziałów dzielnicowych, stały się one niezmiernie bliskie. Jedni i drudzy rywalizowali o supremację nad braćmi i dalszymi krewnymi, posuwali się do porwań, wygnań i więzienia, a nawet zabójstw rywali z własnej krwi, dążyli do podziału ojcowizny i udzielnego rządzenia na coraz mniejszych domenach. Na Rusi, jak to na Rusi z jej ogromnym obszarem, owe zjawiska przybierały jeszcze większe rozmiary niż w Polsce. Zwłaszcza że – w odróżnieniu od Polski – na Rusi książęta nie otrzymywali swych domen w dziedziczne władanie. Od lat 30. XII w. do schyłku tego stulecia w Kijowie rządziło aż 28 książąt. W tym samym czasie w Krakowie zasiadało czterech Piastów. W czasach panowania Kazimierza Sprawiedliwego Ruś była rozbita aż na 72 dzielnice!


Wybuchały też oczywiście walki polsko-ruskie. Zarazem poszczególni książęta zawierali sojusze „ponad podziałami” dla zwalczania rywali własnego rodu z pomocą sąsiadów. W owym czasie trudno zresztą mówić, że ci sąsiedzi byli „obcego rodu”; tak licznymi małżeństwami wiązali się Piastowie i Rurykowicze. Takie związki nie zawsze okazywały się pomocne: pomimo małżeństwa Bolesława Wysokiego (syna Władysława Wygnańca) z księżniczką kijowskąˆ Zwinisławą, sprzymierzeńcy zza Bugu nie pomogli mu w utrzymaniu się na krakowskim stolcu. Z Rurykowiczównami żenili się także Bolesław IV Kędzierzawy, Mieszko III Stary i jego syn Odon oraz synowie Kazimierza Sprawiedliwego: Leszek Biały i Konrad Mazowiecki. Natomiast córki Piastowiczów wzięli za żony liczni książęta – z Kijowa, Nowogrodu, Wołynia, Halicza i Muromu. Pokrewieństwu, niezwykle podobnym językom i obyczajom towarzyszyła ogromna tolerancja dla odmiennego wyznania, która będzie się tu utrzymywać aż do wieku XVII.

Skoligaceni z Rurykowiczami uzyskiwali od nich na ogół pomoc zbrojną i sami ją świadczyli. Również Bolesław Krzywousty – którego pierwszą żoną była Zbysława, córka księcia kijowskiego Światopełka, a szwagrem książę wołyński Jarosław – dwukrotnie uzyskiwał z Rusi pomoc w walce przeciwko bratu Zbigniewowi oraz Niemcom. Cóż, polscy książęta prowadzili krewnych przeciwko krewnym – i odwrotnie. Taką właśnie pomoc uzyskał Władysław Wygnaniec od książąt kijowskich w zamian za wcześniejszą identyczną usługę. Za posiłki wojskowe w walce z młodszymi braćmi Władysław oddał Rusinom gród w Wiźnie nad Narwią. Podobnie postępowali Piastowicze z kolejnych generacji, wykorzystując zresztą związki matrymonialne nie tylko z rodem rządzącym Rusią, lecz także rodami panującymi w Czechach lub na Węgrzech. To był zresztą zwyczaj powszechny w całej feudalnej Europie.

Czytaj także:
Ilu było Polaków 1000 lat temu

W owym czasie Ruś nie zagrażała jednak podbiciem, ujarzmieniem całego państwa polskiego. Inna sprawa była z Niemcami, z którymi także łączyły Piastowiczów liczne związki małżeńskie. Czasem zresztą nadzwyczaj udane, tak jak Krzywoustego z Salomeą, córką Henryka hrabiego szwabskiego Bergu. Zwłaszcza małżeństwa z krewniaczkami królów i cesarzy niemieckich umacniały pozycję polskich władców oraz sprzyjały prowadzonej przez nich polityce. Nierównoprawne sojusze wojskowe z tamtą stroną były jednak nader ryzykowne. Niekiedy Drang nach Osten niemieckich feudałów – zwłaszcza z Brandenburgii – prowadził do trwałego odrywania i podporządkowania polskich krain. Natomiast wzywanie na pomoc przez jedną ze stron wewnętrznego konfliktu króla/cesarza niemieckiego z reguły prowadziło do zażądania przezeń od pokonanego Piastowicza hołdu lennego i daniny. Tak właśnie było zarówno w 1109, jak i w 1157 r. Krzywousty zwyciężył w polu i odrzucił żądania Henryka V, natomiast Bolesław IV Kędzierzawy przed cesarzem Fryderykiem I Barbarossą musiał się ugiąć. Stracił twarz po haniebnym hołdzie, a na prawie półtora wieku Piastowicze porzucili myśl o królewskiej koronie...

Dwie historie

Ciekawe jest zestawienie opinii, jakie o konflikcie Bolesława Krzywoustego ze Zbigniewem wyrazili dwaj znaczący historycy, których teksty – w dużej mierze publicystyczne – wywarły i wywierają nadal duży wpływ na świadomość historyczną rodaków. Paweł Jasienica, jak wiadomo, konsekwentnie chwalił tych Piastów, którzy potrafili umocnić polskie państwo oraz zyskać niezależność od cesarstwa niemieckiego. Toteż w swej „Polsce Piastów” krytykuje Władysława Hermana za uległość wobec Niemców, natomiast chwali wojowniczych Bolesławów – brata i syna Hermana, a więc Szczodrego i Krzywoustego. O tym drugim pisze: "Podanie głosi, że mały Bolesław z odrazą patrzył na hańbę rządów ojcowskich i wskutek tego nerwowy grymas wykrzywił mu usta. Nie można lekceważyć tej bajki, bo mieści się w niej słuszna ocena wydarzeń".

Natomiast w eseju „Trzej kronikarze”, poświęconym Długoszowi, Thietmarowi oraz Anonimowi, zamieszcza obszerne fragmenty „Kroniki polskiej”, w których Gall Anonim uchwycił – zdaniem Jasienicy – dość istotne przyczyny sporu między braćmi. Otóż Gall Anonim pisał na marginesie prowadzonych ze zmiennym szczęściem czeskich i pomorskich wypraw Krzywoustego:

Zbigniew więcej się cieszył, że wspomniana wyżej walka cokolwiek upokorzyła Bolesława, niż że tylokrotnie zwycięstwa go wywyższały. Czego wyraźnym objawem okazało się to, że od pogan przyjmował dary, jako oznaki ich zwycięstwa, i posłom ich odwdzięczał się dużymi darami za małe. A jeżeli, łupiąc Polskę, z działu Bolesławowego jeńców przywodzili z sobą, to natychmiast ich transportowali na sprzedaż na wyspy barbarzyńców; jeśli zaś cokolwiek, czy łupy, czy ludzi, przez pomyłkę zagarnęli z działu Zbigniewowego, to bezzwłocznie mu i bez zapłaty odsyłali… [Zbigniew] ani nie zachowywał przyjaźni z przyjaciółmi brata, ani wobec wrogów jego nie występował nieprzyjaźnie, lecz owszem na odwrót był przyjacielem wrogów brata, a wrogiem przyjaciół. Nie wystarczało mu zaś samo tylko łamanie zaprzysiężonej wiary lub niedostarczenie przyrzeczonych pod przysięgą posiłków, lecz nawet, gdy się domyślał, że brat wybiera się na wrogów, pobudzał innych nieprzyjaciół, by z innej strony wpadli w granice Polski, i w ten sposób zmuszał go do odstąpienia od przedsięwzięcia.

A oto co pisał na ten sam temat Jerzy Łojek w swym ogromnie sugestywnym „Kalendarzu historycznym. Polemicznej historii Polski”:

„[...] Zbigniew reprezentował tendencje pojednawcze, a Krzywousty bezwzględną i niemiłosierną tradycję piastowską. Bolesław uderzył na Zbigniewa i po dwuletniej wojnie domowej zdołał go pokonać i wygnać z kraju. Wkrótce potem (1112) zwabił go do Polski, nakazał uwięzić i oślepić. Zbigniew zakończył prędko życie, zapewne w lochu Krzywoustego… W praktykach tych można wyczuć wyraźny wpływ kultury politycznej wschodniego cesarstwa – Bizancjum, gdzie oślepianie wrogów władzy było na porządku dziennym. W tym kontekście trzeba zapewne trochę inaczej spojrzeć na spory i walki Piastów z cesarstwem, reprezentującym mimo wszystkich cech epoki bardziej zachodnią niż polską kulturę. Historyczne znaczenie wpływów z zachodu dla nadania kształtu kulturze polskiej było zapewne odmienne niż wynika z poglądów wrogiej wpływom niemieckim tradycji historiografii polskiej”.

Czytaj także:
Piastowie na Rusi. Wschodnie interesy Polski przedjagiellońskiej

No cóż, szkoda, że śp. Jerzy Łojek nie wspomina, jak na „kształt kultury polskiej” mógł wpłynąć zbrodniczy, wprost bestialski postępek Niemców wobec zakładników z Głogowa, użytych jako żywe tarcze przeciw obrońcom grodu… Również przeciwstawienie zdradliwego, rzekomo „pojednawczego” Zbigniewa „niemiłosiernemu” Bolesławowi czy dość wątpliwe w tym akurat kontekście przeciwstawienie kultury wschodniej kulturze zachodniej świadczą o publicystycznym charakterze wynurzeń zacnego skądinąd autora, pisanych jednak – co najistotniejsze – w stanie wojennym, po dziesiątkach lat supremacji wschodniego mocarstwa nad Polską.

W I tomie najnowszej syntezy dziejów Polski prof. Andrzej Nowak bardzo precyzyjnie i wielowątkowo przedstawia obydwa konflikty XII w. Przypomina na przykład, że w tragicznym losie Zbigniewa nie tyle często spotykane w owych czasach okrucieństwo, ile złamanie przez władcę danego słowa budziło zgorszenie i protest poddanych. Stąd wziął się zapewne przydomek, z jakim Bolesław III przeszedł do historii – Krzywousty. Zapis łaciński przydomka „Krzywy” brzmi dziś zresztą jeszcze bardziej obraźliwie niż wtedy, a mianowicie „Curvus”. Efekt wojny Bolesława z Henrykiem pozostawia jednak bez niedomówień: „Fakt najważniejszy pozostaje niezmieniony: król niemiecki musiał się wycofać z Polski. Jej niepodległość i całość została obroniona. Taki, bez żadnej przesady i anachronizmu, był sens sukcesu Bolesława, jego rycerzy, mieszczan głogowskich i »zawziętych chłopów« ze Śląska w 1109 r”.. Dlatego też Bolesław Krzywousty od dziewięciu wieków uznawany jest za obrońcę ojczyzny, natomiast Zbigniew za zdrajcę, któremu jej los był obojętny.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2016
Artykuł został opublikowany w 6/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 0

Czytaj także