Towarzysz Bronisław przestrzega awanturników

Towarzysz Bronisław przestrzega awanturników

Dodano

Na kampanijnych wiecach Bronisława Komorowskiego bywa gorąco. A to ktoś przyjdzie z transparentem obwiniającym go o zdradę Polski, a to przyniesie krzesło, a to zapyta: „Gdzie jest szogun?!”. Mało to eleganckie i raczej Komorowskiemu nie zaszkodzi, a może wręcz pomoże jako „kandydatowi zgody narodowej”, który na innych nie wrzeszczy, nie podpala ojczyzny, tylko od rana do wieczora nieustannie łączy rodaków. 

Problem w tym, że od pewnego momentu Komorowski sam zaczął pokrzykiwać na pokrzykujących, między innymi w Lublinie, gdy starł się z pewnym „specjalistą od kur”. Nie możemy jednak zapomnieć, że mowa o głowie państwa, a nie o kandydacie na wójta. Gdy na spotkaniu z wyborcami nerwy traci lokalny radny, można to jeszcze zrozumieć. Lecz prezydent? Na YouTube można znaleźć dziesiątki klipów przedstawiających sfrustrowanych, nabuzowanych ludzi polemizujących z Barackiem Obamą czy Davidem Cameronem. Na żadnym z nich jednak politycy nie odwzajemniają się uszczypliwymi uwagami. Próbują wejść w dialog, zrozumieć albo przynajmniej udawać zrozumienie. Ani Obama, ani Cameron nie pozwoliliby sobie na sformułowanie: „Głosujcie na mnie, bo inaczej władzę przejmą ci krzykacze”. 

Komorowski mówi o „awanturnikach” i „zorganizowanej akcji siania nienawiści”, posługując się słownikiem towarzysza Wiesława. Każde trudniejsze pytanie zadane przez dziennikarza zbywa zazwyczaj słowami: „brednie” i „insynuacje”. Traktuje wyborców zero-jedynkowo: albo potulnie potakujesz panu prezydentowi, albo jesteś siejącym nienawiść awanturnikiem. Mówiąc krótko: łączy. Od rana do wieczora.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 18/2015
Cały wywiad opublikowany jest w 18/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także