Zamach majowy miał odstraszyć wrogów Polski [NASZ WYWIAD]

Zamach majowy miał odstraszyć wrogów Polski [NASZ WYWIAD]

Żołnierze 7. pułku ułanów w okopach pod Belwederem podczas zamachu majowego
Żołnierze 7. pułku ułanów w okopach pod Belwederem podczas zamachu majowego / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 8
- Wiosną 1926 roku Niemcy podpisały z Rosją sowiecką układ o przyjaźni i neutralności. To było wzmocnienie układu w Rapallo. I prawica, i lewica zgodnie komentowały, że Polsce zaczyna grozić kolejny rozbiór. To był dla Piłsudskiego jasny sygnał - mówi prof. Andrzej Chwalba

PIOTR WŁOCZYK: 12 maja rano lotem błyskawicy obiegła Warszawę informacja, że w Milusinie w nocy dokonano próby zamachu na życie Józefa Piłsudskiego. Co wiadomo na temat tego – jak dziś byśmy go nazwali – „fake newsa”?

PROF. ANDRZEJ CHWALBA: Dopiero później, gdy nie miało to już żadnego znaczenia, okazało się, że nie była to prawdziwa informacja. Jednak kluczowego 12 maja zrobiła piorunujące wrażenie na mieszkańcach stolicy. Jej adresatem były przede wszystkim warszawskie środowiska robotnicze związane z PPS-em, które faktycznie „zagotowały się” na tę wieść i widziały w tym wszystkim rękę prawicy. Do dziś nie wiemy, kto przygotował i nagłośnił ten „fake news”, ale oczywiste jest, że zagrywka ta była dobrze przemyślana ze strony obozu legionowego.

Nawiasem mówiąc nie byłby to pierwszy zamach na Piłsudskiego, więc ta wiadomość brzmiała całkiem wiarygodnie. Lewica nie miała żadnych wątpliwości, że to prawica chciała zgładzić Józefa Piłsudskiego. W ciągu kilku godzin powstało kilka wersji plotki. Niektórzy opowiadali, że ktoś zginął w obronie Piłsudskiego, inni powtarzali, że sam Marszałek został raniony. Chaos informacyjny też sprzyjał zamachowcom.

Na co właściwie liczył Piłsudski i jego otoczenie? Że prezydent i rząd tak po prostu ugną się pod presją?

Piłsudski liczył na pokojowe przejęcie władzy i zdymisjonowanie rządu Witosa, którego lewica nie cierpiała. Kojarzono go z hiperinflacją i z rozruchami robotniczymi 1923 roku, generalnie z trudnymi warunkami życia. Dlatego powierzenie, po raz kolejny, premierostwa Witosowi ludzie lewicy uznali za prowokację.

Równocześnie Piłsudski zdawał sobie sprawę, że lewica nie jest w stanie przejąć władzy na drodze pokojowej, bo jest na to zbyt słaba. Zostawał mu więc tylko przewrót wojskowy.

Piłsudski uważał, że do realizacji tego scenariusza wystarczy manifestacja siły, pokazanie, że ma za sobą ogromną część armii. Spotkanie z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego 12 maja było kluczowe dla jego planów. Marszałek liczył, ze Wojciechowski, jego przyjaciel z dawnych lat w PPS-ie, nie będzie stawiał oporu. Okazało się, że Piłsudski nie doceniał determinacji prezydenta. Obaj byli państwowcami z tej samej szkoły, więc Wojciechowski uznał, że skoro został legalnie wybrany, to nie może ustąpić przed siłą.

Galeria:
Najpiękniejsze defilady II RP - tak świętowano 3 Maja przed wojną!

Zwolennicy Józefa Piłsudskiego często zwracają uwagę na konfrontacyjną wypowiedź Witosa, która 9 maja ukazała się w „Nowym Kurierze Polskim”: „Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko, jeśli tak, to niech bierze władzę siłą […], jeśli Piłsudski tego nie zrobi, to zdaje się nie ma jednak tych sił za sobą”. Czy ten prowokacyjny ton faktycznie odegrał tu jakąś większą rolę?

Myślę, że nie, choć ten wywiad rzeczywiście wygląda jak rękawica rzucona Marszałkowi. Józef Piłsudski i bez takiej „zachęty” rozpocząłby działania. Witos ewidentnie przeliczył się w swoich kalkulacjach. Był przekonany, że siły rządowe panują w pełni nad sytuacją i zamachowcy nie mają szans na powodzenie.

Z perspektywy Piłsudski wygląda na wroga demokracji – jego soczyste wypowiedzi na temat parlamentaryzmu każdy świetnie zna. Zawsze tak było?


Zacznijmy od tego, że u zarania II RP Piłsudski był zwolennikiem demokracji parlamentarnej. Jeszcze będąc Tymczasowym Naczelnikiem robił wszystko, by jak najszybciej doszło w Polsce do wyborów powszechnych, które miały ustabilizować sytuację polityczną. Jednak po roku 1919, w warunkach mentalnego podziału Polski na trzy dzielnice i skomplikowanej sytuacji narodowościowej, formowanie trwałych rządów okazało się bardzo trudne. Odpowiadała za to w znacznej mierze ordynacja wyborcza z jej zasadą wyborów proporcjonalnych. Pamiętajmy, że wówczas ok. 30 proc. elektoratu stanowiły mniejszości narodowe. Twórcy polskiego systemu wyborczego uważali, że mimo wszystko uda się utworzyć stabilne rządy. Szybko jednak okazało się to niemożliwe, ponieważ lewica i prawica dysponowały podobnym poparciem w Sejmie i społeczeństwie. Niepokoiło to Piłsudskiego, który uznał, że reguły demokratyczne zapisane w konstytucji marcowej w Polsce nie sprawdzają się.

Marszałek najbardziej obawiał się, że te częste zmiany rządów osłabią bezpieczeństwo państwa. Moim zdaniem jest to kluczowe w zrozumieniu motywów działania człowieka, który tyle lat poświęcił walce o niepodległość. Dla niego sprawą priorytetową było zagwarantowanie Polsce bezpieczeństwa granic.

W 1926 roku w najlepsze kwitła ścisła współpraca niemiecko-sowiecka rozpoczęta cztery lata wcześniej w Rapallo, a podpisany w październiku 1925 roku traktat z Locarno pokazał, że granice dzielą się na nienaruszalne, czyli np. francusko-niemiecka, i naruszalne – czyli polsko-niemiecka. Jaką rolę odegrały w maju 1926 roku te wydarzenia?

Z polskiego punktu widzenia były to dwie porażki. Decydujące było jednak to, że wiosną 1926 roku Niemcy podpisały z Rosją sowiecką układ o przyjaźni i neutralności. To było wzmocnienie układu w Rapallo. I prawica, i lewica zgodnie komentowały, że Polsce zaczyna grozić kolejny rozbiór. To był dla Piłsudskiego jasny sygnał: „Muszę wkroczyć, bo potrzeba Polsce autorytetu, który skupi wszystkich pod sztandarem obrony niepodległości”. To miało odstraszać wrogów, którzy zobaczyliby, że w Polsce rządzi potężna osobowość.

Czytaj także:
Piłsudski Wałęsą szargany

Czy Piłsudski nie przeceniał jednak wówczas zagrożenia zewnętrznego?

Dziś wiemy, że przeceniał, ponieważ takiego zagrożenia jeszcze wówczas dla Polski nie było. Rosja sowiecka dopiero zaczynała rosnąć w siłę, daleko jeszcze jej było do potęgi z lat 30-tych. Francja w pełni kontrolowała sytuację na zachodzie, a Niemcy miały zaledwie stutysięczną armię. Ta obawa nie była jednak pozbawiona pewnych podstaw. Wojna celna 1925 roku uświadamiała Piłsudskiemu, że Niemcy będą próbowały zmusić Polskę do uległości również środkami pozawojskowymi.

Przeciwnicy Piłsudskiego tłumaczą zamach majowy przede wszystkim „chorą ambicją”, która miała cechować tego polityka. W tej opowieści Piłsudski nie był po prostu w stanie wytrzymać odstawienia na „boczny tor”.

Oczywiście Piłsudski był rasowym politykiem, więc ambicja też odgrywała w tym wszystkim swoją rolę. Na pewno źle się czuł na politycznej emeryturze, ponieważ wciąż był mężczyzną w pełni sił. Do przejęcia władzy zachęcało go też jego polityczne otoczenie, zwłaszcza legioniści.

Jednak nie przesadzałbym z argumentem o ambicjonalnych przyczynach zamachu majowego. Gdy wczytamy się w teksty Piłsudskiego, także te z lat wcześniejszych, to widać, że w centrum jego myśli cały czas była Polska. Nic innego go tak nie pochłaniało. Od lat 90-tych XIX wieku służył tylko tej jednej idei. Tymczasem – patrząc z jego perspektywy – wydawało się, że do władzy doszli ludzie nieodpowiedzialni, załatwiający swoje mały interesy, dla których Polska nie była najważniejsza. Różnie można oceniać zamach, który pozbawił władzy legalne władze państwowe, wybrane zgodnie z obowiązującym prawem, ale motywacja przeprowadzenia zamachu wydaje się być klarowną.

prof. Andrzej Chwalba jest historykiem z Uniwersytetu Jagielońskiego, autorem wielu prac na temat działalności Józefa Piłsudskiego - m.in. „Józef Piłsudski – historyk wojskowości”, a także „Legiony Polskie. 1914-1918”.

/ pwł
 8
  • historyk IP
    wypowiedź profesora naprawę rażąco ahistoryczna. Doskonale wiadomo, że zbliżenie Niemiecko - Rosyjskoe nie miało żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji o wojskowym zamachu stanu. Żenujące szukanie usprawiedliwienia. To właśnie wizja ustabilizowania sytuacji politycznej i gospodarczej i umocnienia władzy centroprawicy .. a więc dalszego marginalizowania legionowego lobby doprowadziły do puczu. Źródła są niemiłosierne a kluczem do zrozumineia wypowiedzi i działania Orlicza. To wizja całkowietej politycznej emerytury doprowadziła do radykalizacji ekipy politycznej wokół Piłsdskiego. A ten po raz kolejny w życiu źle ocenił szanse i omal nie doprowadził do wojny domowej. Tylko dojrzałości Witosa i Wojciechowskiego należy zawdzięczać że do niej nie doszło. Skutki tego zamachu były fatalne i w prostej drodze zaprowadziły kraj do katastrofy. Usprawiedliwianie mordu 300 ludzi , ryzyka wojny domowej, a potem autorytarnych pół kryminalnych rządów jakimś wyimaginowanym zagrożeniem zewnętrznym... ? I opowieść o tym , że Piłsudski nie miał przerośnietego ego i chorych ambicji politycznych, że to tylko dla Polski ? Rozumiałbym taką wypowiedź jakiegoś publicysty polityczno-historycznego.. ale to profesor, znawca epoki, profesjonalista ? Po prostu polityczna poprawność jak za komuny.
    Dodaj odpowiedź 6 2
      Odpowiedzi: 0
    • UBekistan IP
      Kocham Sz.Pana J.Piłsudskego- jak ojca ojczystego.
      Dodaj odpowiedź 6 10
        Odpowiedzi: 0
      • jakala@wp.pl IP
        Treść została usunięta
        Dodaj odpowiedź 7 2
          Odpowiedzi: 1
        • Kazachstanec IP
          Co mi opowiedzieli świadkowie tych wydarzeń .Informacje od byłego oficera KOP i oficera 2 działu MO (1918-1939) .W polsce przez agentów (USSR) przygotowywał zamach stanu i dojście do władzy komunistów.W prasie polskiej o tym całkowite milczenie.
          Dodaj odpowiedź 6 5
            Odpowiedzi: 1
          • Solitude IP
            Jak widać - wszystko można usprawiedliwić, nawet prowokowanie wojny domowej i setki ofiar.
            Dodaj odpowiedź 15 10
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także