Przemysław Gintrowski - pieśniarz pana Herberta

Przemysław Gintrowski - pieśniarz pana Herberta

Przemysław Gintrowski, archiwum rodzinne
Przemysław Gintrowski, archiwum rodzinne
Dodano 1
W Polsce ci sami ludzie, którzy z przytulonymi do radioodbiorników głowami słuchali co tydzień „Kwadransów Jacka Kaczmarskiego” zaczęli głosić opinię, że „Gintrowski został w kraju, a Kaczmarski uciekł”. Trudno o większą bzdurę. Co nie zmienia faktu, że Przemek twierdził: „Nie mógłbym żyć poza Polską, choć muzykę da się pisać wszędzie. To kwestia mojego charakteru oraz tego, że to co robię ściśle wiąże się z polską kulturą, historią, językiem".

Gdy w sierpniu 1980 roku nastała „Solidarność”, Przemysław Gintrowski był znany głównie w środowisku studenckim. Cztery lata wcześniej ten absolwent wydziału mechanicznego energetyki i lotnictwa Politechniki Warszawskiej zwyciężył w akademickim „Jarmarku Piosenki” wykonując „Epitafium dla Sergiusza Jesienina”. To tam poznał Jacka Kaczmarskiego, zresztą laureata tego przeglądu w roku następnym, wkrótce też znaleźli się w studenckim „Piosenkariacie”, szybko jednak usamodzielniając się.

Jesienią 1978 r. dostali szansę pokazania się szerszej publiczności. Szła już za nimi fama artystów nonkonformistycznych, wykonujących piosenki, których na próżno szukać było w sklepach płytowych czy wyczekiwać na nie przed radioodbiornikami. I oto w sąsiadującym z Parkiem Łazienkowskim Teatrze na Rozdrożu po raz pierwszy zaprezentowali program znany później, po pewnych zmianach, jako „Mury”. To w tamtym czasie Kaczmarski wysłuchał u Carlosa Marrodana płytę katalońskiego artysty Lluisa Llacha „Barcelona gener de 1976” z piosenką „L’estaca”. Nie minęło wiele dni i powstała polska wersja tego songu – „Mury” (ciekawostka – Jacek pierwotnie zatytułował ją inaczej: „Ballada o pieśni’). Stąd też wziął się tytuł pieśni, która stać się miała nieformalnym hymnem strajkujących w 1980 roku robotników, i zaraz potem – 10 milionów członków „Solidarności”.

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

W latach 1980-1981 objeździli, już w tercecie – ze Zbigniewem Łapińskim, Polskę wszerz i wzdłuż. Poluzowana cenzura zezwoliła na ich występ na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1981 roku, gdzie otrzymali nagrodę za „Epitafium dla Wysockiego”. Oczywiście, w tym samym roku zagrali również na I Przeglądzie Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”. Nosili białe koszule z kołnierzykami a la Słowacki, byli młodzi i piękni.

Wojna, włącz telewizor

Świetnie ich przyjmowano, co zaowocowało zaproszeniem przez – uwaga! - Francuską Partię Socjalistyczną (PS) tria z Polski w październiku 1981 roku na trzytygodniową turę koncertową. W Paryżu wytwórnia płytowa Le Chant Du Monde – ta, która wydawała Władimira Wysockiego - zaproponowała chłopakom nagranie płyty. Ponieważ z tercetu tylko Kaczmarski znał francuski, więc Przemek ze Zbyszkiem wrócili do Polski, żeby poodwoływać koncerty i pozałatwiać różne inne sprawy, a Jacek miał negocjować warunki nagrania płyty. Kiedy 8 grudnia Gintrowski poszedł do Pagartu po paszport (służbowy, o paszportach w domu nikt jeszcze nawet nie marzył), okazało się, że go nie dostanie. W związku z tym kontynuował samodzielne występy, w kraju. I czekał na rozwój wypadków.

W sobotę, 12 grudnia w poznańskim Klubie Medyka „Eskulap” wziął udział, z Łapińskim, w koncercie „Niechciane teksty PRL”, mającym być powtórzony następnego dnia. Około godziny 23 wrócił do hotelu, skąd usiłował zadzwonić do domu, do Warszawy. Bez skutku, czym się specjalnie nie przejął, w końcu nie takie rzeczy w kraju, w którym wtedy nic nie działało tak jak trzeba, zdarzały się. Rano zbudził go organizator koncertów, mówiąc: „Wojna, włącz telewizor". Zobaczył generała Jaruzelskiego i już wiedział, że co jak co, ale zapowiedziany na wieczór koncert na pewno nie dojdzie do skutku.

Spakował plecak, wziął do ręki gitarę i na dworcu w Poznaniu dowiedział się, że pociągi nie kursują. Okazało się, że nie wszystkie, bo Berlin – Moskwa przejechać musiał i po kilku godzinach oczekiwania w niesamowitym tłoku dostał się do niego. „Ścisk okrutny – opowiadał - nastroje buńczuczne, my wam pokażemy, śmiechy itp... Miny nam rzedną, gdy w godzinach wieczornych dojeżdżamy do Warszawy - przez okna pociągu widać Ursus: czołgi, transportery opancerzone, płonące koksowniki i żołnierze w polskich mundurach. Pojawił się w nas ból i strach. Na dworcu Warszawa Centralna widok prawie ten sam, tylko czołgów nie było”.

Na parkingu miał zaparkowanego malucha. Szczęśliwie, mimo siarczystego mroku, samochód odpalił i dotarł nim do domu, na Mokotów, w którym mieszkał jeszcze wspólnie z rodzicami „W rogu pokoju piętrzyły się flaszki gorzałki, bo parę lat wcześniej podjąłem decyzję o abstynencji - o tak na przekór, większość pije, to ja nie będę - ale kartkową wódkę kupowałem, bo jak nie kupić czegoś, co było reglamentowane. Tego wieczoru się napiłem”.

Trzy koncerty dziennie

Z pierwszego szoku otrząsnął się szybko i postanowił zaprotestować przeciwko zamachowi dokonanemu przez partyjno-wojskową juntę.. „Moja sytuacja była komfortowa, mogłem wyśpiewać publicznie bezradność i wściekłość, jakie ogarnęły mnie po 13 grudnia 1981 roku" – wspominał później. Co to jednak znaczyło wówczas – „publicznie”?
Pierwszy raz wystąpił w jakimś domu w Komorowie, gdzie na jego występ przyszło 50 osób. Śpiewał w kościołach i w mieszkaniach prywatnych, a to w starej willi ze srebrami i rozstrojonym fortepianem, to znów w maleńkiej klitce z meblościanką na Ursynowie.

„Nie działały wówczas telefony – opowiadał. – Ktoś przyjeżdżał do mnie gdzieś w środku dnia i mówił: Przemek, za kilka godzin koncert. Jechałem albo do Podkowy Leśnej, albo na Żoliborz. Czasem zdarzało mi się grać dwa albo trzy koncerty dziennie”.

Na szczęście niebawem znana aktorka Hanna Skarżanka wraz z księdzem Andrzejem Przekazińskim, dyrektorem warszawskiego Muzeum Archidiecezji, zorganizowali w Muzeum właśnie miejsce spotkań artystów z publicznością. Pierwszy pojawił się chyba Piotr Szczepanik, następnie Przemek, potem doszli Danuta Rinn, Andrzej Szczepkowski, Krzysztof Kolberger. Sala na 300 osób mieściła nieraz i 500, choć w tamtych czasach przyjście na taki koncert było swoistym aktem odwagi, demonstracją, po czyjej się stoi stronie. „Pod muzeum – wspominał Gintrowski – milicjanci ustawiali suki, błyskali aparatami fotograficznymi”.

To w Muzeum Archidiecezji artysta przedstawił dwa swoje programy: „Pamiątki”, z piosenkami sprzed stanu wojennego, śpiewanymi jeszcze z Jackiem Kaczmarskim, z jego tekstami, a także utwory do wierszy Zbigniewa Herberta. Natomiast kolejny program - z tytułem zapożyczonym od wiersza tego poety „Raport z oblężonego miasta" - był już odpowiedzią na stan wojenny. Znalazły się tu także wiersze innych poetów - Tomasza Jastruna, Lothara Herbsta, Leszka Szarugi.

- W stanie wojennym – opowiadał mi Przemek w wywiadzie, jaki przeprowadzałem dla „Rzeczpospolitej” – dostałem od kogoś maszynopis z nie podpisanym wierszem. Ten, kto mi go dał, nie wiedział, czyj to utwór. Poetyka i styl Herberta są tak wyraziste, że od razu pomyślałem, że to jego utwór. Traf chciał, że parę dni potem byłem z nim umówiony. Wziąłem ten wiersz. Rozmawiamy o czymś i w pewnej chwili mówię: „Panie Zbigniewie, wydaje mi się, że mam wiersz, który pan napisał”. Herbert przeczytał ten, długi zresztą, wiersz i orzekł: „Nieźle napisane, ale to nie ja”. No, skoro tak mówi, to położyłem uszy po sobie, myśląc, że komuś udała się genialna podróbka. Spotkanie nasze trwało jeszcze jakiś czas, w końcu pożegnaliśmy się i pan Zbigniew zamknął za mną drzwi. Mieszkał na parterze, więc schodzę jeszcze te pięć schodków, gdy otwierają się drzwi od mieszkania, ukazuje się głowa pana Zbigniewa i słyszę: „Panie Przemysławie, a o tym wierszu to pomyślę, bo może to jednak ja napisałem”.

Suchy poemat moralisty

„Za mały jestem, żeby powiedzieć, iż przyjaźniłem się z panem Herbertem. Choć śpiewałem jego poezje już dobrych kilka lat, to spotkaliśmy się pierwszy raz dopiero na początku stanu wojennego. Muszę szczerze powiedzieć, że początkowo pan Zbigniew nie był zadowolony z faktu, że ja śpiewam jego wiersze. Rozumiałem go. Herbert uważał, że jego poezja nie potrzebują dodatkowej oprawy, żeby funkcjonować w umysłach czytelników. Ale później przekonał się, że zaśpiewane wiersze docierają do większej grupy ludzi" – mówił bard („Człowiek z gitarą” – tak definiował pojęcie barda Władimir Bukowski).

„Wspominam Herberta z głęboką estymą i podziwem, w pewnym sensie staram się też postępować tak, jak on – przekonywał Gintrowski. – Poeta sam siebie, a właściwie swoje przekonania, opisywał w wielu utworach. Ale jest jeden wiersz, który mówi o nim najwięcej, w najprostszych słowach. To „Kołatka”: ‘suchy poemat moralisty / tak – tak / nie – nie’. I taki był Herbert: nigdy nie sprzeniewierzał się swoim przekonaniom. Przez lata przyjaźnił się z Adamem Michnikiem, ale kiedy okazało się, że coś z tym Michnikiem jest nie tak, to bez wahania tę przyjaźń odrzucił. Wiem, że nie można świata pojmować w sposób czarno-biały, ale staram się tak żyć. Jeżeli życie zmusza mnie do tego, aby iść na pewien kompromis, to zawsze robię to z bólem serca, ale przy tym wiem, że jest granica, której nie przekroczę. Po prostu, powiem nie i tyle.
A Herberta zaprosiłem kiedyś wraz z żoną na koncert do Muzeum Archidiecezji na Solcu. To był okres stanu wojennego. Herbert rozchorował się, więc pani Katarzyna przyszła sama. Przyniosła mi jednak od niego pocztówkę. Na ilustracji był pomnik Fryderyka Chopina, z drugiej zaś strony krótka notka, że przeprasza, ale jest chory i nie może przyjść. Za to przysyła to, co ma najcenniejszego - swoją żonę. Kartkę podpisał: ‘Zbigniew Herbert, tekściarz pana Gintrowskiego’".

I może jeszcze jedno wspomnienie z burzliwych lat 80. Po którejś demonstracji pierwszo- czy trzeciomajowej Zbigniew Herbert powiedział mu: „No i co, panie Przemysławie, znowu się pan chuliganił na ulicach”.
Przytaknął, na co poeta stwierdził: „Szkoda was, młodych, na to. Wszyscy musimy czekać. Tu nie wytrzyma materia. Ona pierwsza odmówi współpracy”.

Kwestia charakteru

Kiedy Przemek po znanych perypetiach wrócił 13 grudnia 1981 roku do Warszawy, Jacek Kaczmarski wziął udział w manifestacji pod ambasadą PRL w Paryżu. Jego powrót do kraju stał się na wiele lat niemożliwy, a po tym, gdy podjął pracę w Radiu Wolnej Europie, w Monachium – wykluczony.

Tymczasem w Polsce ci sami ludzie, którzy z przytulonymi do radioodbiorników głowami słuchali co tydzień „Kwadransów Jacka Kaczmarskiego” zaczęli głosić opinię, że „Gintrowski został w kraju, a Kaczmarski uciekł”. Trudno o większą bzdurę. Co nie zmienia faktu, że Przemek twierdził: „Nie mógłbym żyć poza Polską, choć muzykę da się pisać wszędzie. To kwestia mojego charakteru oraz tego, że to co robię ściśle wiąże się z polską kulturą, historią, językiem".

„Jacka napięcia z Gintrowskim – pisze Krzysztof Gajda w książce „To moja droga. Biografia Jacka Kaczmarskiego” – bywały różne na różnych etapach – znamienne jednak, że pod koniec życia Jacek powie do jednego z przyjaciół: »... ale Gintrowski to jest porządny człowiek«. Ci, którzy byli blisko ich wspólnego grania, podkreślają, że Przemek przykładał się głównie do utworów z własną muzyką – które sam śpiewał – a całą resztę traktował ‘z musu’. Kwestie ambicjonalne odgrywały zawsze wielką rolę”.

Pewnie tak i było, ale jest też faktem, że Kaczmarski wymuszał na Gintrowskim komponowanie piosenek na określony termin, który najczęściej brzmiał: „Na już”. Przemek powiadał, że w gruncie rzeczy był mu za to wdzięczny, bo on sam jest leniem (dziewięć samodzielnych płyt długogrających, pięć płyt z Kaczmarskim i Łapińskim, muzyka do trzydziestu jeden filmów – ładne lenistwo!) i bez Jackowej mobilizacji wiele projektów muzycznych pozostałoby w sferze projektów. Przy tym Gintrowski uważał siebie za „dłubka”, podkreślając, że nad muzyką do „Trenu Fortynbrasa” Herberta pracował 16 lat!

Nowy grudniowy dzień

Razem zagrali ze sobą dopiero w 1990 roku, w wolnej Polsce. Komunikowali się jednak ze sobą. Stąd na płytach „Raport z oblężonego miasta” i „Pamiątki” znalazło się kilka piosenek z tekstami Jacka. A po nagraniu płyty „Wojna Postu z Karnawałem”, Gintrowski miał w swoich artystycznych planach dalszą współpracę z Jackiem. Nie doszło do niej, śmiertelna choroba była szybsza. Jacek Kaczmarski zmarł 10 kwietnia 2004 roku w wieku 47 lat.

Muzyka Przemka bardzo się zmieniała. Dawno już przestała mu wystarczać gitara, bywało, że i orkiestry było mu mało. Świetnie odnalazł się w muzyce filmowej. Powszechnie kojarzony z muzyką i piosenką z arcypopularnego serialu Stanisława Barei – „Zmiennicy” skomponował przecież muzykę do 31 filmów m.in.: „Dziecinnych pytań” i „Matki Królów” Janusza Zaorskiego, obrazów Wiesława Saniewskiego: „Sezon na bażanty”, „Nadzór”, „Dotknięci”, „Ostatniego promu” Waldemara Krzystka, kinowego przeboju „Tato” Macieja Ślesickiego. Także i do sitcomowego serialu „13 posterunek”. Wdzięczny był losowi za znajomość ze Stanisławem Bareją. Wbrew pozorom, lubił komedie. Ale nie zawsze.

Pytany o to, z czego wzięła się radykalizacja jego poglądów, zawsze jednoznacznych, jednak od 1982 roku coraz ostrzejszych, odpowiedział: - Jest to wyłączna „zasługa” dziejących się w kraju wydarzeń. To one ukształtowały moją, taką a nie inną, osobowość artystyczną. W stanie wojennym nie dawało się niczego owijać w bawełnę, ukrywać w metaforach. Śpiewałem więc o zabitych górnikach z kopalni „Wujek”, o setkach żołnierzy grzejących się przy koksownikach w mroźną zimę tamtego roku.

A jego płytę „Raport z oblężonego miasta” otwiera prolog ze słowami Lothara Herbsta: „Waleniem w drzwi, biciem i rewizjami, płaczem najbliższych i krzykiem dzieci, wywiezieniem w nieznane, rozpoczął się nowy grudniowy dzień roku osiemdziesiątego pierwszego. Widokiem czołgów na ulicach, hukiem helikopterów, rannym przemówieniem premiera powitaliśmy stan wojenny w kraju miłującym wolność”. Przemysław Gintrowski zmarł 20 października 2012 roku. Miał 61 lat. Sześć lat wcześniej przyjął Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski z rąk Lecha Kaczyńskiego.

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

/ pwł
 1
  • tyron IP
    youtube
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także