Nie taki straszny Bodnar

Nie taki straszny Bodnar

Dodano

Z przyszłym rzecznikiem praw obywatelskich można się nie zgadzać w kwestiach światopoglądowych i ideologicznych. Ale  odmawianie mu z tego powodu doświadczenia i zasług w staraniach o bardziej przyjazne obywatelom państwo jest mocno nieuczciwe

Nie będę ukrywał, że dr Adam Bodnar, szef Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i jak wszystko wskazuje - przyszły Rzecznik Praw Obywatelskich - nie jest, jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe, postacią z mojej bajki. W podejściu do legalizacji  „małżeństw homoseksualnych”, dostępności aborcji czy adopcji dzieci przez pary homoseksualne stoimy po dwóch diametralnie przeciwnych stronach barykady, a ściana między nami jest nie do przejścia.

Ale jednego Adamowi Bodnarowi odmówić nie można. Rzeczywistego, aktywnego zaangażowania w obronę praw obywateli. Tak oczywiście również tych „tęczowych”, ale przede wszystkim zwykłych, przeciętnych ludzi,  tych Kowalskich czy Nowaków, którzy nieszczęśliwym trafem stali się ofiarami nadużyć ludzi aparatu władzy, nadętych biurokratów, niekompetentnych sędziów i nadgorliwych prokuratorów czy zbyt agresywnych policjantów.

I kiedy teraz słyszę lub czytam opinie takie jak red. Tomasza Terlikowskiego, który w poniedziałkowym „Do Rzeczy” pisze o nowo wybranym rzeczniku praw obywatelskich, że- tu cytat-  „ Normalsi nie mają co liczyć na jego uwagę. Ich problemy nigdy nie zajmowały bowiem nowego rzecznika. I nic nie wskazuje by teraz miało być inaczej.”  to coś mną mocno telepie. Bo to zarzuty  cholernie nieuczciwe. Z prawdą mają tyle wspólnego co przedwyborcze obietnice pani premier Kopacz.

Adama Bodnara poznałem dziewięć lat temu. Opisywałem wówczas w „Naszym Dzienniku” ( a później w „Rzeczpospolitej” bulwersującą sprawę bezpodstawnego aresztowania właścicieli firmy komputerowej „Bestcom” z Poznania. Dowodów na przestępstwo nie było, ale firmę zniszczono a dwaj właściciele siedem miesięcy siedzieli za kratkami. Katolicka gazeta, prawicowy dziennikarz, światy odmienne od tych, z którymi utożsamiany jest nowy RPO i skrzywdzeni ludzie nie ze świecznika, nie z warszawskiego mainstremu, ale dalekiego Poznania.  Ale to Helsińska Fundacja Praw Człowieka zajęli się tą sprawą niszczonych przedsiębiorców tocząc przez długie lata walkę z prokuratorskimi nadużyciami i nieprawidłowościami w tej sprawie.

Podobnych spraw, które opisywałem później na łamach „Rzeczpospolitej” czy „Do Rzeczy”, w których to zwykli obywatele, przedsiębiorcy padali ofiarami urzędniczych niegodziwości było więcej. W niejedną  z nich z inicjatywy Bodnara  włączała się z pomocą dla "represjonowanych" Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Kilka razy doprowadziła do  kontroli, która wyeliminowała nadużycia, przynajmniej raz- do odsunięcia niekompetentnego, nadgorliwego wrocławskiego prokuratora.

Nie było pytań o poglądy, ideologię. Była rzecz najważniejsza – prawa obywatelskie. Prawo człowieka, przedsiębiorcy, obywatela do poszanowania przez władzę, do respektowania jego praw.

Nota bene bodajże dwa, może trzy tygodnie temu Helsińska Fundacja Praw Człowieka  kierowana przez dr Adama Bodnara  wystosowała do sądu bardzo ostre stanowisko w sprawie przetrzymywania od ponad trzech lat w areszcie tymczasowym Macieja Dobrowolskiego, kibica Legii. Bodnar i jego współpracownicy byli jedyną społeczną organizacją, która zajęła się sprawą wskazując liczne nadużycia i przekroczenia przepisów prawa przez sąd.  A przecież wcześniej  to właśnie HFPC zajęła się skandaliczną sprawą przedłużania aresztu tymczasowego Piotra Staruchowicza znanego również jako „Staruch”.  Obaj to kibice, kibole ( dla mnie, poznaniaka słowo kibol nie ma negatywnego zabarwienia), których trudno podejrzewać by w tęczowych wdziankach paradowali na gejowskich marszach.

I wreszcie najważniejsze. Za kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego doszło do poważnego ograniczenia praw obywatelskich. Nowelizując ustawę prawo o zgromadzeniach  Komorowski ograniczył Polakom możliwość organizowania demonstracji i zarazem kontrdemonstracji. Wprowadził przepisy, które na przykład pozwalały na przeprowadzenie Parady Równości, ale już nie, w tym samym czasie, demonstracji przeciwników. Helsińska Fundacja Praw Człowieka  i personalnie sam Bodnar weszli wówczas w ostry spór z odchodzącym prezydentem krytykując go za naruszanie praw obywatelskich. Tej odwagi zabrakło choćby rzecznik praw obywatelskich prof. Irenie Lipowicz. Zresztą, sorry- ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnej skutecznej interwencji pani profesor w sprawach,w których musiałaby ustawić się w kontrze do urzędników obecnej władzy.

Starczy? Moim zdaniem tak. Nie raz zapewne będę z dr Bodnarem polemizował i krytykował go jako rzecznika praw obywatelskich. Zapewne również z przyczyn ideowych, światopoglądowych.

Ale będę się też upierał, że próba dyskwalifikowania Bodnara z tych właśnie powodów zanim tak naprawdę objął swój urząd  i podjął  się działań mogących budzić kontrowersje  służy tylko jednemu. Daje bałamutny, ale jednak argument urzędnikom, sędziom, prokuratorom, tym, którzy po pełnej marazmu kadencji prof. Lipowicz, mogą obawiać się, że nowy rpo będzie patrzył im na ręce. 

foto: Michał Józefaciuk/wiki

/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także