nr 35.: jak uniknąć starych błędów

nr 35.: jak uniknąć starych błędów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Po 25 października PiS – po 10 latach – zacznie rządzić, ale tym razem bez potrzeby dobrania koalicjanta. Jakich błędów z lat 2005–2007 powinno unikać? Nad tym zastanawiają się pochylają się autorzy tygodnika "Do Rzeczy" m.in. Piotr Semka i Rafał A. Ziemkiewicz

„Tylko ktoś, kto sam poznał ciężar sprawowania władzy, wie, jak trudno jest z góry ocenić skutki własnych decyzji. A PiS staje wobec wyzwania samoograniczającej się rewolucji” – zauważa Semka. „Polacy źle zareagują na wszystko to, co platformerska opozycja przedstawiać będzie jako polityczny odwet. A jednocześnie PiS nie może nie zauważać jednostronności mediów publicznych i patologii w służbach specjalnych. Dylemat ten pojawi się na przykład, gdy wyjdą na jaw dokumenty dotyczące okoliczności lotu do Smoleńska i ewentualnych działań służb specjalnych mających podłoże czysto partyjne. Politycy obozu liberalnego ogłoszą wtedy prokuratorskie prześladowanie opozycji” – dodaje publicysta „Do Rzeczy”.

Z kolei Ziemkiewicz rozważa dlaczego podwójne wyborcze zwycięstwo PiS w roku 2005 zostało zmarnowane? Dlaczego już dwa lata później udało się przeciwnikom zmiany, ucieleśnianej w haśle IV Rzeczypospolitej, doprowadzić do wielkiej mobilizacji przeciwko niej części elektoratu, szczególnie młodszego i wielkomiejskiego, i to tak skutecznej, że PiS nie tylko nie obronił sejmowej większości, lecz także stracił możliwość podtrzymywania prezydenckiego weta?

– Od 2009 r. mówię o zasadniczych błędach politycznych PiS z tych czasów –  mówi Ludwik Dorn. Były marszałek Sejmu tłumaczy, że pierwszym była rezygnacja z przedterminowych wyborów na początku 2006 r. Dlaczego? –Zarówno Jarosław, jak i Lech Kaczyńscy przestraszyli się wzrostu znaczenia politycznego Kazimierza Marcinkiewicza, co dzisiaj brzmi komicznie, ale tak było. Zamiast tego wybrano koalicję z LPR i Samoobroną, ale PiS nadal podtrzymywał wysokie oczekiwania wobec własnego rządu. Mówiono o przełomie i rewolucji moralnej. Nie należało używać tego typu retoryki (…) – podkreśla w wywiadzie udzielonym Piotrowi Gursztynowi były „trzeci bliźniak”.

Z kolei Tomasz Terlikowski zauważa, że „ksiądz, który swoimi donosami zwalnia dziennikarzy z pracy, stałby się błyskawicznie bohaterem medialnej liberalnej krytyki. No, chyba że to ksiądz Kazimierz Sowa”. „Pełna przemiana kapłana w celebrytę zaczęła się w Religii TV, której był szefem, i w TVN. Kolejne wizyty w programach Marcina Mellera i Doroty Wellman sprawiły, że przesadnie (zdaniem niektórych) wyluzowany ksiądz stał się przesadnie wyluzowanym celebrytą, który już nawet na służbowych zdjęciach na stronach Krakchemii jest bez koloratki. Z czasem zaangażowanie polityczne i partyjne sprawiło, że stał się on antypisowskim hejterem, na którego stronach częściej można znaleźć żarty z Andrzeja Dudy oraz Prawa i Sprawiedliwości niż jakiekolwiek, choćby najdrobniejsze, odniesienia do Ewangelii i nauczania Kościoła. A szkoda” – podkreśla publicysta.

W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” także:

  • Kamila Baranowska o wewnętrznej wojnie w Platformie. Układanie list to była uwertura do powyborczej batali;
  • Wojciech Wybranowski podlicza setki milionów złotych, które w ciągu ośmiu lat rząd.w koalicji PO-PSL wyrzucił w błoto. „Winnych najczęściej nie ma”;
  • Czy  już w podstawówce pojawią się lekcje o masturbacji? Agnieszka Niwińska pisze o „Seksmisji Kluzik-Rostkowskiej”;
  • A prof. Sławomir Cenckiewicz recenzuje najnowszą książkę Piotra Zychowicza.
Całość recenzji dostępna jest w 35/2015 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Antoni Trzmiel
 0
Czytaj także