Mit szarży na czołgi

Mit szarży na czołgi

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 6
Ułan konno dojeżdżał na pole bitwy, a czołgi niszczył z działek ppanc. 37 mm Bofors.

Zaczęło się od relacji reporterów niemieckich i włoskich, których sprowadzono pod Krojanty, wmawiając im, że na pobojowisku leżą polscy ułani, zabici, gdy atakowali szablami pancerze niemieckich tanków. Historia ta spodobała się zwłaszcza dziennikarzowi „Corriere della Sera” – Indro Montanellemu. Napisał więc tak barwną relację „naocznego świadka”, że podchwyciła ją prasa światowa. Do bezkrytycznego przyjęcia wersji niemieckiej i do zmyśleń przyznał się dopiero niemal 60 lat po wojnie, ale ów mit utrwaliły przez ten czas setki, jeśli nie tysiące artykułów, książek i filmów.

A jak było naprawdę? Późnym popołudniem 1 września dwa szwadrony i po jednym plutonie z dwóch pozostałych szwadronów 18. Pułku Ułanów Pomorskich do szarży na niemiecki batalion poprowadził płk Kazimierz Mastalerz. Osłaniał tym własną piechotę, wycofującą się właśnie ku Brdzie. 800 niemieckich żołnierzy rozproszyło się w popłochu. 25 szarżujących poległo. Zadanie wykonano. Wówczas jednak pojawiły się z boku niemieckie transportery opancerzone ukryte dotąd w lesie, które ostrzelały ułanów gęstym ogniem karabinów maszynowych. Nasi odskoczyli, ale przy odwrocie ponieśli jeszcze większe straty; po prostu dali się zaskoczyć. Jednak to nie pancerne wozy były celem szarży…

Wśród ok. 20 szerzej znanych szarż polskich kawalerzystów podczas kampanii wrześniowej ani jednej nie przeprowadzono na czołgi! Nie wszystkie zakończyły się powodzeniem, niektóre były nader krwawe, ale żadnej nie można odmówić sensu, a większości – osiągnięcia wyznaczonego celu. Oto np., gdy porozbijane oddziały Armii „Poznań” i „Pomorze” przedzierały się do Warszawy znad Bzury, właśnie szarże pozwoliły przełamać niemiecką zaporę. (...)

Czytaj także:
Najazd Hunów 1920. Zapomniane ludobójstwo

Polskich jeźdźców w ataku konnym panicznie bali się zarówno Niemcy, jak i Sowieci, czego dowodem była sromotna ucieczka krasnoarmiejców w końcu września pod Husynnem koło Hrubieszowa, gdzie wraz z zapasowym szwadronem 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich szarżował Dywizjon Konny Policji Państwowej.

Taktyka działania naszej kawalerii nie polegała na szarżach z szablą w ręku, lecz przede wszystkim na obronie i ataku w szyku spieszonym; konie miały służyć do szybkiego przenoszenia oddziałów z miejsca na miejsce. Przypominało to dawną dragonię. Szarże przewidywano tylko z zaskoczenia, na przeciwnika w marszu lub na biwaku, na tabory i kolumny transportowe. Ewentualnie na kawalerię, której jednostki miała jeszcze nie tylko Armia Czerwona, lecz także Wehrmacht. Szarże na czołgi traktowano oczywiście jako absurd. Fakt względnie szybkiego poruszania się oraz względnie wystarczającego nasycenia bronią przeciwpancerną (18 doskonałych działek 37 mm Bofors) i maszynową (170 ckm i rkm) czynił z brygad kawalerii jednostki predysponowane do działań osłonowych, zwłaszcza na skrzydłach. (…)

Jak polska kawaleria radziła sobie z niemieckimi czołgami we wrześniu 1939 roku? Co sprawiło, że Wołyńskiej Brygadzie Kawalerii udało się zatrzymać pod Mokrą 4. Dywizję Pancerną Wehrmachtu?

Więcej w najnowszym numerze Historii Do Rzeczy!

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2018
Całość dostępna jest w 9/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 6
  • Mateusz IP
    Pochodzę z okolic miejscowości Mokra. Istnieją doniesienia, że to właśnie tutaj a nie na Westerplatte padł pierwszy strzał 1 września jednak nie o tym tutaj chciałem napisać. Właśnie w tym rejonie doszło do walki oddziałów kawalerii polskiej z czołgami i postaram się krótko przytoczyć jak to wyglądało bazując na tym co pamiętam gdy szukałem materiałów o wydarzeniach z 2 wojny.

    Otóż oddział kawalerii najprawdopodobniej podczas przemieszczania się natrafił na wojska niemieckie, w tym czołgi. Obydwie strony najprawdopodobniej były zaskoczone tym faktem jednak nasza kawaleria nie uciekła a wdała się w walkę. Z tego co pamiętam oprócz strat w piechocie Niemcy stracili około 80 czołgów. Jak to się stało? Kawaleria świetnie sobie raziła w walce z piechotą, która nigdzie nie była pochowana. Przemieszczający się żołnierze niemieccy byli zaskoczeni, część z nich próbowała uciekać przez co była łatwym celem. Jeśli chodzi o czołgi to musimy pamiętać, że były to czołgi jeszcze nie tak zaawansowane. Z  opisu bity, który gdzieś znalazłem wynikało, że kawalerzysta na koniu był na tyle szybki, że wieżyczki nie były w stanie nadążyć się obracać i skutecznie ostrzeliwać kawalerii, która przemieszczała się pomiędzy czołgami (ryzyko także strzelenia do innego czołgu). Druga sprawa to podobno kawalerzyści byli w stanie w tych czołgach pozbawionych ochrony piechoty otworzyć klapę silnika i wrzucić do niej granat. Podobno do otwarcia klapy używano także szabel.

    Gdyby ktoś był zainteresowany proszę googlować, używając słów, Mokra, bitwa pod Mokrą itp. Kiedyś znalazłem też opis innej ciekawej potyczki i prali tam Niemców niemiłosiernie ;) Kolejnym zaskoczeniem dla Niemców w tym miejscu był pociąg pancerny ;)
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • xxxxxxxxxxxxxxxx IP
      Przy czym kawalerzyści radzieccy byli lepsi od niemieckich. Zresztą wynikało to z tego że w Armii Czerwonej podobnie jak w WP dużą rolę przykładano do szkolenia w walce w ręcz, operowanie szablą,szaszką,bagnetem czy saperką było normą, Niemcy bardziej byli ufni w swoją siłę ognia i walka w ręcz u nich kulała.
      Dodaj odpowiedź 9 0
        Odpowiedzi: 0
      • Skrzypek na dachu IP
        Brawo Zolnierze Wojska Polskiego RP II .
        Dodaj odpowiedź 7 0
          Odpowiedzi: 0
        • Weteran (5 Pułk Ułanów) IP
          Rzeczywiście, straty nie były aż taki wielkie jak później czytało się również w prasie polskiej. Największym problemem było "nieobycie" koni ze straszliwym warkotem silników czołgów. Nigdy tego warkotu nie zapomnę, śni mi się do dziś. A co dopiero nasze konie. Radziliśmy sobie z tym za pomocą ciekawego rozwiązania, na które wpadł Pułkownik Cymański. Oto brało się z ekwipunków 10 ułanów igły do cerowania bielizny, łączyło się je stapiając nad ogniem, tak że powstawała jedna długa na około 15-18 cm igła, a następnie przebijało konikom bębenki uszne. Po takim zabiegu, koniki mknęły na czołgi, że hoho!
          Dodaj odpowiedź 8 7
            Odpowiedzi: 1
          • JAROSŁAW KACZYŃSKI IP
            Nie uprawiajmy fałszu , obłudy i zakłamania ! Wszyscy dokładnie wiemy jak było . Polski żołnierz jest niezwykle bohaterski , niebywale odważny , niecodziennie samobójczy .Przed godziną 19.00 oddziały polskiej kawalerii, wychodząc z lasu na wschód od Krojant, dostrzegły w niewielkiej odległości oddział niemiecki w trakcie odpoczynku. Był to II batalion 76 regimentu z 20 DPZmot. Po krótkim rozpoznaniu, w trakcie którego nie dostrzeżono ubezpieczenia, zapadła decyzja o wykonaniu szarży. Ułani w pełnym galopie dopadli wroga, siekąc szablami uciekających. Jednakże Niemcy niezwykle szybko uporządkowali swoje szeregi i – kiedy szwadrony 18 pułku w pościgu wpadły na rozległą polanę – ostrzelały je od strony Chojnic zamaskowane i niedostrzeżone przez nacierających niemieckie transportery oraz granatniki, kładąc celny i morderczy ogień na szarżujących. Forpoczta pułku wraz z dowódcą została całkowicie zmieciona seriami karabinów maszynowych.
            Ułani wycofali się pospiesznie za najbliższe wzgórze, tracąc ok. 25 zabitych i 50 rannych z ponad 200 szarżujących. Polegli – płk Kazimierz Mastalerz (pierwszy zabity dowódca pułku podczas wojny), dowódca 1. szwadronu rotmistrz Eugeniusz Świeściak i II adiutant ppor. rez. Tadeusz Mlicki oraz około 20 ułanów. Straty niemieckie nie są dokładnie znane. W rezultacie zadanie postawione 18 puł zostało wykonane kosztem dużych strat własnych; rozpoznano ugrupowanie wroga oraz chwilowo zdezorganizowano i zatrzymano jego oddziały. Piechota polska mogła się wycofać, a Niemcy nie osiągnęli w tym dniu przepraw na Brdzie. Przed północą mocno osłabiony 18 puł przekroczył Brdę i stanął w Kwiekach jako odwód Zgrupowania „Chojnice”. Straty 18 puł w ludziach i koniach sięgały 60% pierwotnego stanu. Szarża pod Krojantami budzi wiele wątpliwości.85 batalion piechoty wycofywał się z miejscowości Krojanty dokładnie na wschód. Dlaczego szarża nie została wykonana na Niemców kierujących się w stronę miejscowości, zagrażających tej właśnie jednostce?
            Szosa na Chojnice była blokowana przez 4 szwadron 18 pułku ułanów. Były to siły zapewne wystarczające do chwilowego zatrzymania jadącą nią Niemców. Dowódca pułku musiał mieć także świadomość, iż drogą tą będzie, prędzej czy później, poruszać się niemiecka kolumna wozów. Dlaczego więc zdecydował się na przeprowadzenie uderzenia, mimo tych niekorzystnych warunków?
            Sytuacja na sąsiednim odcinku była ciężka. Bardziej rozsądne wydawałoby się przeprowadzenie natarcia w nocy; wtedy kawaleria w otwartym polu miałaby spore szanse zaskoczyć piechotę niemiecką, a formacje pancerno - motorowe, z obecnością których należy się liczyć, nie ryzykowałyby otwarcia huraganowego ognia w obawie o ostrzelanie własnych jednostek. Co spowodowało więc, iż nie poczekano tych kilku godzin na ściemnienie?
            Dlaczego uderzenie wykonano jednocześnie siłami obu szwadronów? Lepszym wyjściem byłoby rozpoznanie walką siłami jednego szwadronu, następnie wsparcie go oddziałami drugiego.
            Jak ocenić postawę dowódcy, który udał się osobiście na pole walki (a raczej rzezi), podczas gdy z jego pułku wciąż walczyły 3. i 4. szwadrony?
            Zastrzeżenia można by mnożyć w nieskończoność. Obserwatorowi z przestrzeni lat i kilometrów łatwo czynić takie spostrzeżenia, jednak dowódca na polu bitwy działa pod wpływem chwili i stara się na bieżąco reagować na rozwój wypadków. Faktem pozostaje niezaprzeczalne męstwo polskich kawalerzystów. Należy zwrócić uwagę, iż o żadnej szarży na czołgi nie może być mowy, że doszło tutaj do niezamierzonego natknięcia się na kolumnę motorową Niemców. Ostrzelani przez hitlerowców kawalerzyści wycofali się, nie podejmując bezsensownej walki.
            Na zakończenie wypada podkreślić, iż 18 pułk ułanów pokazał, iż nie zasługuje na jedną z żurawiejek, którą mu nadano:
            "Czy śnieg pada, czy deszcz leje,
            Osiemnasty zawsze wieje."
            Dodaj odpowiedź 17 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także