Jak tu się śmiać?

Jak tu się śmiać?

Jak tu się śmiać?
Jak tu się śmiać?
Dodano

Odnotowywanie „sukcesów” rządzącej partii i ich komentowanie zaczyna przypominać pastwienie się nad niepełnosprawnym

Rafał A. Ziemkewicz

foto: DrabikPany

Chyba się poddam. Siedzę i kombinuję, o czym by tu napisać felieton, bo termin goni nieubłaganie, i cóż – embarras de richesse. Natężenie zidiocenia naszego życia publicznego dorównało scenariuszom śp. Stanisława Barei. Aż się nie chce tego spisywać, punktować, zwłaszcza że każdy dzień przyćmiewa poprzedni.

Pastwić się nad ministrem Sławomirem „Brylantyną” Nowakiem, obnoszącym niczym sowiecki wyzwoliciel po trzy zegarki na każdym ręku, a każdy za kilkadziesiąt tysięcy i każdy, jak się tłumaczy, pożyczony? Jeśli ktoś nie zdaje sobie sprawy, jakim trzeba być – przepraszam za eufemizm – bubkiem, żeby piastując takie stanowisko, szpanować w taki sposób i tak się potem tłumaczyć, to wyszydzanie go jest kopaniem leżącego.

Podobnie jak odnotowywanie kolejnych sukcesów Hanny Gronkiewicz-Waltz w negocjowaniu z wykonawcą opóźnień w budowie metra (gotowego, jak pamiętamy, na Euro) i osuszaniu tunelu im. Piskorskiego. Wieści z frontu robót przypominają informacje o wciąż nowych terminach premiery filmu „Wałęsa”, której kolejny ostateczny termin minął w kwietniu 2013 r., ale podobno Mistrz w ostatniej chwili postanowił swe dzieło raz jeszcze przemontować – w kręgach uważających się za dobrze zorientowane mówią, że pod wpływem sondaży wieszczących powrót do władzy PiS.

Albo bodaj wspominać o pani „ministrze”, która do rządu dostała się na mocy starej aktorskiej zasady „jak nie da rady zagrać, to dowygląda”, i o sukcesie jej podwładnych, którzy postanowili zainwestować w koncert Madonny i dołożyli do tej jakże misyjnej imprezy pięć baniek, niestety, nie swoich, tylko naszych. W sumie i tak fajnie by było, gdyby ta ekipa zajmowała się organizowaniem koncertów gwiazd popu, zamiast budowaniem stadionów. Przy takich talentach menedżerskich potrafiłaby zrujnować kariery nawet Beatlesom. Nie oburzajmy się na gigantyczne premie, potraktujmy to jako zasiłki proporcjonalne do okazanego umysłowego inwalidztwa. Przepraszam, jeśli kogoś dotknąłem, ale pisanie o tej władzy coraz bardziej budzi we mnie takie uczucie, jakbym się natrząsał z niepełnosprawnych.

Czytaj także

 0

Czytaj także