Kardiologia okiem pacjenta
  • Katarzyna PinkoszAutor:Katarzyna Pinkosz

Kardiologia okiem pacjenta

Dodano: 
Agnieszka Wołczenko, Stowarzyszenie Eco Serce
Agnieszka Wołczenko, Stowarzyszenie Eco Serce 
Z Agnieszką Wołczenko ze Stowarzyszenia Eco Serce rozmawia Katarzyna Pinkosz

2 lata temu przeszła pani zawał serca. Dość wcześnie, patrząc na wiek…

Średnia wieku pacjentów kardiologicznych dramatycznie się obniża, mnie to także spotkało. Miałam 47 lat. Na szczęście córka zorientowała się, że to nie jest tylko przemęczenie i szybko wezwała pomoc. Pierwszy raz serce zatrzymało mi się w karetce, drugi - na stole operacyjnym. Żyję, bo widocznie ktoś „tam, na górze” uznał, że mam tu jeszcze coś do zrobienia. Kardiologia stanowi najczęstszą przyczynę zgonów, a życie po zawale zmienia się diametralnie. Dlatego robię, co mogę, aby zwrócić uwagę na realne problemy pacjentów.

W leczeniu zawałów serca polscy kardiolodzy interwencyjni są najlepsi w Europie. Jakie problemy mają dziś pacjenci kardiologiczni w Polsce?

Pomimo tego, że sytuacja się poprawia, zostały wprowadzone pilotażowe programy: KOS, a teraz KONS, to w dalszym ciągu problemów jest wiele. Jestem osobą, która potrafi sobie poradzić, po zawale serca udało mi się szybko dostać na rehabilitację. Wielu pacjentów jednak nie zdaje sobie sprawy, że to konieczne, a lekarze nie przekazują im takiej wiedzy. Brakuje też ośrodków, w których rehabilitacja byłaby przeprowadzana. Istniejące nie są w stanie przyjąć wszystkich, którzy tego potrzebują. Dla pacjentów z małych miejscowości problemem jest też dojechanie na wizytę oraz na rehabilitację do dużego ośrodka, oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów albo więcej. Rodzina musi zawieźć pacjenta, zorganizować sobie wolny dzień. To pochłania masę kosztów, ale przede wszystkim powoduje stres, który w przypadku pacjentów kardiologicznych jest zabójczy.

Łatwiej dziś jest dostać się do kardiologa po zawale?

W ciągu 3 miesięcy od zawału pacjent powinien mieć pierwszą wizytę u kardiologa, który potwierdzi, czy leczenie powinno być kontynuowane, czy trzeba coś w nim zmienić. Niestety, czas oczekiwania na wizytę jest znacznie dłuższy. Dotyczy to nie tylko pacjentów po zawale. W sierpniu poproszono mnie o pomoc w znalezieniu dobrego kardiologa, chodziło o 35-latka, który trafił do szpitala powiatowego z powodu problemów z sercem. Dostał skierowanie do kardiologa, na cito zaproponowano mu wizytę w lutym. Skontaktowałam się z panią doktor w Poznania. Okazało się, że ten pacjent ma kardiomiopatię i konieczny jest pilny przeszczep serca. Dziś jest już po przeszczepie. Czy on dziś jeszcze by żył, gdyby spokojnie czekał na wyznaczoną wizytę u kardiologa na luty?

Po wprowadzeniu sieci szpitali poprawił się dostęp do wysokospecjalistycznych procedur dla pacjentów kardiologicznych?

Z przykrością muszę stwierdzić, że w wielu miejscach - nie. Mówiłam o tym podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia: stworzenie sieci szpitali spowodowało, że wiele mniejszych oddziałów w terenie, często prywatnych - które były niezbędne, bo ratowały życie - przestało funkcjonować, znalazły się poza siecią. Taki oddział został np. zlikwidowany na naszym terenie. Była to typowa kardiologia interwencyjna w przypadku zawału; jeśli konieczna była bardziej skomplikowanej operacja, to po ustabilizowaniu pacjenta przekazywano go do ośrodka o większych kompetencjach. Dziś najbliższy ośrodek zawałowy jest w odległości ok. 80 km. Te zmiany spowodowały, że przez ostatnie 2 lata kilkanaście osób nie dotarło na czas na leczenie. W krótkim czasie zmarło.

Sieć miała być stworzona tak, by można było pacjenta dowieźć na czas.

Nieustannie o to walczymy. Wiem, że dotyczy to wielu małych ośrodków, często prywatnych. Obciążenie dużych klinik jest dziś ogromne, co również jest spowodowane zamknięciem małych ośrodków. Co się bardziej opłaca: szybko zareagować, uratować pacjentowi życie czy wieźć go kilka godzin do ośrodka, ryzykując, że zawał będzie bardziej rozległy, a pacjenta nie da się uratować? Dla mnie ten rachunek jest dość prosty. Oczywiście widzimy zmiany w polskiej kardiologii idące w dobrym kierunku, jest jednak jeszcze dużo do zrobienia. A z perspektywy przeciętnego pacjenta, zwłaszcza z małej miejscowości, sytuacja jest bardzo trudna. Kilka dni temu byłam u jednej z sąsiadek, której mąż miał zawał i w wyniku tego zmarł. Być może gdyby ten mały oddział funkcjonował, pacjent wciąż by żył?

Cały wywiad opublikowany jest w 42/2018 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także