Polacy kontra Sowieci. Tajna wojna wywiadów

Polacy kontra Sowieci. Tajna wojna wywiadów

Wojna wywiadów. Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Wojna wywiadów. Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 7
Zabójstwa, prowokacje, werbunki, zamachy. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne polski wywiad walczył z bolszewikami

Z gmachu Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie wyszedł mężczyzna w jasnym garniturze. Był po cywilnemu, ale wyprostowana postawa i sprężysty krok zdradzały oficera. W ręku niósł skórzaną teczkę.

Gdy ruszył w stronę przystanku tramwajowego, od ściany biblioteki odkleiło się dwóch szpicli i dyskretnie podążyło jego śladem. Po krótkim oczekiwaniu mężczyzna z teczką wsiadł do wypchanego tramwaju linii Z. Szpicle w ostatniej chwili wskoczyli tylnymi drzwiami.

Tramwaj jechał w stronę Śródmieścia, a w ślad za nim jezdnią sunęły dwa samochody. Mężczyzna wysiadł na rogu Polnej i Nowowiejskiej. I natychmiast wsiadł do stojącego przy chodniku samochodu o numerach rejestracyjnych S 23824/D. Był to jeden z pojazdów zarejestrowanych na sowiecką ambasadę.

Wypadki potoczyły się wówczas błyskawicznie. Dwa samochody jadące do tej pory za tramwajem ruszyły do przodu z rykiem silników i zablokowały z obu stron sowieckie auto. Do drzwiczek z obu stron podskoczyło zaś kilku mężczyzn. W rękach mieli pistolety.

Jeden z nich szarpnął za klamkę i wymierzył lufę w siedzących na tylnej kanapie mężczyzn.

– Nie ruszać się, bo strzelam! – krzyknął.

Mężczyźni byli całkowicie zaskoczeni. W milczeniu podnieśli ręce. Jeden z nich nazywał się Wasilij Bogowoj i był sowieckim attaché wojskowym w Warszawie. Drugi to Piotr Demkowski i był majorem polskiego Oddziału IV Sztabu Głównego. Między nimi leżała otwarta teczka z kilkunastoma ściśle tajnymi dokumentami polskiej armii.

Major Demkowski – to był właśnie ten śledzony mężczyzna z teczką – został bezceremonialnie wyciągnięty z samochodu. Na jego przegubach natychmiast zacisnęły się kajdanki. Bogowoj po wylegitymowaniu został puszczony wolno, chronił go bowiem immunitet dyplomatyczny. Była godz. 20, 11 lipca 1931 r.

Piotr Demkowski został przetransportowany do siedziby polskiego wywiadu. Tam, podczas pierwszego przesłuchania, przyznał się do szpiegowania na rzecz Związku Sowieckiego. Współpracę z bolszewikami miał nawiązać z pobudek ideowych. Był komunistą, w Związku Sowieckim karierę partyjną robiło kilku członków jego rodziny.

Przez kilka miesięcy Demkowski przynosił sowieckim dyplomatom tajne polskie dokumenty wojskowe. Ci je fotografowali, po czym zwracali mu oryginały. Praca taka mogłaby trwać bardzo długo, gdyby nie przypadek.

Polski kontrwywiad wpadł bowiem na trop zdrady Demkowskiego podczas rutynowych działań obserwacyjnych. Agenci polskich służb śledzili bowiem wszystkie samochody należące do sowieckiego konsulatu. Pewnego dnia do jednego z nich wsiadł mężczyzna w mundurze majora Wojska Polskiego.

Szpiclowi, który widział tę scenę, pokazano następnie zdjęcia wszystkich majorów służących w Warszawie. Bez wahania wskazał on na Demkowskiego. I w ten sposób major zdrajca dostał ogon…

Czytaj także:
Iwan Groźny – wzór Stalina

Sprawa Demkowskiego była jasna i klarowna. Major do wszystkiego się przyznał, śledczy ustalili zaś, że działał sam. W tej sytuacji renegat został postawiony przed sądem w trybie doraźnym. Nic nie pomogła mu jego bohaterska postawa z czasu wojny z bolszewikami (trzy Krzyże Walecznych) – otrzymał wyrok śmierci. Prezydent nie skorzystał z prawa łaski i Demkowski został stracony na cytadeli 19 lipca 1931 r. o godz. 19.25.

Karty i kobiety

Niestety przypadków zdrady wśród polskiego korpusu oficerskiego było więcej. Część z nich na stronę wroga przechodziła z pobudek ideowych. Tak było w przypadku najsłynniejszych polskich renegatów – por. Walerego Bagińskiego i ppor. Antoniego Wieczorkiewicza. Obaj oficerowie przystąpili do organizacji komunistycznej i na jej polecenie prowadzili działalność terrorystyczną.

Inni oficerowie współpracę z sowieckimi służbami podejmowali dla pieniędzy, a jeszcze inni padali ofiarą szantażu. Kilka takich przypadków opisał w swojej książce „Wywiad Polski na ZSRR 1921–1939” Andrzej Pepłoński.


Okazuje się, że sowieckie służby specjalizowały się w wyszukiwaniu oficerów pijaków, hazardzistów i kobieciarzy. A następnie wykorzystywały ich słabości do dokonania werbunku. Tak było w przypadku rtm. Władysława Borakowskiego z Oddziału II.

Sowieci osaczyli tego oficera. Podstawili mu kochankę i fałszywego „przyjaciela”, który pożyczał mu grube sumy na pijackie orgie i grę w kasynie w Sopocie. Mężczyzna ten w pewnym momencie zażądał spłaty długu, grożąc, że o wszystkim poinformuje przełożonych rotmistrza.

Borakowski znalazł się w rozpaczliwej sytuacji i zgodził się na współpracę z sowieckim wywiadem. Wkrótce został jednak zdemaskowany. A następnie podzielił los Piotra Demkowskiego. Został rozstrzelany.

Inny oficer, który przeszedł na stronę czerwonych, nazywał się Ludwik Lepiarz i był podpułkownikiem. Sprawował wysoką funkcję szefa sztabu Dowództwa Okręgu Korpusu we Lwowie. Był to człowiek o pięknej biografii – legionista, kawaler Virtuti Militari, ale niestety niestroniący od zabaw, kobiet i alkoholu.

A na to wszystko potrzeba pieniędzy. I to dużo więcej niż skromna pensja podpułkownika Wojska Polskiego. Sytuację tę w 1928 r. wykorzystał agent sowieckiego wywiadu Seweryn Kruszyński. Przedstawił się Lepiarzowi jako polski oficer i podczas suto zakrapianej kolacji poprosił go o przysługę. Chodziło o przekazanie mu adresów wszystkich jednostek wojskowych w Polsce.

Po co? Otóż Kruszyński twierdził, że potrzebuje ich w celu przesłania do jednostek wojskowych oferty handlowej – wzorów mundurów. Lepiarz nie bardzo mógł odmówić, przepił bowiem wszystkie pieniądze, a Kruszyński pożyczył mu 1 tys. zł.

Gdy Lepiarz przekazał adresy, był zgubiony. Kruszyński dysponował bowiem kompromitującym go materiałem. W tej sytuacji, postawiony przed groźbą kompromitacji, podpułkownik zgodził się na pracę dla Sowietów. Ponieważ zaś był postacią powszechnie szanowaną i znajdującą się poza wszelkim podejrzeniem, z bolszewikami współpracował aż osiem lat.

Gdy został aresztowany, popełnił samobójstwo w więziennej celi.

Wykrycie i zneutralizowanie tych sowieckich agentów działających w elicie Wojska Polskiego należy bez wątpienia zaliczyć na konto największych sukcesów kontrwywiadu II RP.

Tajemnice GPU

Niestety, nie wszystkie czerwone „krety” udało się wytropić. Jacy polscy oficerowie pracowali jeszcze dla bolszewików? Tego nie dowiemy się dopóty, dopóki nie zostaną otwarte ciężkie stalowe drzwi rosyjskich archiwów. Czasami jednak drzwi te lekko się uchylają i pewne intrygujące informacje wychodzą na światło dzienne.

Według nieżyjącego już prof. Pawła Wieczorkiewicza, który oparł się na ustaleniach badaczy rosyjskich, funkcjonariuszom GPU udało się zwerbować płk. Tadeusza Kobylańskiego. Oficer ten sprawował funkcję attaché wojskowego przy polskim poselstwie w Moskwie w latach 1925–1928. Do współpracy z bolszewikami pozyskał go podobno sam Artur Artuzow. Metodą werbunku był szantaż.

„Kobylański zwrócił na siebie uwagę jako karciarz, wielbiciel hulanek i spekulant – pisał Wieczorkiewicz. – Zdrada nastąpiła jednak nie tylko na tle finansowym, ale i homoseksualnym. Kobylański, jako sowicie opłacany agent, dostarczał, co najmniej do roku 1937, kompletnych informacji we wszystkich interesujących Sowietów zakresach. Ponieważ był funkcjonariuszem II Oddziału Sztabu Głównego, a następnie wicedyrektorem Departamentu Polityczno-Ekonomicznego i zarazem naczelnikiem Wydziału Wschodniego MSZ, spowinowaconym i zaprzyjaźnionym do tego blisko z rodziną prezydenta Mościckiego, działania »Dwójki« i polityka Becka nie miały odtąd przed Moskwą żadnych tajemnic”.

To właśnie Kobylański dostarczał na biurko ministra spraw zagranicznych Józefa Becka analizy, które dowodziły, że w efekcie czystek lat 30. Związek Sowiecki jest zbyt słaby, żeby przystąpić do wojny przeciwko Polsce. A także że panująca w nim ideologia komunistyczna uniemożliwia antypolskie porozumienie z III Rzeszą.

Opierając się na tych dwóch fałszywych przesłankach, Beck zdecydował się na konfrontację z Niemcami. Był bowiem przekonany, że Polsce nie grozi sowiecki atak. Jeżeli rzeczywiście Kobylański działał na zlecenie Moskwy, to jego werbunek byłby jednym z najważniejszych sukcesów tajnych służb w historii świata.

Olbrzymim sukcesem strony sowieckiej było również zwerbowanie dwóch innych polskich oficerów działających na terenie bolszewii. Szefa polskiej siatki szpiegowskiej w Moskwie Ignacego Dobrzyńskiego i szefa siatki w Piotrogrodzie Wiktora Steckiewicza. Obaj Polacy przeszli na stronę bolszewików w roku 1920, a następnie pod zmienionymi nazwiskami (Sosnowski i Kijakowski) zrobili zawrotną karierę w GPU (o tej aferze pisałem w „Historia Do Rzeczy” 3/2016).


Prawdziwym triumfem bolszewickiego wywiadu była zaś operacja „Triest” z lat 20., w wyniku której polskie tajne służby został przez Sowietów całkowicie zinfiltrowane i rozłożone na łopatki. (patrz „Historia Do Rzeczy” 9/2016).

Próbie werbunku oparł się za to por. Stefan Kasperski. Był to młody oficer polskiego wywiadu, który został aresztowany w Moskwie w niezwykle sensacyjnych okolicznościach. 28 maja 1936 r. odbierał on ściśle tajne dokumenty Armii Czerwonej od agenta. Nie wiedział jednak, że agent był podstawionym przez bolszewików prowokatorem.

W efekcie po wyjściu na ulicę na Kasperskiego rzuciło się kilku drabów z GPU i wciągnęło go do samochodu. Został przewieziony na Łubiankę, gdzie poddano go uciążliwemu śledztwu. Sowieci złamali przy tym prawo międzynarodowe, bo Kasperski występował w ZSRS jako polski dyplomata Albert Ran. Chronił go więc immunitet.

Mimo że Sowieci wywierali na Kasperskiego niezwykle silną presję, konsekwentnie odmawiał on przyjęcia roli podwójnego agenta.

Tymczasem Oddział II postanowił za wszelką cenę ratować swojego człowieka i zagrał na ostro. Mniej więcej od roku polski kontrwywiad obserwował w Warszawie poczynania niejakiego Sokolina. Był to urzędnik sowieckiej ambasady, który trudnił się szpiegostwem. Funkcjonariusze polskich służb nie „zdejmowali” go jednak, uważając, że warto z tym poczekać na jakąś specjalną okazję.

Tą okazją stało się aresztowanie Kasperskiego. Gdy polski oficer siedział na Łubiance, w Warszawie doszło do aktu retorsji. Sokolin został zatrzymany w niemal identycznych okolicznościach – podczas odbierania dokumentów od podstawionego przez polski kontrwywiad informatora.

W tej sytuacji Warszawa i Moskwa szybko się dogadały. Postanowiono wymienić obu szpiegów. Doszło do tego 29 lipca 1936 r. w Kołosowie na granicy polsko-sowieckiej.

Co ciekawe, po przyjeździe do Polski por. Kasperski został wydalony ze służby w Oddziale II i otrzymał przeniesienie do 26. Pułku Artylerii Lekkiej. Szef referatu „Wschód”, kpt. Jerzy Niezbrzyki, po wpadce w Moskwie uznał, że Kasperski „do pracy w wywiadzie nie nadaje się”.

Prowokacje

Podstawianie fałszywych informatorów należało do stałego asortymentu metod sowieckiego kontrwywiadu. Siedem lat wcześniej jego ofiarą padł sam Jerzy Niezbrzycki, wówczas szef placówki wywiadowczej w Kijowie o kryptonimie O.2.

Formalnie w Sowietach występował jako sekretarz polskiego konsulatu w Kijowie. Jak jednak pisał niedawno historyk Jan Jacek Bruski, niebywała aktywność Niezbrzyckiego szybko zwróciła uwagę sowieckiego kontrwywiadu.

Służba nieprzyjaciela starała się zdobyć w polskim konsulacie informatora. Na kandydata wytypowano woźnego Tadeusza Mazgajskiego. Podstawiono mu kochankę, która zaczęła mu pożyczać pieniądze. Gdy zebrała się tego spora suma, kobieta zażądała zwrotu długu.

Czytaj także:
Zamach majowy miał odstraszyć wrogów Polski [NASZ WYWIAD]

W efekcie Mazgajski dopuścił się defraudacji służbowych pieniędzy. Wtedy do gry wkroczyło GPU. Dysponując kompromitującymi materiałami, próbowało skłonić woźnego do współpracy. Jednocześnie w konsulacie zorientowano się, że Mazgajski ukradł pieniądze. Gdy skonfrontowano go z dowodami, uciekł.

„Został odnaleziony dopiero po kilku dniach w letniskowej miejscowości pod Kijowem z raną postrzałową głowy – pisał Bruski w artykule poświęconym misji Niezbrzyckiego w Kijowie. – Nie udało się stwierdzić, czy woźny sam targnął się na życie, czy też cała sytuacja została zaaranżowana przez GPU w celu pozbycia się »spalonego« agenta”.

Tymczasem Niezbrzycki, jak sądził, zwerbował znanego kijowskiego psychoanalityka pochodzenia żydowskiego, dr. Eliasza Winogradowa. Polski oficer nadał mu kryptonim 4002.

Niezbrzycki szybko się zorientował, że Winogradow pracuje dla GPU. Psychoanalityk żył na wysokiej stopie – w wielkim mieszkaniu pełnym antyków i dzieł sztuki. Odwiedzał polski konsulat, codziennie do niego wydzwaniał. Każdy, kto choć trochę znał sowieckie warunki, musiał zrozumieć, że Winogradow jest „trefny”.

Mimo to Niezbrzycki zdecydował się podjąć ryzykowną grę z psychoanalitykiem. Wierzył bowiem, że uda mu się go „odwrócić”. Uważał, że lekarz pracuje dla GPU z przymusu. Ta naiwna postawa zakończyła się katastrofą.

10 grudnia 1928 r. Winogradow zaprosił Niezbrzyckiego na przyjęcie. Wkrótce po tym, gdy oficer przyszedł do jego mieszkania, do drzwi zaczęli się dobijać funkcjonariusze GPU. Podczas rewizji znaleźli w mieszkaniu tajne dokumenty na temat sowieckiego lotnictwa. A Winogradow grzecznie zeznał, że miał je przekazać Niezbrzyckiemu.

Była to oczywiście prowokacja. Niezbrzycki został jednak skompromitowany i – na wyraźne żądanie Moskwy – 22 grudnia 1928 r. opuścił bolszewickie terytorium. Wyjechał do kraju pod pozorem świątecznego urlopu, z którego już nie wrócił.

Zaginieni oficerowie

Pułkownik Stefan Meyer, wspominając po latach działania polskich służb na terenie wschodniego sąsiada, określił sprawę krótko: „Rosja sowiecka była wtedy krajem z innej planety”. Chodziło oczywiście o totalizację tego państwa, która był wówczas największa na świecie.

Taki system totalnej kontroli niebywale utrudniał – a często czynił wręcz niemożliwą – jakąkolwiek działalność wywiadowczą. NKWD tak sterroryzowało własnych obywateli, że gdy tylko widzieli obcokrajowca, uciekali na drugą stronę ulicy. Karą za jakiekolwiek kontakty z dyplomatami obcych państw był łagier, a w skrajnych wypadkach kula w potylicę.

Bezpieka otoczyła polskie placówki konsularne na terenie Związku Sowieckiego ścisłą „opieką”. Kontrolowała ich korespondencję – agenci odklejali nawet znaczki pocztowe, aby sprawdzić, czy czegoś pod nimi nie ukryto – zakładała podsłuchy.

Za każdym dyplomatą po mieście chodziło kilku – jak określali ich Polacy – „łapsów”. Za każdym polskim samochodem jechały zaś po dwa auta z funkcjonariuszami NKWD. Każdy, kto wchodził i wychodził z konsulatu, był kontrolowany. W efekcie, gdy w placówce np. zepsuł się kran, nie można było sprowadzić hydraulika. Wzywani specjaliści z przerażeniem odmawiali przyjścia.

Sytuacja ta skłoniła dowództwo Oddziału II do przeprowadzenia serii niezwykle ryzykownych operacji. Czyli przerzucenia do Sowietów oficerów, którzy działaliby na własną rękę pod przykryciem, nie utrzymując żadnych kontaktów z polskimi placówkami. Było to niezwykle niebezpieczne – w razie wpadki szpiedzy nie mogliby bowiem liczyć na immunitet dyplomatyczny. Ich los byłby więc straszliwy.

Pierwszy – w połowie lat 30. – ryzykownego zadania podjął się por. Lucjan Donner. Dokonał on sfingowanej „ucieczki” przez Helsinki i w Związku Sowieckim zameldował się jako komunista, który nie mógł już dłużej służyć „faszystowskiej Polsce”.

Bardziej skomplikowaną operację przeprowadzono w przypadku por. Jana Zbierzchowskiego. Oficer ten pojechał na wycieczkę do Sowietów organizowaną przez biuro „Inturist”. Następnie, w pobliżu Odessy, sfingował własne utonięcie. Zostawił na plaży ubranie i dokumenty, a następnie wypłynął w morze. Z wody wyszedł w innym miejscu i – pod fałszywym nazwiskiem – próbował zalegalizować swój pobyt w Sowietach.

Niestety, po obu dzielnych oficerach wszelki ślad zaginął. Wpadli w ręce czerwonego kontrwywiadu. Należeli do setek dzielnych Polaków poległych na tajnym froncie wojny z bolszewizmem.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 1/2017
Artykuł został opublikowany w 1/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 7
  • jechwoparch IP
    Dlatego Stalin rozpracował całą 5 kolumnę kapitalistyczno-nazistowsko-watykanska na czele z cebulszewizmem z respubluki polszy i w chwili ataku nazi-kapitalistów na ZSRR było wolne od szczurów z 5 kolumny.
    Dodaj odpowiedź 0 5
      Odpowiedzi: 0
    • xxxxxxxx IP
      A jakie sukcesy miał Polski wywiad w ZSRR, nie słyszałem o wielkich osiągnięciach, po tym jak państwo się umocniło.
      Dodaj odpowiedź 6 3
        Odpowiedzi: 0
      • Szacki IP
        Przedwojenna Dwójka była jedną z najlepszych specsłużb w Europie. Walka z sowiecką agenturą nie była niczym dziwnym, bo ZSRR był wrogiem numer jeden II RP.
        Dodaj odpowiedź 14 5
          Odpowiedzi: 1
        • Wojtek IP
          Ciekawe jaka była historia z Kornelem Morawieckim?
          Dodaj odpowiedź 8 4
            Odpowiedzi: 0
          • Temidor IP
            Dzisiaj nic sie nie zmienilo, walka z ruskim wrogiem to najwazniejsze zadanie polskich sluzb.
            Dodaj odpowiedź 15 3
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także