Gan-Ganowicz - dowódca „Czerwonych Diabłów”. Najsłynniejszy polski najemnik

Gan-Ganowicz - dowódca „Czerwonych Diabłów”. Najsłynniejszy polski najemnik

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 2
Życiowym mottem tego antykomunisty była myśl... Mao Zedonga o milionie szpilek, które mogą zabić słonia.

Rafał Gan-Ganowicz napisał książkę wspomnieniową „Kondotierzy”. Powstał też film dokumentalny Piotra Zarębskiego „Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza”. Brak jednak biografii tego niezwykłego człowieka, która mogłaby uzupełnić to, o czym nie pisał lub o czym zaledwie wspominał. Począwszy od jego rodziny.

We wstępie do ostatniego wydania „Kondotierów” Henryk Skwarczyński podał, że Gan-Ganowiczowie to uszlachcona za zasługi dla Rzeczypospolitej rodzina tatarska. Nie wymienia jej jednak „Herbarz rodzin tatarskich w Polsce” Stanisława Dziadulewicza. Ojciec Rafała Gan-Ganowicza służył w Legii Cudzoziemskiej i być może ten przykład, a może geny wpłynęły na drogę życiową syna.

Rafał Gan-Ganowicz miał siedem lat, gdy we wrześniu 1939 r. stracił matkę, która zginęła pod Warszawą, podczas oblężenia stolicy, od niemieckiego ostrzału. Ojciec zginął podczas powstania warszawskiego. Nie wiadomo jednak, czy poległ jako żołnierz AK, czy był cywilną ofiarą walk.

Ucieczka z Polski

W filmie „Pistolet do wynajęcia” Gan-Ganowicz mówi, że „włóczył się pod Warszawą” i był świadkiem zdziczenia oraz barbarzyństwa żołnierzy Armii Czerwonej. Wspomniał także zrzucenie ze schodów kaleki-powstańca, żołnierza AK, który przyszedł ujawnić się przed komunistycznymi władzami. Podkreślał, że antykomunizmu nie wyniósł z domu.
Postawę tę wykształcili w nim sami komuniści.

W 1948 r. przystąpił do młodzieżowej organizacji konspiracyjnej. Niestety, nie wymienił jej nazwy. Z badań IPN wynika, że było takich organizacji w pierwszych powojennych latach ok. 900, liczyły blisko 11 tys. członków. Mimo że ukazują się publikacje na ten temat, powojenna młodzieżowa konspiracja wciąż nie jest obecna w świadomości społecznej tak, jak istnieją w niej żołnierze niezłomni.

Gan-Ganowicz był tylko o kilka lat młodszy od tych, którzy w latach okupacji niemieckiej prowadzili akcję małego sabotażu. Wspomina o malowanych na murach antykomunistycznych hasłach, naklejanych plakatach, a także o ulotkach, podkreślając: „Do nas za to strzelano”.

On sam miał broń, walthera. Nie wiadomo, czy zrobił z niego użytek. W 1950 r. ostrzeżony przed grożącym mu aresztowaniem uciekł z Polski ukryty między podłogą wagonu kolejowego a wózkiem z kołami. W razie zdemaskowania zamierzał się bronić, przeznaczając ostatnią kulę dla siebie. Zauważył go kolejarz sprawdzający koła, nie zdradził go jednak. Kontrola na granicy była niedbała.

Pociąg zatrzymał się w Berlinie. Nie było jeszcze muru dzielącego miasto. Gan-Ganowicz przeszedł do zachodniego sektora kontrolowanego przez Amerykanów. Tam spędził półtora roku w obozie dla uchodźców z bloku komunistycznego.

„Polacy byli różni. Starzy i młodzi. Z AK i NSZ. Byli i tacy, którzy wojnę spędzili pod sztandarami II Korpusu i wrócili do Kraju zwabieni propagandą lub po prostu gnani tęsknotą za rodziną, za ojczystą ziemią. Nieustające podejrzenia czerwonych, nękanie rewizjami, strach przed oskarżeniem zmuszały ich do ucieczki w dramatycznych nieraz okolicznościach. […] Obóz dla cudzoziemskich uchodźców przy Rothenburgerstrasse był szkołą goryczy i tłumionej żądzy zemsty, szkołą nienawiści do komunistów” – pisał w „Kondotierach”.

Czekając na III wojnę

Kilka lat spędził w oddziałach wartowniczych przy armii amerykańskiej, najpierw w Niemczech, potem we Francji. Przeżył rozczarowanie. Myślał bowiem, że oddziały te będą zaczątkiem nowych Legionów Dąbrowskiego, tymczasem był „stróżem nocnym”. Wspomniał, że w oddziałach znalazł się liczny „element pijacko-chuligański”. „Nie byłem na Zachodzie po to, by ułożyć sobie egzystencję, ale po to, by bić się w walce z czerwonymi” – stwierdził w filmie „Pistolet do wynajęcia”.

Czytaj także:
Żołnierze najbardziej wyklęci

Taka nadzieja zaświtała, gdy dostał się na przeszkolenie we francuskiej jednostce wojskowej. Nie wspominał jednak, jaką drogą tam trafił. Mówił tylko, że tego rodzaju przeszkolenie dla Polaków było wynikiem umowy między gen. Władysławem Andersem a władzami francuskimi.

Być może historia Rafała Gan-Ganowicza splata się w tym momencie z Brygadowym Kołem Młodych „Pogoń”, choć on sam o tym nie wspomina. Czy był jego członkiem? Tak jak członkowie Pogoni, również on otrzymał patent oficerski od gen. Władysława Andersa.

Brygadowe Koło Młodych „Pogoń” to fascynujący rozdział polskiej emigracji po II wojnie światowej. Powstało w 1949 r. w Wielkiej Brytanii, kształciło i gromadziło kadry dla przyszłej polskiej dywizji na wypadek konfliktu Zachodu ze Związkiem Sowieckim. Komendant Pogoni, płk Zygmunt Czarnecki, napisał rok później broszurę zaczynającą się od zdania: „Trzeba przerwać milczenie na temat naszej roli wojskowej w zbliżającej się trzeciej wojnie światowej”.

Jeden z członków Pogoni, Janusz Krasnodębski, wspominał, że grupa Polaków pojechała do Francji w wielkiej tajemnicy, żeby ktoś niepowołany się nie dowiedział. Francuzi zorganizowali kurs spadochronowy (taki kurs ukończył Gan-Ganowicz) i desantowo-dywersyjny. Szkolenia te trwały do połowy lat 60.

W 1962 r. wybuchł kryzys kubański i świat stanął na krawędzi wojny. Dla Gan-Ganowicza musiał być to moment wielkiej nadziei. Wkrótce jednak ją stracił, bo konflikt został zażegnany. Zaczął wątpić, czy przyda się w walce z komunizmem.

Na czele „Czerwonych Diabłów”

III wojna światowa, do której byli przygotowywani członkowie brygadowego Koła Młodych „Pogoń”, nie wybuchła, jednak w pierwszej połowie lat 60. trwała konfrontacja Zachodu z komunizmem w rozdartym wojną domową Kongu, które uzyskało niepodległość w 1960 r. W walce ze zbuntowaną prowincją Katanga, bogatą w surowce, premier Patrice Lumumba otrzymał pomoc Związku Sowieckiego. Lumumba został obalony, a następnie zamordowany w 1961 r., lecz jego zwolennicy proklamowali Ludową Republikę Konga, wspieraną przez Chiny i Kubę (do Kongo przybył Ernesto Che Guevara z setką Kubańczyków) i wywołali w 1964 r. rebelię, tzw. powstanie Simbów.

W tym właśnie momencie Rafał Gan-Ganowicz, pracujący jako nauczyciel w podparyskim liceum polskim, zjawił się w biurze werbującym najemników w ambasadzie Konga w Brukseli. „Stałem się wreszcie kimś innym... Stałem się Polakiem, któremu jest dane walczyć z czerwoną zarazą z bronią w ręku. Bo przez całe lata przygotowywałem się do tego, myśląc, że doczekam się wreszcie walki o wyzwolenie ojczyzny. Po latach oczekiwania – olśnienie. Z komunizmem walczyć można i trzeba wszędzie tam, gdzie zagraża on jakiemuś społeczeństwu. Na międzynarodówkę komunistyczną – odpowiedzieć międzynarodówką antykomunistyczną. Walczyć, a nie kibicować” – pisał w „Kondotierze”.


Wspominał o straszliwej masakrze, jakiej rebelianci dopuścili się na mieszkańcach Stanleyville, w tym białych. „Sowieccy i chińscy strategowie dywersji rozegrali partię po mistrzowsku. Agenci komunistyczni w pierwszej fazie podburzyli motłoch miejski do kradzieży i rozgrabiania mienia białej ludności. W następnej fazie, wykorzystując strach Murzynów przed zemstą białych, nakłonili ich do rzezi. Żeby inni biali bali się tu wrócić i pociągnąć zbrodniarzy do odpowiedzialności. Krew zaczęła lać się strumieniami. Gwałcono kobiety, zarzynając je potem nożami. Sztachety płotu okalającego koszary udekorowano białymi dziećmi wbijanymi na ostrza. Ze szczególną gorliwością znęcano się nad zakonnicami i misjonarzami”.

W walce z rebelią premier Czombe sięgnął po białych najemników. Było to konieczne, bo armia kongijska nie miała kadr dowódczych, a dyscyplina i morale żołnierzy były niskie. Gan-Ganowicz objął dowództwo 12. batalionu katangijskiego („Czerwonych Diabłów”). Batalion składał się z 12 białych oficerów i podoficerów oraz 800 Katangijczyków. Pierwszą walkę wygrał, jak wspominał, jako żołnierz, ale przegrał jako dowódca – biali najemnicy zlekceważyli go i poszli pić.

Powoli budował swój autorytet. Było to trudne, gdyż zastąpił uwielbianego przez żołnierzy kpt. Kazimierza Topora-Staszaka, który „dbał o swoje wojsko jak matka i karał jak ojciec”. Topór-Staszak walczył niewiele wcześniej na czele batalionu przeciw wojskom ONZ, które starały się pomóc zlikwidować secesję Katangi.

Gan-Ganowicz wspomina także innych Polaków walczących z rebelią podsycaną przez komunistów. Kapitan Tadeusz Kowalski był 20 lat wcześniej oficerem II Korpusu, następnie kucharzem na belgijskim dworze królewskim.

„Rzucił wszystko, by wziąć udział w wojnie, jaką komuniści rozpętali w Kongo. […] Postać szalona. Jak Kmicic-hulaka i awanturnik. Odważny do nieprzytomności, do szaleństwa”. Major Marcinek był szefem służby zdrowia armii kongijskiej. Starszy sierż. Konopka miał za sobą służbę w Legii Cudzoziemskiej. Był podoficerem zaopatrzeniowym w batalionie Gan-Ganowicza. „Dzięki temu »mistrzowi kombinacji« mój oddział był najlepiej zaopatrzony w całym Kongu. Konopka potrafi znaleźć wszystko. Nietypową amunicję do starych rickersów, części do samochodów, benzynę i lekarstwa i tysiące różnych rzeczy potrzebnych do prowadzenia wojny w znośnych warunkach”.

Sierżant Józef Swara także służył wcześniej w Legii Cudzoziemskiej. Uciekł z Polski po tym, jak jego ojca „rozkułaczono”, a potem zabito. Sierżant Roman Wiatr był jako dziecko deportowany w 1940 r. na Sybir, opuścił wraz z ojcem Związek Sowiecki z armią Andersa. Wrócili do kraju. Ojciec został aresztowany i zginął w więzieniu. Roman uciekł z Polski. Porucznik Stanisław Krasicki, zarządca w kongijskich plantacjach Sapiehów, miał już 60 lat. Ocalał z rzezi, której ofiarą padli hr. Roman Bielski i jego żona Anna z domu Sapieha. Hans Wyciorek był Ślązakiem. Jego matkę zgwałcili czerwonoarmiści. Oboje zostali uznani za Niemców i wysiedleni z Polski.

Czytaj także:
„Kowboj” przeciw NKWD

Często cytowane jest drastyczne powiedzenie Rafała Gan-Ganowicza, że nie wie, jak to jest zabić człowieka, bo zabijał tylko czerwonych. Jednak „czerwoni” kryli się za plecami wysyłanych do walki murzyńskich rebeliantów. Gan-Ganowicz zdawał sobie z tego sprawę. W filmie Piotra Zarębskiego wspomina Murzynów otumanionych haszyszem przez czarowników, idących do ataku na pewną śmierć. Była to – jak mówi – walka mniej niebezpieczna, za to nieprzyjemna, bo strzelało się do zamroczonych ludzi.

Jednym z tych, który przygotowywał ich do walki, był schwytany przez ludzi Gan-Ganowicza czarownik. W odebranym mu woreczku, który miał zawieszony na szyi, znaleziono dyplom ukończenia studiów medycznych w Pradze. Potem znalazł się w Leningradzie. „Tam przygotowywano go do roli, jaką miał odegrać w Kongo”. Dowodami komunistycznego zaangażowania były nie tylko dokumenty, lecz przede wszystkim sowiecka i chińska broń.

Dla Gan-Ganowicza wojna skończyła się wkrótce po obaleniu Czombego. Nowy władca Konga, gen. Mobutu, chciał się pozbyć oddziałów Katangijczyków wiernych Czombemu, a więc i służących w nich białych najemników. Gan-Ganowicz został zwolniony ze stanowiska dowódcy batalionu.

Gan-Ganowicz zakosztował „narkotyku wojny”, czego nie krył. Ostatni okres pobytu w Kongu spędził w Bukavu. „Ani piękno miasta, ani przyrody, ani obecność przyjaciół nie potrafiły osłodzić uczucia, że oto kończy się bezpowrotnie pewien, jakże bujny, okres w moim życiu” – pisał we wspomnieniach, dodając, że pokochał przygodę i broń. Lubił cytować powiedzenie, że lepiej jeden dzień przeżyć jak lew niż całe życie jak zając.

Przeciw Sowietom w Jemenie

Po powrocie do Europy, gdzie znalazł się także obalony Czombe, Gan-Ganowicz, sympatyzując z nim, a uważając jego zwycięskiego rywala Mobutu za dyktatora, przedstawił Czombemu plan zwerbowania 150 żołnierzy – Polaków, mających pomóc w powrocie do władzy, a także znalezienia polskich specjalistów dla Konga. Plany te, którymi Czombe był – jak twierdził Gan-Ganowicz – zainteresowany, przecięła śmierć kongijskiego wygnańca.

Nie miały one nic wspólnego z walką z komunizmem, ale taka okazja się nadarzyła. W Jemenie od początku lat 60. trwała wojna domowa między rojalistami i wojskowymi, którzy dokonali przewrotu. Pierwszych wspierała Arabia Saudyjska, drugich Egipt. Jednak z powodu wojny egipsko-izraelskiej kontyngent egipski został w 1967 r. wycofany. Na pomoc rebeliantom przyszedł Związek Sowiecki, wysyłając do Jemenu swoich doradców, ale także czołgistów i pilotów.

Francuski mjr Martin – dowódca najemników wspierających rojalistów w Jemenie – zaproponował Gan-Ganowiczowi opłacany przez Arabię Saudyjską kontrakt. Polak szkolił Jemeńczyków w posługiwaniu się nowoczesną bronią. Tutaj wreszcie zmierzył się z sowieckimi żołnierzami. „To Sowieci obsługiwali katiusze, to ich piloci tropili nas w pustyni i w górach, to wreszcie ich czołgiści wyróżniali się na tle jemeńskich partaczy celnym ogniem i większą brawurą”.

Gan-Ganowicz miał satysfakcję, że przeszkoleni przez niego żołnierze niszczyli z bazook sowieckie czołgi T-54. On sam kierował ostrzałem Sany, niszcząc siedzibę marksistowskiej partii, a szczególnie uwziął się na sowiecką ambasadę, równając ją z ziemią. „Każda moja rada, każdy strzał mierzyły bezpośrednio w Sowietów” – mówił w filmie.

W „Kondotierach” opisał zaciekły pojedynek z pilotem miga-21. Samolot udało się zestrzelić. Przy martwym pilocie, płk. Kozłowie, szefie sowieckich doradców, znaleziono dokumenty. Przekazane zostały Arabii Saudyjskiej, której dyplomaci przedstawili je w ONZ jako dowód sowieckiego zaangażowania w konflikt. Druga strona także pragnęła zdobyć taki dowód, za żywych lub martwych najemników wyznaczono wysoką nagrodę.

Gan-Ganowicz ściągnął do Jemenu swoich kolegów Polaków: Mieczysława Czubaka, byłego żołnierza AK, Stefana Masternaka i Ludiera W., którego uczył w podparyskiej polskiej szkole średniej.

Po Jemenie wycofał się z powodów rodzinnych z udziału w konfliktach zbrojnych dwóch światów, ale nie zaprzestał walki z komunizmem na innych polach. W latach 80. był paryskim korespondentem Radia Wolna Europa. Po porozumieniu okrągłego stołu dano mu do zrozumienia, że jego radykalny antykomunizm już nie jest dobrze widziany w rozgłośni. Współpracował z Piotrem Jeglińskim, szefem założonego we Francji wydawnictwa Editions Spotkania, pozyskując pieniądze i organizując przerzut sprzętu poligraficznego dla podziemnej Solidarności, był także przedstawicielem Solidarności Walczącej w Europie Zachodniej. W 1988 r. ukazała się – oczywiście poza zasięgiem cenzury – jego książka „Kondotierzy” wydana przez Niezależną Oficynę Wydawniczą Solidarności Walczącej. Do dziś książka ma sześć wydań.

W 1997 r. powstał film Piotra Zarębskiego „Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza”. Spotkał się z ogromnym sprzeciwem członków komisji kolaudacyjnej TVP, zwolenników okrągłostołowego porozumienia z komunistami. Trzeba było dopiero nacisku kilkudziesięciu posłów i senatorów, by film został wyemitowany. W tym samym roku Gan-Ganowicz powrócił do Polski. Zaangażował się w działalność społeczną, m.in. w fundacji Młoda Demokracja. Jedynym wyróżnieniem, jakie za życia otrzymał od państwa polskiego, była szabla wręczona mu przez Romualda Szeremietiewa, wiceministra obrony narodowej. Zmarł w 2002 r. w Lublinie.

W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński uhonorował Rafała Gan-Ganowicza Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2017
Artykuł został opublikowany w 2/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 2
  • jechwoparch IP
    Treść została usunięta
    Dodaj odpowiedź 7 29
      Odpowiedzi: 1

    Czytaj także