Od bohatera do namiestnika cara. Smutna przemiana gen. Zajączka

Od bohatera do namiestnika cara. Smutna przemiana gen. Zajączka

Portret Józefa Zajączka, autor nieznany.
Portret Józefa Zajączka, autor nieznany. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 7
Był jednym z pierwszych kawalerów orderu Virtuti Militari, ale na starość przeszedł na służbę cara. Jako namiestnik Królestwa Polskiego zaczął głosić uwielbienie dla Aleksandra I.
„Na murach Lipska legł bitewny pył, a w kraju dźwięczy melodyjka stara, że ten, kto wczoraj jakobinem był, jutro zostanie namiestnikiem cara” – śpiewał nieodżałowany Przemysław Gintrowski w piosence napisanej przez Jerzego Czecha. Smutna to puenta życia generała Józefa Zajączka, weterana wielu polskich wojen z Rosją, od konfederacji barskiej, przez bój w obronie Konstytucji 3 maja, do insurekcji kościuszkowskiej. Smutna puenta życia napoleończyka i generała Księstwa Warszawskiego, broniącego ziem polskich przed inwazją austriacką w 1809 r., trzy lata później zaś wyruszającego z wielkim cesarzem Francuzów na Moskwę, na tę „drugą wojnę polską”. Wojnę wielkich nadziei na odbudowę Rzeczypospolitej, w której Zajączek odniósł ciężkie rany. Nie minęły cztery lata, gdy jako namiestnik Królestwa Polskiego zaczął głosić uwielbienie dla cara Aleksandra I, a jego brata, wielkiego księcia Konstantego, ostrzegać przed skorym do buntu narodem polskim.

Towarzysz Pułaskiego

Urodził się w twierdzy Kamieniec Podolski, gdzie jego ojciec, pieczętujący się herbem Świnka, służył jako pułkownik. Józef obrał tę samą drogę i w wieku szesnastu lat, w 1768 r., wstąpił do wojska koronnego. W tym samym roku wybuchła konfederacja barska przeciw królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu i wspierającej go Rosji. Wśród konfederatów znalazł się też Zajączek, chociaż o jego udziale w walce nic bliższego nie wiadomo. Spotykamy go dopiero wiosną 1770 r., kiedy jako sekretarz przedstawiciela barżan we Francji, Michała Wielhorskiego, udał się do Paryża. W wielkim świecie zwiedzał m.in. Luwr – tam, oszołomiony widokiem jednej z greckich bogiń, uznał, że to Matka Boska. Rzucił się na kolana i kłaniał tak żarliwie, że uderzył głową w posadzkę, gubiąc przy tym perukę.

Po upadku konfederacji Zajączek nie wrócił do Polski, lecz podążył za najsłynniejszym konfederackim dowódcą, Kazimierzem Pułaskim, do odległego imperium tureckiego, by tam tworzyć legion do walki „o wolność i całość Ojczyzny”. Licząca kilkudziesięciu ludzi grupa Pułaskiego dotarła do Szumli. W lipcu 1774 r. konfederaci byli świadkami klęski Turków w bitwie pod Kozludżi. Wkrótce Turcja zawarła pokój z Rosją, a Polakom pozostało wrócić do Francji. Tam też rozeszły się drogi Pułaskiego i Zajączka. Ten pierwszy wyruszył niebawem na drugą półkulę, by znaleźć śmierć w bitwie pod Savannah i przejść do historii jako bohater amerykańskiej wojny o niepodległość.

Czerwony generał

Nasz bohater wrócił tymczasem do kraju i rozpoczął wieloletnią służbę w gwardii hetmana Jana Ksawerego Branickiego, zaprzedanego Rosji przyszłego targowiczanina. W dobie Sejmu Czteroletniego zerwał z nim jednak i przystąpił do stronnictwa patriotycznych posłów, którzy domagali się reformy ustroju i wojska Rzeczypospolitej. Należał do zwolenników konstytucji majowej i bronił jej w 1792 r. przed najazdem rosyjskim. Odznaczył się w bitwie pod Zieleńcami i został jednym z pierwszych kawalerów orderu Virtuti Militari. Po przystąpieniu króla do targowicy złożył dymisję i wyjechał z kraju do Wiednia.

Czytaj także:
Polska kontra Rosja. 500 lat walk o Europę Wschodnią

Na emigracji Zajączek włączył się do organizowania powstania przeciw Rosji. Pełnił ważną funkcję emisariusza Tadeusza Kościuszki – jeździł potajemnie z Wiednia do kraju, a także do saskiego Drezna, które również stało się ośrodkiem przygotowań do walki. Kiedy zaś powstanie wybuchło w 1794 r., stanął w jego szeregach i z sukcesem jako dowódca dywizji wziął udział w pobiciu Moskali pod Racławicami.

Wkrótce okazało się jednak, że Zajączek dobrze bijący się pod czyjąś komendą, zawodzi jako samodzielny dowódca. Dwa miesiące później pod Chełmem jego korpus został pobity przez Rosjan, i – jak stwierdziła życzliwa generałowi jego biografka Jadwiga Nadzieja – zabrakło mu nie tylko wiedzy operacyjnej i doświadczenia, lecz także autorytetu u żołnierzy. Dowodem tego ostatniego był bunt podległych mu oficerów, którzy obarczyli Zajączka winą za poniesioną porażkę i pozbawili dowództwa. Kościuszko załagodził sprawę, nie przywrócił jednak Zajączkowi komendy. Nasz bohater zrehabilitował się wkrótce w potyczce pod Gołkowem w pobliżu Konstancina-Jeziorny pod Warszawą. Nie zapobiegło to jednak odwrotowi wojsk powstańczych do stolicy, którą następnie oblegli Rosjanie i Prusacy.

Zajączek dzielnie bronił Warszawy razem z innymi generałami Kościuszki. Zbliżył się wówczas do najbardziej radykalnego nurtu politycznego w powstaniu, którego zwolenników nazywano jakobinami. Nazwa, ukuta zdecydowanie na wyrost przez przeciwników politycznych, podkreślała, że chcieli oni przenieść na polski grunt metody rewolucji francuskiej. W istocie radykalizm ten, daleki od francuskiego, był raczej reakcją na kryzys powstania i nieskuteczność dotychczasowych metod walki z zaborcami niż konkretnym programem społecznym (niezależnie od tego, że „polscy jakobini” głosili konieczność pozyskania chłopów do walki). Czasami zresztą ich działania przybierały komiczną formę, jak chociażby w czasie wystąpienia gen. Zajączka na sesji Rady Najwyższej Narodowej, kiedy to zaproponował, by za przykładem władz francuskich znieść tytuły i nazwiska szlacheckie, po czym sam ogłosił, że odtąd będzie nosił nazwisko „Ananas”. Ekscentryczny pomysł obrócono jednak w żart i Zajączek pozostał przy swoim nazwisku rodowym.

Jednym z największych sukcesów jakobinów było zdobycie przewagi w powołanym przez Kościuszkę Sądzie Kryminalnym Wojskowym. Miał się on zajmować sprawami o zdradę państwa na rzecz Rosji, a przewodnictwo w nim objął Zajączek. Na początku września 1794 r. rozpatrywano sprawę biskupa Wojciecha Skarszewskiego, targowiczanina. „Zasłużył” się on zwalnianiem z przysięgi na wierność Konstytucji 3 maja, a później udziałem w sejmie grodzieńskim, który zatwierdził II rozbiór Polski (za co od carycy Katarzyny II otrzymał krzyż z topazem i sygnet z brylantami). Został skazany na śmierć, a Zajączek tak uzasadniał wyrok: „Surowość jego nie miała na celu, jak tylko przywrócenie [...] narodowi jego dawnej w charakterze rzetelności. Potrzeba było zwątlić fakcję dworu jako też moskiewską” (cyt. za: Jadwiga Nadzieja, „Od jakobina do księcia namiestnika, Katowice 1988).

Czytaj także:
Średniowieczna targowica

Mimo dowodów zaprzaństwa Skarszewskiego znalazł on jednak wielu wpływowych obrońców. Byli wśród nich król Stanisław August Poniatowski, który przeczytawszy wyrok, wyszeptał, że jest w nim wymienionych dość win, by i jego samego skazać, nuncjusz papieski Lorenzo Litta, prezydent Warszawy Ignacy Wyssogota-Zakrzewski, w końcu i dwie kochanki biskupa. To wystarczyło, by Kościuszko zamienił szubienicę na dożywotnie więzienie. Zajączek w proteście podał się do dymisji. Dożywocie Skarszewskiego trwało raptem parę miesięcy – do upadku powstania.

Cień Pragi

Klęska zbliżała się bowiem nieuchronnie. Po katastrofie Kościuszki pod Maciejowicami nowe władze powstańcze, przy decydującym udziale Zajączka, zdecydowały się stoczyć walną bitwę z Rosjanami na warszawskiej Pradze. Nie wzięto pod uwagę złego stanu umocnień, a także – w wypadku niepowodzenia – minimalnej możliwości odwrotu zgromadzonych tam wojsk powstańczych przez jedyny most na Wiśle. 4 listopada 1794 r. Rosjanie pod dowództwem feldmarszałka Aleksandra Suworowa ruszyli do szturmu. Jego gwałtowny przebieg zaskoczył obrońców. Moskale wdarli się szybko na szańce na odcinku gen. Jakuba Jasińskiego, który nie ustąpił i zginął z większością swoich żołnierzy. W tym czasie Zajączek nie podjął żadnej decyzji, a kiedy obcy żołnierze wdarli się na jego odcinek, lekko raniony, uległ ogólnej panice i w tłumie zbiegł na lewy brzeg Wisły.


Powstanie upadło, a Zajączek, podobnie jak pozostali przywódcy, musiał uchodzić z Polski. Nie ominęło go austriackie więzienie w Ołomuńcu, gdzie przebywał także Hugo Kołłątaj, stojący na czele stronnictwa patriotycznych radykałów. Zwolniony w lutym 1796 r., natychmiast udał się do Paryża. Kiedy późną jesienią tego roku we Włoszech zaczęły powstawać Legiony Polskie, nie uzyskawszy, jak tego oczekiwał, nad nimi komendy, nie tylko nie zaangażował się w tę działalność, demonstracyjnie podkreślając, że jest oficerem armii francuskiej (do której zdążył wstąpić), lecz także szkodził ich twórcy, gen. Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu. I chyba łatwo znaleźć także inne wytłumaczenie niż podrażniona ambicja. Oto gdy Zajączek pojawił się w kwaterze legionowej gdzieś w dalekich Włoszech, znajdujący się w niej żołnierze nie zwrócili nań uwagi. Wówczas towarzyszący mu oficer zapytał ich, czy wiedzą, kogo mają przed oczami, i sam odpowiedział, że pierwszego po Kościuszce polskiego generała. Reakcją był pomruk, że pięknie obronił Pragę. „Może nam dać go myślicie? Ale my się bez niego obejdziemy; z Dąbrowskiego [jeste]śmy kontenci”.

Jako oficer francuski Zajączek wyruszył więc pod rozkazami Napoleona na wyprawę egipską. Wyróżnił się dzielnością, począwszy od słynnej bitwy pod piramidami, skończywszy na ostatnich bojach z Anglikami w 1801 r. W Egipcie stale tłumaczył Francuzom konieczność odbudowy Polski. Jeszcze wiele lat po zakończeniu napoleońskiej epopei będą oni wspominać słowa generała, jak go nazywali, Pastèque. Skąd to przezwisko? Zajączek zjadał codziennie ogromne ilości arbuzów (a nie melonów, jak mylnie tłumaczył źródło przezwiska Szymon Askenazy), które ponoć przypominały mu owoce z rodzinnego Podola. Taki też tytuł dał swojej biografii generała Marian Brandys – „Generał Arbuz”. Chociaż więc nie udało się Zajączkowi zmienić nazwiska na Ananas, to przynajmniej otrzymał przydomek Arbuz.

Po kilku latach – w dobie Księstwa Warszawskiego – dane było Zajączkowi wrócić do kraju i bić się w armii księstwa przeciw Austriakom. Niestety, mało fortunnie, gdyż pod Jedlińskiem poniósł porażkę – największą, jaką wojsko polskie poniosło w tej kampanii. W 1812 r. sześćdziesięcioletni Zajączek nie musiał zapewne ruszać na Moskwę, lecz chciał i jako dowódca 16. Dywizji Piechoty polskiego korpusu pod komendą ks. Józefa Poniatowskiego, swego dawnego dowódcy z wojny w obronie konstytucji, którego potem przez wiele lat zwalczał, przekroczył granicę Imperium Rosyjskiego.

Nie uchylał się od udziału w boju. W ciężkiej bitwie pod Smoleńskiem odniósł trzy rany, mężnie dowodził swoją dywizją pod Tarutinem. W czasie odwrotu Wielkiej Armii, w bitwie nad Berezyną, kiedy zachwiały się szeregi Francuzów, wsparł ich osobiście, ze szpadą w ręku prowadząc do ataku polskich żołnierzy. W czasie boju został ciężko ranny w nogę. Na rozkaz Napoleona, pamiętającego wiernego oficera z czasów wyprawy egipskiej, przeniesiono Zajączka do cesarskiego namiotu. Tam przeprowadzono amputację.

Gorliwszy od Moskali

Niezdolny do dalszej walki generał wyjechał do Wilna. Tam dostał się do niewoli, po czym uwięziono go w twierdzy w Połtawie. Powrót do Warszawy w połowie 1814 r. zbiegł się z abdykacją Napoleona i przybyciem do kraju reszty wiernych mu do końca wojsk polskich. Wkrótce Zajączek, wraz z innymi polskimi generałami, zaangażował się w tworzenie armii Królestwa Polskiego. Wszyscy byli mniej lub bardziej przekonani (a przekonanie to wzmacniał autorytet Tadeusza Kościuszki), że w obecnej sytuacji tylko car Rosji Aleksander I, wkrótce król Polski, jest gwarantem zachowania resztek polskiej państwowości.

27 listopada 1815 r. car podpisał konstytucję królestwa i tego samego dnia nominację namiestnikowską Zajączka. Niespełna miesiąc później nastąpiło uroczyste zaprzysiężenie namiestnika na Zamku Królewskim w Warszawie. Po nim zgromadzeni udali się do katedry św. Jana. Co myślał namiestnik, kiedy biskup zaintonował Te Deum? Czy przypomniał sobie tę chwilę sprzed 21 lat, gdy kładł swój podpis na dokumencie skazującym owego biskupa – Wojciecha Skarszewskiego – na szubienicę za zdradę na rzecz Rosji?

Chyba nie zaprzątał sobie już tym głowy, służąc wiernie najpierw Aleksandrowi, a potem Mikołajowi. Ta gorliwość pojawiła się natychmiast po objęciu rządów namiestnikowskich, począwszy od wydania pierwszej odezwy, w której padły słowa o Rosji – „tarczy naszej”. Kiedy w styczniu 1816 r. na posiedzeniu rządu królestwa – Rady Administracyjnej – książę Adam Jerzy Czartoryski sprzeciwił się niezgodnym z konstytucją żądaniom carskiego brata, wielkiego księcia Konstantego, ten znalazł niespodziewanego sojusznika w Zajączku, który wykrzyczał: „Co mi tu wspominacie o tej konstytucji. Jeżeli mi wielki książę rozkaże, to ją wywrócę do góry nogami [...]. Te dobra, co je mam, dał mi cesarz Napoleon; dzisiejsze miejsce winienem cesarzowi Aleksandrowi [...]. Nie konstytucji, lecz cesarza Aleksandra słuchać będę i co mi brat jego rozkaże, czynić będę” (cyt. za: Jadwiga Nadzieja, „Od jakobina do księcia namiestnika”).

Na tym się nie skończyło, gdyż o postawie księcia Adama namiestnik nie zawahał się poinformować poufnie cara. Twierdził, że działalność Czartoryskiego przybiera formę konspiracji i choć obecnie, „za rządów monarchy, którego Polska uznaje za swego dobroczyńcę” nie są one niebezpieczne, „jednak przy jego [tj. Aleksandra] następcach knowania Czartoryskiego mogą wyjść na jaw” – cytował jego wypowiedź Szymon Askenazy. Zabiegi Zajączka o przychylność zaborcy zostały nagrodzone przyznaniem mu przez Aleksandra I tytułu książęcego.

W latach 20. było już tylko gorzej. Łamiąc konstytucję, Zajączek zainicjował objęcie cenzurą prasy ukazującej się w Królestwie Polskim. Kiedy Konstanty zbył donosy szpiegów o niechętnych mu osobiście i Rosji nastrojach w armii królestwa, Zajączek w obecności zajadłego wroga Polaków senatora Nikołaja Nowosilcowa oświadczył, że te denuncjacje są jak najbardziej zasadne, on sam nie ufa swojemu narodowi, bo go zna, pogłoski o konspiracji wśród polskich wojskowych zaś są prawdziwe. Gdyby natomiast wybuchła wojna z Turcją, nie doradzałby pozostawienia wojsk w królestwie, lecz posłanie ich na tę wojnę. „Dziwnie zaiste brzmiały podobne słowa i rady w ustach starego czerwieńca, barzanina, kościuszkowca i napoleonisty, polskiego namiestnika Zajączka” – ze smutkiem konstatował Askenazy. Spotkała go jednak tyle nieoczekiwana, ile odpowiednia odprawa, kiedy Konstanty z wściekłością rzucił, że on „cesarzewicz, choć cudzoziemiec, jest przecie lepszym Polakiem od księcia namiestnika, i że sam podejmuje się bronić Polaków przed monarchą”.

Przez większą część życia Zajączek chętniej poddawał się władzy obcej niż polskiej, obojętne, czy Napoleona, czy rosyjskiego cara. Zdarzały się jednak chwalebne wyjątki, jak pełna lojalność wobec Tadeusza Kościuszki i oddanie sprawie niepodległości w dobie insurekcji, a później Księstwa Warszawskiego. „Był to tęgi rębacz, żaden wódz, gorący na swój sposób Polak, krwi własnej nieszczędny; niekarna głowa, nieokiełznany temperament zawadiaki sejmikowego [...] małej wiedzy militarnej, ciasnych pojęć obywatelskich” – celnie charakteryzował go Askenazy.

Jednak w ostatnich dziesięciu latach życia – jako książę namiestnik – był oddanym i gorliwym wykonawcą poleceń rosyjskich władców Królestwa Polskiego, co Mikołaj I nagrodził jeszcze i w ten sposób, że po śmierci generała ogłosił trzydniową żałobę w królestwie. Te ostatnie lata przyćmiły orężne zasługi generała Zajączka – mieszkańcy tej części dawnej Polski szydzili, że car z zajączka zrobił królika. „Oto sternik nieszczęsnego kraju – zajączek z ducha, świnka z obyczaju” – głosiło inne powiedzenie. A jednak nie byłoby sprawiedliwe kończyć tej historii takim efektownym cytatem. Zakończmy więc ją tym, że męstwa okazanego w służbie, mimo Pragi, nie można w bilansie życia odmówić generałowi Zajączkowi. Ono też słusznie dało mu miejsce jako jednemu z pięciu Polaków na Łuku Triumfalnym w Paryżu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2016
Artykuł został opublikowany w 2/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 7
  • taka prawda... IP
    czyli od lewaka do pisowca, od walczącego o niepodległość do wywracającego konstytucję.
    Dodaj odpowiedź 3 14
      Odpowiedzi: 1
    • glosa IP
      Redaktorze szanowny - nie "Ananas", ale "Arbuz" - tak miało brzmieć nowe nazwisko Zajączka. Jest zresztą książka Mariana Brandysa pt. "Generał Arbuz", która jest biografią Zajączka.
      Dodaj odpowiedź 7 0
        Odpowiedzi: 1
      • Asdfgh IP
        Na tamten moment nie było szans na niepodległość. Królestwo Polskie miało autonomię, konstytucję i zaczynało się rozwijać gospodarczo. Polacy lubią przelewać krew w sprawach beznadziejnych, ba, sam to rozumiem ale Zajączek wiedział co się dzieje. Pomimo, że skończył z piętnem zdrady.
        Dodaj odpowiedź 9 7
          Odpowiedzi: 0
        • hmmmmmm IP
          „Co mi tu wspominacie o tej konstytucji. Jeżeli mi wielki książę rozkaże, to ją wywrócę do góry nogami" I wy to tak na doRzeczy puszczacie? to jakaś prowokacja, czy już zupełnie anty kurs obrany?
          Dodaj odpowiedź 7 5
            Odpowiedzi: 0
          • zgred IP
            Zmądrzał na starość, rzadki przypadek.
            Dodaj odpowiedź 6 15
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także