Śmierć Jagiellona w rzezi pod Mohaczem. Koniec potęgi dynastii

Śmierć Jagiellona w rzezi pod Mohaczem. Koniec potęgi dynastii

„Bitwa pod Mohaczem”. Autor: Bertalan Székely
„Bitwa pod Mohaczem”. Autor: Bertalan Székely / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 1
Opancerzeni ludzie i konie topili się w rzece lub grzęźli w naddunajskich mokradłach, gdzie zarzynali ich wrogowie. W ciągu półtorej godziny zginęło 20 tys. chrześcijan, w tym król Ludwik. Zgon tego 20-latka oznaczał kres dynastycznych marzeń Jagiellonów o środkowej Europie.

Maciej Rosalak

Po klęsce wojsk węgierskich i polskich posiłków pod Warną (1444), gdzie poległ król obu narodów Władysław z rodu Jagiellonów, po klęsce Madziarów na Kosowym Polu (1448) i po upadku bizantyjskiego Konstantynopola (1453) Węgrzy nie złożyli broni. Osamotnieni, prowadzili nieustępliwe wojny z imperium Osmanów. To oni, nie my, zasługiwali wtedy na miano antemurale christianitatis – przedmurza chrześcijaństwa. Przyczynili się do tego zwłaszcza dwaj wspaniali mężowie z rodu Hunyady – Jan (znany jeszcze spod Warny) oraz jego syn Maciej.

Pierwszy został regentem za Władysława Pogrobowca (po czesku: Ladislav Pohrobek), króla Czech i Węgier, syna Albrechta II Habsburga i Elżbiety, córki cesarza Zygmunta Luksemburskiego. W tamtym czasie Jan Hunyady odniósł wreszcie wielkie zwycięstwo nad Turkami pod Belgradem (1456), niszcząc dzięki genialnemu dowodzeniu (kilkanaście tysięcy janczarów zginęło w ogniowej pułapce) całą ich kilkudziesięciotysięczną armię. Jego syn zasiadł na tronie węgierskim (1458) po śmierci Pogrobowca, a zwany był Korwinem – od czarnego kruka z herbu rodu Hunyady. Czarny Kruk Maciej Korwin stworzył 10-tysięczną zawodową armię zwaną Czarnymi Szeregami, której nie mogli się oprzeć ani Turcy, ani polscy, czescy i niemieccy sąsiedzi. W końcu zdobył nawet Wiedeń.

Po śmierci Macieja Korwina (1490) oligarchowie węgierscy powołali na tron ówczesnego (od 1471) króla Czech – Władysława Jagiellończyka. I tak przedstawiciele litewsko-polskiej dynastii panowali nad ziemiami państw dzisiejszej Grupy Wyszehradzkiej – Polski, Węgier, Czech i Słowacji – plus obecnej Łotwy, Litwy, Białorusi, Ukrainy, połowy Rumunii, Słowenii i Chorwacji...

Matrymonialny poker

Wydawało się, że z udanego małżeństwa Kazimierza IV Jagiellończyka z Elżbietą Habsburżanką (zwaną Rakuszanką od staropolskiej nazwy Austrii: Rakuzy), które doczekało się 13 dzieci – w tym sześciu synów – rozrośnie się dynastia dominująca w środkowej Europie, mająca oparcie w rozległym i dysponującym ogromnym potencjałem państwie polsko-litewskim. Tymczasem najstarszy Władysław, dobry człek, lecz nieudolny władca, zwany był przez swych czeskich, a potem i węgierskich poddanych wołem lub osłem. Jego jedyny syn Ludwik dożył zaledwie 20 lat, w pewnej mierze dlatego, że stał się takim mężem stanu jak ojciec.

Kolejny syn Kazimierza IV i Rakuszanki – Kazimierz – dobrze się zapowiadał, lecz zmarł w młodym wieku na gruźlicę. Został kanonizowany. Następny – Jan Olbracht – poniósł słynną klęskę na Bukowinie (1497), przesadnie zresztą wyolbrzymianą (bo wcale szlachta tam „nie wyginęła”). Co jednak o wiele gorsze, rozpuścił wojsko zawodowe i w następnym roku, o czym w ogóle się nie pamięta, armia turecka spustoszyła nasze ziemie z Przemyślem i Sanokiem włącznie. A król pił i łajdaczył się w Krakowie… Zmarł bezpotomnie, podobnie jak następca Aleksander, bezwolny wobec wielmożów, na zmianę: litewskich i polskich. Dopiero panowanie Zygmunta i jego syna Zygmunta Augusta kojarzy się ze złotym wiekiem naszej historii. Cóż, syn nie zostawił następcy, tylko Rzeczpospolitą Obojga Narodów…Zauważmy jeszcze, że podobno najzdolniejszym z synów Kazimierza IV był najmłodszy Fryderyk, który wybrał jednak stan duchowny, zostając w końcu arcybiskupem gnieźnieńskim.

W telegraficznym przeglądzie progenitury Jagiełły odnotujmy jeden fakt, który tej dynastii – ale i dynastii Habsburgów – dawał ogromną szansę, a mianowicie układ wiedeński z 1515 r. Otóż dwaj królowie Jagiellonowie – Władysław i Zygmunt (później nazwany Starym) – w zamian za poniechanie przez cesarza Maksymiliana I sojuszu z Moskwą i zakonem krzyżackim, zgodzili się na dwa związki małżeńskie. Dzieci Władysława: Ludwik i Anna pojęły za małżonków wnuczęta cesarskie Marię i Ferdynanda. Był to jakby matrymonialny poker: który z panów młodych przeżyje i się rozmnoży, ten obejmie władzę nad Węgrami i Czechami (ze Śląskiem!). Ten układ w Wiedniu – zawarty dokładnie 300 lat przed o wiele bardziej znanym kongresem wiedeńskim, który przypieczętował rozbiory Polski – rychło, bo pod Mohaczem w 1526 r., przyniósł Habsburgom w wianie „Mitteleuropę”.

Czytaj także:
„Otrucie królowej Bony” - obraz Jana Matejki przedstawia tajemniczą śmierć

Rzeź nad Dunajem

Za Władysława Jagiellończyka, który panował w Budzie ponad ćwierć wieku, Węgrzy opierali się dość skutecznie imperium ottomańskiemu. Sytuacja pogorszyła się jednak od czasu, gdy sułtanem został w 1520 r. Sulejman Wspaniały. Już w następnym roku zdobył Belgrad, w 1522 r. odebrał joannitom wyspę Rodos, a w 1526 r. zażądał od Węgrów wysokiego trybutu, dążąc do ich zwasalizowania. Po odrzuceniu ultimatum w tej sprawie – tu Ludwik zdecydowanie działał w interesie habsburskim, biorąc na siebie turecką zemstę – sułtan ruszył ku Budzie z ok. 70-tysięczną armią. Złożona ona była z przerażającej piechoty janczarów – szkolonych od dziecka w zabijaniu za pomocą łuku bądź rusznicy, szabli i piki – oraz konnych spahisów. Byli oni czymś w rodzaju tureckiego rycerstwa, tworzącego jazdę ciężką – w kolczugach, pancerzach i misiurkach. Artyleria turecka liczyła aż 300 dział. Właśnie wtedy, za Sulejmana Wspaniałego, wojsko tureckie osiągnęło szczyt swego rozwoju.


Ludwik zebrał armię znacznie mniejszą, bo tylko 25-tysięczną. Liczbę dział szacuje się na 80, ale niektórzy doliczyli się zaledwie 20. Armia ta oparta była na pospolitym ruszeniu węgierskich rycerzy – dzielnych, zakutych w stal podobnie jak rumaki, których dosiadali, ale z obawą ruszających na bitwę pod wodzą niedoświadczonego króla. Wbrew radom części swego otoczenia i wezwaniom cieszącego się sporym autorytetem wojewody Jana Zápolyi, aby poczekał na przybycie jego wojsk z Siedmiogrodu, Jagiellończyk parł do bitwy, nie oglądając się na nic, podobnie jak ponad 80 lat wcześniej jego stryjeczny dziad pod Warną. A wesprzeć go mógł jedynie Jan Zápolya, bo zarówno Habsburgowie, jak i Zygmunt Stary, którego wiązał pokój zawarty z Sulejmanem, odmówili wyruszenia z pomocą. Pod sztandary Ludwika przybyło natomiast pod wodzą Lenarta Gnoińskiego ponad półtora tysiąca polskich rycerzy – ochotników.

W końcu sierpnia oba wojska, idąc wzdłuż Dunaju, natknęły się na siebie opodal miasteczka Mohacz, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Budy, na błotnistej, poprzecinanej rzeczkami i strumieniami równinie. Turcy rozłożyli warowny obóz na wzniesieniu, a większość wojsk ukryli za nim. Ludwik zrezygnował nawet z zatoczenia taboru, co dawało szansę obrony przed znacznie liczniejszym wrogiem oraz doczekania się odsieczy z Siedmiogrodu. 29 sierpnia postanowił przyjąć otwartą bitwę, przychylając się do rady abp. Kalocsa – Pála Tomori. On też wiódł jedną z dwóch kolumn węgierskich; drugą poprowadził do ataku sam król.

Sulejman, gdy usłyszał dźwięk trąb nieprzyjaciela i ujrzał zmierzające w jego stronę szczupłe hufce, ucieszył się zapewne z takiego obrotu spraw i też wysłał na równinę swe wojska. Podobno gdy Ludwik je ujrzał, zemdlał z przerażenia, ale może to tylko przejaw czarnej legendy, jaka owiała jego nieszczęsne 10-letnie panowanie. Faktem jest, że Węgrzy, i ci nieliczni Polacy, którzy stanęli u ich boku, natarli ze straceńczą odwagą i zaciekłością na Turków, dążąc wprost ku świcie sułtana. Podobno nawet dotarli do niego. Wedle przekazów tureckich Sulejman własnoręcznie zabił trzech rycerzy, a w jego pancerzu utkwiło siedem węgierskich kul.

Garstkę chrześcijan rychło jednak przykryło muzułmańskie morze. Gdy reszta armii Ludwika ujrzała, jak wielką przewagę uzyskali najeźdźcy, rzuciła się do ucieczki. Im większa panika ogarnia w takich przypadkach ludzi pragnących ujść śmierci, tym większej ich zagłady staje się przyczyną. Tym razem rzeź była wstrząsająca. Opancerzeni ludzie i konie topili się w rzece lub grzęźli w naddunajskich mokradłach, gdzie zarzynali ich wrogowie. W ciągu półtorej godziny zginęło 20 tys. chrześcijan, w tym król Ludwik i abp Tomori.

Sulejman wkroczył wtedy do Budy, ale jeszcze 15 lat trwały na Węgrzech walki. Stronnicy Jana Zápolyi nie chcieli pogodzić się z Habsburgami na tronie, a Turcy wypuścić z rąk sutej zdobyczy. W efekcie zajęli oni środkowe Węgry włącznie ze stolicą. Siedmiogród, na którego tronie osiadł Jan Zápolya, stał się lennem tureckim. Zachodnia część Węgier, wraz z Chorwacją i ze Słowenią, dostała się w ręce Habsburgów jako królów węgierskich. I tak to, ogólnie biorąc, trwało aż do odsieczy wiedeńskiej w 1683 r.

Śmierć za wiarę

Ludwik był więc już drugim królem krwi jagiellońskiej, który poległ w młodości. Łączą go z Władysławem Warneńczykiem nie tylko pokrewieństwo i wiek 20 lat, w którym stracili życie. Obaj walczyli z Turkami za sprawę węgierską, a – szerzej – w interesie tej części Europy, którą stopniowo, ale z powodzeniem opanowywały możne rody niemieckie. Obaj dali się przez nie wmanipulować w sytuację, jakiej wytrawny polityk usiłuje zawsze uniknąć, czyli wyciągania cudzych kasztanów własnymi rękami z ognia.

O ile jednak Warneńczykowi jesteśmy gotowi współczuć, a nawet podziwiać jego rycerską odwagę, o tyle Ludwik takich uczuć już raczej nie budzi. Po ojcu Władysławie odziedziczył trony czeski i węgierski, a także brak identyfikacji z interesami polskiej ojczyzny. Był już niemal całkowicie zniemczony przez Habsburgów (adoptowany przez cesarza Maksymiliana) i Hohenzollernów (prawny opiekun w okresie małoletności: cioteczny brat Jerzy Hohenzollern-Ansbach). Język polski znał tylko biernie. Tatusia czescy poddani nazywali „dobrym” w dość lekceważącym znaczeniu, jako władcę niepotrafiącego stawiać na swoim. Syn, któremu jako dziecku nie brakło inteligencji, wybrał potem życie pełne zabaw i zainteresowań ograniczających go umysłowo oraz odciągających od spraw państwowych.

Czytaj także:
Polscy sojusznicy Krzyżaków

Toteż nie sprzeciwiał się habsburskiej rodzince, kiedy wysyłała go na pewną śmierć pod Mohacz. I żeby chociaż zginął tak heroicznie jak stryjeczny dziadek – do końca wyrąbując sobie mieczem drogę wśród wrogich zastępów, by dosięgnąć znienawidzonego sułtana... On uciekał w panice wraz z innymi rycerzami przerażonymi śmiertelną skutecznością janczarów i spahisów. Niekiedy pisze się, że utonął w rzece. Prawdopodobnie runął na dno mulistego strumienia i wyzionął ducha pod ciężarem własnego rumaka, dusząc się błotem.

Może jednak bardziej zbliżona jest do prawdy inna wersja śmierci Jagiellończyka. Otóż jakiś czas po bitwie odkryto i wydobyto zwłoki króla. Były one nagie, a w czaszce za uchem zionął otwór – ślad po śmiertelnym uderzeniu. Czy więc Ludwika zamordowano? A jeśli tak, to kto tego dokonał? Jego wrogowie wśród poddanych (podejrzenie padło na Jerzego Zápolyę, brata Jana), czy może Habsburgowie, niemogący się doczekać przejęcia Węgier i Czech na mocy wiedeńskiego układu z 1515 r.? Jeśli tak, to austriacka dynastia byłaby winna nie tyko sprowokowania go do straceńczej wyprawy i bitwy, lecz także zamordowania jagiellońskiego dynasty w najbardziej sposobnym momencie.

Należał do trzeciego pokolenia Jagiellonów, które chrzczono przy narodzinach. Tak jak wszyscy neofici traktowali oni sprawy wiary poważnie i z ogromnym oddaniem, czym różnili się od wyrachowanych Habsburgów, mających chrześcijańską tradycję sięgającą tysiąca lat. Za wiarę zginął stryjeczny dziad Ludwika, a z pięciu jego stryjów jeden został kardynałem, a drugi nawet świętym. Prozelityzm nie pomógł jednak, ale wyraźnie przeszkodził sympatycznym na ogół potomkom litewskiego księcia Olgierda w stworzeniu dynastii, która opanowałaby trony i rozległe obszary państw od Bałtyku do Morza Czarnego.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2017
Artykuł został opublikowany w 7/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 1
  • koment IP
    Takie trochę ple, ple. Władysław Jagiellończyk był nieudacznikiem i jego syna także. Wisiały im interesy Europy Jagiellońskiej, czyli m.in. Polski i Litwy. Z tym oddaniem religii bym nie przesadzał już wtedy. To się skończyło na Warneńczyku. Zygmunt Stary słusznie zawarł traktat w Wiedniu, by nie doprowadzić do otwartej i ryzykownej konfrontacji z Habsburgami i Moskwą. Dzięki temu mógł spokojnie rządzić a kraj się rozwijać.
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także