Prawda o powstaniu w stolicy Czech. Kto wyzwolił Pragę?

Prawda o powstaniu w stolicy Czech. Kto wyzwolił Pragę?

Marszałek Iwan Koniew witany przez mieszkańców Pragi, 9 maja 1945 r.
Marszałek Iwan Koniew witany przez mieszkańców Pragi, 9 maja 1945 r. / Źródło: Wikimedia Commons / Karel Hájek
Dodano 1
Walczyli z dziwnym lekceważeniem śmierci. Czy świadomie szli na zgubę, aby uniknąć spotkania z Armią Czerwoną?

Czesi walkę z Niemcami rozpoczęli dopiero 4 maja 1945 r. – już po upadku Berlina, kiedy III Rzesza dogorywała, a Wehrmacht i SS walczyły jedynie o to, aby nie trafić w ręce Armii Czerwonej, lecz poddać się „łaskawym” dla Niemców sojusznikom zachodnim. Powstanie w Pradze odbyło się w porozumieniu z Rosjanami jedynie po to, aby zademonstrować światu, że „my też walczyliśmy”. Rosjanie, którzy przyszli na pomoc powstańcom, byli jednak dziwni, ubrani w niemieckie mundury z naszywką ROA na rękawie. Ludność Pragi przyjmowała tych mówiących po rosyjsku żołnierzy jak swych wyzwolicieli. Wielu witało ich kwiatami. Tej przyjaznej atmosferze sprzyjały audycje czeskiego radia, które na początku maja kilkakrotnie wyemitowało po rosyjsku odezwę do żołnierzy rosyjskich z prośbą o pomoc dla powstańców. Rosjanie walczyli dzielnie i pomogli Czechom ocalić oraz wyzwolić ich stolicę.

Utworzenie ROA

Niespełna pół roku wcześniej, 14 listopada 1944 r. – również w Pradze – został utworzony KONR (Komitet Wyzwolenia Narodów Rosji) pod przewodnictwem Andrieja Własowa. W skład organizacji weszli liderzy większości ruchów kolaboracyjnych narodów ZSRS walczących po stronie III Rzeszy. W konsekwencji kierownictwo Niemiec zgodziło się na utworzenie osobnej armii KONR, która miała wałczyć na froncie pod dowództwem Własowa jako jedna całość. Był to ze strony Hitlera i jego otoczenia krok wymuszony, podjęty w obliczu nieuniknionej klęski w wojnie, niemniej dający nadzieję sowieckim sojusznikom Hitlera na uznanie ich za stronę walczącą i na ratunek własnego życia.

W stosunkowo krótkim czasie Własowowi udało się sformować trzy pełnowartościowe dywizje swej armii, utworzyć szkołę oficerską, zapoczątkować tworzenie własnego lotnictwa i wojsk pancernych. W lutym 1945 r. 1. Dywizja pod dowództwem gen. Siergieja Buniaczenki wyruszyła na front, gdzie otrzymała zadanie obrony odcinka na Odrze w rejonie Drezna. Był to jednak praktycznie już tylko krok rozpaczy. Mimo dość dzielnego zachowania żołnierzy dywizji w walce ze swymi niedawnymi towarzyszami broni udział ROA w walkach na froncie wschodnim miał znaczenie jedynie symboliczne. Sytuacja III Rzeszy była beznadziejna i boje ROA nie miały żadnego wpływu na ogólny stan agonii reżimu narodowych socjalistów.

Sytuacja Własowa i jego żołnierzy wiosną 1945 r. była niemal beznadziejna. Dlatego przywódcy rosyjskiego ruchu antykomunistycznego rozpatrywali zupełnie utopijne i mało realne plany ratowania swej armii. Dyskutowano serio na temat następujących alternatywnych strategii:

- stworzenia w rejonie Salzburga (Austria) w górach ostatniego przytułku dla własowców. Przekształcenia go w twierdzę, w której można by było skutecznie stawiać opór armii amerykańskiej, co umożliwiłoby prowadzenie rozmów z zachodnimi aliantami mających na celu uznanie ROA za stronę walczącą i honorową kapitulację. W razie odmowy walka do ostatniego naboju;

- przebicia się z Austrii do Serbii i połączenia się z podporządkowanym jugosłowiańskiemu królewskiemu rządowi emigracyjnemu wojskiem partyzanckim Drago Michajłowicza, które od lat w górach Serbii prowadziło skuteczną walkę zarówno z niemiecką armią, jak i przeciwko komunistycznej partyzantce marszałka Jozefa Tito. Cel – wspólna walka przeciwko komunizmowi;

- przełamania frontu sowieckich armii i pochodu na Ukrainę w celu połączenia się z Ukraińską Armią Powstańczą (UPA). Mimo poważnych różnic politycznych dowództwo ROA uznawało ukraińskich nacjonalistówza swych sprzymierzeńców w walce z komunizmem;

- nawiązania kontaktu z gen. Francisco Franco i przerzucenia za Pireneje kadry dowódczej ROA na czele z Własowem. Reszta sił miała przebijać się partyzanckimi tropami przez całą południową Europę do Hiszpanii. Wielu oficerów Własowa (w tym dowódca 3. Pułku 1. Dywizji płk Igor Sacharow) dzielnie walczyło w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie gen. Franco i miało poważne zasługi dla tego kraju.

Wszystkie te plany były absolutnie nierealne. Los jednak podrzucił Własowowi i jego żołnierzom piąty wariant, będący realną alternatywą dla dyskutowanych planów ratunku.

2 maja 1945 r. w sztabie 1. Dywizji ROA, który znajdował się w Kozojedach (47 km na północny zachód od Pragi), zjawiła się delegacja czeskiego podziemia, która zaproponowała udział w planowanym antyniemieckim powstaniu w Pradze. Generał Siergiej Buniaczenko akurat bez zgody niemieckiego dowództwa prowadził swą dywizję w rejon Salzburga, miejsca planowanej koncentracji wszystkich jednostek armii gen. Własowa...

Drugim poważnym argumentem świadczącym na korzyść udziału ROA w powstaniu w Pradze było to, że propozycja współpracy nadeszła nie od prokomunistycznego czechosłowackiego ruchu oporu, ale od grupy oporu „Bartosz” kierowanej przez gen. Karela Kutlvara. Miała ona powiązania z emigracyjnym rządem prezydenta Beneša i opierała się na części czeskiej policji porządkowej (odpowiednik polskiej policji granatowej) oraz na innych służbach kolaboracyjnych, które w obliczu porażki III Rzeszy gorączkowo poszukiwały możliwości rehabilitacji swych członków. Warto zaznaczyć, że w planach czeskiego podziemia te jednostki kolaboracyjne stanowiły główną siłę uderzeniową powstańców.

Iluzja nadziei

Kadra dowódcza 1. Dywizji ROA przyjęła propozycje udziału w wyzwoleniu Pragi z mieszanymi uczuciami. Większość (w tym naczelnik sztaby ppłk Nikołaj Nikołajew) zareagowała na propozycję Czechów wręcz entuzjastycznie, widząc w tej kolejnej zmianie frontu szanse na rehabilitację własowców w oczach zachodnich aliantów i na nieprzekazanie ich sowieckim organom karnym. Inni uważali, że walka o Pragę jedynie opóźni marsz dywizji na południe i ułatwi Armii Czerwonej ujęcie żołnierzy Własowa. Na specjalnie zwołanej 3 maja naradzie w sztabie dywizji stanowczo zaprotestował przeciwko planom pochodu na Pragę dowódca 1. Pułku ppłk Andriej Archipow.

Sam Własow, który również znajdował się na terenie Czech w jednym z zamków na zachód od Pragi, przyjął informację o propozycji udziału w powstaniu z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony pomoc Czechom dawała rzeczywiście iskrę nadziei, z drugiej zaś mogła jeszcze bardziej pogorszyć sytuację jego żołnierzy. Własow dobrze rozumiał istotę stalinowskiego systemu władzy, który z wcale nie mniejszą zaciętością zwalczał tych, którzy próbowali odkupywać swe winy przed Stalinem. Dlatego głównodowodzący ROA zadecydował dać gen. Siergiejowi Buniaczence wolną rękę w podjęciu ostatecznej decyzji. W prawie beznadziejnej sytuacji, w której znajdowała się jego armia, każda decyzja była zła. Chociaż udział w powstaniu praskim dawał jemu i jego żołnierzom nie nadzieję, lecz iluzję nadziei, to bezczynność w tej sytuacji była jeszcze gorszym rozwiązaniem.

Czytaj także:
„Za Tisa pełna misa”, czyli jak Słowacy wyszli na kolaboracji z Hitlerem

Tutaj konieczne jest bardzo istotne wyjaśnienie. Generał major Siergiej Buniaczenko już od połowy kwietnia nie wykonywał rozkazów niemieckiego dowództwa. Marsz jego dywizji na południe niektórzy w niemieckim sztabie generalnym rozpatrywali jako bunt, dlatego uderzenie na Pragę było jedynie logiczną konsekwencją dotychczasowego zachowania się dowódcy 1. Dywizji ROA. Własow natomiast wybrał pozycję cichego obserwatora poczynań swego podwładnego, nie angażując się zbytnio w bieg wydarzeń.

3 maja 1. Dywizja ROA, w której skład wchodziło ponad 20 tys. dobrze uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy, mimo trwających rozmów z czeskim ruchem oporu kontynuowała swój marsz na południe. Rano 4 maja własowcy przekroczyli rzekę Berunke i zatrzymali się na postój w rejonie miasta Beroun. Sztab dywizji rozlokowano we wsi Suchomasti (50 km na zachód od Pragi). Tutaj przez cały dzień 4 maja odbywały się rozmowy między dowództwem dywizji i przedstawicielami czeskiego ruchu oporu, a wieczorem podpisano porozumienie w sprawie współpracy, które przewidywało wspólną walkę „przeciwko narodowemu socjalizmowi i bolszewizmowi”. Wielu czeskich wojskowych, którzy w przededniu powstania zgodzili się na przyjęcie tak brzmiącego dokumentu, w okresie czeskiego stalinizmu zapłaciło za to własnym życiem albo długoletnimi wyrokami więzienia...

5 maja 1945 r. był pierwszym dniem czeskiego powstania narodowego przeciwko III Rzeszy. Skorzystawszy z zaskoczenia i z braku chęci do walki u niektórych niemieckich żołnierzy, czescy powstańcy już w pierwszym dniu walk zajęli prawie połowę czechosłowackiej stolicy. Jednak wieczorem stało się jasne, że siły obu stron są nierówne. Na wschód od Pragi znajdowały się liczne bojowe jednostki Wehrmachtu i SS, które pospiesznie podążały na zachód w celu uniknięcia sowieckiej niewoli. Dla nich czechosłowacka stolica miała kluczowe znaczenie strategiczne. Już wieczorem 5 maja niemiecki garnizon przy poparciu jednostek frontowych odzyskał część utraconych pozycji.


Tego samego dnia z rejonu Beroun na zachód od Pragi na pomoc powstańcom wyruszyła kilkoma kolumnami 1. Dywizja ROA, a w południe 6 maja przystąpiła do walk. Była ona jedynym sojusznikiem zdolnym udzielić realnej pomocy powstańcom. 3. Armia amerykańska pod dowództwem gen. Pattona znajdowała się 70 km na zachód od Pragi w rejonie Pilzna i była w stanie przyjść z pomocą, ale dostała od głównodowodzącego siłami alianckimi w Europie, gen. Eisenhowera, stanowczy zakaz przekraczania linii Pilzna. Amerykanie wbrew logice strategicznej ślepo spełniali daną w Jałcie Stalinowi obietnicę pozostawienia Pragi w sowieckiej strefie okupacyjnej.

Fronty 1. i 2. Armii Czerwonej, zajęte sfinalizowaniem operacji berlińskiej i spotkaniem się z Amerykanami nad Elbą, nie miały czechosłowackiej stolicy wśród swoich priorytetów strategicznych. Nie były w stanie pomóc czeskim powstańcom również wojska 1. Frontu Ukraińskiego, które znajdowały się w rejonie Drezna (150 km od Pragi). Wojska frontów ukraińskich 3. i 4. znajdowały się jeszcze dalej: od 170 do 200 km od Pragi.

Mogła i chciała to zrobić natomiast ROA. Dla jej licznych żołnierzy i oficerów hasło „Jedności Słowian” nie było pustym dźwiękiem. Aby podkreślić swą słowiańskość i bliskość Czechom, a także w celu uniknięcia nieporozumień żołnierze ROA ruszyli do boju pod biało-niebiesko-czerwonymi rosyjskimi narodowymi sztandarami. Były to także kolory czeskiego sztandaru narodowego.

Na prośbę kierownictwa powstania, które skierowało do sztabu 1. Dywizji swych oficerów łącznikowych, pierwotnie główne uderzenie własowców zostało skierowane na lotnisko Rużynie, aby przyjąć samoloty zachodnich aliantów z ewentualną pomocą dla powstania. Walki o lotnisko trwały do późnych godzin wieczornych 6 maja. 3. Pułk dywizji pod dowództwem ppłk. Gieorgija Aleksandrowa-Rybcowa zdołał wyprzeć jednostki Waffen-SS dopiero po tym, jak niemieckie dowództwo wycofało wszystkie samoloty wojskowe na inne lotniska.

Walka do końca

W samej Pradze pierwsze walki tych dziwnych, ubranych w niemieckie mundury sojuszników rozpoczęły się w dzielnicy Radotín na południowym zachodzie Pragi. Tutaj awangarda własowców pod dowództwem mjr. Kostenki trafiła pod miażdżący ogień czołgów Dywizji SS „Wallenstein” i początkowo musieli się oni wycofać z pola walki. Wkrótce jednak przy poparciu 1. Pułku Piechoty dywizji wybili Niemców z Radotína i wyszli na brzeg Wełtawy.

Czytaj także:
Tajna misja w imieniu Hitlera. To dlatego Hess musiał zginąć?

Wieczorem 6 maja w czechosłowackiej stolicy walczyły już wszystkie pułki dywizji. 1. Pułk opanował cały Smíhov, z wyjątkiem niektórych budynków bronionych przez Niemców. Umożliwiło to ustawienie artylerii dywizyjnej na smíhovskich wzgórzach i trzymanie pod ostrzałem niemieckich pozycji na Malej Stranie i po drugiej stronie Wełtawy. 2. Pułk zajął Sliweniec, Malą i Velką Chuchle, wyszedł na brzeg Wełtawy i szykował się do szturmu na most kolejowy. 3. Pułk rozpoczął atak na Malą Stranę od północy, od strony Brevnova, gdzie znajdowały się najważniejsze urzędy niemieckie. 4. Pułk posuwał się od Smíhova wzdłuż Wełtawy w stronę Malej Strany. Już w pierwszym dniu walk pod kontrolą własowców i walczących obok nich czeskich powstańców znalazła się prawie cała zachodnia część Pragi.·

Początkowo współpraca między czeskimi powstańcami i własowcami układała się pomyślnie. Jednak kiedy rano 7 maja gen. Buniaczenko wysłał bez konsultacji z liderami powstańców niemieckiemu ministrowi do spraw Czech i Moraw Karlowi Frankowi ultimatum z żądaniem bezwarunkowej kapitulacji, czescy przywódcy uznali to za ingerencję w wewnętrzne sprawy ich kraju.

Czeska Rada Narodowa, będąca politycznym kierownictwem powstania, w której główną rolę odgrywali miejscowi komuniści, wystosowała stanowczy protest przeciwko samodzielnym działaniom własowców. Wysłanie protestacyjnej depeszy świadczy o tym, że komuniści nie unikali kontaktów z własowcami, jak twierdziła późniejsza propaganda komunistyczna. Została ona podpisana przez wiceprzewodniczącego rady, jednego z liderów czechosłowackiej kompartii Josefa Smrkowskiego, któremu po wojnie wytoczono w związku z tym proces pokazowy. Oskarżono go o ścisłą współpracę z ROA i skazano na dożywocie.

Ze swej strony gen. Buniaczenko wystąpił ze stanowczym protestem przeciwko stanowisku czeskiego politycznego kierownictwa powstania. Do sztabu dywizji został zaproszony przedstawiciel rady, któremu rosyjski dowódca w bardzo ostrych słowach powiedział, że to nie własowska, lecz rosyjska armia narodowa wkroczyła do czeskiej stolicy. Buniaczenko również zagroził wyprowadzeniem swych wojsk z Pragi w przypadku kontynuacji wrogiej polityki wobec jego dywizji ze strony Czeskiej Rady Narodowej.

7 maja był ostatnim dniem udziału Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej w praskim powstaniu. Na prośbę czeskiego dowództwa wojskowego z grupy „Bartosz” dywizja gen. Buniaczenki od rana forsowała Wełtawę i rozpoczęła atak na jej wschodnim brzegu, aby odbić z rąk niemieckich centrum miasta. O godz. 5 1. Pułk rozpoczął atak na Winogrady. Po sforsowaniu mostów przez Wełtawę i zajęciu bardzo ważnego strategicznie rejonu Winohrad dalszy atak poszedł w kierunku południowym na Pankrác i na zachód w kierunku Vršovice–Strašnice. Dopiero na Pankrác pułk spotkał poważny opór ze strony żołnierzy dywizji SS „Wallenstein”.

W północnych dzielnicach Pragi z powodzeniem walczyły pułki 3. i 4. Silnie strzeżone i umocnione Hradczany były raczej nie do zdobycia bez poważnych strat dla ROA. Dlatego Buniaczenko zadecydował obejść Hradczany od północy i wyjść na brzeg Wełtawy w rejonie Bubeńca.

Stosunkowo łatwe zwycięstwa żołnierzy ROA w Pradze miały kilka przyczyn. Po pierwsze, jednostki 1. Dywizji składały się przeważnie z doświadczonych, dobrze uzbrojonych żołnierzy, których znaczna część świadomie walczyła przeciwko stalinowskiemu totalitaryzmowi. Po drugie, morale wśród niemieckich żołnierzy w Pradze po upadku Berlina było na bardzo niskim poziomie. I po trzecie, wielu własowców czuło prawdziwą pogardę dla groźby śmierci. Czy był to heroizm, czy zwykła brawura spowodowana poczuciem beznadziejności?

Oto relacja jednego z czeskich świadków tych walk: „Wielu własowców wcale się nie kryło w czasie walk. Niektórzy otwarcie wychodzili na sam środek ulicy i strzelali do okien, gdzie ukrywali się Niemcy. Walczyli oni z dziwnym wschodnim lekceważeniem śmierci. Czasem się wydawało, że świadomie oni szli na śmierć tak, aby uniknąć spotkania z Armią Czerwoną”.

Jednostki 1. Dywizji ROA zdołały opanować przy wsparciu czeskich powstańców prawie dwie trzecie czechosłowackiej stolicy. ROA również stawiła skuteczny opór posiłkom niemieckim podążającym na pomoc garnizonowi Pragi. Mająca ciężki sprzęt bojowy, spore zapasy amunicji i wielu doświadczonych w walkach ulicznych żołnierzy ROA odegrała decydującą rolę w sukcesie powstania.

Jednak ten chwilowy od początku do końca nienaturalny sojusz między rosyjskim wojskiem antykomunistycznym a czeskimi powstańcami, znajdującymi się pod wpływem komunistów, od początku był skazany na porażkę. Gdy tylko stało się jasne, że pomoc ze strony własowców nie jest już absolutnie konieczna, Czeska Rada Narodowa 7 maja przyjęła specjalne oświadczenie, w którym zdecydowanie odcięła się od ROA, której żołnierze w zapale bojowym nadal walczyli z Niemcami. Jednak 7 maja o godz. 23 Buniaczenko wydał rozkaz zaprzestania walk i wycofania wszystkich jednostek ROA z czechosłowackiej stolicy. 1. Dywizja ROA przyłączyła się do ogromnego potoku wojsk niemieckich podążających na zachód w rejon Pilzna, gdzie znajdowały się już wojska amerykańskie.

Dla żołnierzy Własowa poddanie się Amerykanom wydawało się kolejną deską ratunku. Jednak, jak się okazało, równie iluzoryczną jak powstanie praskie. Kilkuset własowców zginęło w walkach z Niemcami w Pradze, praktycznie wszyscy ranni własowcy, którzy znajdowali się w czeskich szpitalach, zostali rozstrzelani przez żołnierzy sowieckich po wkroczeniu Armii Czerwonej do Pragi 9 maja 1945 r. Z dywizji gen. Buniaczenki tylko niewielu udało się dotrzeć do Amerykanów, a uniknąć wydania Związkowi Sowieckiemu jeszcze bardziej nielicznym. Dywizja została otoczona przez jednostki Armii Czerwonej na zachód od Pragi. Jej żołnierzy spotkał okrutny los. Udział w powstaniu w Pradze okazał się okolicznością jeszcze bardziej ich obciążającą.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2017
Artykuł został opublikowany w 6/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 1
  • xxxxxxx IP
    Po pierwsze Kampfgruppe Wallenstein to nie była nawet brygada tylko pułk, do tego prowizoryczny kombinowany z jednostek policyjnych SS składających z Niemców etnicznych, batalionu słowackiego SS i niewielkiej grupy czeskich rekrutów SS. Po drugie ROA powstrzymała pochód improwizowanych jednostek na bardzo krótki czas, po wycofaniu się Niemcy wszystko pozamiatali, Czesi walczyli z Czechami to też prawda, jest takie zdjęcie jak Czesi prowadzą czeskiego nazistę i kolaboranta, Alois Kříž, schwytanego podczas walk o budynek radia którego bronili policjanci SS,grupa pracowników Niemców etnicznych i Czechów wcielona do volssturmu
    Dodaj odpowiedź 6 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także