Sprawa Rokity, sprawa zasad

Sprawa Rokity, sprawa zasad

Dodano
Jedni wciąż nie wierzą, inni z trudem maskują zawistną radość. W  każdym razie informacja, że Jan Rokita może nie wrócić do Polski, nikogo nie pozostawiła obojętnym.

Sam nie wiem do końca, jak ją traktować. Większość doniesień na temat Rokity z ostatnich kilku lat zawiera w sobie osobliwą mieszankę groteskowości i powagi. Od czasu, kiedy to były „premier z Krakowa” wdał się w awanturę w samolocie Lufthansy, wołał o pomoc i krzyczał, że chcą go pobić Niemcy, patrzę na jego kolejne opinie z pewnym – powiedzmy – dystansem. A jednak ostatnia historia należy do poważnych.

– Jestem w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Komornik już zabiera moją pensję, nie mam bieżących środków na utrzymanie. Albo znajdę pracę poza systemem prawnym, albo będę musiał mieszkać poza Polską – mówił w TVN24 Jan Rokita. – Co zarobię, zabierają dla Kornatowskiego – tłumaczył.

Chodzi o postępowania egzekucyjne w związku z przegranym przez Rokitę procesem z byłym szefem policji Konradem Kornatowskim. W 2007 r. Rokita nazwał Kornatowskiego „wyjątkowo nikczemnym prokuratorem, który hańbi polską policję”. Odnosił się do fabrykowania dowodów w sprawie śmierci opozycjonisty Tadeusza Wądołowskiego w latach 80. Kornatowski za te słowa pozwał Rokitę. Polityk w sądzie przegrał i ma ponieść koszt przeprosin i zadośćuczynienia – niemal 350 tys. zł. Co innego utrzymuje Kornatowski, który wymienia znacznie niższą sumę i zaprzecza, jakoby zamierzał wysłać do Rokity komornika.

Jak jest naprawdę, trudno ocenić. Ważne są wszakże zasady. Nie mam dostępu do akt sprawy, nie wiem, na ile mocne były dowody, na które powoływał się Rokita i które kierowana przez niego komisja zebrała w latach 90. Być może polityk z Krakowa posunął się za daleko. Ale nawet wtedy wyrok sądu musi uwzględniać sytuację finansową byłego lidera PO. Nawet jeśli Rokita nie miał racji, nałożona na niego kara kilkuset tysięcy złotych pozostaje niesprawiedliwa, bo jej wysokość jest niewspółmierna do ewentualnego naruszenia prawa.

Gorzej. Ta kara nie tylko czyni krzywdę Rokicie, ale także – rzecz z punktu widzenia interesu publicznego ważniejsza – świadczy o braku zrozumienia przez sędziów wartości, jaką jest swoboda demokratycznej debaty. Pomysł, żeby zbyt krewkiego i wyrazistego polityka skazywać niemal na banicję i rujnować mu całe życie za słowo, doskonale mieści się w logice państwa autorytarnego. Rokitę można było ukarać, ale z pewnością nie w taki sposób, żeby odebrać mu szansę udziału w życiu publicznym.

Polscy sędziowie muszą pamiętać o zdrowym rozsądku.

Czytaj także

 0

Czytaj także