Codzienne felietonyGranice szaleństwa

Granice szaleństwa

Kuba Wątły, Superstacja
Kuba Wątły, Superstacja / Źródło: YouTube / Superstacja
Dodano
Coś bardzo złego dzieje się z naszą debatą publiczną. Najbardziej prymitywne wyzwiska i najgłupsze zachowania coraz częściej są przyjmowane jako naturalny element zaostrzającego się sporu politycznego. Gdzie jest granica tego szaleństwa?

Dwa ostatnie wydarzenia pokazują, że jest gorzej niż się wydawało. Pierwszy przykład to sam pomysł zorganizowania internetowej zbiórki na nowe Seicento dla 21-latka, który przyczynił się do wypadku premier Beaty Szydło. Spontaniczna chęć pomocy w kupnie nowego auta momentalnie przeobraziła się w chęć zrobienia na złość nielubianemu rządowi, a wpłata na nowe Seicento stała się aktem sprzeciwu wobec rządów PiS.

Zastanawiam się, czy wpłacający na ten cel pieniądze (a zebrano już ponad 130 tysięcy złotych!) przez choćby chwilę zastanowili się, co robią. Wpłacają pieniądze obcemu chłopakowi tylko dlatego, że ten - nieumyślnie przecież - sprawił, że premier Szydło znalazła się w szpitalu. Jak zauważył jeden z internautów w tym samym czasie na tej samej stronie internetowej, na której zbierano pieniądze na nowe Seicento, prosząca o pomoc kobieta chora na nowotwór nie uzbierała nawet 5 tysięcy złotych.

W całej akcji zbiórki na samochód wybrzmiewa jakaś dzika satysfakcja, której dodatkowo kibicuje część mediów. Co będzie dalej? Jaki sygnał idzie do społeczeństwa? By czyhało na kolumny rządowe i próbowało je uszkodzić, bo to oznacza poklask i uznanie, a jak dobrze pójdzie to i pieniądze na nowe auto?

Druga sprawa, która powinna nam wszystkim dać dużo do myślenia to słowa prowadzących program „Krzywe zwierciadło” w telewizji Superstacja i reakcja, a raczej brak reakcji części środowiska medialnego, na nie.

– Co pan myśli, zasugeruję w sumie odpowiedź, ale niech będzie bo to taki program jest, że niby ma być tak pseudozabawnie, co pan myśli o tych brudnych, śmierdzących gnidach, które nazywają się dziennikarzami, a firmują ten rynsztok w telewizji publicznej – powiedział jeden z prowadzących Kuba Wątły do Tomasza Jastruna. I dodał: "Ale część z tych gnid, kończąc tę część programu, twierdzi, że mają swoje pięć minut w tej chwili. Nigdy nie chciałbym, i pewnie państwo też nie chcielibyście przeżywać pięciu minut, podczas których pijecie albo jecie odchody, co dzieje się wśród prawie wszystkich tak zwanych dziennikarzy telewizji publicznej".

TVP w wydanym oświadczeniu nazwała te słowa „mową nienawiści” i zapowiedziała podjęcie kroków prawnych w tej sprawie. Prezes Superstacji tłumaczy, że to była prywatna opinia prowadzących, do której mają prawo. Dodał, że poprosił Wątłego, by więcej w programie nie poruszał po prostu tematu TVP - jakby to było najważniejszym aspektem tej sprawy, a nie język, jakiego użyli prowadzący.

I znów w reakcji na tę sprawę mieliśmy spory popis hipokryzji. Oburzenie wyraziła głównie prawa część opinii publicznej, reszta udaje, że sprawy nie ma, a więc nie ma o czym mówić. Ci, którzy na co dzień grzmią i oburzają się na wszelkie przejawy mowy nienawiści, teraz uznają, że to efekt zaostrzającego się sporu politycznego i tyle. Większość portali internetowych opisało sprawę jako kolejne ciekawe wydarzenie, nie dostrzegając w niej niczego nadzwyczajnego.

Jeśli to podejście się nie zmieni, to naprawdę lepiej nie będzie. Rozumiem, że trudno w środowisku medialnym, podzielonym i skłóconym, o solidarność, lecz w tym akurat wypadku chodzi o elementarną przyzwoitość. Nie może być zgody na używanie języka z rynsztoka w przestrzeni publicznej, na antenie telewizji, która określa siebie mianem informacyjnej.

Dla ludzi używających takiego języka powinna obowiązywać zasada „zero tolerancji”, nie zaś lekceważące machanie ręką. Warto mieć na uwadze, że relatywizm w tej sprawie obróci się (już się zresztą obraca) przeciwko nam wszystkim, bo mocno nadwątla zaufanie do dziennikarzy i mediów. Daje też wszystkim innym ciche przyzwolenie i akceptację dla tego typu zachowań. Bo skoro w telewizji tak można…

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ api

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także