EkonomiaObcy nie płaci, a Polak dwa razy

Obcy nie płaci, a Polak dwa razy

Dodano

Minister finansów przygotowuje nowy podatek. Nie tylko utrudni życie naszemu biznesowi, lecz także obniży jego konkurencyjność w kraju i chęć ekspansji na nowe rynki

Tomasz Wróblewski

Pełno wokół ludzi naprawiających nam świat. W imię powszechnej miłości publicyści chcą kar za obraźliwe słowa. Z miłości do zwierząt Żydzi powinni zmienić religię. My – naszą poranną toaletę, żeby nie marnowała się woda. A przedsiębiorcy muszą się wyzbyć chęci zysku, żeby więcej zostało dla tych, którzy chcą trwonić nasze pieniądze. W trosce o ten lepszy świat minister Jacek Rostowski przeforsuje jesienią nowy podatek. Dość pokrętny nie tylko z nazwy i założeń, lecz także z uwagi na cele, które sobie stawia i których nigdy nie osiągnie. Minister chce, żeby polska firma płaciła w Polsce podatek również od dochodów osiągniętych przez kontrolowaną spółkę z siedzibą lub zarządem w innym kraju (ustawa o CFC – Controlled Foreign Corporation). Jeżeli firma komputerowa czy wydawnicza otworzy oddział w Luksemburgu lub Rumunii, gdzie obciążenia podatkowe mogą być niższe, to rząd chce opodatkować różnice, zanim pieniądze wywędrują z kraju. W projekcie ustawy czytamy, że spółki zakładane są często za granicą tylko po to, by przerzucać tam dochody. Czy minister jest w stanie zatrzymać te pieniądze? Uszczelnić granice tak, żeby ciężko zarobione przez Polaków pieniądze nie służyły obcym?

Ściganie swoich, a nie obcych

Mało prawdopodobne, choć sama konstatacja, że biznes ucieka z pieniędzmi, jest trafna. Wielkie koncerny, oddziały polskich spółek czy spółki matki faktycznie wyprowadzają sporo pieniędzy z kraju. Zresztą nie tylko z Polski. Zjawisko jest masowe i jak na razie nikt sobie z nim nie poradził. Przeciwnie, tak prężna administracja fiskalna jak amerykański urząd skarbowy, wprowadzając porównywalne przepisy o CFC, nie tylko nie zwiększyła korporacyjnych wpływów do budżetu, ale wręcz sporo ich utraciła. Udział podatków płaconych przez korporacje w ogólnej puli dochodów podatkowych Ameryki spadł z 20 do 9 proc. w ciągu niespełna 20 lat. Raz przetarte ścieżki stały się dostępne nie tylko dla wielkich korporacji, lecz także dla średnich firm. Przeglądając komentarze do projektu nowej ustawy podatkowej, bez trudu znajdziemy kancelarie prawne wskazujące na możliwe obejścia nowego podatku – legalne rozwiązania, gwarantujące ten sam efekt. Najbardziej bulwersujące jest w tym jednak to, że ustawa zajmuje się najmniej istotnym źródłem uciekających pieniędzy. Największe transfery nieopodatkowanych zysków przeprowadzają zagraniczne firmy w Polsce, a nie polskie przedsiębiorstwa otwierające zagraniczne oddziały. Z danych GUS wynika, że z 8465 firm z kapitałem zagranicznym 2827 notorycznie wykazuje straty. I to nawet firmy od 15 lat będące na polskim rynku. Jedna trzecia ma same straty. W przypadku polskich firm (44 358) zaledwie jedna szósta stale wykazuje straty. Aż 36 proc. zagranicznych firm handlowych deklaruje straty.

(…)

Trudno sobie wyobrazić, żeby globalne koncerny z unikalnym know-how nie umiały sobie poradzić z kontrolą kosztów i o tyle gorzej zarządzały swoimi firmami. Rzecz raczej w technologii ekspediowania kosztów za granicę w postaci opłat eksperckich, konsultacji, ubezpieczeń, projektów specjalnych. Dziesiątkach kreatywnych pomysłów, które pozwalają na zawyżanie kosztów i unikanie podatków. Wiele z tych technik ma ukrócić ustawa o CFC, ale wyłącznie w przypadku polskich firm. Ustawa nie zajmuje się wyciekiem pieniędzy poprzez międzynarodowe korporacje. (…) Rzecz w tym, że międzynarodowe prawo nie pozwala ministrowi Rostowskiemu na efektywne ściganie zagranicznych koncernów i rozliczanie ich z realnych wpływów. Znacznie łatwiej byłoby sięgnąć po polskie firmy. W imię chwilowych korzyści budżetowych minister gotów jest nawet na działania niszczące polską przedsiębiorczość. Co zresztą, jak czytamy w ustawie, nie jest ewenementem. Wiele państw przyjęło podobne rozwiązania CFC. Nie znaczy to jednak, że odniosły na tym polu sukces. Firmy, w tym zagraniczne, i tak są lepszymi płatnikami podatków w Polsce niż korporacje w USA czy Niemczech. Większość amerykańskich korporacji płaci w USA zerowe stawki podatkowe. Te, które wykazują oficjalnie zysk, też robią to na szokująco niskim poziomie. Potentaci tacy jak American Electric Power, Dupont, Verizon, Boeing, Wells Fargo, FedEx czy Honeywell efektywnie płacą między 0,5 a 0,7 proc. swoich obrotów. Najwyższe podatki w USA płaci ExxonMobil – 8 proc. W Polsce ta średnia przekracza 14 proc. Google, Yahoo i Amazon, umęczone zabawą w ciuciubabkę z urzędem skarbowym, ostatecznie wyniosły się z kraju. Ostatnio Apple, już po przeprowadzce do Irlandii, ogłosiło, że z 74 mld dol. zysku w zeszłym roku rządowi USA zapłaciło w podatkach zamiast 26 mld – zero. Za to 1,48 mld dol. poszło na konto urzędu skarbowego w Dublinie. Po ogłoszeniu wyników Apple, Amazona i Google rozpętała się burza. Politycy (…)

Znosząc podatek od zysków kapitałowych, dywidend, CIT i nastawiając się na ściąganie kapitału, tworzenie miejsc pracy, nie tylko podnosimy konkurencyjność gospodarki, lecz także stwarzamy inne źródła wpływów budżetowych. O tym najlepiej niech świadczy zestawienie dochodu na osobę – wciąż uważanego przez Bank Światowy za najlepszy najlepszy miernik dobrobytu. W 2012 r. PKB na głowę Amerykanina wynosił 48 113 dol., na Brytyjczyka – 38 961 dol. Tymczasem w rajach podatkowych, np. na Bermudach 86 072 dol., a w Singapurze – 47 268 dol. To na pewno nie będzie żadne wskazówka dla ministra Rostowskiego, którego horyzont finansów państwa nie sięga dalej niż do końca roku, ale może warto, żeby posłowie na chwilę przejrzeli na oczy i pod nośnym hasłem ścigania „uprowadzaczy” pieniędzy zobaczyli znacznie większe zagrożenie w podcinaniu skrzydeł polskim firmom. Po co ścigać polskie firmy za granicą? Niech inni ścigają swoje firmy uciekające do Polski. To znacznie lepszy biznes dla naszego kraju. •

Cały tekst w bieżącym numerze Do Rzeczy.

Dobrze Ci się wydaje z kartą kredytową PKO Mastercard Platinum

Czytaj także

 0

Czytaj także