EkonomiaDwie strony chciwości

Dwie strony chciwości

Dodano 1

Pracownik banku przyznaje: „Wszyscy wiedzieliśmy, że to, co oferujemy – polisolokaty, ubezpieczenia, fundusze inwestycyjne itp. – jest toksyczne, że klient na pewno nie zarobi, a najprawdopodobniej straci swoje pieniądze”.

Paweł Reszka w bardzo dobrej książce „Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy” opisał mechanizm podkładania pod nasz system bankowy tych wszystkich bomb, które od jakiegoś czasu pod nim tykają – od kredytów frankowych przez polisolokaty do innych wynalazków wciskanych klientom przez banksterów.

Dzięki zwierzeniom kilkunastu banksterów udało mu się odsłonić mechanizm działania banków i firm ubezpieczeniowych. Mechanizm, którego istnienia się domyślaliśmy. Wszyscy pracują tam pod gigantyczną presją – od prezesa zarządu przez jego zastępców, szefów działów do zwykłych sprzedawców. Dyktatura planów sprzedaży – rocznych, kwartalnych, miesięcznych, jest przemożna. Na każdego, niezależnie od zajmowanej pozycji, z jednej strony czekają wysokie prowizje, bonusy, atrakcyjne wyjazdy firmowe, z drugiej czyhają kary finansowe, degradacje, dyskredytacja w oczach współpracowników, do utraty posady – bywa, że zwykłej śmieciówki.

Z książki Reszki dowiadujemy się więc, dlaczego ustawicznie nas naciągają: bo nie mają innego wyjścia; bo mogą albo nas naciągać, albo odejść. Niestety, nie dowiadujemy się z niej, dlaczego wciąż tak łatwo nas naciągnąć. A przecież chciwość banksterów nie na wiele by się zdała, gdyby nie takaż ich klientów (nie licząc ofiar ewidentnych oszustw) – zwłaszcza tych, a pewnie była ich większość, którzy jednak mieli jakie takie pojęcie, dlaczego biorą kredyt w walucie obcej, a nie w tej, w której zarabiają, czyli polskiej. Albo dlaczego decydują się na zakup produktu finansowego mogącego przynieść zaskakująco duży zysk, a więc – jak to zawsze w takim przypadku bywa – także obarczonego zaskakująco dużym ryzykiem.

I właśnie o tej drugiej stronie medalu w książce Reszki jest dużo za mało. No bo czy banksterom tak dobrze szłoby naciąganie klientów, gdyby nie mieli do czynienia z ludźmi, z których spora część gdzieś tam – w skrytości ducha – liczy na to, że im akurat dopisze szczęście i uda się im spłacić kredyt, na który ich w istocie nie stać? Albo którzy na wszelki wypadek nie zadają pytań o to, jak to możliwe, że ktoś oferuje im produkt, który ma im przynieść tak duży zysk – tak dużo wyższy od oprocentowania najlepszych na rynku lokat bankowych? 

  

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 21/2016
Cały wywiad opublikowany jest w 21/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
Gramy Razem. Dołącz do klientów PKO Banku Polskiego i kibicuj swojemu klubowi

Czytaj także

 1
  • Gringo IP
    Witam. Widzę że walka z ubezpieczycielami dalej trwa. Jakiś czas temu miałem podobny problem z polisą. Gdy chciałem ją zlikwidować okazało się że dostanę jakieś marne grosze… naliczyli mi opłatę likwidacyjną w wysokości 90% próbowałem pisać listy odwołania reklamacje, jednak że żaden sposób nie skutkował na ubezpieczyciela w ostateczności zdecydowałem się na pomoc kancelarii Invictus. Słyszałem że mają dużą skuteczność w odzyskiwaniu ubezpieczeń bez żadnych kosztów nie zmienia to faktu że straciłem część moich ciężko zarobionych pieniędzy od tamtej pory omijam banki szerokim łukiem jeśli ktoś z was ma podobny problem podaje kontakt do osoby która prowadziła moją sprawę 530 841 668
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także