FelietonyTusk w realu i „te” sprawy - Piotr Kobalczyk

Tusk w realu i „te” sprawy - Piotr Kobalczyk

Tusk w realu i „te” sprawy - Piotr Kobalczyk
Tusk w realu i „te” sprawy - Piotr Kobalczyk
Dodano

Po gowinobójczym wystąpieniu premiera Donalda Tuska w Sejmie (zdaniem dziennika z Czerskiej „historycznym przemówieniem w imię godności par homoseksualnych”) trwają dociekania, czy to początek zaplanowanej dekapitacji lidera frakcji konserwatywnej w PO, czy też rozpisana na role tragifarsa, mająca przykryć realne problemy rządzących – takie jak choćby dyskusja nad stanem służby zdrowia w aspekcie wniosku o odwołanie ministra Arłukowicza, czy jak rejterada dyplomatyczna rządu w kontekście Davos i brytyjskiego „sprawdzam!” dla UE. Sądzę, że rozpisany przez piarowców Tuska scenariusz uwzględniał oba aspekty, bo pan premier przyzwyczaił już nas do tego, że jak coś pichci w politycznej kuchni, to zazwyczaj są to dwie pieczenie na jednym ogniu.

Tak czy siak, słowo „hipokryzja”, nawet w mediach mainstreamowych, stało się kluczowym. I słusznie, niemniej analizowanie jej stopnia w rozgrywaniu Gowina narracją „partnerską”, czy też poziomu cynizmu w puszczaniu homofobicznego dymu w oczy Polaków pozostawiam tym, którzy znajdą w nich jeszcze jakieś świeże tropy. Mnie za to strasznie, ale to strasznie ciekawił pierwiastek ludzki, taki osobniczy, czyli sam Tusk w roli rzecznika niewiniątek kochających inaczej, których rzezi miał domagać się Gowin pospołu z wrażymi posłankami Wróbel i Pawłowicz.

Sięgnąłem więc po owo „historyczne przemówienie w imię godności par homoseksualnych” i obejrzałem je sobie uważnie. Widać w nim, że eksperci od freudowskich przejęzyczeń, tudzież znawcy mowy ciała mają rację gdy mawiają, że natury nie sposób oszukać. I że nawet najlepiej wyreżyserowana blaga w końcu się sama uroczo zdemaskuje. Czasem takiego czarodzieja zdradzi nieopanowany w porę gest, czasem biel na zaciśniętych knykciach, a najczęściej język, bo coś się niechcący wymsknie – albo odwrotnie – jakaś myśl pokrętna, przez naturę wypierana, nie chce przejść przez gardło.

Otóż w jakimś specyficznym stopniu mogło to być wystąpienie historyczne, bo to jednak wyzwanie dla – za młodu wiernego kibica, aktywnego w środowisku, które nie słynie raczej z kulturowej elastyczności (oczywiście, Donald Tusk mógł być szlachetnym wyjątkiem, ale tak mi się ta okoliczność, pewnie złośliwie, skojarzyła) - dziś „politycznego macho” i „premiera o twardym spojrzeniu”. Premier przecież już publicznie udowodnił, że tak naprawdę ma jednoznaczne, żeby nie powiedzieć „normalne” i „statystyczne”, poglądy na seks-relacje, choćby wtedy, gdy podczas jednej z gorących, bo letnich, konferencji prasowych sugestywnie (żeby nie powiedzieć obleśnie) komentował rozpięty guzik reporterki Polskiego Radia.

Ciekawe więc, jakim językiem o różnych aspektach związków partnerskich Tusk może rozmawiać „w realu” – na przykład w szatni z kolegami po harataniu w gałę. I warto zastanowić się, czy to ten sam język, którym w Sejmie gorąco broni godności par homoseksualnych. Nie będę ukrywał: od dwóch dekad przyglądam się politykom różnych szczebli i wiem dobrze, że w realu, w kuluarach, gdy nie ma kamer i mikrofonów, słowo „pedał” wygrywa z „gejem” znacznie częściej niż na typowej polskiej ulicy. Podobnie zresztą jak jazda „po Żydach” przytrafia się prywatnie panom politykom dużo częściej, niż oficjalne moralitety na temat polskiego antysemityzmu.

Co usłyszałem w wystąpieniu Tuska? Ano to, że w swoim „godnościowym” wystąpieniu mocno unikał słowa „homoseksualne”, ukrywając je w narracyjnym gąszczu ogólnie słusznych związków pozamałżeńskich (tak wiem, formalnie ustawa mówi nie tylko o homoseksualistach, ale przecież wszyscy wiemy, że szło właśnie o nich). A tam, gdzie już koniecznie niewygodnego słowa musiał użyć, to wypowiadał je albo się zacinając, albo prześlizgując po nim lotem błyskawicy. Zapytajmy więc złośliwie - czy z naszą ludzką naturą nie jest tak, że słowa, które stoją sprzeczności z tym co naprawdę myślimy, strząsamy z ust jak arachnofob pająka z ramienia?

Najciekawsze zaś, że z resztą wystąpienia pan premier poradził sobie już pewnie i gładko, nie raniąc ust i swojej heteroseksualnej duszy. Oto przykład: „Nie ma stanowiska instytucji rządowych W TEJ SPRAWIE (...) ponieważ w rządzie są politycy prezentujący różne poglądy W TEJ KWESTII (...) Chcę podkreślić, że nie można zamykać oczu na istniejący, niewymyślony FAKT SPOŁECZNY(...) dzisiejszy stan prawny nie oddaje TYCH wyzwań, (...) w którym istnieją TE FAKTY SPOŁECZNE (...) nie można kwestionować ICH istnienia, nie można używać bolesnych argumentów wobec ludzi, którzy decydują się NA TEGO TYPU życie (...)

Wystąpienie Tuska dostępne jest w Internecie. Zachęcam gorąco do obejrzenia i zanalizowania pod kątem dwójmyślenia i podwójnej mowy. W końcu demaskowanie hipokryzji, rzecz w zasadzie smutna, może rozbawić, gdy dotyczy kwestii odpowiednio groteskowej.

Czytaj także

 0

Czytaj także